piątek, 21 sierpnia 2009

Oczywiście, że wróci...

Kiedy człowiek amatorsko zajmuje się pisaniem tekstów publicystycznych, i ma za sobą już tych tekstów ponad czterysta, można by sądzić, że nie ma takiego tematu, którego by już jakoś tam nie poruszył i że wszystko o czym pisze, to właściwie od dłuższego czasu, już tylko zwykłe wariacje na temat kilkunastu tych samych motywów. Oczywiście, jest też tak, że każdy dzień przynosi nowe plotki i nowe sensacje, więc nudno nie powinno być ani przez moment. Jednak, jak idzie o kwestie bardziej uniwersalne, sprawy wydają się być właściwie zamknięte. W tej sytuacji, autor niniejszego bloga, który mieści już aż tyle tych tekstów, a wciąż, szczęśliwie, cieszy się pewną popularnością, musi oczywiście czuć satysfakcję, ale i, tym bardziej też, pewien obowiązek. Obowiązek przedstawiania nowych tematów. Zasiadając do dzisiejszego tekstu, czuję się troszkę schizofrenicznie, opleciony z jednej strony przez zwykłe, normalnie towarzyszące tego typu aktywności, emocje, a z drugiej najczystsze zażenowanie. O emocjach nie ma co mówić, natomiast, jak idzie o zażenowanie, kilka słów wyjaśnienia zdecydowanie się należy. Nie ma bowiem najmniejszych wątpliwości co do tego, że tekst niniejszy by nie powstał, gdyby nie pewne zjawisko, z którym od pewnego czasu mamy wszyscy do czynienia tu w Salonie24. Idzie mi o blog sygnowany nickiem PiS wróci.
Blog prowadzony przez osobę podpisującą się w ten właśnie sposób, zatytułowany Dla nas dla Polski, a opisany słowami Jestem fanką PiS i jestem z tego dumna! jest miejscem szczególnym. Szczególnym z tej prostej przyczyny, że – wedle mojej orientacji – jest to jedyne miejsce w Salonie, gdzie mamy do czynienia z czystą prowokacją. Nie żartem, nie szyderstwem, nawet nie teatrem. Ze zwykłą prowokacją. I wydawałoby się, że nawet w tym nie ma nic szczególnego. W końcu nawet tu, na tym blogu, a także w komentarzach podpisywanych przez tego bloga autora, pojawiały się zaczepki noszące wszelkie znamiona właśnie prowokacji. Jednak zawsze, po krótkiej chwili, jeśli wręcz nie natychmiast, ów cały podły zamysł wychodził na wierzch. Blog pisany przez osobę podającą się za dumnego przyjaciela PiS-u jest bardzo starannie zakryty. Tu nawet śladu nie widać kpiny, czy jakiejś gry. Tu słuchamy słów skromnej, młodej osoby, która wprawdzie kocha PiS i jest z tego dumna (prawdę mówiąc, nigdy nie dowiedzieliśmy się, za co i dlaczego), jest przy tym przekonana, że jej partia ostatecznie wróci do władzy, tylko że, w tym całym swoim oddaniu, przychodzi tu ze swoimi refleksjami, wyłącznie po to, żeby się poskarżyć na to wszystko, co jej zakłóca tę piękną harmonię.
PiS wróci pisze dużo. Przynajmniej jeden tekst dziennie. Pomijając Krzysztofa Leskiego, to zdecydowany salonowy rekord. Pisze o czym? Mniej więcej o tym samym, co wspomniany Leski, czy którykolwiek z pozostałych tzw. niezaangażowanych blogerów, czyli o tym, że ani PiS nie jest tak zły, ani tak dobry, podobnie jak Platformabywa równie kiepska, co niekiepska. A poza tym, że dobrze by było, gdyby było dobrze. Jedyna różnica, jaka jest między pisaniem zawodowo bezstronnych dziennikarzy, a blogerem o nicku PiS wróci, jest taka, że nasz dzisiejszy bohater (podobno bohaterka) pisze od nich znacznie lepiej, no i przede wszystkim jest oficjalnym, bezwstydnym i dumnym fanem PiS-u.
Wspomniałem o zażenowaniu. Dlaczego zdecydowałem się na osobny wpis, poświęcony wyłącznie jednemu blogowi, i to blogowi, według wszelkich dostępnych pozorów, prowadzonemu przez jedną średnio-zdolną studentkę, która bardzo by chciała wziąć udział w debacie, tyle że, jak idzie o poglądy, przezywa kompletny chaos? Z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że ja mam o wiele lepsze mniemanie o blogerze podpisującym się PiS wróci, niż wielu moich znajomych uczestników Salonu i sama Administracja. I tu wracamy do wspomnianej już prowokacji. Mam już bardzo dużo lat, większość z tych lat przeżyłem intelektualnie bardzo aktywnie, i z tych moich doświadczeń, i intelektualnych i czysto ludzkich, wynika jednoznacznie, że osoba podpisująca się PiS wróci, w rzeczywistości ani PiS-u nie lubi, ani, tym bardziej, nie liczy na to, że ten PiS rzeczywiście wróci do władzy. Ktoś, być może, spyta, skąd mam takie przekonanie? Stąd mianowicie, że biorąc pod uwagę, z jednej strony, intensywność ukazywania się i profesjonalny poziom tych wpisów z jednej strony, a z drugiej ich całkowity merytoryczny chaos, całe to zdarzenie – logicznie i ideologicznie – zwyczajnie się nie sumuje. Ten blog, w ten sposób pisany, w ten sposób opisany, w ten sposób podpisany, nie jest prowadzony, przez naiwną, nieśmiałą studentkę, która „jest fanką PiS-u i jest z tego dumna”. Ten blog, to blog pisany przez kogoś, kto doskonale wie, jaka jest sytuacja, o co toczy się gra, i ma przy tym na tyle emocjonalnej swobody, by sobie pozwolić na ten żart. Bo to jest oczywisty żart. I to żart, którego nie zauważyli ci, którzy powinni sobie świetnie w podobnych sytuacjach radzić.
Znając docielkliwośc czytelników niniejszego bloga, mogę się spodziewać, że jednak, mimo tych moich objaśnień, znajdzie się ktoś, kto zażąda mocniejszych dowodów. Proszę więc bardzo. W jednym z ostatnich wpisów (trudno powiedziec „w ostatnim”, bo, jak już wspomniałem, bloger PiS wróci jest wyjątkowo pracowity), czytamy o tym, że Jarosław Kaczyński jest skończony – to oczywiste, w końcu mamy do czynienia z opinią szczerego i dumnego fanatyka PiS-u – i ile razy pojawia się jakiekolwiek nazwisko, jest ono poprzedzone tytułem „pan”. A więc nie ma Kamińskiego i Bielana. Jest pan Michał Kamiński i pan Adam Bielan. Nie ma Lecha Kaczyńskiego i Jarosława Kaczyńskiego. Są panowie Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Bloger PiS wróci, w polemice pod moim wpisem, udowodnił wyraźnie, że doskonale orientuje się w zasadach rządzących językiem polskim Powinien zatem wiedzieć, że tego typu używanie formy „pan” brzmi sztucznie i nie jest uzasadnione niczym innym, jak tylko potrzebą demonstracji. Jakiej demonstracji? Tej mianowicie, która towarzyszy omawianym wpisom od samego początku. Pokazanie wszystkim, że mają do czynienia nie z wyrachowanym graczem, lecz ze skromną grzeczną, pełną pokory młodą damą. Po co? Tego już niestety nie wiem. Może być tak, że cel jest jeden. Zamieszać. Jak zawsze.
Jest jeszcze coś, coś znacznie ciekawszego. Otóż PiS wróci, w swojej polemice z Infidelem, a więc zdecydowanie nie byle kim, owego Infidela rozwalił w sposób bezprzykładny. Nie pozostawił z Infidelajednej nawet mokrej plamy. Co w tym dziwnego? To mianowicie, że PiS wróci (co za nick; pomyślcie tylko, co za nick), od początku nie robi nic, jak tylko próbuje kompromitować PiS, a poza tym wyłącznie przeprasza, przeprasza i przeprasza… za wszystko, głownie za swoją śmiałość i brak skromności. Wstawia tekst, w którym gnoi Toyaha. Za chwilę ten wpis usuwa, bo jakże taki mały żuczek śmie krytykować „kogoś tak zasłużonego”? Publikuje zupełnie kuriozalne życzenia dla Anny Walentynowicz, by za chwilę przepraszać na kolanach w osobnym wpisie Igora Janke za tę śmiałość i bezczelność. A Infidela PiS wróci załatwił jednym szybkim gestem. Bez najmniejszej litości. Prostym kopem w twarz. Infidela!
Więc niewątpliwie coś się dzieje. W skali niewielkiej. Ale, jak na nas, zupełnie wystarczającej. W odniesieniu do naszego Salonujest to skala wystarczająca na osobny wpis, po to tylko choćby, żeby odnotować pewne przegrupowanie po stronie przeciwnika. I to jest pierwszy powód, dla którego wziąłem się za to coś. Drugi powód jest dużo poważniejszy. PiS wróciprzedstawił tekst, w którym napisał, że Radio Maryja, ojciec Rydzyk i sojusz PiS-u z ojcem Rydzykiem i Radiem Maryja, PiS-owi szkodzi. Merytorycznie, nic szczególnego. Trudno tam znaleźć nawet skromną argumentację. Taka, zwykła paplania, dla celów innych, niż proste przekonywanie. Ale został, po raz kolejny, uderzony ów ksiądz, owo radio i owa idea. A mi przyszło do głowy, że może pora, by napisać coś – po raz pierwszy – o Radiu Maryja.
Jednak, przez szacunek dla tego projektu i tej sprawy, na to przeznaczę już osobny wpis. Następny.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.