czwartek, 27 października 2016

Złota Ryba, czyli Trzecie Śniadanie Mistrzów

       Wstyd mi trochę, że biorę się nagle za temat tak, jakby to powiedział Poeta, „mały, tak niemistrzowsko zrobiony”, no ale co robić, skoro, jak to określił inny już z nich, „myśli chodzą po głowie” i nic na to poradzić się nie da? Z drugiej jednak strony, pragnę zauważyć, że to nie ja buduję tę scenę i nie ja ustalam tematy. W końcu, gdybym to był faktycznie ja, można by były naprawdę zaszaleć i stworzyć felieton naprawdę na poziomie, mądry, ambitny, oryginalny a kto wie, czy nawet nie dowcipny. Tymczasem sytuację mamy taką, że, jak co roku, któraś z tak zwanych „Kapituł” przyznaje kolejną swoją nagrodę, do tego wygłasza odpowiednią laudację, do laudacji dołącza pomalowany na złoto gipsowy odlew czegoś, a my faktycznie mamy do wyboru albo wzruszyć ramionami i z godnością się wycofać, albo – tak jak ja to niekiedy zmuszony jestem uczynić – zabrać głos, nie wiadomo po co i dla kogo.
      Oto więc, jak każdy kto zagląda na blog naszego kolegi Coryllusa, może jeszcze pamięta, że tegoroczną nagrodę Złotej Ryby, przyznawaną przez prawicowe środowiska polityczne skupione wokół tygodnika „W Sieci”, otrzymał bloger, oraz – jak sam się o sobie mówi – „student UW”, nazwiskiem Tomek Laskus. Ja, bez choćby najmniejszej kokieterii, daję słowo, że kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się, że ów Laskus jest głównym kandydatem do owej nagrody, wiedziałem o nim tylko tyle, że gdzieś to nazwisko już chyba słyszałem, ale czy tu, czy tam, czy gdzie indziej – bijcie mnie, ale nie powiem. Ono było dla mnie równie obce, jak jedno z tych nazwisk, które nagle przy jakiejś okazji słyszymy, ale nie wiemy, czy to piosenkarka, aktorka, czy może dziennikarka z telewizji. No ale okazało się, że Tomek Laskus to bloger taki jak każdy z nas, tyle że lepszy i bardziej znany w środowisku, i to na tyle lepszy i znany, że to jemu w tym roku przypadła ta ryba z gipsu i towarzyszące jej zaszczyty.
      Ponieważ uważałem, że skoro to w końcu jeden z nas dostał tę nagrodę, nie wypada mi nie wiedzieć, co i jak on pisze, a więc zajrzałem wczoraj na blog Laskusa i trafiłem na coś takiego. Proszę mi pozwolić na dłuższy, choć na szczęście zaledwie trzyzdaniowy, cytat:
      „Nie sądzę, żeby mój poprzedni tekst tak w gusta trafił Prezesowi Magistrowi Stępniowi Jerzemu, że aż zapałał chęcią przeczytania następnego i stąd w te pędy pobiegł prezentować się w programie Minęła Dwudziesta, nie sądzę też, żeby w ogóle go czytał, natomiast w te pędy pobiegł Prezes Magister prezentować się w TVP Info, gdyż Tweeterowicz @Antyleft, jak to się branżowo mówi, nasmrodził, pokazując między innymi, że Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej, której Prezes Magister Stępień Jerzy prezesuje w osobie własnej, nie padła ofiarą przesadnego ostracyzmu ze strony kręgów politycznych poprzedniej władzy, bo na konta fundacji regularnie wpadało przysłowiowe kilka groszy, raz na przykład kilka…set tysięcy (złotych), innym razem kilka milionów (również złotych), raz sześć na przykład, a raz osiem, a później na drugą nóżkę i tak dalej
      Gdyby program oglądał trener Wojciech Łazarek, pewnie powiedziałby, że prezes (z tym, że teraz to już chyba bardziej jako prezes fundacji niż TK) Stępień był w programie napakowany jak kabanos. Bo był – drapieżny od samego początku, a nawet wcześniej, kiedy to będąc już w telewizji, odwołał swój występ zobaczywszy prof. Zaradkiewicza, z którym miał występować, który z kolei, gdyby miał występować samemu, to chciałby występować po prezesie Stępniu, który swój występ w TVP jednak w końcu przywołał, by ostatecznie po prof. Zaradkiewiczu, któremu przy innej okazji uprzejmy był podobnież czymś grozić, zasiąść naprzeciw redaktora Rachonia”.
       Sam oczywiście szydzę z tego, że to są rzeczywiście zaledwie trzy zdania, kto inny z kolei zwrócił uwagę Laskusowi na to nieszczęsne „samemu”, jednak tak naprawdę nie o to chodzi. Sam zajmuje się tego typu paplaniem od co najmniej ośmiu już lat i wiem, że różnie bywa, gdy człowiek się najpierw nakręci, a potem rozpędzi. Mnie dziś chodzi o coś zdecydowanie poważniejszego. Otóż ja śledzę dość uważnie proces przyznawania owej Złotej Ryby i widziałem już wiele. Pamiętam więc też, co sobie myślałem, kiedy nasze media postanowiły wyróżnić tą nagrodą Krzysztofa Feusette, a może jeszcze bardziej, Łukasza Adamskiego i w ten sposób poinformować nas, że oto sam szczyt i lepiej nie będzie. W przypadku jednak Tomka Laskusa i jego talentów publicystycznych, takich jak on sam nam zaprezentował w zacytowanym wyżej fragmencie, jestem autentycznie poruszony. No bo powiedzmy sobie szczerze, że tu nas ktoś zdecydowanie chce postawić pod ścianą. Najpierw się dowiadujemy, że gdy chodzi o zawodowe młode dziennikarstwo, mamy Łukasza Adamskiego, natomiast na poziomie pasji i prostej aspiracji wzorem pozostaje Tomek Laskus. Że od Adamskiego dużo gorszy? No, to prawda, ale przecież kto mówił, że skromny bloger ma być lepszy od poważnego komentatora polityki, sztuki, a nawet chrześcijańskiej etyki? To byłby przecież jakiś absurd, czyż nie?
      A zatem Kapituła „Złotej Ryby” postanowiła wykonać gest wobec młodych blogerów i wyróżnić najlepszego z nich, zapewne tak na zachętę, by inni, widząc, że się jednak da, nie rezygnowali i dalej z tą samą energią co dotychczas aspirowali. A ja sobie już tylko myślę, że to jest owo cwaniactwo, o którym i ja i Coryllus pisaliśmy parokrotnie. Z jednej strony chodzi o to, by pokazać, że tak zwane „dziennikarstwo społeczne” to kupa śmiechu, na którego tle błyszczy nawet ktoś taki jak Tomek Laskus, a z drugiej, dać nam do zrozumienia, że jeśli będziemy grzeczni, to nagroda – taka czy inna – nas nie ominie, a wtedy będziemy wreszcie mogli osiągnąć ten poziom, gdzie w dyskusjach pod naszymi notkami będziemy mogli już nie brać udziału. Nie przymierzając, jak jakiś pan Ziemkiewicz, czy pan Sakiewicz. Czy ten plan się udał? Częściowo na pewno. Wprawdzie każdy z nas widzi, że ten cały Laskus jest tak słaby, że od niego lepszy jest nawet Wszołek, natomiast trzeba mu przyznać, że numer z komentowaniem wyszedł mu znakomicie. Wystarczyły dwa dni i proszę – 51 komentarzy i żaden jego. No, no! Widać jak na dłoni, że narodziła się nam kolejna gwiazda.


Przypominam, że moje książki są do kupienia w księgarni pod adresem www.coryllus.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz