poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Idzie wiosna - będą grillować

W piątkowy wieczór, tuż po transmisji Drogi Krzyżowej z Watykanu, TVP Polonia pokazała nam wnętrze czegoś co wyglądało na bardzo nowoczesny kościół, w ławkach siedzieli ludzie, a na zaimprowizowanej scenie miotała się jakaś przebrana w białe szaty młodzież, klaskała i śpiewała piosenkę z takim oto przesłaniem, że Jezus nas kocha – Alleluja! Po polsku. Nie wiem jak długo transmisja tej uroczystości trwała, bo w pewnym momencie, gdy pierwszy szok minął, wyłączyłem telewizor. Jednak wyglądało na to, że tak właśnie wyglądał plan Telewizji Polskiej na ów wielkopiątkowy wieczor – najpierw tradycyjna transmisja Drogi Krzyżowej, a następnie precz z tymi smutkami, niech wszyscy widzą prawdziwie radosne chrześcijaństwo, Jezus żyje!
Wielka sobota przyniosła nam prawdopodobnie wiele innych ciekawych manifestacji tak zwanej nowej, świeckiej pobożności, ja jednak zwróciłem uwagę na pokazaną przez telewizję TVN24 rozmowę prowadzoną między trzema osobami, reprezentującym trzy różne spojrzenia na coś co nazywamy Duchem. Z lewej strony siedział znany niektórym z nas zbyt dobrze ateista Zbigniew Mikołejko, zaprezentowany jednak jako „mistyczny agnostyk”, obok niego siedziała znana nam z działalności w branży charytatywnej Janina Ochojska, przedstawiona z kolei jako „katoliczka, która się przyznawać do swojego katolicyzmu nie wstydzi”, a z prawej Lejb Fogelman – człowiek w kapeluszu. Rozmowę prowadziła Katarzyna Kolenda-Zaleska, a więc ktoś kogo nie jestem w stanie odpowiednio opisać, nie narażając się z jednej strony na zarzut chamstwa, a z drugiej przestępczego oszczerstwa. Jednak muszę przyznać, że jeśli dziś wspominam ten program, to właśnie przede wszystkim dzięki Kolędzie-Zaleskiej. Ona to bowiem najpierw, przedstawiając Mikołejkę, powiedziała, że on wprawdzie jest owym „mistycznym agnostykiem”, ale na pewno „znacznie bardziej wierzącym”, niż wielu z tych co za wierzących powszechnie uchodzą, a następnie ogłosiła, że jej osobiście najlepiej się chodzi do kościoła do warszawskich Dominikanów. Deklaracja ta – co należy podkreślić – stanowiła zresztą uzupełnienie wcześniejszej, która padła z usta Ochojskiej, gdy ta oświadczyła, że ona wprawdzie jest zadeklarowaną katoliczką i się tego swojego katolicyzmu nie wstydzi, natomiast przyznaje, że często się jej zdarza, że będąc w kościele na Mszy Świętej, nie czuje wspólnoty z innymi wiernymi, i najlepiej spędza się jej czas u Dominikanów w Krakowie.
Niestety nie umiem powiedzieć, o czym państwo rozmawiali i co z tej ich rozmowy dla nas mogło wyniknąć, bo, podobnie jak wcześniej, przy okazji tych wielkopiątkowych radosnych pląsów, telewizor wyłączyłem, natomiast pozostała ze mną cała masa najróżniejszych refleksji, które z kolei doprowadziły mnie do pewnego wspomnienia. Otóż jakiś czas temu, nudząc się jak mój pies, pomyślałem sobie, że sprawdzę, jakież to my mamy kanały w naszym telewizorze, o których dotychczas mogłem nie mieć pojęcia. Zacząłem więc przy pomocy pilota przewijać tę ofertę, i kiedy już przeleciały wszystkie stacje włoskie, wszystkie stacje arabskie, i nawet wszystkie programy erotyczne, pojawiła się część religijna, a w niej coś co się nazywa The Religion Channel. Nie umiem oczywiście dokładnie powiedzieć, co to za program, bo – jak się czytelnicy tego bloga mogą spodziewać – nie zabawiłem tam wystarczająco długo, by zostać tu ekspertem, ale z tego co się zdążyłem zorientować, jest to stacja telewizyjna prezentująca telekazania dostarczane wiernym przez niektóre z tych chyba już ponad 20 tys denominacji protestanckich, jakich dorobiła się Ameryka. Ja akurat trafiłem na coś –sprawdziłem to oczywiście w wikipedii – co na tym tle stanowi zjawisko wybitne, a mianowicie na kaznodzieję nazwiskiem Joel Osteen, który jest przywódcą kościoła o nazwie Lakewood Church.
Okazuje się, że Osteen uznany został przez stację ABC za jedną z 10 najbardziej wpływowych postaci w Stanach Zjednoczonych, jego kościół jest najbardziej liczną kongregacją w całym kraju, a telewizyjne kazania jakie on głosi gromadzą przed ekranami 7 milionów widzów tygodniowo. Występ na który ja akurat natrafiłem miał miejsce na stadionie chyba baseballowym, Osteen stał na skromnej scenie, przed nim siedziało jakieś 50 tysięcy, a może więcej ludzi, i wszyscy wyglądali, jakby udało im się własnie ujrzeć Pana Boga. Samo kazanie nie było długie, trwało może 20 może 25 minut, natomiast – jak mówię – efekt jakie ono wywarło na zgromadzonych na stadionie ludzi był absolutnie porażający. Oni najzwyczajniej w świecie oszaleli. Co mówił Osteen? Przyznać muszę, że na mnie największe wrażenie zrobiły dwa fragmenty tego wystąpienia. Na samym początku był zwykły dowcip. Otóż była sobie wioska, gdzie mieszkali sami katolicy, a wśród nich znalazł się jeden jedyny protestant. No i było tak, że w każdy piątek – Osteen akurat mówi, że w każdy piątek Wielkiego Postu – ów protestant w swoim ogródku grillował steki wołowe, co irytowało katolików, którzy go postanowili skutecznie nawrócić. Pokropili mu więc głowę wodą i oznajmili: „Urodziłeś się jako baptysta, dorastałeś jako baptysta, a dziś jesteś katolikiem”. Rok później, przy okazji kolejnego Wielkiego Postu, mieszkańcy wioski wychodzą przed swoje domy i czują, że śmierdzi grillowaną wołowiną. Zachodzą do swojego sąsiada, patrzą, a on smaży stek, polewa go wodą i mówi: „Urodziłeś się jako krowa, dorastałeś jako krowa, a teraz jesteś rybą”.
To pierwszy fragment. Drugi był już pod sam już koniec kazania i stanowił taką oto historię: Był sobie oto pewien dobry, pobożny protestant, który zakochał się w jakiejś Europejce, którą chciał sprowadzić do Stanów Zjednoczonych, by ją tam poślubić. Niestety biurokratyczne przepisy wymagały od niej posiadania wizy, a procedury uzyskania owej wizy były strasznie żmudne i długotrwałe. Chodził więc ów pobożny człowiek do urzędów i prosił urzędników o tę wizę aż wreszcie trafił na jednego, który był okropnie niegrzeczny, wręcz chamski, i robił wszystko, by całą pobożnemu człowiekowi życie utrudnić. Ostatecznie poinformował go, że jego narzeczona w Europie będzie musiała czekać na wizę 5 lat. Pobożny człowiek był oczywiście bardzo wzburzony, jednak nie dał po sobie poznać najmniejszego gniewu, a wręcz przeciwnie, każdą kolejną złą wiadomość przyjmował z uprzejmą radością i wiarą. I oto nie minął miesiąc, jak ów niegrzeczny urzędnik dzwoni do niego i informuje, że wiza na niego czeka. „Jak to się stało?” – pyta pobożny człowiek. „Jak to możliwe, że coś co miało trwać 5 lat, trwało zaledwie jeden miesiąc?” Jestem pewien, że nie muszę nikomu nic wyjaśniać. Wszyscy jak się tu spotykamy jesteśmy na tyle inteligentni, by odpowiedź na tę zagadkę już znać. Tak. To owa uprzejmość, radość i wiara sprawiły, że zły urzędnik się nawrócił. Możemy się nawet domyślić, że to był rasowy katolik. A nawrócił się nie przez tę rybę – a więc Krzyż – lecz przez porządny kawałek wołowiny, czyli radość płynącą ze Zmartwychwstania.
Ktoś pewnie zapyta, co było w środku. Co wypełniało owo kazanie, poza tymi dwiema anegdotami? Otóż tam nie było nic, co by przekraczało wielkość jednego zdania. Merytorycznie ono w całości było oparte na cytacie z Pierwszego Listu do Koryntian o tym, że „Bóg złożył wszystko u Jego stóp”, a przekaz jest taki, że jeśli na wszystkie nieszczęścia będziemy patrzeć z tej perspektywy, uzyskamy nową siłę. I przez dwadzieścia minut Osteen powtarza to jedno zdanie w najróżniejszych sekwencjach, i jestem pewien, że gdyby on nie był mistrzem świata w tym co robi, pies z kulawą nogą nie chciałby go słuchać. Każde jedno zdanie wypowiedziane przez naszego księdza Don Paddingtona zawiera więcej treści niż całość tego co ten stadion traktuje jako Słowo Boże. To co słyszymy – wraz z tymi 50 tysiącami zebranych na tym stadionie – to czysta retoryka, czysty pijar. I tu akurat musze przyznać, że to jest tak dobre, że gdyby taki Donald Tusk, nawet znając angielski tak jak go zna, zechciał rzucić okiem na ten występ, zwariowałby z podniecenia i poprosił Ostachowicza, by ten go nauczył, co robić, by umieć gadać jak Osteen.
Dlaczego tamto wystąpienie Joela Osteena przypomniało mi się przy okazji sposobu, w jaki tegoroczne święta Męki Śmierci i Zmartwychwstania Naszego Pana Jezusa zostały potraktowane przez System? Sam do końca tego wyjaśnić nie jestem w stanie, jednak wydaje mi się, że chodzi o to, że to co mogliśmy obejrzeć w piątek po transmisji z Watykanu i w sobotę w wieczornym programie „Fakty po Faktach”, to nie przypadek lecz kierunek. A ów kierunek można opisać przy pomocy jednego zdania: „Koniec z tym Krzyżem”. Dość już tego marudzenia. Chrześcijaństwo to radość i miłość, a nie jakieś dąsy. To piękny okrzyk „Alleluja!”, a nie jakieś skrwawione serca. I oczywiście, każdy z nas wie, że to nic nowego. W końcu wszyscy świetnie pamiętamy co ta banda oszustów zrobiła z filmem Mela Gibsona – i z samym Gibsonem – po tym, jak on nakręcił swoją „Pasję”. Pamiętamy naprawdę bardzo dobrze, jak bez śladu wstydu, z idealną bezczelnością, najbardziej szanowani recenzenci objaśniali, że przez ten film Mel Gibson sięgnął dna. Dlaczego? To już oczywiście wyjaśnione nie zostało. Ważne, że doszło do kompletnej porażki. A więc wszyscy wiemy, że dla Systemu i dla ludzi, którzy stoją na początku i końcu projektu który został nam właśnie przedstawiony, największym realnym zagrożeniem jest wiara w Krzyż jako coś co w ostateczności staje się Bramą. Wiara w to, że na początku każdej ostatecznej radości musi stać ów Krzyż. Dlatego oni ten Krzyż tępią na każdym kroku. I dlatego prawdopodobnie w tym roku po raz pierwszy odważyli się w Wielki Piątek odcisnąć ten swój ślad. Właśnie w taki sposób.
A co z tą nieszczęsną Kolendą? Co z tą Ochojską, która potrafi się naprawdę poczuć częścią tej Wspólnoty, dopiero gdy zajdzie do Dominikanów w Krakowie? Ja właściwie nie mam wątpliwości, że dla nich najbardziej odpowiednią religią była nauka głoszona przez Kościół z Lakewood i jego papieża Joela Oesteena. Że gdyby one były na tyle zorientowane w tym co się dziej w świecie, by zainteresować się tymi szamanami, machnęłyby ręką na tych Dominikanów – i to zarówno w Krakowie jak i w Warszawie – i zapisałyby się do tych już naprawdę wybitnych chrześcijan. Jestem też przy tym wręcz pewien, że gdyby Zbigniew Mikolejko postanowił zamiast w agnostycyzm, nieco bardziej zainwestować w ów rzekomy mistycyzm, też by się tam z nimi udał. I byłoby im tam w trójkę naprawdę świetnie. Tylko Fogelman by zostal, bo jemu akurat poza tym kapeluszem więcej nie potrzeba.
Pozostaje jeszcze kwestia Dominikanów. Tuż obok mojego domu znajduje się tak zwany Kościół Garnizonowy. Dziwny to kościół. W Katowicach wojska już nie ma, natomiast kościół wojskowy trwa. Coraz mniejszy, coraz biedniejszy, z jednym tylko księdzem-proboszczem, któremu pomagają dobrzy ludzie i dochodzący z Kościoła Oblatów ojciec-staruszek. Kościół ten jest jednak w każdą niedzielę pełny, i jeśli ktoś chce wiedzieć, dlaczego, to dowie się pewnie, że może jest tak dlatego, że to jest takie miejsce, które wygląda mniej więcej tak samo jak kiedyś, a może dlatego, że tam wciąż nie zlikwidowano balasek, dzięki którym ludziom jest łatwiej przyjmować Komunię Świętą. Jak mówię, w Katowicach nie ma już wojska, więc ten kościół jest tu trochę nie na miejscu, ale ponieważ, a może mimo to, że jest to wciąż jedyne miejsce, gdzie są odprawiane msze za pomordowanych w Katyniu i Smoleńsku, imieniny Józefa Piłsudzkiego, rocznica Bitwy Warszawskiej, gdzie każda inna patriotyczna uroczystość ma szanse znaleźć odpowiednią odprawę, a poza tym tuż obok znajduje się pomnik katyński, jakoś to wszystko wciąż funkcjonuje. Niedawno dowiedziałem się, że wszystko zmierza jednak w tę stronę, by ten kościół przestał być kościołem wojskowym, a został zmieniony na coś innego. Jest też propozycja, by wzięli go Dominikanie. I to jest dopiero wiadomość! To jest dopiero coś co naprawdę poraża. Przepraszam bardzo, ale ja jednak się dziś jeszcze pomodlę, żeby Dominikanie akurat zostali tam gdzie są i służyli duchowemu rozwojowi Janiny Ochojskiej i Katarzyny Kolendy Zaleskiej. Przynajmniej do czasu, jak one wybiorą Joela Osteena. A później się zobaczy.
Dziękuję wszystkim - oni wiedzą - którzy zechcieli przed Świętami wesprzeć finansowo ten blog. Nawet nie wiecie, jakie to było ważne. Jednocześnie proszę wszystkich o to, by o mnie nie zapominali.

27 komentarzy:

  1. @Toyah

    A ja dzisiaj usłyszałem w wiadomościach, bodaj polsatowskich, że Wielkanoc dla coraz większych rzesz Polaków staje się kolejnym przedłużonym weekendem, który chętnie spędzają w górach bądź nad morzem. Pokazano jakichś emerytów, co już od dawna odwiedzają jakiś ośrodek turystyczny w Święta Wielkanocne (kombinuję, że to byli jacyś emerytowani ubecy bo zwykłego polskiego emeryta zwyczajnie nie stać na takie wyjazdy).
    Czyli święta katolickie jako długi weekend - jaka piękna, nowa, świecka tradycja. A jak elegancko i postępowo jeszcze by było wybrać się przy okazji na Mszę Św. do pobliskich Dominikanów (uroczy, wiejski kościółek!)... no i wrzucić na tacę grosik na KUL.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    Mnie się wydaje że to wszystko zaczyna przypominać PRL. Oni zdecydowanie dążą do zrobienia z całej religii właśnie takiej świeckiej tradycji. Pamiętam jedną z pierwszych transmitowanych przez TVP papieskich mszy, kiedy to Grzegorz Woźniak (pamiętasz?) powiedział, że ołtarz jest okadzany w celu wypędzenia złych duchów.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah

    Oczywiście. W czasie ostatnich Świąt Bożego Narodzenia było głośno o ankiecie przeprowadzonej wsród Londyńcxyków z której wynika, ze mało który z nich wie, skąd się w ogole wzięło to całe X-mas. I to jest ideał, do którego dążą wytężonej siły Systemu.

    A co do PRL (Woźniaka, naturalnie, pamietam) to chyba jednak jest gorzej. Wtedy Kościół zajmował dość jednoznaczną postawę wobec Zła, system miał tez znacznie bardziej ponurą fasadę. Dziś fasada jest elegancka jak studio w którym Kolenda rozmawia ze swoimi szalenie elokwentnymi gośćmi a Kościół... Mówiliśmy już tu nieraz o dzisiejszym Kościele.
    Zaiste, Leszek Mller klepie się z uciechy po udach.

    OdpowiedzUsuń
  4. To bardzo ważne spostrzeżenia. Ja podobne zjawisko zauważyłem na kanałach naukowych. Przez całe Święta nadawały one pseudonaukowe filmy, których głównym założeniem było wyśmiewanie podstaw chrześcijaństwa. Przodował National Geographic. Jeden z filmów dowodził, że Jezus był tylko mało ważnym uczniem Jana Chrzciciela, który był właściwym twórcą nowej religii. Inny program kończy się konkluzją, że Kościół zdyskredytował "prawdziwe" ewangelie gnostyckie, a pozostawił tylko fałszywe (nb. podkreśla się, że wg tych "prawdziwych" ewangelii Jezus dużo żartował, miał żonę i dzieci...). No i oczywiście sztandarowy film tego kanału dowodzący, że Judasz był postacią pozytywną, najbliższym uczniem Jezusa, spełniającym jego tajne polecenia.

    Inna sprawa to ta ryba. Forsuje się dziś karkołomną tezę, że to symbol chrześcijaństwa "lepszy" od krzyża. Oto cytat z polskiej Wikipedii (którą niestety opanowali "słuszni"), hasło Ichtys: "Krzyż jest znakiem męki Chrystusa i jego śmierci, a ryba jest znakiem życia, stąd też jej popularność zwłaszcza wśród współczesnej młodzieży chrześcijańskiej." I tu znowu pojawiają się Dominikanie. Niejaki Jan Góra, dominikanin, wybudował Bramę Trzeciego Tysiąclecia (nad jeziorem Lednica) w kształcie wielkiego Ichtysa i organizuje tam ogromne spędy młodzieży, których kulminacyjnym momentem jest przejście pod tą bramą (czy nie jest to przypadkiem wprowadzanie okultyzmu pod płaszczykiem naszej religii?). Tymczasem Ichtys jest w popkulturze wykorzystywany głównie do parodiowania chrześcijaństwa.

    Piszę o tym tutaj, bo mało kogo te sprawy interesują, a dla mnie są to rzeczy mocno niepokojące.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Kozik
    O tak! Miller jest chyba osobą, która w największym stopniu zyskała na transformacji. Nawet Urban nie może się pochwalić takim sukcesem.

    OdpowiedzUsuń
  6. @filozof grecki
    Dobrze że piszesz. Po to tu w końcu jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah
    Z tymi Dominikanami to jakaś dziwna sprawa. W mieście Lublinie, gdzie Świątyń i młodzieży pod dostatkiem, panuje swego rodzaju moda wśród owej młodzieży by na msze, a i do spowiedzi chodzić właśnie do nich- Dominikanów.Ja byłem świadkiem takich rozmów i intuicyjnie namowy owe wzbudzały we mnie nieufność. Po dłuższej rozmowie okazywało się, że światopogląd rających, tu u nas raczej by się nie przebił, że tak to skrótowo ujmę. I teraz Ty piszesz o tym zakonie. Co w nim jest takiego, że miły jest on (bo tak to jednak widzę)naszym bohaterom ze studia Walterów i Wejchertów? Ja jestem tu absolutnym ignorantem, ale może co w historii i doktrynie? Jak kto wie niech rzuci snop światła na sprawę, bo lenistwem grzeszę dziś niemiłosiernie i szukać mi się nie chce. W sumie to powinienem się tam wybrać, bo może krzywdzę ich podejrzeniami...

    OdpowiedzUsuń
  8. @zawiślak
    Ja Ci powiem szczerze, że ja też o tych Dominikanach nie mam większego pojęcia. Tyle tylko wiem, że jak kto niewierzący, to wali do nich jak w dym. A oni puchną.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem, czy ci Dominikanie są aż tacy straszni. Mój mąż jest "wychowankiem" ich duszpasterstwa akademickiego i daleko mu zarówno do TVN i jego pracowników jak i do Ochojskiej. Podobnie zresztą jego znajomi.
    Albo Dominikanie funkcjonuja jako taki brand: nikt naprawdę tam regularnie nie bywa, za to łatwo jest rzucić hasło, albo przez ostatnią dekadę wiele się zmieniło tam na gorsze.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Iza
    Ależ właśnie o to chodzi. Ta ostatnia dekada zmieniła bardzo wiele. I to jak najbardziej na gorsze.

    OdpowiedzUsuń
  11. @zawiślak
    " Co w nim jest takiego, że miły jest on (bo tak to jednak widzę)naszym bohaterom ze studia Walterów i Wejchertów?"
    Np. to,że następcą ojca Hejmo w Rzymie zostaje ojciec Stanisław Tasiemski syn stalinowskiego sędziego wojskowego.

    OdpowiedzUsuń
  12. @bankaist
    O ojcu Stanisławie Tasiemskim nie wiem zupełnie nic. A to, że jakoby miał mieć ojca łobuza wg. mnie nie musi oznaczać, że jest mu(ergo zakonowi) po drodze z TVN.
    Inna sprawa, że są/byli w zakonie na stanowiskach ojcowie o kontrowersyjnych życiorysach(wspomniany przez Ciebie o. Hejmo czy o. Zięba, o którym też już niegdyś u Toyaha było). Jak się okazuje nawet ktoś z klanu Giertychów tam bryluje...
    P.S. Skąd wiesz o związkach obu Tasiemskich?

    OdpowiedzUsuń
  13. Jako ciekawostka-kolejny fakt. Na religia.tv zakon jest nadreprezentatywny.
    http://religia.tv/index.php?typ=autor_list.

    A o.Gużyński bywa że wygniata fotele u red. Lisa w TVP. Bynajmniej, sporów w ich dyskusjach próżno szukać.

    OdpowiedzUsuń
  14. @zawiślak

    Bolesne doświadczenia rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  15. @bankaist
    Coś ten ojciec-stalinowiec kiepsko działał, skoro syna wykierował na księdza.

    OdpowiedzUsuń
  16. Skoro już o zakonnych mowa, to mi się najbardziej podobał min. Zdrojewski, który w Smoleńsku nierozerwalnie posługiwał w gustownym nakryciu głowy.

    Czyżby wątpliwości w bezpieczeństwo pod immunitetami były już tak wielkie, iżby co poniektórzy załatwiali sobie indywidualne polisy nietykalności?

    A może on, jako ten Anzelm z "Nad Niemnem", głowę ma wrażliwą?

    OdpowiedzUsuń
  17. Numer drugi wczoraj, to był ten krętacz blady w wieczornej dyskusji telewizyjnej (od min. 06:30):

    http://www.tvp.pl/vod/audycje/publicystyka/na-pierwszym-planie/wideo/10042012/6959522

    Niezrównany!

    OdpowiedzUsuń
  18. @orjan
    Widziałem. Też bylem pod wrażeniem. Powiem Ci, że w pewnym szczególnym sensie Zdrojewski jest dla mnie najbardziej obrzydliwy z nich wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  19. @orjan
    Ciekawe jakie on ma kredyty?

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. @toyah

    Jednego kredytu nie ma na pewno. Zaufania.

    To jest przypadek panzerfausta, któremu wydaje się, że jest Faustem.

    Mowa o krętaczu bladym, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czy ktoś zwrócił uwagę, że msza, w której uczestniczył Zdrojewski w kapeluszu była mszą ekumeniczną? Tzn. co jakiś czas modły wznosił pop, który poza swoimi kwestiami wydawał się wyraźnie znudzony. Modłom popa towarzyszył cerkiewny chór. Ciekawe, jakie były powody takiej formuły. A może została ona wymuszona na stronie polskiej?

    OdpowiedzUsuń
  23. @filozof grecki
    Jestem pewien, że nam kazali to przeprowadzić w tej formule.

    OdpowiedzUsuń
  24. http://www.telegraph.co.uk/news/religion/9141951/Melvyn-Bragg-attacks-Richard-Dawkins-atheist-fundamentalism.html
    trochę z innej beczki ale n ie całkiem. Atak na religie ogólnie a na Katolików i na chrześcijaństwie w ogóle ma, według mnie, swoje źródła które są ukorzenione w języku 'szakali' - 'Nie sadź abyś nie był osądzony'. Kiedyś podałem link do analizy takiej mowy http://www.youtube.com/watch?v=XBGlF7-MPFI&feature=related
    Dla mnie okazuje ono najważniejszą podstawę którą jest 'nie lękajcie się' Strach budzi agresje i sądy. I to w nas budzi odruch odrzucania prawdy. Uczymy się lubić przemocy i pogardy. Jedno z najważniejszych przesłań tej lektury jest złudzenie nauki i nauczania. Ja z młodości pamiętam najwcześniejsze i najistotniejsze doświadczenie Chrystusa poprzez przykład Jego i Jego 'disiciples' (moją matke, ojca, ksiedza) a nie poprzez ich emocjonalne i dyscyplinarne szantaże.

    OdpowiedzUsuń
  25. @adthelad
    Bardzo Ci dziękuję za ten krótki filmik. Świetnie się go słucha. Naprawdę robi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Toyah super tekst. Dzięki. Ostatni akapit wymiata. Tez jestem na froncie walki o Komunie Święta na kleczaco, tylko w innym okopie. Zapraszam do odwiedzin www.tradycjakatolicka.pl No i. Chyba muszę rozpocząć na nowo wspomaganie Twojego bloga; raz sprobowalem ale się obraziłem. I właśnie mi przeszło

    OdpowiedzUsuń
  27. @amersand
    Bardzo mi miło. Mam nadzieje, że Ci nie minie. Bo jestem w poważnym dole.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.