piątek, 1 czerwca 2012

Polska na wyprzedaży

Kiedy rodziło się nasze pierwsze dziecko, dziewczynki w okolicy przeważnie otrzymywały imię Kasia, a w przypadku gdy rodzice mieli jakieś większe ambicje, to Sandra lub Nicola. Żona moja wymyśliła, że najlepiej będzie jeśli nasza córka będzie Hanką. Jak idzie o chłopców, to chyba najczęściej się spotykało Bartków, lub Piotrków, natomiast w sytuacjach ekstremalnych to tu to tam pojawiał się Denis, lub Alan. Myśmy wymyślili tego Antka i tak już zostało. Dziś pamiętam, że kiedyś przyszedł do nas na kolędę ksiądz i poinformował, że nasz syn to jedyny Antek w całej parafii, no i słysząc to było nam bardzo miło. Na końcu jeszcze pojawiła się Zosia, i w ten sposób – słowo daję, że zupełnie niechcąco – obstawiliśmy trzy czołowe postaci z Reymonta. Też dobrze.
Powiem szczerze, że kwestia imion, jakie ludzie nadają dzieciom, za bardzo mnie nie rusza. Wydaje mi się, że sprawą najbardziej podstawową jest to, by one nie nazywały się na przykład Doktor House, Mirkiz de Sade, czy, jeśli ktoś jest zakręconym na punkcie wspomnianych wyżej „Chłopów” weganem, córeczka nie dostała na pierwsze Boryna. No i żeby im przy okazji Pierwszej Komunii nie robić tatuaży na szyi i nie dziurawić nosów i warg. Bo w końcu, nawet do Loreny czy Ariela można się przyzwyczaić. A więc, by nie traktować tych dzieci jak żywych zabawek. Poza tym – tak naprawdę to jest dokładnie wszystko jedno. Czy to będzie Wojtek, czy Jadzia, czy Piotrek, czy Basia, Cyryl, czy ów nieszczęsny Denis, kiedy te dzieci podrosną, na nikim te imiona nie będą robiły najmniejszego wrażenia, a tym bardziej nikomu z nich nie załatwią one ani większego sukcesu, ani też dramatycznej porażki.
A więc przyznać muszę, że kiedy dziś otworzyłem najnowszy numer tygodnika „Uważam Rze” i zobaczyłem zamieszczoną w środku wystawę rysunku dziecięcego, gdzie w roli artystów wystąpiły dzieci tak zwanych „autorów niepokornych”, autentycznie zdębiałem. Bo nagle się okazało, że te wszystkie moje dawne emocje , kiedy to słyszałem, jak jakaś pani woła swoje dziecko „Jimi, uważaj żebyś się nie pobrudził”, skutecznie pobladły. Nagle wyszło na to, że nie ma takiego idiotyzmu, który byłby w stanie konkurować z tym, co potrafili nam wysmażyć oni – nasi patrioci i prawdziwi Polacy. Że nawet gdyby zebrać do kupy 10 najbardziej zidiociałych śląskich rodzin i poprosić je o wymyślenie trzech najpiękniejszych imion dla trojga najbardziej gryfnych dzieci z Nikiszowca, z takim Mazurkiem i z Ziemkiewiczem one by tę konkurencję przegrały. Wychodzi na to, że co by nie myśleć o Śląsku, Warszawa zawsze pokaże prawdziwe granice.
O co chodzi z tą wystawą i z tymi rysunkami? Otóż okazuje się, że kiedy Rafał Ziemkiewicz postanowił wycofać się rakiem ze swojego „Polactwa” i stanąć na czele nowego projektu pod nazwą „Polactwo to brzmi dumnie”, stanęliśmy też wszyscy wobec już nie przelotnej mody, czy kaprysu, lecz bardzo poważnej idei. Przy okazji, wyszło na to, że ów projekt ma poważny budżet, a pieniądze jakie są w niego zaangażowane mają swój cel i sens. Że może się okazać, ze już niedługo – jeśli wcześniej nie podda się zapowiadanej eutanazji – nawet Kazimierz Kutz wróci do swojego porzedniego nazwiska, a autor Kuczok, zacznie się przedstawiać jako Kaczyński. Nagle wyjdzie na to, że skoro Polska nie mogła się doczekać naszego szacunku ot tak, tylko dlatego, że wszyscy jesteśmy z tej ziemi i wszyscy się czujemy tej ziemi dumną częścią, to niech ma tę satysfakcję, że stała się częścią popu. Głupiego, fałszywego, żałośnie tandetnego – ale zawsze w awangardzie.
A zatem mamy tę wystawę i wychodzi na to, że każdy powód jest dobry, by poszerzyć tę załogę, dotychczas występującą pod nazwą „autorów niepokornych” już nie o żony i kumpli, ale o dzieci. A dzieci – wiadomo – też niepokorne. Otwieram najświeższy numer „Uważam Rze”, a tam te obrazki i nazwiska autorów. Czyżby Alan? A może Sandra? Czyżby Ariel, Lorena? Ależ w życiu! To nie te rejony. To idą nasi. Proszę posłuchać: Jaś Karnowski, Antek Janke, Marysia Semka, Marysia Lisicka, Marysia Magierowska, Zosia i Marysia Mazurek, Zosia i Marysia Ziemkiewicz, Kasia Warzecha.
A ja przede wszystkim zastanawiam się nad tym, co koledzy Warzechy sądzą na temat tej jego Kasi. Bo, jak się domyślam, jego sytuacja musi być nie do pozazdroszczenia. Że niby, co to ma znaczyć – „Kasia”? Czy on przypadkiem się nie zapomniał? Kasia? A niby co takiego Warzechowie mieli na myśli? Czyżby nie było już normalnych imion? A może jeszcze się okaże, że w domu u Warzechów to dziecko funkcjonuje jako Kate? A więc, to była moja pierwsza myśl. Zaraz jednak po chwili zacząłem się zastanawiać nad nieobecnymi. A gdzie Jaś Zaremba? A gdzie Zosia Gociek? A czemu nikt nie chciał wystawić obrazka Antka i Marysi Wybranowskich? A dlaczego tu nie ma Jasia Zalewskiego? A Marysi Rolickiej? W końcu Rolicki chyba ma jakieś wnuki? A gdzie Jaś i Marysia Zychowicz? A Zosia Wencel? A Antek Wildstein?
No i już po chwili nachodzi mnie owo już najbardziej okrutne podejrzenie. Czy to możliwe, że Zarembowie nie dali jednak swemu dziecku Jasio, lecz Tadzio? Albo Stasio? Lub Zbyszek, czy Michaś? A może, nie daj Boże, Wojtek, czy Franio? Czy ten człowiek naprawdę ma po kolei w głowie? Czy to możliwe, że ów wybryk Warzechów okazał się czymś i tak już wystarczająco trudnym do zniesienia, więc oni wszyscy zostali zwyczajnie z tego towarzystwa wyeliminowani?
No a dalej tych myśli jest już tylko więcej i więcej, i za każdym razem coraz to poważniejszych. Co strzeliło do głowy Mazurkom i Ziemkiewiczom, żeby nadać swoim dzieciom identyczne imiona? Przecież to nie mógł być przypadek. Podobnie jak nie mogło być przypadkiem, że z nich wszystkich tylko Warzecha poważył się na to, by swojej córce nie dać na imię Marysia. No i pytanie być może najważniejsze – jakie procesy myślowe i jakie emocje stały za tym, żeby oni wszyscy uznali, że dziewczynka powinna się nazywać Marysia, albo nie nazywać w ogóle?
I na to ostatnie pytanie ja chyba mam odpowiedź. Otóż ja sądzę, że każdy z nich, to jest dokładnie taki sam dureń, jak ten Zenek i Jadzia z wioski gdzieś pod Biłgorajem, którzy znaleźli pracę w Warszawie, i kiedy im się urodziło pierwsze dziecko, uznali, że najlepiej będzie, jeśli ono się będzie miało na imię Vivienne, bo tak samo się nazywa dziecko sąsiadów, a oni są tacy europejscy i eleganccy. I mają takie ładne buty. I psa imieniem Minnesota. I za tym stoi dokładnie ten sam typ bałwaństwa, z tą różnica, że Ziemkiewiczowie, czy Semkowie to swoje bałwaństwo opierają na nieco innych kierunkach i wyborach. Ale oczywiście doskonale zdają sobie sprawę z tego, że bez tych szczególnych kulturowych odniesień nigdzie ani rusz.
No i jeszcze coś. A to już być może jest z tego wszystkiego absolutnie najstraszniejsze. Wygląda bowiem na to, że jeśli się zapytamy takiego Ziemkiewicza, czy Karnowskiego, czym jest dla nich Polska, to oni najpierw będą się długo drapać po łbach, a potem powiedzą: „Polska to to płowowłose dziecko imieniem Marysia”. Co jeszcze? „No… nie wiem. Chłopiec imieniem Jaś?” No i oczywiście te obrazki. „Jasiu, narysuj obrazek o Polsce?” „O Polsce? Czyli co?” „No wiesz. O Polsce. Żeby było biało-czerwone serce i… no ja wiem? Trawa?”
No a potem to już tylko kolejne wydanie „Uważam Rze” i tytuł: „Dziecięca galeria. Dzieci publicystów ‘Uważam Rze’ narysowały, co dla nich znaczy: Polska moja ojczyzna”. Wszyscy to świetnie rozumiemy, prawda? Dzieci publicystów. Publicystów niepokornych. Żeby każdy widział, jak się dziś toczy bitwa o Polskę. Dziś. Nie wczoraj nie jutro, ale dziś. W końcu czasy mamy takie, że wszystko zostało do ostatniego rzędu pozajmowane i wszyscy wiemy, jak trudno znaleźć choćby najmniejszy kąt. Na szczęście trafiło się jakieś miejsce w temacie Polski. A więc, jeszcze raz: „Antosiu, dziecko, narysuj chorągiewkę. Będziesz u tatusia w gazecie”. A ja już tylko, na sam koniec mam zagadkę: Które z tych dziewczynek ma Marysia na drugie imię, a normalnie to zwykła Ela? Elżbieta Maria.

Przypominam, że „Elementarz” jest już wydrukowany i gotowy do tego, by się znaleźć na półce przy łóżku. Za 30 zł. plus przesyłka u Coryllusa w księgarni. Wystarczy kliknąć w obrazek obok. Nieco niżej, można też znaleźć numer konta, z którego każdy kto ma ochotę i możliwości, może wesprzeć ten blog. Proszę i dziękuję.

21 komentarzy:

  1. Dla mnie jednym z dziwniejszych imion jakie można nadać jest "Stefan".
    Gdy człowiek jest dorosły to brzmi OK.
    Ale raz widziałem jak jedna pani w sklepie wołała: Stefan, chodź tu!
    I po chwili zza regału wyłonił się może 4-5 letni szkrab.
    Może powinna mówić na niego "Stefek"? :)
    Są też imiona "spalone" np. Adolf lub Bolesław :)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Remo
    Stefek jest okay. Nawet Bolek będzie do przejścia, jeśli tylko pojawi się na Bolka moda. W końcu dzieci w klasie mojego syna, kiedy słyszaly że on ma na imię Antek, myślały że to jakiś żart.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy to jakaś szkoła janczarów?

    OdpowiedzUsuń
  4. @Iza
    Powiem Ci, że ja ich wciąż do końca nie rozumiem. Tam wciąż jest dla mnie jakaś zagadka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fakt, że z tymi imionami to jest przegięcie.
    Ale ogólnie wracają imiona polskie - na Antka to już się robi moda pomału. Sam znam jednego takiego, który się tydzień temu urodził.

    OdpowiedzUsuń
  6. Karakuli, zgadza się, że wracają, ale zazwyczaj człowiek kombinuje, żeby dziecko nazywało się trochę inaczej niż inne dzieci w rodzinie i kręgu bliskich znajomych. A to stadko Maryś robi wręcz upiorne wrażenei. Niech za 20 lat zaczną się ze sobą krzyżować, to nie dojdzie się w żaden sposób która jest która (i czyja).

    OdpowiedzUsuń
  7. Sam mam Stasia. Imię niezwykle w tym pokoleniu oryginalne - w szkole jest jeden.
    Natomiast z moją najstarszą córką wyszło trochę niezbyt - okazało się, że Aleksander jest na pęczki. Doszło do tego, że w liceum jest w tej samej klasie koleżanka, która tak samo ma na imię i tak samo się nazywa. Mało tego - drugie imiona też mają takie same. No cóż przypadki chodzą po ludziach.
    Ale widzę, że moje komentarze zaczynają odbiegać od tematu.

    OdpowiedzUsuń
  8. @karakuli
    Komentarz jest okay.

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah

    Pisał Czechow: "Od Moskwy się odżegnałem, pracuję dla niej jak najrzadziej, a w Pitrze znam tylko dwie redakcje. Volens nolens muszę wysyłać także i do takich pism, w których nie chciałbym drukować. Sytuacja fatalna. Pan sam dawniej harował i rozumie podobne okoliczności. Jeszcze się nad tym zastanowię. [...]

    [Co by nie powiedzieć, każdy widzi, że u klamki postkomunisty Igora zawiśli niezawiśli Bógblogerzy internetu: "Lepszy" z nich, że tak zazwię ( zresztą od początku było widać), w podkradaniu sprytnie frazeczek z toyaha, i tego i owego też - wręcz oświadczył: ja tu mam być na sralonie i stać na straży, by świadectwo dawać - to mój obowiązek.
    Drugiemu, niekoniecznie gorszemu, toyahowi, za którym cała moja klasa przepada i krzyczy: niech napisze opowiadanie! - zostało się więc jakieś jajko na miękko, nie mówiąc karaluch.
    W ogóle, lubię, znaczy, jak bezceremonialnie team rozprawia się z dupkami: Semkami, Rasami itp. pospólstwem 20. letniego chowu. Jest to znak, że naród żyje i nie ma chęci kolejny raz upadać na kolana przed lansowanymi inżynierami dusz wynurzeniami.]

    [[toyah jest mądry. Ooo jest! Napisał i wyliczył blado, że zero wynoszą moje komentarze, że młynami to się on nie interesuje, i nie robią na nim wrażenia; jakby mógł, to by sprywatyzował, i wyprowadził, ale nie może, bo taki moduł tu na blogu obowiązuje.
    I z tej niemocy korzystam.]]

    Serdecznie pozdrawiam, toyah. Próbuję swych nędznych możliwości, ale... też bez przekonania.
    Kurczę. Będę unikał płycizny, nie zamierzam drwić z miernych aktorów i brudnych serwetek, ale wiem, że brak mi wyczucia atrakcyjnych aktualności, jestem nie dość obeznany z konkretami życia społecznego, co dla notek jest felerem. Proszę decydować... Wyrzucamy, gdyby się dało?

    OdpowiedzUsuń
  10. @Świst
    Tak. Gdyby się dało, wyrzucamy bezwzględnie. Kopem w dupę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kilkanaście lat temu moja znajoma mocno ubolewała nad faktem, że jej zięć- aktor uparł się, by swego syna, a jej wnuka nazwać RENE(z akcentem na końcu.Zięcia już nie ma -odszedł(jak przystało na porządnego aktora) w siną dal, a RENIEK(tak go zwą w szkole)- został. Jest nawet miły.

    OdpowiedzUsuń
  12. Z przymrużeniem oka: link objaśniający znaczenie imion męskich - http://rotfl.pl/tekst-3b2b.html

    OdpowiedzUsuń
  13. @Eliza
    A ja słyszałem coś takiego: "Kenecik, nie skacz po kałuży".

    OdpowiedzUsuń
  14. @Toyah
    Zapytałam kiedyś sąsiadkę tramwajarkę, dlaczego jej córeczka ma na imię Violetta. Odpowiedziała: "Życie jest podłe i jej też pewnie też będzie tak ciężko jak mnie, więc niech chociaż imię ma piękne".
    I to mnie wzruszyło tak bardzo, że przestałam wydziwiać na Elaine Marchewkę czy Gilberta Kopcia z okolicy. A nawet na magistra na pewnym nagrobku.
    A te Marysie i Jasie płodzone seriami w Uważam rze w ogóle mnie nie dziwią. Czy ich tatusiowie potrafią spłodzić cokolwiek oryginalnego? Dziś w pociągu przeczytałam to pismo prawie w całości i po każdym z tych długaśnych artykułów i wywiadów zastanawiałam się, o czym właściwie i po co to ględzenie.

    OdpowiedzUsuń
  15. @toyah

    Przez szacunek do Ciebie, Panie Ty mój Sz., cała moja nadzieja w przyszłości. Mam dopiero dwadzieścia sześć lat. Może jeszcze zdążę coś lepszego niż Pan napisać, chociaż czas ucieka szybko.

    Jeżeli wolno o to prosić, niech mi Pan przyśle swoją fotografię. Jestem tak Panu wdzięczny i tak głęboko przejęty za kwdepe, że w odpowiedzi mógłbym, zdaje się, zapisać nie arkusz papieru, ale całą ryzę. Niech Bóg da Panu szczęście i zdrowie, a Pan niech nie wątpi o szczerości uczuć pełnego szacunku i wdzięcznego
    Śwista

    [mówiono mi, że czuje się dotknięty kpinami zarówno moimi (idiotyzm!)jak i kpinami szeroko wzdętej blogosfery. Wrażliwość na zniewagę jest właściwością li tylko dusz szlachetnych, jednakże, skoro wolno pokpiwać z kutasa Sowińca na przykład, ze mnie kretynka, z nieszczęsnej Ufki, z Kopadupy, czemu nie wolno z Niego? To niesprawiedliwe... Zresztą, jeżeli nie udaje i rzeczywiście jest dotknięty, muszę jak najprędzej przeprosić.
    Ludzie śmieją się tylko z tego, co śmieszne albo dla nich niezrozumiałe...
    Niech wybiera jedno z dwojga.]

    To drugie oczywiście bardziej schlebia miłości własnej, ale - niestety! - dla mnie osobiście bynajmniej nie jesteś zagadką. Nie trudno zrozumieć człowieka, z którym przeżyło się wspólnie niechęci do tatarskich czapek rzucanych na sralon, łaciny RRK i wreszcie kolejnej fali emigracji niezłomnych.

    A ponadto Twoje życie, toyah, jest czymś tak psychologicznie nieskomplikowanym, że mogą je zrozumieć nawet ci, co nie liznęli szkół.

    Przez szacunek do Ciebie będę szczery. Gniewasz się, jesteś dotknięty... ale przecież nie o kpiny chodzi, ani o corrylusa, który plecie co akurat wyczytał...Chodzi o to, że Ty jako człowiek z przyzwoitym angielskim sam się czujesz w fałszywej sytuacji, a kto ma świadomość winy, zawsze szuka usprawiedliwienia w okolicznościach zewnętrznych: pijak tłumaczy wszystko zgryzotą, Ścios cenzurą, ten, co ucieka na rozpustę - zimnem w mieszkaniu, kpinami itakdalej... Gdybym teraz rzucił rodzinę na pastwę losu, starałbym się usprawiedliwić swój czyn ciężkim charakterem matki na przykład, krwotokami itepe... To normalne i zrozumiałe. Taka jest natura ludzka. A że Ty czujesz się w fałszywej sytuacji, to także jest pewne, w przeciwnym razie nie uważałbym Cię za uczciwego człowieka. Kiedy uczciwość się wyczerpie, to co innego: pogodzisz się z tym i przestaniesz dostrzegać własny fałsz...

    Że dla mnie nie jesteś żadną zagadką, że bywasz czasami barbarzyńsko śmieszny, to także pewne. Jesteś przecież zwykłym śmiertelnikiem, a my, zwykli śmiertelnicy, tylko wtedy wydajemy się zagadkowi, gdyśmy głupi, natomiast śmieszni jesteśmy przez czterdzieści osiem tygodni w roku... Czyż nie tak?

    Skarżyłeś się nieraz, że Ciebie "nikt nie rozumie" w podtekstach.
    Na to nawet Goethe i Newton się nie skarżyli. Skarżył się tylko Chrystus, ale miał na myśli nie własna osobę, tylko swoją naukę... Doskonale Cię rozumiem... A jeżeli Ty sam siebie nie rozumiesz, nikt temu nie winien...

    Możesz być pewny, że jako człowiek bliski rozumiem Cię i współczuję Ci z całego serca... Znam wszystkie Twoje zalety jak własną kieszeń, cenię je i mam dla nich głęboki szacunek. Jeżeli chcesz dowodów, że Cię rozumiem, to mogę nawet te zalety wyliczyć.

    OdpowiedzUsuń
  16. Uważam, że jesteś dobry, aż do mazgajstwa, wspaniałomyślny, że nie jesteś egoistą, podzielisz się z ludźmi ostatnim groszem, jesteś szczery; zawiść i nienawiść są Ci obce, współczujesz ludziom i zwierzętom, jesteś prostoduszny, ufny, niezłośliwy, nie pamiętasz uraz... Z łaski losu masz to, czego nie mają inni: talent. Ten talent stawia Cię wyżej od milionów ludzi, ponieważ na każde dwa miliony trafia się zaledwie jeden artysta... Talent daje Ci szczególny przywilej: gdybyś był nawet żabą, Jankowską czy Romaszewską, to i wtedy by Cię szanowano, bowiem talentowi ludzie wszystko wybaczą.

    A wadę masz tylko jedną. I właśnie z niej płynie twoja fałszywa sytuacja, Twoje nieszczęścia. Twój katar kiszek.

    Tą wadą jest kompletny brak kultury obyczajowej. Bardzo Cię przepraszam, ale veritas magis amicitiae...

    Chodzi o to, że życie czegoś od nas wymaga... Żeby w środowisku inteligenckim czuć się jak u siebie w domu, żeby w nim być obcym i skrępowanym, trzeba mieć określone wychowanie. Talent Cię pchnął do tego środowiska, tu Twoje miejsce, ale... Ciebie ciągnie gdzie indziej, musisz więc lawirować miedzy kulturalnymi ludźmi i lokatorami z vis-a-vis. Odzywa się krew drobnego mieszczucha, wychowanie na rózgach przy handelku win, w upokorzeniu.
    Trudno to z siebie wyplenić, bardzo trudno. Sam wiesz jak było z prof. Brodą.

    Ludzie dobrze wychowani powinni według mnie odpowiadać następującym warunkom:
    ....

    ciągnąć dalej? czy kopawdupa?
    Zresztą co mnie to obchodzi.


    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Marylka
    Właśnie sęk w tym, że o niczym. Tam widać jak w lustrze naszą polską sytuację. Nie chodzi o nic więcej, jak tylko o to, żeby przeżyć przez kolejny tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  18. http://brixen.salon24.pl/
    Wolski zwariował, czy co?

    Toyah, nie zapominaj o swojej randze i pozycji. Wydmij dolną wargę i krzycz na cały świat, żeś toyah.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jest taka książka Freakonomia. I tam facet badał na przykładzie Kalifornii te mody na imiona. Ogólnie trend jest taki, że jak celebryci nazywają swoje dzieci jakimiś oryginalnymi imionami to te imiona w ciągu 10 lat idą w lud i tam już hulają. Potem celebryci mają kolejną modę i tak dalej. Nie wiem tylko czy ci z Rzepy należą do pierwszej czy drugiej kategorii.

    Na swoje oskarżenie dodam, że mam córkę Marysię i syna Janka. Broni mnie jedynie druga córka: Agnieszka Zresztą na to właśnie imię jedna z sąsiadek zareagowała: Eeee takie pospolite!

    OdpowiedzUsuń
  20. Juz od dluzszego czasu nie moge w ogole zalapac o co na tym blogu biega. Jest tak pokretnie napisane, ze nie wiadomo nic i jakie jest ogolne przeslanie i sens tej pisaniny o ktorej sam autor ma ogromnie wygorowane mniemanie. Wg mnie nieslusznie. Pokretnosc stylu nie jest zaleta.
    No to co ze Ziemkiewicz dal dzieciom takie a nie inne imiona? Czy to w ogole ma jakies znaczenie? Przeciez wiadomo od dawna ze ludzie aspirujacy do "elity" daja zwykle rodzime imiona typu Jas, Marysia, Kasia czy jakos tak. To jest fakt i wiele widzialam artykulow na temat nadawania imion, ktore to potwierdzaja. I o co tu chodzi?

    OdpowiedzUsuń