piątek, 16 marca 2012

O kłamstwie w blasku sceny raz jeszcze

Eryka Mistewicza znam w stopniu dosłownie minimalnym, a mówiąc „minimalnym” mam na myśli jego imię i nazwisko, wygląd, głoszona przez niego koncepcję tak zwanej „story”, jego występ w jednym programie Janka Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” i parę – dosłownie parę – najnowszych felietonów w tygodniku „Uważam Rze”. A więc naprawdę niewiele. To już pewnie kimś bardziej znaczącym jest on dla mojej żony, która na przykład pamięta go jako redaktora peerelowskiego tygodnika „Na przełaj”, w którym prowadził rubrykę mającą na celu młodzieży oazowej wskazać lepsza, bardziej nowoczesną drogę.
Siadając do tego tekstu, pomyślałem sobie więc, że warto by może było się o nim dowiedzieć czegoś więcej, a zatem zajrzałem do Wikipedii. Tam jednak okazało się, że najważniejszą informacją jest to, że historię życia i zawodowej kariery Eryka Mistewicza można znaleźć na jego stronie prywatnej. Wszedłem więc na stronę prywatną. A tam – nic. Zero. Paręnaście linijek biografii, z których może pięć to informacja o tym, co Mistewicz osiągnął w życiu i w zawodzie, z czego z kolei i tak jedna stanowi jedynie nazwę jakieś francuskiej uczelni, którą on podobno ukończył, a reszta to już praktycznie tylko informacja, że on doradzał Zbigniewowi Relidze w jego kampanii prezydenckiej w roku 2005. No, być może tam jest jeszcze coś, jednak nawet jeśli tak, to ja już zapomniałem, a zaglądać mi się tam ponownie zwyczajnie nie chce. W każdym razie, o redaktorowaniu w „Na przełaj” nie ma mowy. A szkoda, bo wówczas tych linijek byłoby o jedną więcej.
A więc pozostaje uznać, że to co wiedziałem na początku to i tak właściwie wszystko. A więc jego głowa, jego nazwisko i imię, to „story”, i te parę tekstów u Lisieckiego, czy Lisickiego, a może Lisiewicza...? Nigdy tego nie potrafiłem zapamiętać, a szukanie tego za każdym razem mnie nudzi. Skąd mi wpadło do głowy, żeby dziś pisać o Mistewiczu? Otóż ja się do tego zabierałem już od pewnego czasu, a konkretnie od dnia, kiedy zauważyłem, że Mistewicz już nie jest „ich”, lecz „nasz”, jednak proszę sobie wyobrazić, że bezpośrednią tego przyczyną był Coryllus. Byłem wczoraj z psem na spacerze i śmy się zdzwonili. W pewnym momencie Coryllus wspomniał, że mamy w Polsce tych dwóch doradców od wizerunku, a więc Tymochowicza i Mistewicza, którzy – bardzo paradoksalnie – jak idzie akurat o wizerunek swój własny, potrafili tyle tylko, że jeden wygląda jak „pół kartofla na pieńku”, a drugi nie wygląda w ogóle, a mnie się ten żart z pieńkiem i kartoflem tak spodobał, że pomyślałem, że nadeszła i moja pora.
Pamiętam więc, że mój pierwszy prawdziwy kontakt z nazwiskiem Mistewicz nastąpił wtedy, kiedy to w roku 2007 Donald Tusk wygłosił swoje pamiętne pierwsze expose, w którym zainaugurował nową erę w polskiej polityce, a więc coś co od razu zostało nazwane post-polityką. Przemówienie, które trwało chyba bite dwie godziny i stanowiło kompletnie pustą paplaninę o niczym. Przemówienie, które – jestem tego całkowicie pewien – gdyby zostało pokazane w całości dziś, cała Polska zamarłaby z trwogi, widząc co to do nas tamtej jesieni zawitało. A pamiętajmy, że pięć lat to w dzisiejszych czasach naprawdę kupa czasu, i taki Donald Tusk wtedy, a Donald Tusk dziś, to dwie kompletnie różne osoby. W końcu te pieniądze na coś poszły, prawda? A zatem, wygłosił Tusk owo straszne przemówienie, a Mistewicz ogłosił nadejście nowej epoki, a więc epoki w której nie jest ważne nic poza ładną historią, napisana przez specjalistów od tego typu metod, a przez władzę zaledwie zgrabnie, w eleganckim stroju i z ładnym uśmiechem opowiedzianą. Czy Mistewicz ogłaszał tę rewolucję ze smutkiem, czy choćby troską w głosie? Ależ skąd! On był tym czego wszyscy doświadczamy autentycznie zachwycony. Czy on nie widział tego cynizmu i tego kłamstwa? Ależ jak najbardziej. On widział i jedno i drugie, tyle że on wyłącznie głosił owego kłamstwa i cynizmu pochwalę. On w pełnym uniesieniu twierdził, że tak właśnie ma być. Że współczesny obywatel nie potrzebuje ani prawdy ani konkretów. On czeka wyłącznie na jasne światło i ładną historię. I że Donald Tusk jest pierwszym politykiem, który dokładnie to człowiekowi daje. Ładne światło i ładną historię. Story. I to taką story, którą zrozumie idiota. Bo to właśnie jest oferta dla nich. Dla tych, którzy decydują. I to jest naprawdę fascynujące.
Później zaczął się długi okres tak zwanego rządzenia, a z tym rządzeniem przyszło to wszystko, co wielu z nas świetnie pamięta, a co ostatecznie doprowadziło nas do miejsca, w którymśmy się znaleźli dziś. I też Donald Tusk z każdym dniem stawał się coraz bardziej tym, czym jest dziś, robił się coraz bardziej gładki, coraz pełniejszy, coraz bardziej zbliżony do owego potwora, jakim go widzimy, a którego nadejście z takim entuzjazmem Mistewicz pięć lat temu ogłaszał, a on sam nie opuszczał go ani na krok, i czym większe było to kłamstwo, tym większe zachwyty wypływały z jego ust. W pewnym momencie doszło już w praktyce do tego, że Mistewicz niemal jednoznacznie przyznawał, że tak, to wszystko z czym mamy do czynienia to brutalne, bezczelne i bezlitosne kłamstwo, tyle że my musimy to przyjąć, dlatego, że innej drugi nie ma. Bo świat taki właśnie jest i inny już nie będzie nigdy. I że nie dość że musimy to przyjąć i zaakceptować, my musimy to kłamstwo polubić, bo ono tak naprawdę jest dla nas, żeby nam było lepiej. Wszystkim. Liczy się bowiem tylko historia. Tylko to story. A jedynym możliwym jak na dziś dostarczycielem owych historii jest Donald Tusk. I dopóki nie pojawi się nikt od niego lepszy, będzie już tylko on.
Powiem uczciwie, że nie umiem znaleźć momentu, kiedy Eryk Mistewicz, wciąż głosząc tę swoją afirmację kłamstwa, przestał być „człowiekiem Systemu”, a stał się „nasz”. Wiem jednak, że przez jakiś czas tak to właśnie wyglądało. On nadal opowiadał jak to dzisiejsze czasy nie tolerują niczego poza kłamstwem i że innej drogi nie ma, a jednocześnie był już po naszej stronie, jako nasz brat i nasz kolega. Na pewno tamtego wieczoru, kiedy to w programie Pospieszalskiego próbował razem z Hartmanem mnie zniszczyć, on już był „nasz”. On, Dorn i Karnowski – nie wspominając o Pospieszalskim – z całą pewnością byli wtedy „nasi”. Wrogiem pozostawał wówczas już tylko ich kolega Hartman.
Wiem też na pewno, że Mistewicz jest „nasz” również dziś, i że dziś on jest tak bardzo i do końca „nasz”, jak nigdy chyba wcześniej. Dziś Mistewicz jest już do tego stopnia „nasz”, że w jednym ze swoich ostatnich felietonów w „piśmie autorów niepokornych”, czyli „Uważam Rze” ogłosił, że bycie specjalistą od politycznego marketingu, a więc tym czym Mistewicz się od kilku dobrych lat próbuje zajmować i z czego żyje, jest zajęciem bardziej kompromitującym od pracy jako „pianista w domu publicznym”. Że to jego mentor, francuski ekspert i zawodowy kłamca, człowiek o nazwisku Seguela ukuł to powiedzenie, i to jest strasznie fajne. To jest niesamowite! To jest wręcz cudowne!!! Eryk Mistewicz pisze w tym „naszym” tygodniku co tydzień. On ma tam swój stały felieton. I on tam jest po to, by nam to wciąż objaśniać: Porzućcie nadzieje. To nie jest świat dla ludzi o prostych zasadach i gorących sercach. To jest świat dla biednych idiotów i wyniosłych zawodowców. I uwierzmy mu. W końcu on nas nie oszuka. On jest przecież dziś już tylko „nasz”. I ma na to bardzo poważny glejt. Glejt który otrzymał od innych „naszych”. „Naszych” niepokornych.
Naprawdę nie wiem, co mogę powiedzieć więcej, bo i tak już zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Może powinniśmy się zastanowić, kim w końcu jest ten Mistewicz? Czy to tylko „doradca w zakresie zintegrowanych strategii marketingu i PR […], promotor narzędzi komunikacji masowej 2.0. […], pasjonat reklamy i świadomego wpływania na rzeczywistość poprzez media”, czy może jeszcze ktoś? I czego on od nas chce? Po co on się tu kręci? Co nam chce zakomunikować? Czy on ma za zadanie nas tylko upomnieć, byśmy porzucili nadzieję, czy może tu chodzić o coś jeszcze? No i wreszcie, cóż on ma w sobie takiego, że go „nasi” tak bardzo polubili? A coś przecież mieć musi. To nie ulega wątpliwości. To musi być naprawdę fajny gość.

Pewnie Mistewicz zna inne, skuteczniejsze metody wpływania na ludzkie decyzje, ale ja mam tylko tę swoją sytuację i to słowo. A więc proszę uprzejmie o wspieranie tego bloga w każdy dostępny sposób, również z wykorzystaniem znajdującego się obok numeru konta, i o kupowanie książki. Dziękuję.

21 komentarzy:

  1. Mistewicz to tylko mały trybik machiny, służącej do "świadomego wpływania na rzeczywistość poprzez media" (czytaj manipulacji). Tak dzieje się wszędzie i to nie od wczoraj. Mógłbym długo o tym pisać, ale są lepsi ode mnie, dlatego ośmielę się polecić Ci wywiad, czy raczej wykład Alana Watta (nie mylić z newageowcem Alanem Wattsem) na ten temat. Wywiad jest w pięciu częściach, ja tu linkuję trzecią, bo poruszyła mnie historia o parku, ale polecam całość.

    OdpowiedzUsuń
  2. @redpill
    Oczywiście, że on jest małym trybikiem. On jest mały nawet wśród trybików najmniejszych. Natomiast mnie bardzo zastanawia, po jasną cholerę oni się z nim skumplowali. Pieprzyć to!
    Dziękuję Ci za ten link. Akurat ta trzecia część nie chce mi się włączyć, ale zobaczyłem kawałek początku i bardzo mi się spodobało. Spróbuję znów potem i pewnie ruszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oni się z nim skumplowali, bo też chcą w to grać. To jest takie myślenie: "skoro Oni mają takich świetnych fachowców od ściemniania i dzięki temu robią, co chcą, to my też powinniśmy takich fachowców sobie sprawić. W ostateczności używanych, skoro nas nie stać na nowych." I myślą, że dzięki temu też będą robili, co będą chcieli.

    OdpowiedzUsuń
  4. @toyah & @redpill

    Ja ciągle mam na tyle zaufania do człowieczeństwa u bliźnich, że - przy świadomości wszystkich pokrętności (shit happens!) - nie wierzę, aby ludziom pasował świat częściowo opisany przez Mistewicza et cons.

    To jest świat zła, więc jakim cudem nie ma być zła w jego promotorach, kibicach, prominentach, profitentach, itd., itd.

    Z tego punktu widzenia mistewicze nie mają mi nic do zaproponowania a już dawno straciłem nadzieję, że wskazując zło powiedzą: oto jest zło.

    Masz toyahu rację przede wszystkim w tym momencie, gdy zwracasz uwagę na ich fascynację złem. Na jakiś w tym orgazm osobisty.

    Bo przecież nie istnieje aż taki oksymoron jak uduchowienie złem. Bo niby gdzie miałby być "duch" o duszy nie wspominając, bo się ze zgrozy chowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. @redpill
    To wydaje się logiczne. On im musi imponować. Przychodzi człowiek i im pokazuje, że kłamstwo jest piękne. A później im to jeszcze objaśnia naukowo. Cóż więcej?

    OdpowiedzUsuń
  6. @orjan
    Problem jest, że on mówi, że to jest zło. On to mówi wyraźnie i jednoznacznie. W końcu ta anegdota o pianiście w burdelu jest wymyślona przez nich. I oni opowiadając ją zdecydowanie się nakręcają. Ja większości tekstów naturalnie Mistewicza nie czytałem, ale z tych co czytałem, wszystkie stanowiły oczywistą afirmację kłamstwa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kłamstwo już całkowicie przenika i wypełnia nasze otoczenie. Jest to kłamstwo skomplikowane i wielopoziomowe. Śmieszne jest to, że wiele drobnych faktów w mediach może być prawdziwych, ale w żaden sposób nie wyłania się z nich prawdziwy obraz sytuacji. Manipulacją czyli kłamstwem jest dobór tematów, wybór tego co absorbuje media i społeczeństwo. Kłamliwa jest etyka Tuska - przypomnę Chlebowskiego - o tym, czy jest on "dobry", czy "zły" miało przesądzić według Tuska to, jak wypadnie na konferencji prasowej, a nie jego czyny. Kłamliwy jest obraz ludzi przedstawiany przez media - zawsze będzie wracał szok po "odnalezieniu" zdjęć i filmów przedstawiających piękną parę prezydencką dopiero po katastrofie smoleńskiej. A znowu Komorowski przedstawiany jest i sam się przedstawia jako osobnik ograniczony i niezbyt bystry, podczas, gdy jest on wytrawnym graczem o ogromnej faktycznej władzy.

    Nazwanie tego wszystkiego narracją i ekscytowanie się tym pseudonaukowym bełkotem jest odrażające. Być może czeka nas desant takich Mistewiczów, których zadaniem jest oswoić nas ze złem, a nawet zarazić nas tą swoją ekscytacją.

    W ogóle mam wrażenie, że ma miejsce ogromna operacja oswajania ludzi z kłamstwem, tak aby oni traktowali je jako coś tak zwyczajnego jak powietrze. Aby na przykład na wieść, że teraz przychodzi przywódca, który usunie z przestrzeni publicznej kłamstwo, jedynie wzruszyli ramionami...

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah

    Zaraz, bo się pogubiłem. Redpillowi piszesz, że "on" pokazuje, że kłamstwo jest piękne, a mi piszesz, że on zło nazywa po imieniu = złem .

    No więc:

    a) jemu musi something pojebałos': kłamstwo nie może być piękne. Jest złem.

    b) Jak on mówi, że kłamstwo jest złem, to kłamie, bo uważa kłamstwo za piękne, zatem za dobre w jego szemranych gustach.

    W sumie, co mnie on obchodzi? On nic, ale wyrządzane szkody owszem!

    Ja też go nie czytam, bo wystarczy mi, gdy się czasem wśliźnie do telewizora, zanim dobiegnę do pilota i odeślę go na 8 krąg (Dante).

    Ściszanie nie wystarcza, bo jak się zapewne zdążyłeś połapać, mam skłonności fizjonomisty.

    Krowa w szkodę? Wygonić!

    OdpowiedzUsuń
  9. @filozof grecki
    Mnie tylko zastanawia, czy ten tak zwany "marketing narracyjny" to on wymyślił w roku 2007, czy to już gdzieś wcześniej było. Powiem, na razie bardzo dyskretnie, że własnie przeprowadziłem krótkie dochodzenie i trafiłem na parę fascynujących miejsc. Napisze o tym osobny tekst, którego - boję się - niewielu zrozumie, ale nie mam wyjścia. To trzeba zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  10. @orjan
    No bo tak jest. On twierdzi że zło jest piękne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Znalazłem w sieci taką pogaduszkę z 2005-2006 roku. Do poczytania,jako varia, miscellanea albo cuś...

    http://www.forum.80s.pl/viewtopic.php?t=1530

    A w tym kawałku sam Mariusz Szczygieł wyjaśnia młodzieży:

    http://forum.gazeta.pl/forum/w,20715,60779627,,Na_przelaj_tygodnik_harcerski.html?v=2&wv.x=1

    OdpowiedzUsuń
  12. @toyah

    Mistewicz twierdzi nie tyle, że kłamstwo jest piękne, ale że prawda jest nudna i nikogo nie interesuje. A polityk, który mówi prawdę i dąży do poznania prawdy, to taki XIX-wieczny metuzalem, który nikogo dzisiaj nie porwie, bo ludzi porwać może tylko ułuda i błyskotki.
    Według tej filozofii ludziom wystarczy, jak im się obieca, że sobie będą mogli oglądać bez ograniczeń "M jak miłość" i "Taniec z gwiazdami", a od czasu do czasu zrobią sobie grilla w ogródku lub na balkonie. Nie zastanawiają się tylko ci mędrcy nad tym, co będzie jak ludzie nie będą mieli co wrzucić na ruszt i odłączą im prąd.

    OdpowiedzUsuń
  13. @don esteban
    Tak Cię tu dawno nie było, że bardzo chętnie bym Ci coś mądrego w temacie tego "Na przełaj" powiedział, ale się nie znam. Moja żona to czytała, a ja tylko wiem to co napisałem wyżej. Poza tym zero. Przykro mi.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Marion
    A to jest już tuż za rogiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Marion

    Jak już kiedyś wspomniałem, spotkałem się z takim rozpoznaniem, że kłamstwo nie istnieje jako kategoria odwrotna do prawdy.

    Kłamstwo jest po prostu niedostatkiem prawdy.

    Mnie to przekonuje.

    W takim razie, w odkryciu, że prawda jest nudna i nikogo nie interesuje zawarta jest zachęta do rezygnacji z prawdy. Zatem do zubożenia.

    W zamian jakieś wciskanie tandety i śmieci, politgramoty i ciemnoty. To jest nadbudowa zniewolenia.

    Mistewicze na 8 krąg! Póki czas.

    Masz rację w tej obawie wyrażonej ostatnim zdaniem. Pobłażliwość jest dzieckiem prawdy i też jest "nudna". W przeciwieństwie do "tańca na linie".

    OdpowiedzUsuń
  16. @orjan
    Ciekawe. Dziś napisałem tekst praktycznie głównie o tych kręgach. Tyle że chyba mnie pokonał. Widocznie tam jest za dużo pajęczyny.

    OdpowiedzUsuń
  17. @toyah
    dla mnie to wszystko co opisujesz jest spostrzeżeniem walki między bycie bytem etycznym czy estetycznym. Estetyka jest stworem zmiennym, ma bardzo krótką pamięć, dobro nie rozumie, i niszczy to co wartościowe w imieniu 'postępu'. W jej pułapkę bardzo łatwo wpaść bo daje złudzenie piękna jako prawdy i szczęścia kiedy naprawdę na człowieku wykonuje lobotomie. Soren Kierkegaard napisał, że prawda jest tym co uszlachetnia.Tu można znaleźć wywód trochę głębszy http://www.azorawski.com/Elementarz_Etyczny_Karol_Wojtyla.html#9

    OdpowiedzUsuń
  18. @adthelad
    No własnie, to są te miejsca gdzie wszystko zaczyna wyglądać jakoś dziwnie. Piękno które nie jest prawdą. Piękne kłamstwa. Prawda jest wstrętna i czarna. Zło jest dobre. Naprawdę można zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  19. @toyah @adthelad

    U F. Konecznego cywilizację określa 5 rzędnych, z których jedna ma znaczenie funkcjonalnie spajające dla pozostałych.

    pierwsze cztery:

    prawda, dobro, zdrowie, dobrobyt,

    a ta piąta, ta co je spaja, to piękno.

    i już nie ma miejsca dla fizolofii wszelkich mistewiczów, et cons.

    OdpowiedzUsuń
  20. @orjan
    A więc to by jasno wskazywało na stan opętania. Ciekawe czy Mistewicz uważa, że zdrowie jest brzydkie?

    OdpowiedzUsuń
  21. @toyah@orjan
    nie tylko piękno wchodzi w grę ale wygoda i przyjemność. Jak wiemy prawda niektórym bardzo uwiera więc lepiej im się żyje w momencie i w złudzeniu.

    OdpowiedzUsuń