środa, 3 października 2012

Jak nastraszyć marszałka Niesiołowskiego

Rozmowę tę po raz pierwszy czytałem już wiele lat temu, ale wciąż ją sobie regularnie odtwarzam przy okazji lekcji, tak że jej fragmenty znam już niemal na pamięć. Mam tu na myśli tekst Boba Greene’a, w którym opisał on swoje spotkanie z jednym z najbardziej niesławnych seryjnych morderców minionego wieku, Richardem Speckiem.
Czym się ów Speck tak bardzo zniesławił, że jego postać w amerykańskiej kulturze popularnej zajmuje niemal taką samą pozycję jak postać Kuby Rozpruwacza w Anglii? Otóż Speck, będąc jeszcze stosunkowo młodym człowiekiem, zaszedł do szkoły pielęgniarskiej w Dallas i zamordował 8 uczennic. On ich ani nie zgwałcił, ani jakoś szczególnie nie zadręczył – zwyczajnie je zamordował. Za co? Po co? Nie wiadomo. Trudno powiedzieć.
Dziś Speck już nie żyje. Zmarł kilka lat temu w więzieniu w pobliżu Chicago bezpośrednio chyba na zawał serca, ale głównie z powodu bardzo niezdrowego trybu życia, jaki tam prowadził, a więc niekontrolowanego upijania się i narkotyzowania. Kiedy jednak jeszcze żył, i miał nadzieję, że prędzej czy później wyjdzie na wolność, Bob Greene któregoś dnia go odwiedził i namówił na tę rozmowę. A ja muszę przyznać, że to jest coś absolutnie porażającego. Czy dlatego, że on opowiada jakieś straszne rzeczy? Ależ skąd! Speck głównie mówi o tym, jak mu się żyje w więzieniu. Czy może chodzi o to, że on nie ma wyrzutów sumienia, lub wręcz jest dumny z tego co zrobił? Nic podobnego. Przeciwnie. W pewnym momencie przyznaje on nawet, że jemu jest okropnie przykro, że te dziewczyny zamordował. Jest mu przykro i z powodu tych dziewczyn i z powodu ich rodzin. A może szokujące jest to, że on jest jednym z tych nawróconych chrześcijan? Tym bardziej nie. Z rozmowy jaką nam przedstawia Greene wynika, że Speck te już kilkanaście lat po owej masakrze, jest jeszcze straszniejszy niż był kiedyś.
To co robi największe wrażenie jest to, że ów Speck jest jednocześnie kompletnie obłąkany i kompletnie normalny. On z jednej strony opowiada o tym, jak to lubi oglądać w telewizji filmy przyrodnicze, jak maluje martwe natury, jak to marzy o tym, żeby choć na jedną noc wyjść z więzienia i odwiedzić swoją mamę, i niemal w tym samym momencie zapewnia, że jest gotów zabić każdego, kto z nim zadrze. Siedzi w karnej izolatce, bo ponieważ nie chce mu się wcześnie wstawać, odmówił pracy, a jednocześnie narzeka, że w więzieniu pracę dostają tylko kapusie. Z jednej strony opowiada, jak to kiedyś z kolegami z celi wypili pięć litrów najmocniejszego bimbru na świecie, by za chwilę się skarżyć, że od lat nic mu się nie śni, bo o czym tu śnić przez 1200 lat? Z jednej strony opowiada pięknie o muzyce, że gdyby Chuck Berry nie był czarny, to Berry byłby królem rock’n’rolla, a nie Elvis, by zaraz potem wspominać, że jak zabijał te pielęgniarki, to nie czuł nic. Dokładnie nic. No i wreszcie to zdanie, które kończy całą rozmowę: „Przekaż Amerykanom ode mnie pewną prośbę. Niech oni mnie nie przestają ani na moment nienawidzić. Bo kiedy im zabraknie tej nienawiści, to pozostaną z gołymi rekami”.
W pewnym momencie Speck opowiada, jak to poprzedniego wieczoru oglądał w telewizji „Siłę Magnum” z Eastwoodem i że Eastwood to naprawdę świetny aktor. I że choć on osobiście jest człowiekiem raczej łagodnym, lubi oglądać filmy pokazujące przemoc. Właśnie tak: „I like violent movies, but I’m not a violent man”.
I to ten właśnie moment przypomniał mi się, kiedy dziś przeczytałem sobie drugą część rozmowy Stefana Niesiołowskiego dla Onetu, a szczególnie to zdanie, gdzie Niesiołowski nie stąd ni z owąd deklaruje, że on akurat posługuje się „bardzo pokojowym językiem”. Nie wiem, ilu z nas miało okazję ostatnią przeczytać rozmowę Nizinkiewicza, ale pod pewnymi względami ona jest absolutnie unikalna, nawet jak na to, do czego przez wszystkie ostatnie lata Niesiołowski zdążył nas przyzwyczaić. Czytałem to co on mówi i w pewnym momencie, jak nigdy dotąd, uświadomiłem sobie, że punkt jaki on w tym wywiadzie osiągnął nie nadaje się już nawet do sparodiowania. Gdybym ja sobie nagle wymyślił, że swój kolejny wpis na blogu poświecę na przykład na taki żart, że oto mamy rok 2018 i Stefan Niesiołowski udziela kolejnego wywiadu, to nie ma takiego literackiego sposobu, by ten pomysł wprowadzić w życie. Bo to w tej właśnie dzisiejszej rozmowie dla Onetu, Stefan Niesiołowski, po raz być może pierwszy w historii świata, zademonstrował, na czym polega prawdziwa doskonałość.
No i nagle to on właśnie wyznaje, że posługuje się „bardzo pokojowym językiem”, a mi natychmiast przychodzi do głowy niegdysiejszy Richard Speck i jego deklaracja: „I’m not a violent man”. I nie tylko ona. Cały ten wywiad i jednocześnie cała ta zagadka człowieka, który jest zwyczajnie dla nas nieprzenikalny. I już w następnym momencie uświadamiam sobie, że dokładnie tak samo nieprzenikalny dla nas jest Stefan Niesiołowski. I że gdyby już tak konsekwentnie do końca szukać punktów wspólnych między oboma panami, to wydaje mi się, że gdyby jakimś czaso-przestrzennym cudem Richard Speck w tym wywiadzie powiedział na przykład, że Marta Kaczyńska to głupia suka, Niesiołowski by jako wicemarszałek polskiego Sejmu, uruchomiłby odpowiednią procedurę mającą na celu ułaskawienie Specka. A my wszyscy bylibyśmy dokładnie tak samo otępiali, jak jesteśmy dziś.
Czy zatem, jak idzie o Stefana Niesiołowskiego, nie ma już żadnego ratunku? Czy to już naprawdę koniec? Otóż nie. I znów na pomoc przychodzi nam nie kto inny jak Richard Speck. W rozmowie z Greenem, Speck opowiada, jak to on codziennie do swojej celi otrzymuje listy od kobiet, które chcą go poznać i nawiązać romans. Mówi tak: „Przysyłają zdjęcia, często są naprawdę ładne. A ja wiem, że z nimi coś musi być nie tak. Cała Ameryka mnie nienawidzi, ludzie wyzywają mnie od najgorszych, a one chcą się ze mną zapoznać? To się nie mieści w pale. Daje ich adresy kumplom z celi. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego”.
I to jest moim zdaniem to. To jest sposób na takich ludzi. Trzeba ich zniszczyć najbardziej chorą – tak samo jak oni są chorzy – miłością. Proponuję więc rozpoczęcie ogólnonarodowej akcji. Niech wszystkie dziewczyny, młode, starsze – obojętne – wysyłają do marszałka Niesiołowskiego listy ze zdjęciami i oferują mu swoją miłość. Jestem pewien, ze on się tego wybuchu, a jednocześnie demonstracji, że jest coś jeszcze bardziej obłąkanego niż on sam, tak przestraszy, że to go zwyczajnie wykończy. I będziemy z nim wreszcie mieli święty spokój.

Uprzejmie przypominam, że mam wciąż tu na miejscu dość dużo egzemplarzy obu swoich książek, a więc zapraszam serdecznie: jeśli ktoś ma ochotę otrzymać „Liścia”, bądź też „Elementarz” z osobistą dedykacją, może się zgłaszać. Numer konta jest tuż obok, a cena wynosi 30 złotych za „Elementarz” i 40 złotych za „Liścia”. Z darmową wysyłką. Jeśli ktoś jednak albo ma jedną i drugą i na dodatek kupowaniem prezentów zająć się ma zamiar dopiero w grudniu, proszę o finansowe wspieranie tego bloga pod również obok podanym numerem konta.Dziękuję.

4 komentarze:

  1. Powiem szczerze, że nie wpadłabym na to...Może to i jest sposób? Nie wiem tylko dlaczego mają to być wyznania jedynie kobiet. Dlaczego nie mogą to być również faceci? Myślę, że byłoby to nawet wskazane.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Eliza
    Nie. Faceci się nie nadają. Niesiołowski pedałów nie lubi, więc od razu rozpozna prowokację.

    OdpowiedzUsuń
  3. On może i nie lubi, co nie znaczy przecież, że faceci nie są w stanie się w nim zakochać(na tej samej zasadzie, jak te girls , o których piszesz w felietonie). Nie będę się jednak z Tobą kłócić, bo to przecież Twój pomysł. A swego zdjęcia też nie wyślę, bo obawiam się , że to również mógłby uznać za prowokację.

    OdpowiedzUsuń
  4. Faceci mogą się zakochać w Niesiołowskim ale w naszej sprawie to nie zadziała. To muszą być kobiety i to "całkiem ładne".
    Wtedy nie ma byka - Niesiol popłynie.
    Choć możemy też usłyszeć że jesteśmy pisowskim ścierwem i fagasami Kaczyńskiego.
    Ale pomysł przedni jest :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.