środa, 19 grudnia 2012

Bingo apokalipsa

Już tu swego czasu wspominałem, że nie umiem zgadnąć, ile osób czytających ten mój blog, orientuje się jednocześnie, co się dzieje na tym drugim, który prowadzę solidarnie z Gabrielem i trochę też Kamiuszkiem, w Salonie24. Czy jeden i drugi znają wszyscy, czy większość, czy może najwierniejsi czytelnicy trzymają się tylko tego miejsca, już w pewnym sensie tradycyjnego? A więc tego nie wiem, i też nie mam sposobu, by się tego dowiedzieć. Ponieważ jednak zakładam, że jakoś tam wszystko to, co tam napiszę dociera i tu, wspomnę tylko bardzo ogólnie o pewnym tekście, który postanowiłem zamieścić tam ze względów czysto propagandowych. Wyłącznie po to, by pewna prawda dotarła do jak największej liczby osób.
Otóż, jak zapewne pamiętamy, swego czasu zwróciłem tu uwagę na komiks, jaki na swoim blogu opublikował Janusz Palikot, aby dostarczyć swoim czytelnikom zabawy w formie bardzo plastycznych opisów śmierci, jaką ludowa sprawiedliwość sprowadziła na przeróżnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, poczynając od najpierw zgwałconej młotem pneumatycznym, a następnie spalonej żywcem Beaty Kempy, a kończąc na Lechu i Jarosławie Kaczyńskim wysadzonych w powietrze za pomocą bomby.
Wspomniałem o tym komiksie, jednak to co mnie od tego czasu prześladowało najbardziej, to już nie sama zawartość tego dzieła – w końcu do wszystkiego można się przyzwyczaić – lecz fakt, że mimo iż ja o owym komiksie wspominałem tyle razy, w debacie publicznej nie pojawiło się o nim nawet jedno wspomnienie. I oczywiście nie chodzi mi o to, że Janusz Palikot był tu otoczony jakąś ochroną i o nim mówiono wyłącznie dobrze. Nie – do niego akurat się strzela często i z lubością. Moje zmartwienie polega na tym, że wśród wszystkich możliwych zarzutów o niszczenie debaty publicznej, szerzenie nienawiści, i występowanie przeciwko podstawowym zasadom występującym w cywilizowanym świecie, pojawiło się wszystko – tylko nie ten komiks.
I jeszcze coś. O ile się orientuję, wśród wszelkich możliwych oskarżeń, jakie padały pod adresem Palikota, czy to ze strony samego Prawa i Sprawiedliwości, jako partii, czy już bezpośrednio ze strony osób, które osobiście zostały tam w tak brutalny sposób sportretowane, kwestia tego komiksu również się nie pojawiła. Nie wystąpiła z protestem ani Beata Kempa, ani Zbigniew Ziobro, ani rodzina Przemysława Gosiewskiego. Wszyscy, jeśli tylko się decydowali na to, by odnieść się do palikotowych ekscesów, ograniczali się do tych jego nic nieznaczących happeningów, czy idiotycznych żartów, natomiast to, co w sposób ewidentny Palikota musiałoby pogrążyć, było systematycznie niezauważane.
Poruszony bardzo tą sytuacją, i jak najbardziej też na fali ostatnio bardzo popularnej debaty o języku nienawiści, pomyślałem sobie, że napiszę o tym komiksie do „Warszawskiej Gazety” i może w ten sposób – w końcu tygodnik Piotra Bachurskiego, to jak by nie było, projekt ogólnopolski – dotrę do tych, do których dotrzeć wypada. No i proszę sobie wyobrazić, że po raz pierwszy w historii naszej współpracy, Piotr Bachurski odmówił publikacji tego tekstu.
W tym momencie zrozumiałem wszystko. Chodzi o to, że z jakiegoś powodu, zarówno System, jak i jego zaplecze, jak i wszyscy pozostali uczestnicy tego, co się dzieje na naszej scenie publicznej, nie widzą żadnego interesu w tym, by Janusz Palikot został z niej zdjęty. Wszystko wskazuje na to, że usunięcie tego jednego elementu grozi takim kryzysem, że to, co wraz z nim może nastąpić, nikomu się zwyczajnie nie kalkuluje. O Palikocie, podobnie zresztą, jak o wszystkich innych niemal aktorach polskiej polityki, można mówić wszystko; można mu stawiać wszelkiego rodzaju zarzuty; można oskarżać go o największe przestępstwa… z jednym zastrzeżeniem – należy bardzo uważać, by żadne z owych oskarżeń nie było na tyle poważne, żeby mieć jakiekolwiek konsekwencje dla stabilności polskiej polityki.
A jest to polityka szczególna. Przede wszystkim jest to polityka wojenna, jednak przez to, że wojna ta, to w znacznym stopniu wojna pozycyjna, gdzie wszystkie role, wszystkie sojusze, wszystkie wreszcie mechanizmy zostały dawno ustalone, a ich wartość potwierdzona, ona może się toczyć na pewnym w miarę znośnym poziomie jeszcze długie lata. Również jednak i to, co już dawno zostało uzgodnione – i jak najbardziej przez wszystkie strony konfliktu autoryzowane – to propaganda i jej język. A w tym systemie Janusz Palikot pełni element równie ważny jak Joachim Brudziński ze swoim chamstwem, Bronisław Komorowski z kulturą i Donald Tusk z tym swoim sympatycznym bałwaństwem. To wszystko świetnie się sprawdza i jedyne, co by mogło mu zaszkodzić, to wyjęcie z tego mechanizmu jednego choćby elementu. A już z całą pewnością tak ważnego jak Janusz Palikot, który dla propagandy tworzonej czy to z jednej strony konfliktu, czy to z drugiej, jest argumentem nie do przecenienia.
Zastanówmy się, co by się stało, gdyby nagle wybuchła sprawa tego komiksu? Wybuchła choćby na połowie tego poziomu, jak to miało miejsce w przypadku Grzegorza Brauna i jego słów o strzelnicach. Gdyby nagle taka Beata Kempa choćby podała Janusza Palikota do prokuratury o nawoływanie do okrutnego jej zamordowania. Przecież z tym, co się tam w owym komiksie znajduje, on by się nie wywinął. A jeśli nie wywinąłby się on, to zapewne też nie wywinęłoby się wielu z jego kolegów, którzy, kiedy on to publikował, stali tuż przy nim, przy swoim, jak by nie było wówczas jeszcze, wiceprzewodniczącym. A wtedy cała scena polityczna musiałaby zostać zresetowana i diabli jedynie wiedzą, kto by z tego wszystkiego wyszedł za tarczą, a kto na tarczy. Po co więc ryzykować?
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to wszystko stanowi najbardziej perfidną zmowę. I wcale nie sugeruję, że jest to zmowa, która została w jakikolwiek sposób notyfikowana, choćby tylko ustnie. Tym bardziej nie sugeruję, że oni wszyscy są bardzo dobrymi kumplami, którzy postanowili wyssać z nas całą krew. Nawet mi to nie przyszło do głowy. Oni najprawdopodobniej szczerze się wszyscy nienawidzą i życzą sobie gwałtownej śmierci. Tyle tylko, że – dokładnie tak jak to już powiedziałem wcześniej – to jest wojna pozycyjna, i ona rządzi się swoimi prawami. A jednym z najważniejszych jest to, by nikt nie zrobił niczego, co by miało naturalny bieg zdarzeń niebezpiecznie przyspieszyć.
Oto Janusz Palikot – człowiek, który ledwo co wystąpił u Moniki Olejnik i szczerze bardzo przeprosił za to, co kiedyś powiedział o patroszeniu Jarosława Kaczyńskiego. On już dziś – zwłaszcza po niesławnym wystąpieniu Grzegorza Brauna – zdaje sobie sprawę z tego, że tak dłużej nie można. Że ta nienawiść nas zżera, nawet jeśli ona nie jest prawdziwą nienawiścią, ale zwykłym, niewinnym żartem. I on, jako pierwszy wyciągnął rękę do zgody. Na te słowa najpierw wzruszyła się Monika Olejnik, a za nią reszta mediów. I tylko Prawo i Sprawiedliwość nie uwierzyło w te słowa, bo to przecież wiemy, co to za ziółko ten Palikot. A więc my mu nadal będziemy wyrzucać tamten występ, a on – nieboraczek – nie mając wyjścia, znów coś wspomni o tym, że ten samolot spadł przez pijaństwo Lecha Kaczyńskiego i jego kumpli. Tylko nie padnie jedno słowo na temat tamtego komiksu… co ja mówię, tamtego? Tego! Tego! On dziś jeszcze, kiedy piszę te słowa, fantastycznie się prezentuje na blogu Palikota.
Nikt na ten temat nie puści pary z ust, bo wie, co się stanie na drugi dzień. Prokuratura będzie musiała wszcząć śledztwo, które nawet jeśli nie będzie początkiem końca politycznej kariery Palikota i tych wszystkich zboczeńców, to z całą pewnością stworzy sytuację, gdzie już nikt do nikogo nie będzie mógł mieć pretensji o nic, a tym samym cały dotychczasowy język politycznej propagandy zostanie unieważniony. Nie będzie już Rydzyka, Niesiołowskiego, Brudzińskiego, Brauna, Pitery… I, jak już powiedziałem, nikt nie jest w stanie przewidzieć, kto z tego wyjdzie poobijany, a kto w złotej szacie.
Dziś na swoim blogu Coryllus wspomniał o nieznanym nam zdarzeniu sprzed miesiąca, kiedy to w Nowej Hucie na parkowej ławeczce spalił się pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Podobno z bardzo prozaicznego powodu – poszło o uczelniany mobbing. Tekst Coryllusa jest tak wstrząsający, ze jedyne co mi przyszło do głowy, by napisać w komentarzu, to jeszcze bardziej pewnie wstrząsające słowo „bingo!”. Właśnie tak. „Bingo”. Do tego bowiem doszliśmy. Możemy z siebie wypruć żyły; możemy się zapłakać na śmierć; możemy nawet się demonstracyjnie podpalić. Efekt będzie jeden tylko – psycholog powie, że podpalenie to forma protestu, a komentator zakrzyknie „bingo!”

Zostało jeszcze parę dni, a u nas, jak to u nas. Robi się bardzo nieprzyjemnie. Przepraszam, że to wciąż powtarzam, ale nie mam wyjścia. Bardzo proszę o jakąkolwiek pomoc. Numer konta jest tuż obok. Dziękuję.

23 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o mnie to w pierwszej kolejności zaglądam na Toyah.pl, a przez linka często trafiam na blog Coryllusa, a dalej na Toyaha w wydaniu S24...

    Nie jestem wcale taki pewny, że podniesienie sprawy komiksu byłoby aż tak skuteczne, choć oczywiście należałoby przynajmniej spróbować.

    Moje wątpliwości biorą się z 2 spraw:
    1. Przemysł propagandy całkowicie decyduje o tematyce i kierunkach debaty publicznej. Myślę, że oni operują już na tak wysokim poziomie technologii manipulacji, że byliby w stanie sprawnie wyciszyć i zakrzyczeć tę sprawę, gdyby dostali takie wytyczne.
    2. Chodzi też o to, że ja czasem już nie wiem co myśleć o ludziach zaczadzonych propagandą Partii Miłości i Zielonej Wyspy. Mam wrażenie, że gdyby oficjalnie ogłoszono, że na pokładzie Tu-154 wybuchła bomba, to oni niczym pies Pawłowa odpowiedzą - to jego wina, Kaczora, bo po co leciał na tę niepotrzebną wycieczkę i jeszcze zabrał na śmierć tylu porządnych ludzi.

    Wiem na przykład, że na rodzinnym spotkaniu w Święta nikt nie wspomni o polityce, bo praktycznie między jedną a drugą stroną nie ma już żadnej płaszczyzny dyskusji. Najmniejsza próba wskazania drugiej stronie błędnego myślenia, traktowana jest jako osobisty atak i grozi ciężkim obrażeniem się.

    Oni cały czas mają w pamięci głównie wstyd, że ktoś taki jak Kaczyński mógł w Polsce rządzić. O. Rydzyk to dla nich nadal chciwy gość, który wykorzystuje naiwne staruszki, a wiarę traktuje tylko jako swoisty biznes.

    Powtórzę, że to nie tłumaczy bierności. Może nawet ja w wolnym czasie reaktywuję blog, by w choć w najbardziej skromnym zakresie propagować tę sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  2. @fi.g
    Ależ ja wiem, ze oni z tym tematem zrobią co chcą. I właśnie, jak widać, robią. Natomiast ja wciąż nie rozumiem - choć powoli rozumieć zaczynam, dlaczego tego się nie uczepi PiS? Co by ich to kosztowało? no co?

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    W dzisiejszym wpisie dałeś wielce prawdopodobną odpowiedź. Możliwe też, że postawa PiS jest elementem szerszej strategii, czekaniem na odpowiedni moment do ataku. Jednak to dziś już słaba hipoteza. Przychylam się do Twojej tezy, że wszyscy grają tu wyznaczone role. Szerzej ujmując, od kilku lat - dla mnie od 17.09.2009 - widoczne jest, że o losach Polski w żadnej mierze nie decydują i nie będą decydować Polacy.

    Chciałbym tu jeszcze przypomnieć odnośnie samospalenia oraz przemysłu propagandy. Tuż przed wyborami parlamentarnymi 2011 (chyba ostatnie, w których ktoś jeszcze miał złudzenia) miały miejsce aż 2 samospalenia lub próby - ściśle związane z rządami PO i sprawy te wyciszono tak skutecznie, że do dziś nie mają w mediach żadnego dalszego ciągu.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah
    Podobnie jak fi.g uważam, że przeceniasz "wartość" tego komiksu w obecnych realiach, ale to, zdaje się miał być przyczynek do wywodu o okopaniu się stron na swoich sprawdzonych, bezpiecznych pozycjach. Istotnie, tak to wygląda. Mam wrażenie, że czekamy na jakiś ważny, spektakularny gest naszych przynajmniej od kwietnia 2010 r. Może jest jednak za wcześnie? A może System i nasi czekają tylko jak wszystkie centra handlowe wywieszą kartki "do wynajęcia", o czym przecież nie raz pisałeś.

    OdpowiedzUsuń
  5. @zawiślak
    Rozumiem, że Twoim zdaniem o wiele większą wartość ma sprawa tego obdzierania Kaczyńskiego ze skóry i świńskiego ryja. Powodzenia.
    Swoją drogą, ten poziom niezrozumienia rzeczy naprawdę prostych jest dość przygnębiający.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah
    Jeżeli chodzi o pierwszą część Twojego posta, to wyciągasz zbyt daleko idące wnioski. Co zaś tyczy się stanu przygnębienia, to i we mnie ostatnio jakoś mniej euforii.

    OdpowiedzUsuń
  7. @zawiślak
    Mam nadzieję, że przynajmniej masz na choinkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    I co z tego? Mnie sapientiae potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah
    Palikot organizuje spektakle dla gawiedzi w szambie. Zadziwiające jest to, jak wielu to imponuje; owo 'wielu' nie ogranicza się do jego wyborców.

    OdpowiedzUsuń
  10. @toyah,

    Przeczytałem wpis Coryllusa. To się zdarzyło na uczelni krakowskiej, ale mogło równie dobrze w każdej innej instytucji o podobnym "poziomie" zarządzania. Tragedią jest fakt, że do tego doszło i tragedią, że ten protest przez samospalenie niczego nie zmieni w sposobie zarządzania instytucjami publicznymi. Ten pożar ludzki został skutecznie ugaszony.

    W krakowskich uczelniach pracuje wielu porządnych ludzi, choćby znany Panu dobrze Wołodźko.

    Wszołek jest studentem, a nie pracownikiem uczelni. Z kolei Sowiniec udaje tylko, że pracuje na uczelni. On zajmuje się pomnikami (specyficzny rodzaj wrażliwości ludzkiej) i bywaniem w mediach.

    Jednym z głównych problemów uczelni wyższych jest taki, że tolerują takich właśnie pseudo naukowców, jak Sowiniec, którzy nie pracują naukowo, a pobierają za to publiczne pieniądze. Zamiast tego występują w mediach, w których odmieniają przez przypadki swoje sakramentalne bingo, wyśmiewają się z tych, którzy w tych mediach nie występują, albo co gorsza, nabijają się z biednych ludzi. Pracownicy naukowi na uczelniach, którzy naprawdę angażuję się w to, co robią, są zazwyczaj przyzwoici. Problemem są ci, którzy udają, że cokolwiek robią. Pisałem o tym w prasie kilka razy, ale to jest walenie grochem o ścianę. Strata czasu.

    OdpowiedzUsuń
  11. @zawiślak
    Chrzanić rozum. Idą Święta!

    OdpowiedzUsuń
  12. @Kazimierz Mrówka
    Zgoda. Ja wprawdzie z życiem uniwersyteckim nie mam nic wspólnego, ale moja intuicja podpowiada mi, że tak paskudnie to może być już tylko w szpitalach. I to - tu też zgoda - nie tylko w Krakowie.

    OdpowiedzUsuń
  13. @toyah, porównanie ze szpitalami jest dobre. Tu i tam jest duża odpowiedzialność, tu i tam można łatwo spartaczyć ludziom zdrowie. Tyle, że jak w szpitalu uśmiercą pacjenta, to trupa się zakopie i tylko rodzina zapłacze. Na uczelniach, gdzie wykładają tacy, jak Sowiniec czy Hartman (facet, który nie lubi studentów), psucie ludziom dusz skutkuje zepsuciem do 'siódmego pokolenia':)

    OdpowiedzUsuń
  14. Należy, jak niedawno usłyszałam od wielkiego profesora Bralczvka, odróżnić język nienawiści od żartów(czasami, wg niego, mało dowcipnych, oczywiście)! W przypadku tego gościa od komiksu, o którym piszesz, zapewne to są żarty.
    Ja wcześniej nie wiedziałam o tej stronie. Co prawda nie znalazłam tego konkretnego wpisu/rysunku, o którym mowa, ale po paru minutach poczułam się jak w toalecie dworcowej, niesprzątanej od pół roku. Nie chcę już tam wchodzić,tym bardziej, że święta tuż tuż.
    Poza tym jakoś nie wierzę, by ujawnienie tego osiągnęłoby jakiś efekt poza tym, że sporo osób weszłoby tam, by sobie "pożartować".

    OdpowiedzUsuń
  15. @Eliza
    Teraz dopiero pojąłem, że to o czym ja mówię, pozostaje kompletnie niezrozumiałe. Ja nie mam najmniejszego zamiaru propagować tego komiksu. Jestem natomiast za tym, żeby, skoro już postanowiliśmy się zajmować Palikotem, zajmować się nim na poważnie. Wszyscy się tak bardzo przejmują tym co on mówi, każdy jego bon mot jest rozbierany na najdrobniejsze elementy, tymczasem na jego blogu tkwi ten komiks, a w nim oczywista zachęta do mordowania, ozdobiona bardzo naturalistycznymi opisami sposobów zadawania śmierci. wszystko podsumowane hasłem "happy end"... i mamy kompletne milczenie.
    I o to milczenie mi chodzi. Milczenie, które uważam za zorganizowane i celowe. Wydawało mi się, że ja swoją myśl przedstawiłem bardzo jasno i precyzyjnie. Kiedy Bachurski odmówił publikacji tamtego tekstu, powiedział mi, że tego nikt nie zrozumie i wszyscy pomyślą, że to jest tekst o Palikocie. Wtedy sobie pomyślałem, że to jest zwykły wykret. Teraz zaczynam się zastanawiać, czy on nie był szczery.

    OdpowiedzUsuń
  16. Toyahu, myślę, że ja Ciebie jednak bardzo dobrze rozumiem. I oczywiście masz w 100% rację. Obawiam się jednak, że gdyby taka posłanka Kempa podała do prokuratury, to ....Myślę, że nic. Ale tak w ogóle, to przede wszystkim my - tu i tam - byśmy krzyczeli, a jakieś tam "gazownie"(jak mawia Twój Przyjaciel)albo by milczały, albo wytykałyby małostkowość lub brak dystansu do siebie u tych "wszystkich pisiorów". Znowu się awanturują!- krzyczano by wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
  17. witam,
    z kompletnie innej beczki, dla poprawienia humoru polecam komentarze pod tym artykule w The Telegraph,

    http://www.telegraph.co.uk/motoring/news/9758494/EU-backs-down-over-threat-to-classic-cars.html

    OdpowiedzUsuń
  18. @Eliza
    Skoro tak, w ogóle o czym tu gadać. Po co o nim rozmawiać, po co zgłaszać do niego pretensje, po co w ogóle w nim dyskutować? Jeśli uznamy, że publiczne przedstawienie widowiska. w którym Kępa jest gwałcona młotem pneumatycznym, a następnie spalona żywcem, Przemysław Gosiewski powieszony na jelitach, a bracia Kaczyńscy wysadzeni w bombowym zamachu, a wszystko to dla radosnej zabawy, nie jest niczym godnym uwagi, to co jest? No powiedz, co jest? Świński ryj? Mój występ w Klubie Ronina? Wiesz może, czemu Palikot przepraszał za ten żart z obdzieraniem Kaczyńskiego ze skóry? Bo ja wiem. I Ci powiem. On to zrobił, bo to nie miało żadnego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  19. @AdTheLad
    A chłopaki Ci oczywiście nie odpisali? Fajni są.

    OdpowiedzUsuń
  20. Oczywiście, że nie ma sensu o nim rozmawiać.Do tematu tego osobnika trzeba będzie wrócić już gdy ten otaczający nas świat się skończy. I wcale nie mam tu na myśli jutrzejszej daty....

    OdpowiedzUsuń
  21. toyah,
    przecież, że nie. Ostatnio nawet pod pozorem innego tematu wysłałem Michałowi mailem link do http://www.democracybarometer.org/country_reports/cr_poland.pdf z 2007 roku gdzie podsumowanie jest różnym raportów (w tym Economist) na temat demokracji/ wolności w Polsce. Od początku lat 90tych nasz ranking spadł. Na koniec rządów PiS poszedł trochę w górę, jesteśmy na 45 miejscu w rankingu Economist Intelligence Unit i się z tego miejsca nie ruszamy, a Freedom Index http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_freedom_indices nasz stan demokracji ocenia jako 'flawed'. Ten temat z Telegraph też mu wysłałem i wyjaśniłem, że brak możliwości odrzucenia takich i innych tego typu 'jobsworth' niekompetencji przez procesy demokratyczne w suwerennych krajach też raczej z demokracją ma mało do czynienia.
    Dlatego komentarze pod tym artykułem wydawały mi się takie fajne :)
    Pozdrawiam,
    a

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale z tego co mi się zdaje palikot nigdy nie przeprasza za to co robi/mówi.
    On się wycofuje, wycofuje ze słów jak ostatnio.
    Słów nie da się cofnąć, tym bardziej "wycofać z".
    Po jakiemu i do kogo on to mówi?

    Z tym że to mi po głowie tak się kołacze a nie chce mi się szukać "cofek" palikota.

    OdpowiedzUsuń
  23. @toyah

    "Natomiast ja wciąż nie rozumiem — choć powoli rozumieć zaczynam — dlaczego tego się nie uczepi PiS? Co by ich to kosztowało? no co?"

    Życie. To by ich kosztowało życie. Tak jak Lecha.

    Popatrz, jedynym porównaniem jakie nasuwa mi się gdy myślę o obserwowanych metodach działania jakimi posługują się nowopaństwowcy, dodatkoświąteczni ach ta stajenka gapolowcy, ci wszyscy spece od podkresśania w nazwie jaka to jest niezalezna.pl, jakie to są naszeblogi.pl jest Rakowiecka.

    Starłem się z nimi (ze starą SB) dokładnie raz, dawno, i w okolicznościach nieprzyjemnych, komicznych zarazem (Rosół z pędzącego królika i Cieć na cmentarzu się mogą schować). Nie wiedziałem wtedy, że instynktownie zastosowana strategia obrony położyła ich na łopatki - a mnie uratowała przed uwikłaniem w plan, który już był gotowy. Tak odrobinę wyczuliłem się na sztucznych dmuchanych "patriotów". Herby i proporce, konie i ułani. Wszystko udawane. Dziedzictwo umysłowe Rakowieckiej rozpełzło się choć póki żyję to ich zidentyfikuję. Po części przejęte zostało przez Gapola, część przejął PiS. Partia nieautentyczna i sterowana, jak ci ułani z Rakowieckiej powiewająca ot proporczykiem dla efektu. Dla wywołania emocji. Dla uzyskania poparcia.

    Dlatego nie oskarżą przed sądem Palikota.

    [---]

    Staniszkis nie ma tak do końca słuszności gdy mówi że to "PO ma twarz Solidarności'80 a rodowód prosto z UB, oraz mózg z Rakowieckiej" bo towarzystwo które jedzie na wspomnieniach o konspirze, a realizuje plan tajniaków jest zainstalowane również w PiS.

    A Palikot? - To świeża siła. Jest dyrygentem trzymającym dla niepoznaki instrumencik, udającym że wyrywa się przed orkiestrę. Ostatnie wybory do Sejmu potwierdziły podjętą na jego temat (ściśle według planu - jak mniemam) decyzję, że już można pozwolić mu podyrygować - choć jeszcze nie całym państwem. Kto uważałby go tylko za grajka, którego można zdjąć z afisza przypomnieniem mu namawiania do zbrodni, ten chyba nie rozumie jakie porządki panują w Polsce. Może uściślę - bo ostatnie zdanie miało być opisowe a wyszło zadzierające nosa. Otóż prokuratura może i POWINNA ŚCIGAĆ Z URZĘDU takie szczucie, jakie upowszechnia Palikot.

    Nie ściga? - No właśnie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.