piątek, 3 czerwca 2011

Kto pomaga sobie, komu Pan Bóg, a komu ktoś jeszcze

Jeśli przyjrzeć się rynkowi reklam, można odnieść wrażenie, że jest on zdominowany przez reklamy lekarstw, banków, piwa i samochodów. W tej kolejności. No, ewentualnie samochodów bardziej niż piwa. Te cztery jednak poziomy realizowania się naszego świata – a więc bank, lekarstwo, samochód i piwo – wydają się, z pewnego szczególnego punktu widzenia, stanowić jego formę i sens.
Mam wrażenie, że rozumiem logikę, jaka stoi za tym stanem rzeczy. Mając od wielu już lat, w taki czy inny sposób, kontakt z młodzieżą, mogę potwierdzić autorytatywnie fakt, że poza dość przypadkowym zamiłowaniem, jakie ona czuje do muzyki, polska młodzież jest całkowicie i bezwarunkowo oddana idei żłopania piwa, trzeźwienia po piwie, i liczenia dni do czasu kiedy będzie się mogła tego piwa ponownie napić. Dorośli piją wódkę, lub brandy, lub wino, ewentualnie jakieś inne, bardziej wysmakowane alkohole – młodzież napędza się piwem. A zatem, rozumiem, że koncerny piwowarskie mają w młodzieży klientelę bezcenną, i stąd ta niezliczona liczba reklam.
Co do samochodów, pozostaję w lekkim chaosie poznawczym, bo przede wszystkim niemal wszystkie znane mi osoby posiadają samochód, w dodatku mają w kwestii samochodów dość ściśle określoną opinię, i nie bardzo jestem w stanie zrozumieć, jaki sens jest tłumaczyć komuś, kto uważa Volkswagena za najlepszy samochód świata, że najlepszym samochodem świata jest Volkswagen, lub że lepszym od niego jest Fiat. Z piwem sprawa jest prostsza. Chodzi głownie o to, żeby dzieci to piwo miały cały czas w głowie, żeby je kupowały i żeby nie zapominały, że bez piwa nie ma życia. A to wystarczy, by od czasu do czasu kupiły też i nasze. Co do samochodów – nie bardzo wiem, jak działa ten rynek, ale muszę uznać, że sam fakt iż znaczna liczba Polaków ma kompletnego fioła na punkcie samochodów sprawę w jakiś sposób załatwia.
Doskonale natomiast rozumiem, co się kryje za tak bardzo agresywną polityką koncernów farmaceutycznych. Jak informuje mnie moje życiowe doświadczenie, dla przeciętnego obywatela, często nie ma innego tematu, jakim on gotów jest żyć od rana do wieczora i znów do rana przez nieprzespaną noc, jak zdrowie i sposoby, by o owo zdrowie dbać i je ratować. Czemu tak jest? Nie mam pojęcia. Niektórzy mówią, że taka jest ludzka natura. Ze człowiek jest już tak zbudowany, ze cały czas się musi wsłuchiwać w to, co się w nim dzieje. Czy jest za gruby, czy za chudy; czy śpi dobrze, czy źle; czy go brzuch boli trochę, czy bardzo; często, czy może za rzadko; oddycha za wolno, czy może za szybko. No i przede wszystkim, czy umrze już dziś, czy może jest jakiś sposób, by umarł dopiero w przyszłym roku. Są też jednak i takie głosy, które mówią że nasze zdrowie interesowałoby nas dokładnie tyle, ile wymaga sytuacja, kiedy już zachorujemy, gdyby nie fakt, że koncerny farmaceutyczne już prędzej zaczną przeznaczać połowę swojego utargu na walkę z rakiem, niż zostawią człowieka w świętym spokoju, co do jego samopoczucia. Otóż jest teoria – i ja jestem bardzo chętny, by ją poprzeć – że koncerny farmaceutyczne mają jeden, i tylko jeden interes – żeby każdy człowiek był zawsze i wiecznie przekonany, że z nim jest coś nie tak. A najlepiej – i o to one starają się równie mocno, co o człap resztę – żeby z nim rzeczywiście zawsze było coś nie tak.
A więc ta zupełnie nieprawdopodobna liczba reklam zachęcających do kupowania lekarstw na każdą możliwą – urojoną, czy faktyczną – dolegliwość, mnie nie dziwi. Ale i wreszcie pojawia się bank. I tu sprawa jest jeszcze prostsza, niż to się ma w wypadku lekarstw. Tu nie ma nawet o czym dyskutować. Pomysł jest czysty – chodzi o to, by ludzie pożyczali pieniądze po to, żeby ich było stać na ten samochód, to lekarstwo, no i oczywiście na to piwo.
Powtórzę raz jeszcze – świat w jakim żyjemy, zdaje się rozwijać niemal wyłącznie przez pragnienie samochodu, lekarstwa i piwa. Czy to mnie martwi? Owszem, trochę. Tak jak wiele innych rzeczy. Nie podoba mi się to, że dzieci piją piwo i że dorośli ich do tego zachęcają w tak perfidny sposób. Nie podoba mi się, że współczesny świat stworzył sytuację, gdzie człowiek jest w stanie wydać 50, 60, czy 100, czy czasem nawet 200 tys. żłotych – tak strasznie dużo pieniędzy – po to tylko, by mieć coś, z czego mógłby z niemal identycznym skutkiem korzystać za głupie 5 tys. No i oczywiście nie podoba mi się też to, że tak zwana lichwa została w Polsce usankcjonowana, i że to w gruncie rzeczy ona – lichwa właśnie – jak najbardziej oficjalnie, z pełnym błogosławieństwem państwa, obsługuje nasze życie publiczne.
To jednak, co mi się tu nie podoba najbardziej, to fakt, że w ten cały szalbierczy proceder zostało wplątane ludzkie zdrowie i życie. Jeśli ktoś chce się karmić piwem i w dodatku jeszcze wmawiać sobie, że nie ma nic smaczniejszego pod słońcem – jego sprawa. Jeśli ktoś jest tak głupi, żeby najpierw harować od rana do nocy na te 200 tys. żłotych, a później je wydać na samochód – Bóg z nim. Jeśli nawet ktoś jest tak naiwny, by brać od kogoś pieniądze na 7 lat – w dodatku tylko po to, by sobie kupić duży telewizor i pojechać na wycieczkę do Grecji – licząc na to, że będzie mu musiał oddać zaledwie dodatkowe 5,6 procent – trudno. Jego sprawa, jego nerwy. Natomiast to, że oto powstał system, który jednocześnie człowieka doprowadza do kompletnej psychicznej i fizycznej ruiny, a następnie oferuje mu na ten jego stan zestaw fantastycznych leków, które oczywiście mu nie pomogą, a jeśli nie pomogą, to zwyczajnie, przez brak leczenia – zabiją, uważam za znak czasów. I jeśli ktoś się spodziewał tu jakiegoś mocniejszego określenia, to mu powiem, że ja nie mam nic mocniejszego pod ręką.
Oto system, gdzie najpierw człowieka zapędza się do roboty ponad jego siły, do jedzenia mu się daje szybkie żarcie z torebki, czy bardzo estetycznego pudełka, w ramach rozrywki oferuje mu się darmową pornografię w Internecie, a kiedy już mu nerwy kompletnie wysiądą, serce się odpowiednio otłuści, a w dodatku poczuje zanik popędu seksualnego i żona zacznie go traktować nieuprzejmie, to będzie mógł sobie kupić super telewizor i tam – w pełnym pakiecie – otrzyma informacje o lekarstwie na dobry sen, niski cholesterol i super wzwód. Wszystko z pełną gwarancją. Zupełnie jak w tym niezwykłym dowcipie Larsona: „Gwarantujemy satysfakcję, albo nie zwracamy pieniędzy”.
Ktoś kto jakimś cudem dotrwał do tego momentu, może sobie pomyśleć, że to dziwne, że w tym tekście dotychczas nie pojawił się człowiek. W końcu ja sam wielokrotnie się zaklinałem, że skoro mam już pisać, to przede wszystkim o ludziach, a nie o sprawach. A tu, jak wszystko na to wskazuje, wyłącznie mamy do czynienia z sprawami. Pragnę więc wszystkich uspokoić. Ludzie będą. Będzie wręcz człowiek, ale to za chwilę. Najpierw kilka słów wprowadzenia. Otóż nie wiem, czy pamiętam dobrze, ale pamiętam, że był taki czas, kiedy to dziennikarzom nie wolno było występować w zewnętrznych reklamach. Chodziło o to, że jeśli na przykład Szymonowi Majewskiemu Bank PKO zaproponuje, żeby on za parę baniek parokrotnie zrobił z siebie na rzecz tego banku idiotę, to on niestety musi odmówić, a już na pewno ta reklama nie może być nadawana w telewizji TVN. Wydaje mi się, że tak to kiedyś było, ale kiedy dziś widzę, jak dziennikarze stacji TVN bez jakiejkolwiek żenady dorabiają w reklamach, mam tu pewne wątpliwości. Nieważne. Jest tak, że oni w tych reklamach dziś sobie swobodnie używają i kropka.
Oto od paru dni jeden z głównych tefauenowskich specjalistów od pogody, niejaki Zubilewicz pokazuje się w reklamie lekarstwa, które jak najbardziej oczywiście skutecznie niszczy ludzki cholesterol. Owo cudowne lekarstwo można oczywiście kupić bez recepty, i wedle zapowiedzi Zubelewicza, jeśli człowiek zauważy u siebie podwyższony cholesterol, powinien natychmiast zażyć tabletkę, i problem z głowy. A jak wiemy, cholesterol to nie taka trywialna sprawa. Choroby układu krążenia są dziś główną przyczyną zgonów w Polsce, czego zresztą Zubelewicz nie ukrywa, a więc zwyczajnie trzeba uważać. I w tym momencie jakiś koncern farmaceutyczny, który produkuje to siano, wynajmuje Zubelewicza, płaci mu odpowiednie pieniądze, on je szybciutko zgarnia pod siebie, i ogłasza: „Polecam!”. Ktoś się oczywiście może od razu zapytać, co Zubelewicz wie na temat cholesterolu i skuteczności tego czegoś, co on zachwala, w walce z nim? Jakie on ma w ogóle kompetencje, żeby to lekarstwo polecać? Czyżby ono mu uratowało już parę razy życie? A może on, jako specjalista od pogody, się na takich sprawach zwyczajnie zna? Ale nikt o to nie zapyta, bo każdy wie, że to jest tylko biznes. Ani to lekarstwo nie zmniejsza cholesterolu, ani Zubelewicz na ten temat nie ma bladego pojęcia, i tu tylko chodzi o to, żeby ta reklama dotarła do pary jakichś bałwanów, z których jeden powie drugiemu, że trzeba o siebie dbać, i ten drugi skoczy do apteki i kupi sobie parę paczek tego czegoś. Oczywiście, jeśli przy okazji, wbrew wyraźnej informacji na dole ekranu, nie pojdzie do lekarza, któregoś dnia, skutkiem ciężkiego nadmiaru cholesterolu dostanie zawału serca i umrze, ale kogo to wówczas będzie obchodziło? Zubelewicza może? Nie żartujmy.
Czemu ja się uczepiłem tego Zubilewicza? Otóż chodzi o to, że ja już w kilku miejscach czytałem, że Zubilewicz akurat to bardzo pobożny człowiek. Były pielgrzymkowicz, oazowicz, odnowiciel w Świetle i Życiu, i diabli wiedzą kto jeszcze. A jest tak, że to nie tylko o nim tak się plecie. On sam, jak tylko jest okazja, to pokazuje się w różnych odpowiednich mediach i opowiada tam o wierze i pobożności. Również swojej. Ktoś nie wierzy? Proszę uprzejmie.
I oto ten sam Zubilewicz, mając przed sobą człowieka, który jest zagrożony ciężką chorobą serca i w efekcie być może śmiercią, daje mu jakieś gówno i mówi, żeby on to zjadł, to wyzdrowieje. Dlaczego on to robi? Czy może w szczerym przekonaniu, że niesie pomoc drugiemu człowiekowi? Oczywiście że nie. Może on i jest durny, ale z całą pewnością nie aż tak. A więc dlaczego? Odpowiedź jest taka ja zawsze. Bo płacą. A z samej tefeuenowskiej pensji wyżyć się przecież nie da.
Ktoś powie że to nic takiego, że nie ma o czym gadać. A ja uważam że każdy odpowiada za siebie. Jeśli ktoś uważa to za drobiazg, proszę bardzo. Droga wolna. Natomiast dla mnie, to jest problem. Pod poprzednią notką o księdzu Natanku i świecie Szatana, ktoś mnie spytał, co ja mam przeciwko Szymonowi Hołowni. Odpisałem temu komuś, że mam przeciwko niemu to, że on jest uzurpatorem. Że z niego katolik, jak z koziej dupy trąba. Po obejrzeniu reklamy z Zubelewiczem uważam, że teraz już mam wszystkie argumentu w ręku. To jest właśnie to towarzystwo. Katolicy z różą w zębach. A ja się nie zdziwię, gdy za kilka lat, kiedy będzie wolno już reklamować nie tylko leki na serce, ale również na raka – swoją drogą ciekawe, czemu oni wciąż to uważają za zbyt wielką bezczelność – któryś z tych koncernów wypuści na rynek maść na czerniaka złośliwego, i do reklamowania tego specyfiku zgłosi się właśnie Szymon Hołownia z mniej więcej takim tekstem: „Stwierdziłeś u siebie złośliwego czerniaka? Boisz się? Myślisz o śmierci? Modlisz się? Wyluzuj. Pan Bóg ma ważniejsze sprawy na głowie. Oto maść Melanomictum. Ja posmarowałem i zniknął jak ręką odjął. Polecam!”.
A oni mi mówią o księdzu Natanku!

Większość czytelników tego bloga wie, że oprócz tego, czym on dla mnie jest od samego początku w sposób zupełnie naturalny, skutkiem pewnej fali złych bardzo wydarzeń - nawet minister Sikorski niedawno poświadczył, że obecnie tak zwane CV nie ma znaczenia; pracodawca o wszystkim co chce wiedzieć o swoim ewentualnym pracowniku dowiaduje się z Googla - stał on się też niemal jedynym źródłem utrzymania mojej rodziny. Dlatego nieodmiennie proszę o uprzejme wsparcie finansowe na podany obok numer konta. Każdy tego typu gest będzie dla nas bezcenny, a ja tylko mogę obiecać, że się będę starał jak dotychczas.

48 komentarzy:

  1. @toyah
    A to mnie zaskoczyłeś tym nocnym wpisem.
    Wiesz skorzystałem z linka, który podał Kozik, dotyczącego Ks. Natanka - on mi się zaczyna naprawdę podobać...
    A jeszcze bardziej ks. Eugeniusz Miłoś.
    Pomyśleć nigdy o Księdzu Natanku nie słyszałem.

    Zubilewicz - czy to objaw schizofrenii? Bogu świeczkę a diabłu ogarek?
    Co ta mamona z ludźmi robi...

    A może jednak ten lek jednak pomaga?
    Chyba jednak nie - te które pomagają na cholestrol są na receptę, te na nadciśnienie też - wiem coś o tym.

    OdpowiedzUsuń
  2. @raven59
    O nim w ogóle mało kto wcześniej słyszał. Bo ksiądz Natanek nie stanowi żadnego problemu. To wszystko propaganda.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah
    w sumie to wszystko to propaganda, aby oderwać ludzi od rzeczywistości i wmówić im potrzeby, których nie mają, aby zapomnieli o tym czego realnie im trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  4. To co tutaj mądrze napisałeś Toyahu (skąd inąd ciekawe po jakim leku osiągasz taką głębię ostrości) jest fragmentem wielkiego projektu.
    Projektu, jak urządzić życie ludziom. Nie wszystkim, ale prawie.
    Wybrani nie przejmują się zakupem samochodu za 200 tyś. zł. Banki? Takie gówna załatwia księgowy, a właściwie księgowi koncernu. No i leki. To załatwia moja klinika. Mam kaca, to dzwonię, przyjeżdża ekipa, podłącza kroplówkę i za godzinę jestem jak nowy. A przy okazji, tak mimochodem, oczyszczą moje żyły z paskudnych złogów cholesterolu.
    Więc ja, będąc wybrańcem, ćpam na to wszystko, co napisałeś. To mi dokładnie zwisa.

    Lecz trzeba coś zrobić z tymi masami. A dodatkowo jeszcze można na tym potężnie zarobić. Tak by kupić jeszcze jeden tomograf do mojej kliniki, jak mnie boli ten cholerny ząb. A ja nie dam go wyrwać, bo go lubię i się do niego przyzwyczaiłem. Motłoch niech sobie wyrywa i wstawia implanty po 10 tyś zł sztuka.

    Czyli to jest totalna pacyfikacja.
    I co pomniejsze głupki, jak Majewski, czy Zubielewicz, swiadomie, czy nieświadomie, biorą w tym udział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze tylko dodam, że oni muszą mieć te prywatne kliniki, że by leczyć palce skaleczone liczeniem tych wszystkich banknotów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mechanizm jest genialny i jak wszystkie genialne wynalazki niezwykle prosty. Najpierw dajemy młodemu człowiekowi kredyt na mieszkanie i jak mu się już uda je spłacić (przy okazji dając nam świetnie zarobić) to proponujemy mu odwróconą hipotekę.
    Ich stosunek do nas najlepiej oddaje cytat:
    „trzeba golić, strzyc to bydło, a kiedy padnie – zrobić mydło”

    OdpowiedzUsuń
  7. @jazgdyni
    Ciekawie napisałeś. Natomiast mnie nurtuje ten tomograf. Jak on to robi, żebyś nie musiał sobie wyrywać zębów?

    OdpowiedzUsuń
  8. @jazgdyni
    A ja słyszałem, że oni tych pieniędzy używają na sztuki. Do robienia ruloników. Podobno dwusetkami dobrze się wciąga.

    OdpowiedzUsuń
  9. @karakuli
    CO to jest odwrócona hipoteka?

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tymi bankami to jest tak, że one teraz pieniędzy mieć nie muszą. Kreacja 1 mln. kapitału kredytowego przebiega mniej więcej tak: klawiatura, palec, 1, 0, 0, 0, 0, 0, 0, Enter.

    Tyle, że jak w każdej piramidce, potrzebni są „przenosiciele” prawdziwych pieniędzy. Już choćby dlatego, że cuś trzeba do bankomatów wkładać. Pal przy tym sześć relację tych papierków do realnego majątku. Póki piramida się buduje, interes kwitnie. Czasem tylko jakiś fellach zostanie przygnieciony.

    Tutaj się kłania pewien ekonomiczny wynalazek , którego istota polega na tym, aby zdobyć lub trwale sobie ukształtować własne prawa majątkowe na jakiejś osobie. Ma ona na właściciela praw pracować. Między innymi dlatego banki najbardziej nie lubią kredytów spłacanych, lubią kredyty „obsługiwane”. To samo odpowiednio dotyczy wszystkich tzw. produktów bankowych.

    Dlatego banki muszą sprzedawać jak najwięcej towaru, który się przeważnie nazywa kredyt, Chodzi o oplecenie jak największej liczby osób zobowiązaniami przynoszenia pieniędzy. Reklama polega tu na napędzaniu ryb przed niewód. Jest więc bezwzględnie konieczna. Trzeba też w tym celu u potencjalnych „przenosicieli” kreować pożądanie rozmaitych potrzeb.

    Lichwa to tylko jedno z wielu narzędzi, żeby się niewolnik o własnych siłach nie wywikłał.

    OdpowiedzUsuń
  11. @orjan
    A czy słyszałeś może - wczoraj o tym dość dużo gadali - że najbogatszymi posłami są posłowie Platformy? Ale też ci sami posłowie są ludźmi najbardziej zadłużonymi? To jest dopiero news! Bo ja to widzę tak. Masz dom, masz działkę, masz ładną zonę, dwoje mądrych dzieci, masz ładne auto, basen, ogród, drugi dom, może i kawałek jeziora... no i te kredyty. A zatem i tę świadomość, że jeśli się coś stanie, zostaną ci tylko kredyty. Albo nic. Czy to możliwe, że to tu właśnie jest odpowiedź?

    OdpowiedzUsuń
  12. @orjan
    Ach! I jeszcze jedno, w pewnym momencie zabrał głos taki jeden Olszewski - poseł PO. I się poskarżył, że ich akurat banki traktują jako niepewny target. Że oni, aby dostać kredyt musza naprawdę bardzo się starać. I myślę sobie, że to jest całkiem możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah

    Ty i ja nie musimy wiedzieć po co do leczenia zęba potrzebny tomograf. Nie jesteśmy członkami tych klinik.
    Oni tym tomografem mogą nawet sprawdzać, czy prezerwatywa będzie pasować, jak zażyją viagrę.


    ps. Ten cały Olszewski (specjalność - wyrafinowana propaganda), to niezły typek, z solidnymi, komuszymi korzeniami.

    OdpowiedzUsuń
  14. @toyah

    Jeżeli tak jest, to rzeczywiście flaki sobie i nam wyprują, żeby zachować zdolność obsługi tych kredytów. To byłaby walka o byt.

    Wyobrażam sobie, że z punktu widzenia banków, kiepskim interesem jest, gdy trzeba umowy kredytowe wypowiadać i stawiać kredyty w stan wymagalności. Jakiś mniejszy bank może się od tego zawalić.

    Pracuję teraz nad projektem powieści sensacyjnej z takim m.in. wątkiem ubocznym, że przed wyborami banki otwierają niektórym kandydatom nowe kredyty służące do oddolnego wspomagania indywidualnej kampanii wyborczej kredytobiorcy.

    Główny bohater mojej powieści, na przykład, bierze w Ministerstwie Czystych Rąk i Antykorupcji bezpłatny urlop od ciężkiej pracy śledzenia leszczy i dorszy. Urlop potrzebuje, by jechać w teren i ściskać tam dłonie wg przelicznika empirycznego: "jedna dłoń ściśnięta = dziesięć głosów więcej".

    Za co żyłaby w tym czasie jego rodzina, za co on by te dłonie ściskał i skąd by brał na obsługę dotychczasowych kredytów ? No przeca z tego kredytu.
    W epilogu okazuje się, że umowa kredytowa zawiera tabelę bonusową za właściwą aktywność parlamentarną i w ten sposób demokracja nareszczcie sięga wyżyn zarządów bankowych.

    No, ale jak zaznaczyłem, to jest projekt powieści dziejącej się w Pernambuko i proszę żadnych analogi nie wyciągać z faktu, że fizyka cieczy na całym świecie jest taka sama.

    OdpowiedzUsuń
  15. Czyli jednak spaliłem temat. No to niech ma towarzystwo. Chodzą słuchy, że w tym roku nad j. lednickim oprócz ojca Góry ma pojawić się drugi jeszcze znamienitszy duchowy przewodnik młodzieży. Jeśli do tego dojdzie i mimo że spaliłem, Autor coś o tym skrobnie, obiecuje napisać czy mi się podobało. To takie małe ultimatum w stylu Pani Riquelme, pzdr

    OdpowiedzUsuń
  16. @piotrgiz
    Nie. Nie spaliłeś tematu. Jest dokładnie tak jak Ci napisałem. O Nowym Ekranie powiedziałem już wszystko co chciałem.
    O ojcu Górze też nie będę pisał. I też nie dlatego, że spaliłeś temat, ale dlatego, że ani nie uważam go za duchownego 'znamienitego', ani tych spotkań za wydarzenie w jakikolwiek inspirujące.
    No i oczywiście nie mam pojęcia kim jest ta pani Riko cośtam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystko to nieaktualne. Cieciu graś nas wyręczył i sam spalił. A ja już szykowałem bukiet komplementów, ehh...
    Ale przyzna Pan, temat byłby piękny (i przebiłby ślub na potrzeby kampanii).
    A co do NE, mi raczej chodziło o to co wydaje się być planowane ws samego posła Macierewicza, bo coraz poważniejsze figury się aktywizują. W Pisie(z własnego wyboru) nie ma zastępców a to kusząca perspektywa dla kółka myśliwskiego.

    OdpowiedzUsuń
  18. @piotrgiz
    Pan rozmawia ze mną, czy sam ze sobą? Bo ja nic z tego komentarza nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Toyah

    Oj, szczególnie lubię te wpisy i naszym dniu codziennym.

    Mi się wydaje, że jednak najwięcej to mamy reklam telefonów komórkowych - ale nie będę się spierał bo rzecz nie w tym. Otóż, zobaczmy, jak potężnym zabiegom marketingowym jesteśmy poddawani: najbardziej opłaca się KREOWAĆ potrzeby. To co ludziom jest potrzebne naprawdę to będą kupować tak czy siak. Jednak większość ludzi nie potrzebuje telefonów komórkowych (szczególnie z dostępem do Facebooka), tabletek na wszystko, piwa, supernowoczesnych aut. W każdym razie znakomicie mogliby się bez tego obyć. Jednak zainwestowano niewąskie sumy, zaprzęgnięto znaczne siły by wbić ludziom do głów, że bez tego wszystkiego są nic nie warci. No i zamienili życie w nieustanny wyścig ze wszystkimi i wszystkim. To wszystko dzieje się na tle takiego masowego prania mózgów, że zadając pytania takie jak tu zadajemy, jesteśmy, mówiąc delikatnie, nie rozumiani.

    W moim rodzinnym mieście (30 tys mieszkańców, raczej bieda) przed 1989 rokiem były dwie apteki i naprawdę wystarczały. Teraz jest ich osiem, jedna tańsza od drugiej, wszędzie kolejki.

    A na koniec coś zupełnie z innej beczki ale nie wytrzymam: W czwartek rano tankowałem auto, na stacji benzynowej pod Włocławkiem wyłożone były gazety, m. in. ów urbanowy szmatławiec (tak, to żyje) z wielkim tytułem na pierwszej stronie "Śmierć obu Kaczorów". Zatrzęsło mną, przyznaję, wziąłem toto do ręki by rzucić okiem na ten wiodący artykuł: coś o morderstwach w jakiejś wiosce, nie doczytałem gdzie, co i skąd tam te Kaczory. Ale ten tytuł. Może zresztą to smutne zdarzenie nie jest tak całkiem daleko od tematu - w końcu wspomniałem o praniu mózgów.

    Ukłony

    OdpowiedzUsuń
  20. @piotrgiz

    Czy mogę się merytorycznie włączyć:

    http://www.youtube.com/watch?v=tHB3U9ndh6w

    OdpowiedzUsuń
  21. Ach, jeszcze jedno, bo nikt nie odpowiedział Toyahowi a komentarz Karakuli.

    Ze mnie żaden ekonomista ale, zdaje się, że odwrócona hipoteka to taka sprytność, że jak już jesteś stary i na emeryturze, dochody masz nędzne a latek pozostało niewiele, to przychodzi bank i mówi: Daj nam mieszkanie. Możesz mieszkać w nim, naturalnie do końca życia, my ci będziemy co miesiąc płacić pieniądze (psie grosze jakieś) a jak umrzesz to mieszkanie bierzemy i sprzedamy je z potężnym zyskiem.
    Niech mnie ktoś poprawi, jeśli coś pomieszałem.

    OdpowiedzUsuń
  22. Niestety, ale pomieszales...

    OdpowiedzUsuń
  23. @Toyah
    Piątek, wieczór. Siedzę przy komputerze. Wypiłem już dwa piwa. I starczy. Tyle dzisiaj kupiłem. W "Biedronce" (Sic! To mój ulubiony sklep).
    W barku, tak naprawdę to miejsce w szafie ubraniowej, gdzie żona chowa przede mną alkohol i myśli że o tym nie wiem, co prawda są jeszcze 2 flaszki dobrej wódki, wytrawne winko i rum (oczywiście do ciasta, sztuczne aromaty są do d..y). Dojrzewają tam od miesiąca lub dwóch. Chyba nie jestem więc alkoholikiem, ani nawet pijakiem. Po prostu nie mam zdrowia do picia.
    Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią pić na okrągło. Znam takich, co robią to od 30 lat bez dłuższej przerwy. Niedawno umarł taki jeden, co pił i palił przez 50 lat i umarł, biedaczyna, w wieku 76 lat.
    Siedzą i myślę o Twoim najnowszym poście. I o sobie. Podsumowuję zaciągnięte kredyty: mieszkaniowy, samochodowy i biznesowy. Moje zobowiązania kredytowe przekraczają grubo zarobkową średnią krajową.
    1. Mieszkaniówka - pryszcz, ok.600 zł w zależności od kursu franka.
    2. Samochodówka - sporo więcej, ale doradziła mi księgowa, lepiej płacić raty kredytu z odsetkami niż podatki.
    3. Kredyt biznesowy - jeszcze więcej, ale dzięki temu mogłem rozkręcić drugi biznesik.
    I dziękuję Bogu/opatrzności, że nie pracuję np. na etacie dla jakiejś wielkiej korporacji, albo że nie jestem dziennikarzem. Nie muszę się szmacić, trząść portkami w obawie utraty pracy. Jestem wolnym człowiekiem. Dzięki kredytom?. Tak! Uważam, że dzięki nim powiększył się realnie zakres mojej wolności (sic!).
    Lubię pracować, więc spłata kredytów nie jest dla mnie jakimś koszmarem. Z natury jestem osobnikiem mało, przynajmniej w moim mniemaniu, energicznym, tak więc zobowiązania finansowe dają mi niezłego kopa. I nie muszę używać banknotów 200-złotowych.
    Już kiedyś pisałem na S24, że kredyt/pożyczka to narzędzie i może być wykorzystane w różny sposób. Jak nóż krojący chleb, ale również stanowiący potencjalnie śmiercionośne narzędzie.
    Niestety, większość ludzi nie potrafi się opanować. Nie jestem ideałem, ale dla przykładu mogę powiedzieć, że posiadam telewizor starszy od mojej córki, która liczy sobie 19 wiosen. Powiedziałem kiedyś rodzinie, że kupię nowy, gdy ten stary zacznie szwankować.(SONY kiedyś robiło dobre sprzęty).
    Cholera, ależ się rozPiSałem. Co też dwa piwa robią z człowiekiem!
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Kozik
    Reklamy a rzeczywistość telefonii komórkowej, i nie tylko, sprowadza się do jednego:
    "będziesz miał taniej jak zapłacisz więcej!" ;-)

    (wiem coś na ten temat, w sumie, rodzinka + biznesik, mam do opłacenia rachunki za 6 telefonów; 2 stacjonarne i 4 komórki).

    pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Toyah
    Dziękuję bardzo za następny artykuł napisany językiem zrozumiałym ,nie to co u Coryllusa,gdzie całkiem sporo komentatorów nie może się połapać ,co Coryllus miał na myśli pisząc o "Ojciec Rydzyk i Nikaragua".Co do Księdza Natanka,to żona moja płakała(Jadwiga),a mnie za serce coś chwytało ,gdy oglądaliśmy link do "Ratujmy Polskę".Szczególnie gdy zaśpiewał Hymn,który śpiewaliśmy w kosciołach po zabójstwie Ks.Popiełuszko.Akurat w tym czasie szykowałem się na emigrację,po prawie rocznym areszcie na Mikołowskiej w Katowicach.
    Oby daj Boże jak najwięcej takich księży Natanków.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah
    Komentarz powyższy miałem umiescić pod poprzednią notką ,ale to nie moja wina że ostatnio piszesz jakby na akord,że człowiek ani sie obejży ,a tu już coś nowego.
    Jeszcze raz pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. @Kozik
    Mam wrażenie, że myśmy tu kiedyś o tym kreowaniu potrzeb rozmawiali. To jest prawdziwe piekło.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Kozik
    No i jeszcze ten Urban. ON KACZYŃSKICH BARDZO NIE LUBI. To jest fakt i w tym jest też cały sens tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  29. @James
    Ciekawe tylko, czy Ty jesteś przypadkiem typowym? A jeśli nie, to czyja to wina i czyja zasługa?

    OdpowiedzUsuń
  30. @James
    No i jeszcze coś. Sony wciąż robi świetny sprzęt. Myślę że nawet lepszy i bardziej wymyślny niż kiedyś. Wtedy Twój telewizor działał tyle ile działał. Dziś działa dokładnie 5 lat. Umiałbyś skonstruować coś, co będzie funkcjonowało z taką precyzją?

    OdpowiedzUsuń
  31. @jurek
    Nie rozumiem o co chodzi z tym Coryllusem. On jest dla mnie wzorem.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie było moją intencją poróżnić Cię z Coryllusem,broń mnie Panie Boże.
    Czytam Coryllusa z dużą przyjemnoscią.
    Jeśli tak to odebrałeś,to przepraszam.Czytając komentarze pod Jego notką-tak mi się napisało.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Toyah

    Ja uważam, że się z coryllusem świetnie uzupełniacie.
    Chwilami nawet miałem podejrzenie, że koordynujecie swoje wpisy.
    Teraz sądzę, że to wzajemna inspiracja.

    OdpowiedzUsuń
  34. @james

    Tylko się nie obraź, bo ja potrafię przekąszać i przekąs też rozumiem, więc chciałem twoje opowiadanie uzupełnić z pożytkiem dla dusz mniej refleksyjnych:

    http://mickiewicz.kulturalna.com/a-7453.html

    Na zdrowie! że tak po wilczemu zawyję.

    OdpowiedzUsuń
  35. @toyah

    James nie jest przypadkiem typowym, bo czuje bluesa. Pasuje tutaj.

    Może uda się zjeść razem beczkę soli.

    OdpowiedzUsuń
  36. @jurek
    Spokojnie. Nic się nie dzieje. Zdziwiło mnie tylko, że dla Ciebie moje teksty są bardziej przejrzyste. Mnie się zawsze wydawało, że to on jest wzorem przejrzystości, a ja się męczę.

    OdpowiedzUsuń
  37. @jazgdyni
    Ja mu czasem podpowiadam, o czym ma pisać, a on mi pokazuje, jak to się robi. Taka współpraca.

    OdpowiedzUsuń
  38. @orjan
    Może i tak. Tylko, jak mu zacznie tych sześć telefonów co chwilę dzwonić, bo tu taki biznesik, a tu inny, to my tej soli nigdy nie skończymy. Zostanie tylko blues.

    OdpowiedzUsuń
  39. Link orjana się otwiera tylko częściowo, a więc to czytajcie:
    Pies i wilk

    OdpowiedzUsuń
  40. @Toyah i Orjan
    Ja jestem cholernie nietypowym przypadkiem.
    Czy jakbym był typowym, to czy byłbym tutaj?
    Tu, u naszego Gospodarza, w ogóle są same nietypowe przypadki.
    (No, może poza oddelegowanymi).

    @Toyah
    Teraz już się nie robi porządnych rzeczy, które mogą służyć przez wiele lat. Nie opłaca się. Finansiści przekalkulowali. Aby do końca gwarancji. A ty, chłopie, po 2 latach masz kupić nowy sprzęt, który ma jeszcze więcej czegoś tam, o czym laik nie ma zielonego pojęcia i co prawdopodobnie nie przyda ci się nigdy w życiu.
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  41. @jurek
    To Pan nie wie, że Toyah i Coryllus to ta sama osoba?
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  42. @James
    Nigdy by mi do głowy nie przyszło,zawsze wydawało mi się,że różnią się politycznie i to dosyć wyrażnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  43. @Toyah
    Nie wyzłośliwiał się, proszę. Liczba telefonów przeważnie zależy od wielkości rodziny. :-)

    Jeżeli chodzi o winy i zasługi to trudny temat i 2 piwa nie wystarczą. Mogę Ci tylko powiedzieć, że pierwszy minibiznesik (własna działalność gospodarcza) był czymś narzuconym mi przez okoliczności, nie był to w pełni WOLNY wybór. Dlatego tak bardzo zależało mi, aby wystartować z czymś innym, co z resztą nie jest jeszcze, niestety, do końca ustabilizowane.
    Ale była to od początku do końca moja SUWERENNA decyzja, przejaw mojej wolnej woli, chęć sprawdzenia się.

    Pozdr.

    PS'
    Jak wkleić od razu film z YT?

    http://www.youtube.com/watch?v=lKKLqnN8iVU&feature=player_detailpage#t=20s

    OdpowiedzUsuń
  44. @orjan
    Ja, niby, Brysiem!
    Raczej Misiem, ale nie Ochódzkim ;-)
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  45. @james

    Przecież napisałem, że Bryś jest dla mniej refleksyjnych.

    OdpowiedzUsuń
  46. @james
    Ja to zrozumiałem już za pierwszym razem. Sam płacę za 5 telefonów. Tyle że u mnie to jakoś nie świadczy o moim statusie. Nawet to że też mam "mini-biznesik", nie świadczy o moim statusie. O moim statusie świadczy wyłącznie to, że proszę czytelników tego bloga o pieniądze.
    Dlatego zastanawiałem się co jest naszą zasługa, a co naszą winą.

    OdpowiedzUsuń
  47. @Toyah
    A u mnie świadczy?
    Telefony? Mini-biznesik?
    Czy mi chodziło o jakiś status?

    /Chyba że w sensie wolności./

    O Twoim statusie świadczy to, że prowadzisz najlepszy blog polityczny w Polsce.

    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  48. @james
    No właśnie nie bardzo. Nawet jeśli założyć, że ten blog jest najlepszym politycznym blogiem w Polsce, to ten fakt o moim statusie nie świadczy. Chociaż... można przyjąć inne założenie. Jeśli pisanie najlepszego politycznego bloga w Polsce prowadzi do tego, że człowiek traci pracę i nadzieję na pracę - to tak. Ten blog jest świadectwem. I to nie byle jakim.

    OdpowiedzUsuń