sobota, 21 stycznia 2017

O białoczerwonym wuwuzele, co zmieniło niemiecką borówkę w polską żurawinę

         Przed nami trzeci dzień naszego pobytu w Zakopanem, a przez to, że jest to jednocześnie czas sportowego szaleństwa, jakie nam zgotowała drużyna skoczków narciarskich, mam kilka, moim zdaniem ciekawych i dość ważnych refleksji, którymi chciałbym się tu podzielić. Przede wszystkim ja nigdy w życiu nie widziałem takiej eksplozji narodowej dumy, jaką w tych dniach można oglądać na ulicach Zakopanego. To miasto dosłownie całe tonie w bieli i czerwieni i proszę mi wierzyć, że nie chodzi mi o to, że to co widziałem wczoraj i z całą pewnością zobaczę dziś, swoją intensywnością przewyższa to co możemy oglądać podczas meczów polskiej reprezentacji piłkarskiej na Stadionie Narodowym, czy podczas wszelkich innych sportowych wydarzeń sportowych z udziałem Polaków. To co się dzieje w tych dniach w Zakopanem, to wymiar całkowicie nowy, dotychczas u nas nieobserwowany. Wystarczy powiedzieć, że doszło wręcz do tego, że wszystko to, co dotychczas było kojarzone wyłącznie z Zakopanem, a więc te kierpce, te ciupagi, te pluszowe pieski i owieczki, wreszcie ten miś-fotograf, zostały praktycznie wyparte z rynku. Jest tylko ta biel, ta czerwień, ten orzeł i ta Polska, no i te doprowadzające normalnego człowieka do szału wuwuzele. Koniec.
      I jestem pewien, że to wcale nie chodzi o tego Stocha, czy Żyłę. Oni są tu wyłącznie pretekstem do tego, by przez te szaliki, czapki, flagi, przy każdej okazji demonstrować polski patriotyzm i narodową dumę. A skoro tak, to mamy do czynienia już nie tylko ze zjawiskiem socjologicznym, ale ściśle politycznym. Moim zdaniem to jest dokładnie ten sam ruch, który sprawił, że latem nad polskim morzem w budach z pamiątkami królowały koszulki z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny” i breloczki z wizerunkami bohaterów antykomunistycznego podziemia. Nawet jeśli za ową falą szaleństwa stoi wyłącznie moda i pop, a wszyscy ci, którzy jej tak chętnie dali się ponieść, są na co dzień posłusznie chodzącymi do pracy idiotami, z przerwą na flaszkę lub wyprawę do galerii w niedzielę, faktem jest, że oni jakimś cudem uznali, że Polska to wartość, a to, że oni są Polakami, uważają za powód do dumy. Zupełnie jakby nagle odkryli, że bez tej Polski są nikim i uczepili się jej, jak pijany sztachety.
      Oczywiście biorę pod uwagę, że mogę się mylić. Nie jestem ani socjologiem, ani tym bardziej psychologiem, więc nie wykluczam, że to wszystko jest zaledwie złudzeniem, które zniknie tak samo nagle, jak się pojawiło i już za chwilę wrócimy wszyscy do stanu sprzed kilku lat, gdzie znów w dobrym guście będzie można na nowo powtarzać, że my Polacy nie jesteśmy warci tego, by się pokazywać w szerszym towarzystwie. W tej sytuacji jednak uważam, że się nie mylę i że moja diagnoza jest jak najbardziej słuszna. To się już nie skończy, a to choćby z tego powodu, że będzie skutecznie podsycane przez rządy Dobrej Zmiany, a w podziękowaniu za owo dobre słowo, rządy te wspierało.  Byliśmy dziś wieczorem w jednej z tych niezliczonych knajp na kolacji, telewizor był o dziwo ustawiony na Wiadomości TVP, a tam Kamil Stoch mówił, jak to, co on miał okazję oglądać przez cały dzień, jest piękne, jak owa eksplozja patriotyzmu stanowi przyczynę jego sukcesów i jak on jest wszystkim tym ludziom, którzy przyjechali do Zakopanego, by bez opamiętania dmuchać w te trąbki, wdzięczny. Tak to, proszę państwa właśnie działa, a ci co uważają, że oni są w stanie to wszystko pokonać tym swoim pieprzeniem na temat zjednoczonej Europy i naszych wobec niej zobowiązaniach, mogą właściwie już z początkiem nowego tygodnia wyprowadzić się do Paryża, Amsterdamu, lub Berlina, bo lepiej, jak mawiają mądrzy Rosjanie, już było.
      Ktoś powie, że to nieprawda, że jesteśmy częścią świata i ten świat prędzej czy później nas skutecznie skorumpuje, a na dowód tego pokaże coś, co ja zaobserwowałem tuż obok tych biało-czerwonych szalików na zakopiańskich straganach i przyznam, że w pewnym momencie się zaniepokoiłem. Otóż jest tak, że obok owej wszechogarniającej czerwieni i bieli, piętrzą się słoiki z borówką, sprzedawaną w Polsce normalnie przez niemiecką sieć założoną przez braci Karla i Theo Albrechtów, tyle że tu ze zdartymi oryginalnymi etykietami, a na ich miejsce przyklejoną informacją, że w środku znajduje się oryginalna podhalańska żurawina. Ludzie to oczywiście kupują, a później dmuchają w białoczerwone trąbki i sobie z apetytem podjadają. Zobaczyłem to i, jak mówię, w pierwszym momencie się zasmuciłem, ale już po chwili pomyślałem sobie, że to jest sposób, w jaki – jeśli tylko uda się to wszystko z sukcesem pociągnąć – my ich ostatecznie stąd pogonimy. To wszystko z czym oni tu do nas przyleźli weźmiemy, jak swoje, tyle że przekleimy etykiety. A oni nawet nie pisną, a niech tylko spróbują, to ich zagłuszymy naszym polskim, wypożyczonymi od braci Murzynów z RPA, wuwuzele. Bo oni są zwyczajnie za słabi. Kto jest dziś w Zakopanem, wie, co mam na myśli.

Zachęcam wszystkich do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl i kupowania moich książek. Szczerze polecam.


19 komentarzy:

  1. Drogi Toyahu, to jest sukces! Żeby sprzedać niemieckie produkty w Polszcze trzeba je spolszczyć. Czekamy na ruch Daimler Benza w tej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Piotr Oleś
      Obawiam się, że jeszcze nie do końca, ale jesteśmy na dobrej ścieżce.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. @Jarosław Zolopa
      VW podobnie. Patrz: czeska Skoda.

      Usuń
  3. Pamiętasz Krzysztofie jak, dawno temu, górale przywitali Prezydenta Kwaśniewskiego na zawodach pod Wielką Krokwią? Pokazała to TV, bo musiała transmisję robiąc. Olbrzymi baner z tekstem: "Kwaśniewski nikt tu cię nie chce".
    Górale zawsze byli nasi, tak jak kibice piłki nożnej.

    Pozdrawiam.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Gemba
      Owszem, górale byli zawsze nasi, natomiast od niedawna nasi są też najwyraźniej też ci z północy, zachodu i wschodu.

      Usuń
    2. Pamiętasz ten "nasz pop" i tę nadzieję po tragedii? Co wyszło?...

      To są Polscy kibice, nie koniecznie nasi.

      Usuń
  4. Przeczytajcie:
    http://www.sport.pl/igrzyska-olimpijskie/1,154863,15294249,Skoki_narciarskie__Wielki_skok_Zakopanego.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli w tych słoikach rzeczywiście znajduje się żurawina i w dodatku podhalańska, to w podmianie etykiet nie należy doszukiwać się nic więcej, jak oddolna na lokalnym rynku ochrona polskiego konsumenta przed nieuczciwymi czynnościami niemieckiego dostawcy. Dostarczałby bowiem towar spożywczy fałszywie oznaczony co do rodzaju i zatajając jego prawdziwe pochodzenie.

    Swoją drogą, gdyby komuś wpadło do głowy sprzedawać w Polsce kiełbasę krakowską oznaczoną jako - dajmy na to - Berliner Wurst, to wypadałoby tego kogoś rozpoznać jako tępego aroganta. Akurat w towarach spożywczych słabo bowiem w Polsce działa przyciąganie nabywców zapewnieniami typu: "hiszpańska precyzja, niemiecki temperament".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Oni zawartości nie zmienili. Tylko etykietę. A powiedz mi, kto rozróżni smam borówki od żurawiny?

      Usuń
    2. @toyah

      I tu jest właśnie ten Hund begraben! Sprawa opiera się wcale nie o etykietę oszukańczą, lecz o brak tolerancji dla durnego postępu nacierającego z zachodu.

      Trzeba ewentualnie wezwać tu na pomoc naszych blogerów botaników, bo ze mnie żaden tu autorytet.

      Ja jednak słyszałem, że od jakiegoś czasu, zdaje się przypadkiem porównywalnego z czasem rozwoju sklepów wielkopowierzchniowych, w klasyfikacjach botanicznych żurawinę wpisano do rodzaju borówka.

      Niemcy, jak to Niemcy, lubią mieć wszystko pod jeden strychulec, ale dla prawdziwego Polaka żurawina jednak różni się od borówki i górale muszą tego ciupażkami bronić.

      Bo inaczej już nikt nic nie odróżni.

      Usuń
  6. Moi znajomi Kodziarze kupuja bielizne termo z nadrukiami patriotycznymi. Ale "smierc wrogom ojczyzny" nie kupia, poniewaz gdzies tam w zakadkach resztek zdrowego rozsadku wiedza, ze to o nich lub o tych, ktorzy za NIMI stoja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Izabela Mazur
      Specjalnie dla nich niedługo ruszy produkcja koszulek z napisem: "Jestem wariatem".

      Usuń
    2. I oni to kupia. Bo juz sa dumnym gorszym sortem.

      Usuń
  7. Akurat jeśli chodzi o żywność, to nawet tam w tej zachodniej nowoczesnej Europie ludzie dobrze sobie zdają sprawę, jakimi paskudztwami ich teraz karmią. I że im dalej na wschód tym lepsze jedzenie. Na szczęście w Polsce ludzie się jeszcze trzymają i mimo wszelkich unijnych norm, wciąż i nawet w dużym mieście można kupić bez problemu pół świni, jajka bez pieczątek albo gotowe podroby z własnej rzeźni. I tak trzymać, nie dajmy się zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdroszczę Ci pobytu pod skocznią. Piękny, dwudniowy spektakl.

    Wuwuzele na stadionach wymyślili Polacy. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, na każdym meczu Polaków na Stadionie Śląskim, takie trąbki to była norma. Były to sygnałówki kolejarskie.

    OdpowiedzUsuń