niedziela, 2 września 2012

O nich świętych i o nas grzesznikach

Najpierw wczoraj wieczorem, no ale też troszeczkę i dziś, daję słowo, że planowałem napisać coś porządnego, by ten weekend minął nam jako tako. Stało się jednak tak, że ojciec Rachmajda już jakiś czas temu poprosił mnie, żebym przygotował dla „Zeszytów Karmelitańskich” tekst o księdzu Karolu Antoniewiczu, świętym jezuicie i poecie spod Lwowa, człowieku dziś niemal kompletnie zapomnianym zarówno przez ludzi jak i Kościół. No i kiedy pisałem ową historię jednego życia, ogarnęło mnie najpierw takie napięcie, a potem już taka pustka, że już wiem, że na razie nic z tego politykowania nie będzie.
Wydaje mi się, że wspominałem tu już kiedyś o księdzu Antoniewiczu. Na początku lata byłem w wizytą u naszego księdza Don Paddingtona, który wraz ze swoimi dziećmi zabrał mnie na parogodzinną szkolną wycieczkę do kościoła w Obrze, pokazał mi ten grobowiec i pokrótce opowiedział mi tę historię. Historię człowieka, który udzielał Komunii Świętej umierającemu na cholerę, i gdy owemu biedakowi hostia wypadła z ust i spadla na ziemię, ten ją podniósł i by ją uratować przed zbrudzeniem, sam ją przyjął, w następstwie czego zachorował i umarł.
Tak byłem poruszony tą opowieścią – poruszony na wszystkich możliwych jej piętrach – że wspólnie z ojcem Rachmajdą uznaliśmy za konieczne, opisać ją wraz z całym tym życiem i opublikować ją w „Zeszytach”. No i siedziałem wczoraj i dziś z postacią księdza Antoniewicza przed oczyma, i teraz jestem tu gdzie jestem. Myślę, że jesienią, jeszcze zanim w listopadzie będziemy obchodzić najpierw rocznicę urodzin, a chwilę później i śmierci, Karola Antoniewicza, ukażą się redagowane przez ojca Rachmajdę „Zeszyty”, i każdy kto będzie miał ochotę znajdzie okazję, by się z tym życiem i tym dziełem zapoznać. Póki co – bo, jak mówię, na nic innego dziś już nie mam siły – chciałbym przytoczyć świadectwo pewnego chłopa, który miał to szczęście by być naocznym świadkiem pracy misyjnej księdza Antoniewicza w owym tak tragicznym roku:
Wy ani połowy tego nie wiecie, co on czynił. Otóż gdy jednego dnia 13 chorych na śmierć przygotował, przyszedł odpocząć do mojej chałupy. W rozmowie nadmieniłem, iż tu znajduje się jedna rodzina opuszczona, której zapewne ani lekarz, ani ksiądz nie odwiedzi, ponieważ znajduje się w chlewie. Ks. Antoniewicz natychmiast wstał i wyszedł. Drzwi do chlewika były tak niskie, że tylko zupełnie schylonym wejść można było do niego. W środku zastał męża i żonę, leżących na gnoju w ostatnim stopniu cholery. Obok siedziało dwoje skulonych dzieci. Ks. Antoniewicz zaczął zaraz spowiadać chorych. Ale gdy żadne z nich ze słabości nie mogło się podnieść, kładł się kolejno przy każdym z nich na gnoju, żeby ich spowiedzi wysłuchać i nie opuścił ich, aż wydali ostatnie tchnienie. Teraz wyprowadził z chlewa dwoje zanieczyszczonych i brudnych dzieci. Sam je umył przy studni i poprosił mnie, abym miał o nich staranie, póki się kto z krewnych nie znajdzie”.
Ostatnio bardzo dużo dyskutujemy na temat kondycji naszego Kościoła. Wielu z nas już deklaruje, że skoro nasi kapłani tak demonstracyjnie wyrzekają się swoich obowiązków, to niech radzą sobie sami. Chciałbym więc wszystkich zapewnić, że Kościół zarówno dziś ma swoich bohaterów i świętych, jak i wtedy, w czasach księdza Antoniewicza, miał swoich zdrajców i grzeszników. Nie odwracajmy się więc od Niego. Nie bądźmy głupi. Ze względu choćby na tych pierwszych, do których, tak na marginesie – o czym jestem przekonany – każdemu z nas i tak jest znacznie dalej, niż do tych co ich tak przeklinamy.

Myślę, że do jutra dojdę do siebie i coś mądrego wymyślę. Idzie ciekawy tydzień. Wiele rzeczy się wyjaśni, jak idzie o szanse na kolejny rok. I na poziomie zawodowym i, że tak powiem, literackim. W najbliższy piątek, sobotę i niedzielę, w katowickim Spodku będą odbywały się targi książki, na których wraz z Coryllusem będziemy się udzielać. Już za tydzień, w następny poniedziałek, w Warszawie w klubie Ronina, również w duecie, z paroma jeszcze wybitnymi gośćmi, będziemy mieli spotkanie i dyskusję na tematy bardzo poważne. Jak idzie o finanse, jestem póki co na co najmniej zerze, a więc bardzo proszę o każdy możliwy gest. Dziękuję.

3 komentarze:

  1. @Autor:"Ostatnio bardzo dużo dyskutujemy na temat kondycji naszego Kościoła. "

    Ja w tej sprawie, a konkretnie w sprawie księdza Kiersztyna. Mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony czytam uwagi księdza Isakowicz-Zalewskiego o zakazie koncelebry na pogrzebie księdza oraz o braku przedstawicieli zakonu Jezuitów na pogrzebie. Z drugiej strony czytam list księdza Kierszyna (http://pl.gloria.tv/?media=327999) opisującego kulisy jego rozstania z zakonem. Rozumiem, że w kościele toczy się "jakaś walka". Tylko nie bardzo się orientuję kto z kim walczy i najważniejsze, O CO? Chętnie poczytałbym na ten temat (mogą być plotki:) bo kondycja KK w Polsce jest sprawą ważną.

    OdpowiedzUsuń
  2. @hes2
    Mogą być plotki? Polecam pismo "Fakty i mity". Myślę że Ci się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kto z kim?...

    To nie będzie pełna odpowiedź, ale można zacząć czytanie od encykliki "Pascendi" z 1907 roku. Jest w internecie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.