poniedziałek, 12 grudnia 2016

O stópkach, opornikach i przypinkach z napisem KOD

           Gdyby ktoś nie miał okazji, pragnę poinformować, że od wielu już lat noszę stale przypięty do klapy płaszcza, czy marynarki, antyaborcyjny znaczek przedstawiający stópki dziesięciotygodniowego dziecka. Kiedyś owe stópki były złote, ale niefortunnie je zgubiłem, i dziś mam białe, ale to są wciąż te same stópki od lat. Czemu je noszę? Uczciwie powiem, że nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć krótko, a jednocześnie wyczerpująco. Trochę oczywiście dlatego, że trzymam stronę życia poczętego, trochę też dlatego, że bardzo mi się te stópki podobają i uważam, że dzięki nim również moja ściśle estetyczna wartość rośnie. No ale oczywiście o tym mógłby opowiadać znacznie dłużej i głębiej, tyle że ani nie ma tu na to miejsca, ani też temat nie ten.
       O cóż więc chodzi? Otóż spotykałem się wczoraj z ludźmi bardzo bliskimi, których szanuję i kocham, którzy jednak, gdy chodzi o politykę, zachowują pozycje zbliżone, by nie powiedzieć tożsame z tymi, które znamy z demonstracji KOD-u, oraz innych, stowarzyszonych organizacji. Spotkanie upłynęło w atmosferze przyjaznej, bez jakichkolwiek odniesień do spraw natury ogólnej, jednak kiedy już wychodziłem, mój przyjaciel zauważył wspomniane wcześniej stópki i zapytał: „A co to takiego?” „Stópki”, odpowiedziałem. „Rozumiem, że to taka demonstracja”, zapytał przyjaciel, a ja na to, że owszem, mniej więcej taka sama, jak te przypinki z napisem „KOD”. Pożegnaliśmy się i to był koniec tej przygody. A ja dopiero wtedy zacząłem myśleć.
      Rzecz bowiem w tym, że tu, jak pewnie nigdzie indziej tak wyraźnie, nie ujrzałem różnicy między dwiema postawami, które determinują nasze dzisiejsze wybory, a które, co zostało już stwierdzone wielokrotnie, stanowią źródło naszego dzisiejszego nieszczęścia w postaci autentycznej wojny domowej. Otóż rzecz tak naprawdę sprowadza się do tego, że oni chodzą z przyczepionymi do czapek znaczkami KOD-u, a my nosimy stópki dziesięciotygodniowego płodu i to ukazuje najwyraźniej to co tak naprawdę jest źródłem owej wojny, mianowicie starcie dwóch cywilizacji. Po tamtej stronie my możemy dojrzeć, wbrew temu co się nam może zdawać, naprawdę wiele najróżniejszych postaw, a więc nie tylko dawnych ormowców, czy dzisiejszych humanistów, ale ludzi często niemal dokładnie takich samych jak my, różniących się od nas niemal wyłącznie tym, że my popieramy „dobrą zmianę”, a oni nienawidzą Jarosława Kaczyńskiego i życzą mu gwałtownej, najczęściej bolesnej śmierci. Dlaczego? Tego niestety sobie tu nie wyjaśnimy, ale taka jest właśnie prawda. My walczymy o życie, a oni o coś co nazwali demokracją.
      Prawda wydaje się jednak też być taka, że prawdziwą przyczyną tego dramatu jest też to – a przykład z obiema przypinkami pokazuje to bardzo precyzyjnie – że oni tak naprawdę nas nienawidzą za to, że mamy to, czego im brakuje, a mianowicie tę konsekwencję, organizację, ów moralny porządek, jakiego symbolem są wspomniane stópki. Oni patrzą na nas, widzą ów prosty gest zaczynający się na Kościele, Wierze, patriotyzmie, a kończący się konsekwentnie na walce o ochronę życia poczętego i sprzeciwie wobec wszelkiego typu wynaturzeniom i nagle uświadamiają sobie ów straszny fakt, że tak naprawdę oni wobec tego wszystkiego stoją z pustymi rękami i ze znaczkiem KOD-u przeczepionym do czapki. To jest ów poziom wartości, którzy oni są w stanie określić w sposób w miarę jasny: nienawidzimy PiS-u i bronimy demokracji. A reszta? Z resztą jest różnie, czasem nawet bardzo różnie, natomiast jedyny punkt, gdzie nie ma śladu chaosu, to właśnie ten – nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego.
       Ktoś się zapyta, o co mi chodzi, co takiego chcę dziś powiedzieć. Otóż mój przekaz jest tu bardzo prosty: spór, którego jesteśmy świadkami to nie jest spór ani cywilizacyjny, ani kulturowy, ani nawet polityczny. Tak naprawdę to nie jest nawet spór. W rzeczywistości wszystko się sprowadza do tego, że po jednej stronie stoją ludzie, którzy mają wszystko starannie poukładane i owemu porządkowi dają nieustanne świadectwo, podczas gdy z drugiej mamy tych, dla których tak naprawdę jedyną pewną i niepodważalną prawdą jest to, że nie ma to jak znaczek z napisem „KOD”, reszta natomiast jest do dyskusji.
       Oni i my. Ludzie z przypinką KOD-u, oraz ludzie ze stópkami 10-tygodniowego płodu. Patrzą na nas, wsłuchują się w nasze słowa i się gotują. Niektórzy są tak zdenerwowani, że sięgają po broń.

Przypominam, że nasze książki można niezmiennie kupować w księgarni pod adresem www.coryllus.pl, a że Święta coraz bliżej, zapewniam, że nie widzę wiele innych możliwości, gdy chodzi o solidny prezent pod choinkę.

      

4 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc nie widzę sprzeczności między stópkami a KODem... Są uniwersalne wartości, które pociągają - życie poczęte, demokracja, w ogóle prawa człowieka... KOD to nie jest monolit i są nim ludzie różnych orientacji, z jakimś wspólnym mianownikiem. Ja nie jestem zwolennikiem (ani przeciwnikiem) noszenia żadnych znaczków, no może czasem robię wyjątek dla znaczków Porozumienia Zielonogórskiego i Zakonu Dominikańskiego... Znam takich, którzy noszą logo King's College London, albo Liceum Staszica w Warszawie - czy miałbym ich potępić lub przeciwstawiać ich znaczki stópkom? A może powinniśmy nosić malutkie krzyżyki albo znaczki medalikiem św. Benedykta - przecież wyrażają wartości "lepsiejsze" niż tylko fragmentarycznie ujmujące świat stópki... Pozdrawiam i dziękuję za teksty jak zawsze prowokujące do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. @Unknown
    Demokracja to jest tak samo wartość uniwersalna, jak Liceum Staszca w Warszawie, czy Zakon Dominikański. Wartością uniwersalną jest tu tylko życie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako lekarz widzący różne ludzkie zmagania muszę przytoczyć tutaj - abosultnie nie negując życia jako wartości uniwersalnej - rosyjskie powiedzenie 'Żyt' budiesz, no jebat' nie zachoczesz'... Starożytni mówili o zdrowiu jako wartości nadrzędnej (salus aegroti suprema lex). Można dyskutować o definicjach 'życie', 'zdrowie', dla mnie kontekstem jest to, że (1) życie tutaj to dopiero początek większej przygody, (2) są takie przygody które każą zapytać, czy życie na pewno jest wartością najwyższą (np. dla o. Kolbe - jego własne życie chyba nie było; św. Pawel pisał, że wolałby już odejść, ale jeśli Bóg woli go mieć na ziemi jako swoje narzędzie, to OK). Sorry - stópki mnie nie przekonują. Ani uniwersalne, ani najważniejsze - za to na pewno piękne i sentymentalne.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Unknnown
    Ja nigdzie nie napisałem, że życie jest wartością najwyższą. Moim celem było zwrócenie uwagi na fakt, że jeśli my nosimy stópki, to za tym stoi pewien ciąg wartości, walka o demokrację to ersatz.

    OdpowiedzUsuń