piątek, 16 lutego 2018

O prawo posła Lewandowskiego do wyjścia siusiu



(Poniższy tekst dedykuję mojemu drogiemu kumplowi Orjanowi)      


     Przy okazji któregoś z wcześniejszych ataków uzbrojonych szaleńców, jakie mają od czasu do czasu miejsce w Stanach, a a o których donoszą nam media, żona moja zwróciła uwagę na fakt, że, zwłaszcza tam, w Ameryce, niemal zawsze, po zrealizowaniu swojego szatańskiego planu, napastnik popełnia samobójstwo. Zdaniem mojej żony, tam nie ma mowy o żadnym samobójstwie, a już na pewno nie w większości wypadków, tylko o zwykłej egzekucji. I ja jak najbardziej skłonny jestem się z tą opinią zgodzić. Doskonale bowiem rozumiem emocję policjantów, którzy mają przed sobą kogoś, kto zabił niekiedy nawet dziesiątki ludzi, a jednocześnie świadomość, że nawet jeśli ów gagatek zostanie skazany na karę śmierci, to przez następne lata społeczeństwo i tak będzie musiało cierpliwie znosić jego obecność. A zatem, czy nie lepiej wziąć sprawy w swoje ręce, wyegzekwować sprawiedliwość,  a natępnie bezradnie rozłożyć ręce i powiedzieć, że no trudno, nie udało się go postawić przed sprawiedliwością?
      I oto, jak wiemy, doszło do kolejnego ataku, gdzie kolejny z nich zamordował kilkanaście osób… jednak tym razem, jakimś dziwnym zrządzeniem losu, ani nie popełnił samobójstwa, ani nawet nie został postrzelony, tylko z prawdziwie europejską kulturą aresztowany i osadzony, by nastepnie już tylko czekać na proces, który pewnie na dodatek pozwoli go wysłać do słynnego więzienia ADX Florence, gdzie nie pojawi się nawet najmniejsza szansa, by go zabili jacyś czarni gangsterzy, którzy potrafią znieść wiele, byle nie opętanych durniów.
      Ktoś spyta, co mi strzeliło do głowy, by nagle się zajmować sprawą tak wydawałoby się trywialną, jak prawo i sprawiedliwość w świecie, gdzie ani jedno i drugie właściwie ani nie istnieje, ani też istnieć nie może. Otóż proszę sobie wyobrazić, że głównym powodem tego jest niedawne zatrzymanie przez policję Władysława Frasyniuka i wrzawa, jaka się podniosła od lewej do prawej strony w związku z tym, że podczas zatrzymania policjanci założyli Władkowi kajdanki. Co wyjątkowo ciekawe, głos w sprawie zabrał nie kto inny jak sam Janusz Lewandowski, minister przekształceń własnościowych w „złotych latach” III RP, i występując w programie „Kropka nad i” Moniki Olejnik, zaproponował, by „obrazek Frasyniuka w kajdankach kojarzył się po wsze czasy z ‘dobrą zmianą’”. W pierwszej chwili, kiedy przeczytałem te słowa, uznałem że z opinią Lewandowskiego zgadzam się w stu procentach. W rzeczy samej, widok Frasyniuka w kajdankach kojarzy mi się jak najbardziej z Dobrą Zmianą – w cudzysłowie, czy bez –  jednak kiedy zagłębiłem się w samą rozmowę, uznałem, że sprawa jest jednak głębsza i wymaga głębszej analizy. Otóż kiedy Lewandowski mówił o Frasyniuku w kajdankach, nawiązał przy okazji do znanej nam sprzed lat sprawy samobójstwa Barbary Blidy i wtedy nagle, całkiem przytomnie, Olejnik przywołała wyjaśnienie ministra Brudzińskiego, który przypomniał, że do dziś kierowane są do służb pretensje, że wówczas – zapewne biorąc pod uwagę polityczną pozycję Blidy – kajdanek jej nie założono. I proszę sobie wyobrazic, że na to Lewandowski zareagował z ironicznym zacięciem: „No to niechcący… to jest rzeczywiście rozsądek naszych ministrów, że przywołał to również drugie skojarzenie. Tamto jest istotne dla postrzegania paru ludzi, którzy nigdy nie powinni zbliżyć się do narzędzi władzy państwowej, bo nadużywają tych narzędzi”.
      Ja wprawdzie nie jestem w stanie złapać ani sensu owej ironii, ani nawet logiki takiej akurat reakcji pana posła, byłego ministra, a mimo to, po głębszym zastanowieniu, jestem skłonny zupełnie szczerze zgodzić się z postulatem, by, gdy już dojdzie co do czego, pewnej szczególnej grupie polityków – i do niej jak najbardziej zaliczyłbym również Janusza Lewandowskiego – w żadnym wypadku kajdanek nie zakładać. Powiem więcej. Nawet jeśli oni w pewnym momencie zwrócą się do prowadzących zatrzymanie oficerów o pozwolenie wyjścia do ubikacji, należy im to umożliwić, ze szczególną dbałością o to, by mogli skorzystać ze swoich praw, w dodatku z zachowaniem pełnej dyskrecji i szacunku dla prywatności.
      Jak już wspomniałem wczoraj, a pozowolę sobie ten fakt przypomnieć jeszcze parokrotnie, dokładnie na przełomie lutego i marca mija równe dziesięć lat, jak zacząłem prowadzić ten blog. Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by, wspominając to, co tu zostało przez te lata powiedziane i napisane, uznać, że nic nie zaszkodzi, jeśli tę właśnie myśl przyjmiemy jako motto całego tego przedsięwzięcia: „Żadnych kajdanek dla najbardziej zasłużonych funkcjonariuszy III RP!”


Przypominam, że ostatnia część nakładu mojej książki „Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph” znalazła się u mnie w domu, w związku z czym zachęcam wszystkich do zamawiania jej pod adresem toyah@toyah.pl. To jest prawdopdoobnie najlepsza z moich książek, co z osobistą dedykacją nadaje jej wartość szczególną. 

2 komentarze:

  1. Obawiam się, Szanowny Autorze, że gdyby wydarzenia naprawdę nabrały tempa i ministru Januszu zagrażałaby nagła i paląca chęć posiusiania sobie na całkowitej osobności, to nie siedziałby przed obliczem wiecznej Moniki Olejnik, ale w ogóle by go nie było.
    Nieszczęsna BB było chba nazbyt nerwową niewiastą i nazbyt poważnie potraktowała czas.
    Obecne marsowe zapowiedzi skończą sie na co najwyżej żartobliwych szturchańcach jak w przypadku Frasyniuka.

    Obym się myliła, go kroćset...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marta Nowicka
      Z tego co wiem, a sądzę, że wiem, ona była bardzo chora.

      Usuń