piątek, 27 stycznia 2017

Jak daleko jest z San Escobar do Bangladeszu?

      Po raz kolejny wrócił do nas stary już temat, który przed wieloma laty udało mi się sformułować krótko i moim zdaniem dość celnie, że dowolna wiadomość, choćby nie wiadomo jak obiektywnie istotna, przedostaje się do powszechnej świadomości dopiero po tym, gdy zostanie przepuszczona przez tak zwany pop. Gdyby ktoś nie wiedział, w czym rzecz, opowiem krótko na przykładzie. Pamiętamy, jak przed paru laty w Bangladeszu runął budynek, w którym prowadzona była produkcja tekstyliów na rzecz wielkich sieci, takich jak z jednej strony amerykański Wal-Mart, czy z drugiej, nasz Diverse, w wyniku czego życie straciło ponad tysiąc zatrudnionych w owej fabryce ludzi. Przez niemal tydzień światowe media starały się – jak wszyscy rozumiemy na prośbę zainteresowanych firm – o tym, co się stało nie informować, jednak kiedy liczba ofiar zaczęła się niebezpiecznie zbliżać do wspomnianego tysiąca, to tu to tam coś na ten temat zostało powiedziane, w efekcie czego światowe media mogły się ostatecznie pochwalić, że o sprawie jak należy poinformowały. Owo nieszczęście do dziś stanowi przykład prawdopodobnie największej budowlanej katastrofy w historii współczesnego świata, jednak gdy chodzi o powszechną świadomość, ów fakt nie jest w stanie się nawet równać z tym, że Minister Spraw Zagranicznych w polskim rządzie, Witold Waszczykowski, wspominając nazwę pewnego małego państwa na Karaibach, zamiast San Cristóbal użył nieistniejącej nazwy San Escobar. Dziś, gdyby polscy socjologowie mieli ambicje wykraczające poza nękanie obywateli pytaniami typu: „Czy Pan/Pani uważa, że sytuacja w Polsce idzie w dobrym kierunku?” i zapytali ich najpierw, czy wiedzą, gdzie została wyprodukowana ich koszula, czy bluzka, i ile w związku z tym musiało umrzeć niewinnych osób, a następnie, z czym im się kojarzy nazwa „San Escobar”, jestem absolutnie przekonany, że wyniki owego testu powiedziałyby nam znacznie więcej na temat sytuacji, w jakiej się znajduje Polska i polskie społeczeństwo, niż którykolwiek z przeprowadzonych ostatnio sondaży.
      Ale nie tylko Polska i nie tylko my, ale cały tak naprawdę świat. Dlaczego? A to dlatego mianowicie, że to właśnie pokazuje, w jaki sposób wszystko, co wiemy, czym żyjemy i co uważamy za realne, jest nam najpierw zadane, a następnie skutecznie i z najlepszym wynikiem egzekwowane. Ten nasz tak bardzo lokalny przykład ilustruje najlepiej jak tylko można, moją oryginalną tezę, że news nabiera pełnego kształtu dopiero wtedy, gdy zostanie wyrażony w postaci maksymalnie czytelnego mema. Bez tego, nawet wiadomość o śmierci tysiąca niewinnych istot nie jest niczym więcej, jak westchnieniem między drugim daniem, a deserem. Bez tego, nawet wiadomość o tym, że Jarosław Kaczyński znów pokazał się z rozwiązanymi sznurówkami pozostanie czymś całkowicie bez znaczenia.
      Proszę zwrócić uwagę, jak przez minione paręnaście lat strasznie zmienił się świat, gdy chodzi o dostęp do informacji. Najpierw powstanie, a następnie szeroki dostęp do Internetu, zmusiły wielkie sieci medialne do zaproponowania czegoś, co by im pozwoliło skutecznie rywalizować w walce o publiczną świadomość i w ten sposób informacja stała się częścią pop-kultury. A skoro tak, to i tu doszło do powstania swoistego rynku, na którym ścierają się dokładnie takie same interesy, jak choćby na rynku literatury, czy muzyki popularnej. Kto wymyśli ciekawszą okładkę, czy zaprezentuje ładniejszą fryzurę, wygra. No i, co może najważniejsze, kto się albo będzie stawiał, albo nie będzie orientował w hierarchicznych układach, zostanie w jednej chwili i bez najmniejszych ceregieli unieważniony. A nie zapominajmy, że oferta jest na tyle bogata, że nie ma mowy o jakiejkolwiek realnej konkurencji, choćby z tego powodu, że wszystko, co mogłoby te równowagę zakłócić i tak już dawno zostało wypchnięte na zewnątrz.
       Dawna zasada, że wygrywa oferta lepsza i ciekawsza, dziś już stanowi prehistorię. Dziś wygrywa oferta, która ma wygrać, a my, biedni ludzie, do których ona jest kierowana, ani nie mamy nic do gadania, ani nawet nie chce nam się otwierać ust. No bo po co, skoro przecież nikt nam nie zabrania wybierać?
      Rozmawialiśmy wczoraj trochę o tym, jak miasto Warszawa przewaliło 40-milionowy budżet na, jak się okazuje, całkowicie fikcyjną modernizację Sali Kongresowej. W pewnym momencie jeden z komentatorów zauważył, że, wbrew temu, co nam się wydawało, sprawa była jednak omawiana w niezwykle drapieżnym programie Anity Gargas w TVP, jakoś tak w październiku ubiegłego roku i przy tej okazji red. Gargas wskazała nawet po nazwisku osoby, które są za ten przekręt odpowiedzialne. Co więcej, ona niezwykle odważnie ujawniła też fakt, że ludzie, którzy przez minione dwa lata przychodzili dzień w dzień na to gruzowisko, tylko po to, by się dowiedzieć, że mają wracać do domu i przyjść znów jutro, wciąż czekają, tyle że już tylko na to aż dostaną obiecane pieniądze.
      I co z tego? Oczywiście nic. Jak na dziś, tematem publicznej debaty jest to, czy w kolumnie samochodów wiozących ministra Macierewicza z miejsca na miejsce znajdował się niejaki Misiewicz. A jutro i tak już sobota i kolejny konkurs skoków. Chyba w Bangladeszu. Nie. Nie w Bangladeszu. W Willingen. Zresztą i tak wszystko jedno.

Zachęcam do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia moje książki. Polecam. 

43 komentarze:

  1. I dlatego zostaniemy takim mixem Niemiec z Białorusią bez najmniejszego jęknięcia, a wręcz z poklaskiem obywateli. Ale ponieważ to i tak najlepsze, co mamy do wyboru, nadal kocham JK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jarosław Zolopa Aż tak bym nie dramatyzował. Jakoś sobie radzimy.

      Usuń
    2. ja tego w żaden sposób nie widzę dramatycznie. I o Niemcach, i o Białorusi mam w sumie nie najgorsze zdanie. Z pewnością wolę taki mix, niż Francji z Ukrainą...

      Usuń
  2. Dokładnie. Jutro konkurs skoków, a dziś żegnamy kolejnego emeryta w pracy, potem jeszcze wypad do galerii. Ciekawe czy Diverse ma nową dostawę. Potem znowu coś o ustawie antyaborcyjnej, podobno kobiety są wkurzone w Bangladeszu wyborem Trumpa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tpraw@
      Są wkurzone wyborem Trumpa i straszą że nie pójdą do pracy szwalniach.
      Stary Faryzeusz

      Usuń
    2. @tpraw
      O tak! W Bangladeszu i w Warszawie.

      Usuń
    3. @Stary Faryzeusz Tak. A polskie studentki w proteście nie przystąpią do sesji.

      Usuń
    4. Oni wszyscy kontynują tę wielką politykę miłości. Teraz będzie taka miłość i pokój, że nie zostanie kamień na kamieniu.

      Usuń
    5. Te w Warszawie są wręcz podwójnie wkurzone. A może nawet potrójnie. Słyszałem wczoraj w tvn, że PIS wręcz rozdrażnia te kobiety.

      Usuń
  3. Za to na Czerskiej są zadowolone bo Paulina napisała list do Melanii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lucyna Paulina Młynarska?

      Usuń
    2. Tak Paulina Młynarska do Melanii Trump ;)
      http://kobieta.onet.pl/list-do-melanie/8r3l9s4?utm_source=fb&utm_medium=fb_detal&utm_campaign=podziel_sie
      Mają pustaki poukładane w głowach. Ale na to przyszedł nasz Janecki i napisał drugi list:
      http://wpolityce.pl/polityka/324892-drugi-list-pauliny-do-melanie

      A Ty o jakimś Bangladeszu i Kongresowej. To hasło "pop" za chwilę będzie nieczytelne. Zastąpi je "pap" od papki nałożonej na kawałek dachowej papy. No i od paplania Gadowskiego bo on chyba wygrywa choć Sumliński nabiera tempa ostatnio. Prawdziwi kosmici to my ;)

      Usuń
    3. @crimsonking
      Jezus Maria! Ja byłem przekonany, że z tą Młynarską to mi wyszedł taki żart.

      Usuń
    4. @crimsonking
      Ten Janecki jest chyba jeszcze gorszy od Feusette. Żeby spieprzyć taki temat, to już nawet nie wystarczy być idiotą.

      Usuń
  4. Na drugim końcu tego kija są takie sprawy, jak Big Joe, który zaorał wojujące feministki i stał się gwiazdą sieci, widzieliście to?
    Myślę, że dzięki niemu naprawdę dużo ludzi dowiedziało się więcej, niż z gazet i tv przez całe dotychczasowe życie.
    https://youtu.be/IPqrimR8GWw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na to teraz możemy i właściwie musimy liczyć. Na internet, dopóki jest jeszcze taki jaki jest. Nie byłoby tych wszystkich "zaskakujących" wyborów ostatnich czasów, gdyby nie internet. Co prawda, dziennikarze typu RAZ czy Passent dalej mają dostęp do gwizdka ale to już jest coraz mniej skuteczne.

      Usuń
    2. @redpill
      Musisz jednak przyznać, że bez gazet i telewizji też bylibyśmy niedoinformowani. Na przykład Twoi znajomi z Karaibów nie dowiedzieliby się o istnieniu ministra Waszczykowskiego. A swoją drogą, co tam u nich? Doszli już do siebie, czy wciąż przeżywają?

      Usuń
    3. @Kozik
      To prawda. Zwróć uwagę, że zarówno Bangladesz, jak i nasz Unsound najpierw pojawiły się w Internecie. Podobnie Petru z tą lalą. San Escobar trafił do Sieci z oficjalnych mediów. Ciekawe, nie?

      Usuń
    4. Według mojej oceny nikt na Karaibach nie ma pojęcia o istnieniu Waszczykowskiego, nie mówiąc o San Escobar. No chyba, że Bronisław Komorowski ma jakieś inne informacje. Tym się jarali wyłącznie Polacy.
      W temacie, to pytałeś kiedyś o Usaina Bolta, jest film o nim, pełnometrażowy, pod tytułem "I Am Bolt", pewnie mógłby odpowiedzieć na trochę Twoich pytań, nawet niezły.

      Usuń
    5. @toyah
      Z tym San Escobar możesz mieć rację, bo to raczej nie jest sprzedawalne wiralowo. Wprost nawet zamówił mapę u dobrego grafika, naprawdę bardzo śmieszną, ale tylko w szczegółach, bo całość dzieła robi makabryczne wrażenie przez swój profesjonalizm i widoczny na pierwszy rzut oka spory budżet.

      Usuń
    6. @redpill
      Co ja uczyniłem światu, że mnie traktujesz, jak ostatniego sklerotyka. Tu jest Twój komentarz pod moim tekstem o San Escobar:

      "redpill14 stycznia 2017 20:32
      Tu pełna zgoda, znam trochę osób związanych z tamtym rejonem świata, oraz dyplomacją i dla nich to było autentycznym szokiem".

      Usuń
    7. Miałem na myśli Polaków, którzy spędzili lata na konkretnie w Kolumbii, źle mnie zrozumiałeś.

      Usuń
    8. Escobar to Kolumbia i tam kojarzy się z narcos, a to są naprawdę źli ludzie, nawet nie wiesz jak. To nie są nawet Karaiby. Escobar a już nie ma, ale trwale wyszedł do popu, robi się filmy i seriale, a sami narcos oczywiście istnieją i stanowią największy problem w tamtym regionie, bo i w Meksyku i w Stanach też.

      Usuń
    9. @redpill
      Ach, teraz już wszystko rozumiem. Ty się w dyskusji ze mną powoływałeś na zdanie swoich kumpli Polaków, którzy "spędzili lata w Kolumbii". To oni byli tak wstrząśnięci omyłką Waszczykowskiego. W sumie to jest ciekawe, że Ty wciąż uważasz, że mnie możesz tak łatwo wystawić do wiatru. Czy to możliwe, że robisz to za pieniądze?

      Usuń
    10. W takim sensie jest to freudowskie i nie chce być inaczej.

      Usuń
    11. To jest trochę podobna dla mnie, ja z tym Ojcem Chrzestnym, z którego cytatem ozdobiłeś swojego bloga. Dla mnie stanowi to zgrzyt imię pasuje, bo to jest z powieści o mafii, jakby nie trafna była myśl, to nie jest jednak cytat z Jezusa, czy Jarosława Kaczyńskiego, czy choćby z tego Dahla, tylko z powieści o złych ludziach, którzy źle konczą.
      W dodatku jak jesteś pisarzem, to nie powinieneś innego pisarza stawiać nad sobą, to taka rada.

      Usuń
    12. @redpill
      A cóż Ci się nie podoba w tym cytacie? Moim zdaniem on jest trafiony w dziesiątkę. Swoją drogą, polecałbym zwłaszcza Tobie. Warto być uważnym.

      Usuń
    13. Przepraszam za błędy, telefon.

      Wracając do San Escobar, to jest oczywiście na gwizdek zrobione, przez kogoś, dla kogo te znaczenia są ważne i wie, jak je użyć, bo może komunikat nie jest skierowany do wszystkich, a tylko na przykład do jakiejś liczby pracowników MSZ, przypadkow podwładnych ministra. A gawiedź potrzebna była, żeby to ładnie do nich dotarło. Patrząc na te mapkę, trochę kosztowało.

      Usuń
    14. @redpill
      No proszę! A nie można było od razu napisać, że z tym gwizdkiem, to ja naprawdę pięknie wyszedłem?

      Usuń
    15. W tych Twoich odpowiedziach jest tyle złej woli, że nie bardzo mam jak reagować. Nie mam żadnych kumpli, co spędzili lata w Kolumbii, ale znam kilka osób co owszem, jednak nie odważyłbym się ich nazwać kumplami. Zdarzyło mi się nie raz rozmawiać o tym, jak wygląda życie w tych miejscach i temat narcos, a więc i Escobara niezmiennie powraca. Mówił o tym nawet w ostatnim wywiadzie Franciszek, również nie mój kumpel przecież. To jest śmiertelnie poważna sprawa, tak poważna, jak znajdowane wciąż ciała zabitych ludzi, często nawet nie wiadomo kogo, bo na przykład bez głów. To jest tak poważne jak walki, które toczy policja i wojsko, często z użyciem ciężkiego sprzętu, ciężkiej broni, pojazdów opancerzonych, śmigłowców. Każdy, kto tam był, wie jak to wygląda. W dobrym towarzystwie się tam z tego nie żartuje.
      Wystarczy Ci takie wyjaśnienie, czy potrzebuję Ci listę takich osób wysłać jakoś prywatną wiadomością? Bo już mnie to zaczyna irytować. Ja się być może nieprecyzyjnie wyraziłe, Twoja wyobraźnia podsunęła Ci jakichś freaków z dreadami. Ja to sprostowałem, , ale Ty dalej drążysz i udajesz głupiego z takim zapamiętaniem, jakbyś walczył o życie.

      W sprawie cytatu, wyjaśniłem, ale dobrze, jeszcze raz. Pochodzi z książki o złych ludziach, co źle kończą. To nic, że zakłamanej, tym gorzej. Mam w dupie takie sentencje właśnie z tego powodu, bez względu na to, jak mądrze brzmią. Pod tym względem są dla mnie równoważne ze złotymi myślami, jakie pojawiają się na przykład w polskim filmie "Psy" i gdy widzę coś takiego w formie motto, a widziałem, to jestem od razu lekko uprzedzony.

      Usuń
  5. A może trzeba wziąć przykład z Chińczyków, którzy mają jedno państwo, a wiele systemów i - skoro w tej Warszawie wszyscy z siebie tacy zadowoleni - to zostawić ją jako enklawę a zająć się rozwojem reszty kraju od rogatek W-wy poczynając.

    Na początek można na słoiki wprowadzić przepisy o wewnątrzwspólnotowej dostawie towarów (zwrot VATu!!!). Od tego Mazowsze natychmiast zakwitnie, a wszystkie sklepy wielkopowierzchniowe w Warszawie od razu padną, a za nimi padnie wszelkie obciążające Warszawę HGW.

    Est modus in rebus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      To naprawdę znakomity pomysł. Chyba zacznę prowadzić lobbing pod hasłem: "Warszawa dla Warszawian".

      Usuń
    2. Ja się w sumie marnuję. Gdybyś miał dojście do kogo trzeba, to ja mam pomysł na kadencyjność w wyborach samorządowych. Taka HGW, czy ten HGW w Gdańsku, albo w tym moim Wrocku niech sobie mają nieskończoną liczbę kadencji.
      Natomiast kadencyjne mają być wszelkie umowy zwierane z gminami. Że każda taka umowa z mocy prawa wygasa z końcem kadencji i może być przedłużona tylko raz. Począwszy od umowy o dostawę papieru do kibla. Od razu padnie cała ta samorządowa patologia.

      Leczyć trzeba przyczyny, a nie skutki.

      Że co, że niekontstytucyjnie? A coroczne wygaszanie kontraktów ze szpitalami było.

      Nawiasem mówiąc, napisz coś, bo jakoś ludzie nie widzą, że od dwóch lat Porozumienie Zielonogórskie nie ma co robić. A przedtem, o tej porze zawsze była wojna o kontrakty dla szpitali.

      Mniej kradną i od razu na szpitale starcza. Polska to bogaty kraj.



      Usuń
    3. @orjan
      To chyba już szybciej o prezydentach miast.

      Usuń
  6. Niewesoły tekst dzisiaj Panie Krzysztofie. Przypomnienie tej katastrofy w fabryce ubrań tak mnie teraz zastanowiło. Bo to kolejna rzecz, której prawie nikt nie kojarzy. Że dzisiejszy nowoczesny rynek testyliów to wciąż jedna z największych potęg światowej gospodarki. I ten kto nim kieruje, ma dużo do powiedzenia. Tylko tekstylia nazywamy teraz ciuszkami. Tu jest w ogóle kilka ciekawych wątków.

    Np. tak zwane blogi modowe - wykorzystanie internetu i darmowej reklamy/propagandy. Przecież teraz to jest epidemia. I jak ta tzw. moda przekłada się na dostępność towarów w sklepach. W zimie można kupić najłatwiej stroje kąpielowe. Kurtki zimowe dostępne są najpóźniej w sierpniu. No i od lat kilka razy w roku (np. teraz) wszędzie w Polsce wielkie litery "SALE". Czy naprawdę już słowo "Wyprzedaż" przestało istnieć? Albo czemu nie po hiszpańsku np. w Zarze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @marcin d.
      Tekstylia to potęga. Dowiedziałem się wiele na ten temat od Coryllusa.

      Usuń
  7. Jak mówi Pismo: "Bestii dano obraz" i trzeba to w nieskończoność powtarzać.
    Ja jednak jestem rozczarowany ludźmi, bo część tej winy leży po stronie przysłowiowego Kowalskiego. W jego lenistwie, w moim też, w tej formule bytu "po najniższej linii oporu. Nie przez przypadek lenistwo to też grzech. Kiedyś myślałem sobie, a co to za grzech to zaniechanie? Jaka tam mogą być jego skutki? Dziś wiem, że ogromne.
    Bo trzeba sprawdzać, weryfikować. Myślałem sobie: no przecież jest internet, a nie czasy kołchoźnika, to ludzie będą mogli weryfikować rzeczywistość. I co? i ....
    Doszło do tego, że dziś świadomie podświadomie drukowane jest do mózgów ludzi wszystko z jednej strony - vide smogi, jako okazja do przewalenia kolejnych budżetów na ekologię, ptasie grypy, świńskie, a nie długo zorganizują alert, że kosmici właśnie rozpoczęli inwazję. A wszystko w najlepszym wypadku w celach sprzedażowych. A z drugiej w tym natłoku ważnych informacji nawet nie można zauważyć i przesortować. Nawet człowiek nie zauważy, jak podpisze cyrograf..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @niepogodzony
      Podobno gazownia ma niedługo do numery dołączyć maski gazowe. Co za ironia.

      Usuń
    2. Poważnie? To naprawdę zabawne :))

      Usuń
  8. W notce coryllusa na s24 ktoś dał komentarz dot. wydarzeń, które opisał na swoim blogu podczas targów we Wrocławiu. Kolejna wiadomość, która bez Internetu nie ujrzała by światła dziennego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @tpraw
      Myśmy tam zostali zaatakowani razem.

      Usuń
  9. Pamiętam, że niektórzy komentatorzy wręcz zarzucali wam, że zmyślacie. Bo Wrocław to porządne miasto i takie rzeczy tam się nie zdarzają.

    Zobacz jak to się plecie. Jak ludzie potrafią reagować na niektóre informacje, jeśli nie znajdą potwierdzenia w głównym ścieku. I na odwrót jeśli oficjalne źródła coś stwierdzą, a my i tak wiemy swoje bo mamy zdrowy rozsądek. Trochę to przerażające.

    OdpowiedzUsuń