czwartek, 23 października 2008

Uwaga: totalitaryzm!

Przy okazji wyrzucenia Ludwika Dorna z partii, zgodnie z przewidywaniami, powrócił temat, a razem nim dyskusja na temat systemów totalitarnych, faszystowskich, dyktatorskich, autorytarnych, a nawet - zwyczajnie - przestępczych. Chodzi naturalnie, nie o Dorna, ale o Jarosława Kaczyńskiego i ogólnie o PiS. Chodzi o to, że Ludwik Dorn został wyrzucony z PiS-u, bo PiS jest sektą, która swoich członków i sympatyków doprowadza do takiego stanu otępienia, że po bardzo krótkim czasie, niemal każdy z nich zostaje tchórzem i lizusem, a przede wszystkim traci rozum i umiejętność podejmowania decyzji. Co więcej, po paromiesięcznym praniu mózgów, które Jarosław K. wspólnie z Przemysławem G. i Markiem K. urządzają, dobrym w gruncie rzeczy, ludziom większość nich nabiera przekonania, ze jest im w partii dobrze i że prezes partii jest prezesem dobrym i skutecznym.
Większość więc, jak mówię, ulega tym wymyślnym technikom manipulacyjnym, ale nie wszyscy. Jednym z tych, którzy się oparli urokowi prezesa, był Ludwik Dorn i za to został usunięty z partii. Przyznać tu muszę, że ma z tą sytuacją kłopot, bo nie potrafię zrozumieć, dlaczego Dorn nie został skrytobójczo zamordowany, albo przynajmniej uwięziony w partyjnym lokalu. Na ile się orientuję, w sektach sprawy się załatwia raczej tak, że stamtąd wyjścia nie ma, a nie że opornych się wyrzuca. Wprawdzie, pomijając PiS, nigdy nie należałem do żadnej sekty, ale, z tego co mi wiadomo, sytuacje, gdzie ofiara sekty bardzo chce w sekcie zostać, a przywódcy sekcji ją wyrzucają, raczej się zdarzają bardzo rzadko.
Pamiętam, jak kiedyś przyszły do naszego domu dwie panie Świadkowie Jehowy. Posadziliśmy je w fotelach, podaliśmy herbatę i zagłębiliśmy się w rozmowę. I wówczas, nieopatrznie, przyszedł kolega, który siadł, powiercił się troszeczkę i nagle wyskoczył z grzecznym pytaniem: „Czy państwo wierzą w szatana?". Kiedy panie potwierdziły, kolega zadał drugie pytanie: „Czy przyszło panią kiedyś do głowy, że jesteście opętani?"
I wtedy panie zaczęły wiać. One się tak wystraszyły, jakby uznały, że zostały właśnie wciągnięte do sekty i jedyny dla nich ratunek, to uciec natychmiast. Zanim zacznie się indoktrynacja. Prosiliśmy, zapewnialiśmy, że kolega nie chciał powiedzieć nic złego, rzucaliśmy ukradkiem urok. Nic nie pomogło. Panie wybiegły w popłochu, nawet nie czekając na windę.
Ja bym się więc spodziewał, że Ludwik Dorn też z PiS-u czmychnie, a tu - niespodzianka. On wręcz przeciwnie. Bardzo chce tam zostać. Tego więc nie rozumiem.
Faktem jest jednak, że, czy tego chcemy, czy nie, czy to rozumiemy, czy nie, według bardzo mądrych i bardzo licznych opinii, w PiS-ie panuje system totalitarny, który rozlewa się na cały kraj i jest już ostatni dzwonek, by się tym zainteresować i tę zarazę powstrzymać.
Ponieważ mam swoje lata, mniej więcej orientuję się, na czym dokładnie polega system totalitarny. W moim pojęciu jest to system, w którym z jednej strony stoi obywatel, a z drugiej państwo w pełnym wymiarze. Obywatel, to człowiek w kolejce do urzędu, albo w kolejce do sklepu, albo uczepiony rurki w autobusie, albo czekający na zepsuta windę. Państwo, to wszystko, co obywatel ma naprzeciwko siebie. Czyli urzędnik, taksówkarz, konduktor, pani sklepowa, by nie wspomnieć już o panu milicjancie. System totalitarny najpierw tworzył opozycję obywatel - władza, a następnie stawiał obywatela w roli nieustannego petenta.
Oczywiście, ten podział był ruchomy. Bo, jeśli okazało się, że obywatel jest jednocześnie sprzedawcą w kiosku ‘Ruchu', to od chwili, gdy zasiadał za swoją szybka natychmiast stawał się państwem i podlegał ochronie.
Jacek Fedorowicz, człowiek niegdyś bardzo zdolny i - niewykluczone - porządny, wydał taka maleńką książeczkę zatytułowaną W zasadzie tak. Taki poradnik, jak żyć i poruszać się w systemie totalitarnym. W pewnym momencie pisze tak:
Wiem, że namawianie do niepicia jest głosem wołającego na puszczy. Ale będę wołał. Pić alkohol można w domu, od biedy można w bramie, albo na plaży. Pod żadnym pozorem nie wolno pić w restauracji. Człowiek pijący w restauracji naraża się na ruinę finansową, bo zapłaci rachunek dwu- lub trzykrotnie większy niezależnie od tego ile zjadł i wypił, naraża się ponadto na krzywdy moralne i fizyczne, bo jako pijany ma, co prawda, ogólną sympatię społeczeństwa, ale niech nie zapomina, ze jest w y j e t y s p o d p r a w a.
Niech no tylko spróbuje zaprotestowac przy dubeltowym rachunku. Telefon na pogotowie milicyjne i koniec. Proszę pamiętać, ze kelner, portier, szatniarz (a także: konduktor, kierowca, kontroler, babka toaletowa, listonosz, bileter) s ą w e w e n t u a l n y m s p o r z e s t r o n ą r e p r e z e n t u j a c ą p l a c o w k ę p a n s t w o w ą, a p i j a n y j e s t p i j a n y, choćby wypił tylko pól kieliszka i jako taki nigdy nie ma racji. Jego zeznań po prostu nie bierze się pod uwagę."
To był dla mnie system totalitarny. Więc dziś, kiedy dowiaduję się, że to, że władze partii politycznej wyrzuciły ze swoich szeregów jednego z członków, jest dowodem totalitaryzmu wylewającego się z tego ugrupowania, a prezesa tej partii stawia w jednym szeregu z największymi dyktatorami i satrapami w historii świata, to oczywiście się troszeczkę dziwię, ale ogólnie rzecz biorąc, zakładam, że pewnie jestem niedouczony i może nawet naiwny.
Zanim jednak ostatecznie przyjmę nauki mądrzejszych i bardziej światłych od siebie, chciałem o coś spytać. Jak to jest, że w towarzystwie, w którym się i zawodowo i osobiście obracam od wielu już lat, istnieje taki nastrój, że nie wypada lubić PiS-u? Ja nie mówię, że istnieją jakieś oficjalne zakazy. Ja mówię o atmosferze. Poznaję kogoś nowego i po chwili, człowiek ten, uznając, że jestem miłym i sympatycznym człowiekiem, natychmiast zaczyna przy mnie pluć na Kaczorów. Nie robi tego po to, żeby mi dokuczyć. On jest absolutnie przekonany, że jestem taki jak on i że taka ewentualność, że ja PiS szanuję, wręcz nie istnieje.
Pamiętam, jak w 2005 roku, kiedy PiS wygrał wybory parlamentarne, a Lech Kaczyński został prezydentem, pracowałem od paru miesięcy w nowej szkole. W jeden i drugi powyborczy poniedziałek, w pokoju nauczycielskim była taka atmosfera, jakbym się znalazł w sztabie wyborczym Platformy Obywatelskiej. Kiedy powiedziałem, że ja akurat jestem w nastroju dość dobrym, wszyscy uważali, że ja jestem taki żartowniś i powiedzieli mi, żebym się nie wygłupiał, bo oni nie mają ochoty na śmiechy. Ostatecznie jednak, zorientowali się, że ja jestem ciałem obcym i od tego czasu nikt nawet za mną nie chciał się - normalnie, jak to w nauczycielstwie - zakolegować.
Proszę mi może powiedzieć, czy jeśli ja idę przez supermarket w moim mieście i widzę stoisko w całości poświęcone gadżetom wyszydzającym albo Radio Maryja, albo braci Kaczyńskich, takich jak breloczki, koszulki, kubeczki, nalepki, przypinki, i ja - idąc tym pasażem i mijając to stoisko - czuję się, jak obcy, to czy to jeszcze jest demokracja, czy może już totalitaryzm?
Czy, jeśli ja się dowiaduję, że w tych dniach, starosta Raciborza zabronił organizacji spotkania młodzieży szkolnej z Anną Walentynowicz, to dlatego, ze on jest demokratą, czy dyktatorem. Czy on reprezentuje rządy totalitarne, czy tylko autorytarne?
Czy jeśli wczoraj, w programie telewizyjnym oficjalnie i publicznie, wicepremier rządu ogłasza, że jeśli demokracja będzie sprawiała kłopoty, to władza tej demokracji przytnie trochę jej nieodpowiedzialne ambicje, a prowadząca program dziennikarka udaje, że nic nie zauważyła, to ten cały system, który opanował nasz kraj, to system autorytarny, dyktatorski, totalitarny, czy może wciąż jeszcze demokratyczny?
Ja wiem, że to wszystko to drobiazgi i że w porównaniu choćby z takimi zbrodniami, jak usunięcie Ludwika Dorna z PiS-u, to o czym ja mówię to nic nie znaczący pyłek. Ale ponieważ zauważyłem, że w tych ostatnich dniach zabierali głos ludzie naprawdę wrażliwi i uczeni, dbający o kondycje naszej Ojczyzny, to pomyślałem sobie, że może i zechcą oni, choć króciutko zwrócić uwagę na mój dylemat i mnie jakoś oświecić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz