środa, 31 lipca 2019

Czy heteroseksualni faceci tatuują sobie jajka?


        Nie będę teraz sprawdzał, czy robię to po każdym swoim powrocie z rodzinnej wsi, ale nie zdziwiłbym się gdyby tak własnie było. Rzecz w tym, że moje tam wyprawy wiążą się niezmiennie ze spotkaniem z moim kuzynem, bardzo wybitnym i doświadczonym lekarzem, a skoro tak, to jednocześnie z taką czy inną ciekawostką związaną bardziej lub mniej bezpośrednio ze służbą zdrowia. Niektórzy pewnie wciąż pamiętają tekst sprzed lat, w którym podzieliłem się informacją uzyskaną od mojego kuzyna właśnie, że dzisiejsza debata na temat prawnej ochrony życia poczętego jest praktycznie pozbawiona sensu, jako że kobieta która pragnie przerwać ciążę, może to zrobić bez najmniejszego problemu, zażywając dwie, lub trzy tabletki na wrzody żołądka, gdzie wśród działań nieporządanych, jest jedno jak najbardziej porządane, czyli poronienie. Pisałem o tym, a dziś przypominam tylko dlatego, że, moim zdaniem, przypominania nigdy za dużo.
       Spotkałem się z moim kuzynem i tym razem powiedział mi on dwie nowe rzeczy, które zrobiły na mnie wrażenie. Otóż przez to, że on jest jeszcze straszy ode mnie, od dłuższego czasu nie marzy już o niczym innym jak pełnej emeryturze, zwłaszcza że różnica pokoleniowa między nim, a jego pacjentkami jest dziś tak wielka, że on już z trudem daje radę. O ile kiedyś wszystko mieściło się w pewnych tradycyjnych ramach, a jeszcze te kobiety były na tyle zwyczajne, że można było sobie nawet z nimi wesoło pogadać, to dziś w większości są to młode dziewczyny, które zgłaszają się z jakimiś nieprawdopodobnie ciężkimi powracającymi infekcjami spowodowanymi przez tatuaże oraz różnego rodzaju ozdoby umieszczane w miejscach skrajnie intymnych. No i, jak mi mówi, już w tej chwili dla niego, człowieka już wkrótce 70-letniego, ta praca jest już wyłącznie psychiczną udręką.
       Druga rzecz, o jakiej mi opowiedział mój kuzyn to to, że gdy chodzi o dzisiejszy stan służby zdrowia, całe to gadanie o braku lekarstw to od początku do końca kłamstwo, natomiast faktem jest, że lekarzy jest zdecydowanie dużo za mało i to jest problem wręcz kosmiczny. Ale to jeszcze nie wszystko. Zdaniem mojego kuzyna, gdy on patrzy na młodych lekarzy zatrudnianych w szpitalach, pierwsza jego myśl jest taka, że z nich dwie trzecie nadaje się do natychmiastowego zwolnienia. Oni są w większości tak niekompetentni, tak głupi i tak nieodpowiedzialni, że przy tym tempie degeneracji zawodu i w sytuacji gdzie już niedługo lekarzy będzie się brało prosto z ulicy, pozostaje już tylko modlitwa.
       Pomyślałem sobie, że wspomnę o tym swoim walkacyjnym spotkaniu z dwóch powodów. Przede wszystkim, chyba wczoraj znalazłem na Twitterze komentarz pewnego młodego geja, studentna medycyny, który zamieścił dwa swoje zdjęcia, jedno w lekarskim kitlu, a drugie z flagą LGBT i zadał mi pytanie, czy jeśi za pięć lat będę wymagał lekarskiej pomocy, a pod ręką będzie tylko on, to czy zaryzykuję, czy może z pogardą odwrócę sie na pięcie. Napisałem mu, że mam nadzieję, że on skończy te swoje studia jako pierwszej klasy student i znakomity lekarz i że uda mi się trafić akurat na niego.
        Wczoraj też moja córka przyniosła mi inny, również znaleziony na Twitterze komentarz, gdzie pewna pani, również w nawiązaniu do awantury LGBT, pisze, że ona sobie absolutnie nie życzy, by nauczycielem jej dziecka była osoba seksualnie zaburzona, no i owa uwaga w prawicowym internecie wywołała prawdziwy entuzjazm. Porozmawialiśmy sobie z moim dzieckiem na ten temat, a mi nie pozostało nic innego jak się z nim zgodzić, częściowo też przez to, co usłyszałem od mojego kuzyna. Ja bowiem nie życzę sobie, żeby moje dziś już wnuki uczyły kobiety, które tatuują sobie wargi sromowe i wbijają tam sobie kolczyki, ani też ich jak najbardziej heteroseksualni partnerzy, których podnieca wciskanie im do pochwy różnego rodzaju przedmiotów.
        Mało tego. Ja nie życzę sobie, żeby moje wnuki były narażone na kontakt z nauczycielkami, które lubią być przez swoich partnerów biczowane, które od czasu do czasu lubią sobie coś wciągnąć do noska, a przy swoich dzieciach używają słowa „kurwa” tak jakby ono było zaledwie odkaszlnięciem lub westchnieniem, a 1 września będą najprawdopodobniej wirować w radosnym tańcu na ulicach Wolnego Miasta Gdańsk.
         Nie wiem, czy to co piszę jest wystarczająco jasne. Na wszelki wypadek wrócę jeszcze raz do swoich dawnych rozmów z moim kuzynem. Otóż kiedy jeszcze żył znany aborcjonista dr Romuald Dębski, kuzyn mój – tak zwany ginekolog katolicki – poinformował mnie, że ów Dębski, nie mając cienia litości dla dzieci z zespołem Downa, jest jednocześnie znakomitym lekarzem i nadzwyczaj życzliwym i pomocnym kolegą. Dziś wróciliśmy do tamtego tematu i kuzyn mój potwierdził tamte informacje, mówiąc jednocześnie, że brakuje mu Dębskiego, bo już wokół siebie nie ma nikogo, do kogo mógłby się zwrócić o pomoc, czy poradę. A jednocześnie też wspomniał znanego nam z zupełnie innej strony lekarza, dla wielu z nas stanowiącego wręcz symbol walki o życie poczęte, określając go jednym krótkim słowem: „szuja”.
       W sumie, jak się zastanawiam, podoba mi się to słowo. Sam akurat, o ile sobie dobrze przypominam, nie używam go prawie w ogóle. A tu nagle ta „szuja”. I zastanawiam się, czy nie byłoby pożyteczne, gdybyśmy dyskutując nad tym, kto powinien leczyć, uczyć, czy w ogóle w jakikolwiek sposób obsługiwać nasze dzieci czy wnuki, wychodzili z tego założenia, że to przede wszystkim nie powinny być szuje. Reszta jest już wyłącznie kwestią drugorzędną.



1 komentarz:

  1. 1. Wiem o kogo chodzi i potwierdzam - szuja.
    2. Za czasów słynnego protestu rezydentów, powiedziałem o nich, że są niedouczonymi, niekompetentnymi i aroganccy. No i dostało mi się od lewa do prawa. A przecież wiem co mówię.
    3. To co chce zrobić Pański kuzyn, ja już zrobiłem i to z tego właśnie powodu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń