piątek, 13 maja 2011

Coryllus: O faszyzmie, bolszewizmie i paru łajdakach

Plan był taki, by dziś zamieścić tu tekst naszego kolegi Coryllusa na temat polskiej prawicy i pewnych bardzo egzotycznych okoliczności, w jakich ona powstawała. Bardzo interesujący to tekst i, mam wrażenie, że świetnie uzupełniający dwa poprzednie wpisy, jakie się tu pokazały. Tak się jednak złożyło, że w międzyczasie Coryllus właśnie, zamieścił na Nowym Ekranie, absolutnie, moim zdaniem, wybitny tekst – możliwe, że w ogóle jeden z wybitniejszych tekstów jego autorstwa – stanowiący odpowiedź na kierowane ostatnio pod adresem Jarosława Kaczyńskiego oskarżenia o faszyzm,. Z jakiegoś powodu jednak, Administracja Nowego Ekranu tekst Coryllusa zbojkotowała, co sprawiło, że uzyskał on czytelność tak mniej więcej trzykrotnie niższą od oczekiwanej. Jednocześnie, antyfaszystowski front utworzony w celu obrony Polski przed Kaczyńskim, oczywiście nie dość że się nie zamknął, to wręcz przeciwnie, zaczął pyskować jeszcze głośniej i bezczelniej, tym razem w wieczornym programie Moniki Olejnik w telewizji TVN24. Jak na ironię, ustami Janusza Palikota – pierwszego bohatera wspomnianego wyżej wpisu Coryllusa.
W tej sytuacji, uznając, że nie ma co sprawy odwlekać, przepraszam wszystkich za to lekkie zamieszanie i proszę uprzejmie zapoznać się dziś ze wspomnianymi refleksjami. To jest lektura obowiązkowa. A jak idzie o Nowy Ekran, którego psim obowiązkiem było ów tekst wybić złotymi literami na samej górze ich głównej strony, a którego obowiązku oni nie dopełnili, mam w stosunku do nich już tylko jedno życzenie – niech się kiszą.
We wstępie do mojej nowej książki pod tytułem „Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie” napisałem, że dożyliśmy czasów kiedy katedry uniwersyteckie zamieniły się w punkty agitacyjne. Nie musiałem długo czekać na potwierdzenie tej opinii. Oto mam przed sobą tekst profesora Ireneusza Krzemińskiego pod tytułem „Zwierzęca nienawiść oszalałych paranoików”. Tekst ten, obrażający ciężko chorych ludzi, bo niby dlaczego paranoicy mają być gorsi od ludzi zdrowych, wymierzony jest w Joannę Lichocką, w PiS, no i w ogóle w tych wszystkich, którzy wierzą, że Smoleńsk to nie jest zwyczajna katastrofa jakich wiele zdarza się na świecie. Tekst pana profesora ilustrowany jest fotografią przedstawiającą jego samego jak siedzi wśród dzieci, w klasie i uśmiecha się miło. Taki dobrotliwy wujek. Na tym zdjęciem zaś mamy ów tytuł, z paranoją, nienawiścią i szaleństwem. Profesor Krzemiński jak widać nie należy do ludzi, których postanowił opisać. Jest inny. Dobry, miły, zrównoważony i mądry, a gwarancją tego wszystkiego jest fakt iż pozwolono mu siedzieć pomiędzy dziećmi w klasie. Gdyby był wariatem nikt przecież by go tam nie wpuścił. Ale są dzieci, jest klasa, i w porządku. Mamy pewność. Tracimy ją jednak kiedy zaczynamy zagłębiać się w panaprofesorki wywód. Czytamy tam bowiem, co następuje:
"Paranoja oznacza całkowicie nierealistyczny obraz świata, ale zawsze odwołujący się do jakiejś realnej cechy lub wydarzenia, które lokuje się w niedorzecznym kontekście. Cechą myślenia paranoidalnego jest to, że posługuje się ono żelazną logiką. Ta logika wyrażona jest w tekście Lichockiej niemal jak w tabliczce mnożenia, że tylko totalny bunt przeciwko władzom państwa i podstawowym, demokratycznym regułom naszego życia społecznego jest właściwą 'postawą patriotyczną'. Według takiej logiki działały totalitarne ruchy, które doprowadziły do największych tragedii XX wieku".
Zwracam uwagę na zdanie: "Cechą myślenia paranoidalnego jest to, że posługuje się ono żelazną logiką".
Oraz na fragment: "Według takiej logiki działały totalitarne ruchy, które doprowadziły do największych tragedii XX wieku".
I jedno i drugie jest fałszywe i nacechowane złą wolą. Pierwszego idiotyzmu mam nadzieję tłumaczyć nie muszę. Skupmy się na drugim. Totalitaryzm przez różnych fasadowych profesorków bywa tłumaczony zwykle dwutorowo – poprzez późnego Hitlera, to znaczy poprzez Hitlera po roku 1933, lub poprzez partyjną nowomowę. To się uprawia właśnie dlatego, że jest łatwe, przyjemne i pojemne. Można wrzucić tam dokładnie wszystko, z podobną łatwością, z jaką człowiekowi myślącemu można zarzucić paranoję, bo jego wywód jest logiczny. Totalitaryzm XX wieku niejedno miał jednak imię, ale o tych innych imionach pan Krzemiński, którego po przeczytaniu powyższego trudno mi doprawdy tytułować profesorem, woli nie pamiętać, lub po prostu nie pamięta, bo nie doczytał. Czytanie zaś książek po łebkach i bez zrozumienia, po to jedynie by potem powiedzieć komuś: "Przeczytałem", ma w Polsce długą tradycję. I pan Krzemiński właśnie w nią się wpisuje.
A teraz do ad remu czyli do Hitlera. Niestety nie da się opisać fenomenu Adolfa, oglądając stare kroniki filmowe, pokazujące jak on tam wrzeszczy z trybuny, jak się nadyma, jak demonstruje siłę i pewność siebie, jak fuka na współpracowników. Nie da się, bo wychodzi nam kłamstwo, które zostało wielokrotnie wykorzystane przez komunistów. Hitler nie był wcale takim człowiekiem. On to odgrywał. Dosyć, przyznajmy, malowniczo i skutecznie. Tak mu podpowiedzieli doradcy, tacy jak Speer na przykład, albo Goebbels.
Właśnie! Speer!!! Czy to nie ten, który napisał takie grube pamiętniki? Ależ tak! One nawet stoją na półce w bibliotece profesora Krzemińskiego, ale zasłoniły je dzieła wszystkie Adama Michnika i profesor jakoś dawno do nich nie sięgał. Poza tym – kto by tam czytał pamiętniki jakiegoś wybielające własną przeszłość faszysty. Otóż trzeba te pamiętniki przeczytać, żeby zrozumieć w jaki sposób Hitler pozyskał Niemców. Tylko bowiem idiota, paranoik i głupek uwierzyć może w to, że władza w Niemczech mogła być zdobyta i utrzymana poprzez zaktywizowanie niezadowolonych mas oraz przez narzuconą tym masą „mowę nienawiści”. Tylko nieuk skończony może porównywać dojście do władzy Hitlera z Joanną Lichocką i marszami pamięci. Hitler bowiem zaczął swoją karierę w piwiarni, to prawda, ale zaraz potem przeszedł do salonów bogatych, znudzonych i łaknących wrażeń dam, których mężowie byli milionerami. Na mityngi organizowane przez NSDAP nie przychodził wcale niemiecki robotnik, tylko niemiecki burżuj. Hitler zaś uwodził go swoim eleganckim wyglądem i miłym austriackim akcentem. Nie wrzaskiem, nie „żelazną logiką” paranoidalnej mowy, ale wdziękiem. Panie zaś po prostu za Adolfem przepadały, był bowiem bardzo męski, stanowczy i za nic miał te wszystkie ograniczenia środowiskowe i presje, którym ulegali ich mężowie. Był po prostu mężczyzną, który ma co prawda przejściowe kłopoty, ale idzie do politycznego sukcesu i na pewno go osiągnie, jeśli tylko uzyska jakąś pomoc. I Hitler taką pomoc uzyskał. Niemcy go poparły. Nikt nie protestował kiedy NSDAP niszczyło żydowskie sklepy, nikt tego nie robił, dlatego, że Adolf potrafił ów fakt odpowiednio naświetlić i wytłumaczyć jego konieczność w czasie wieczornych rautów i spotkań przy szampanie. O tym wszystkim pisze Albert Speer, i można mu nie wierzyć, można dalej upierać się, że wrzask, nienawiść, „żelazna logika” itp, ale trzeba brać pod uwagę, że mogą człowieka nazwać durniem.
I my mamy dziś polityka, który zachowuje się podobnie. I my również go lekceważymy, ponieważ ma on nikłe poparcie, a jego partia traktowana jest przez inne jako element folkloru, lub coś co może posłużyć jako straszak wymierzony w zwolenników Kaczyńskiego. I my mamy człowieka, który w programach telewizyjnych i spotkaniach uwodzi swoim emploi młodego Radowana Karadżicia matrony, pedałów, psy, koty, posła Nałęcza i Michnika, a nawet prezydenta Komorowskiego. Tym politykiem jest Janusz Palikot. To on robi rzeczy podobne do tych, które robił Hitler przed wyborami w 1933, to on zachowuje się tak jakby cały świat chciał przytulić do serca. To on wskazuje także wroga i podpowiada co z tym wrogiem zrobić. Wypatroszyć mianowicie. O tym jak reagują ludzie na słowa i przekaz Janusza Palikota mogliśmy się przekonać w filmie, który wyemitowała wczoraj niezależna. Te starsze panie i ten łysy buc, który chciał wyrzucić kamerę chłopakowi zadającemu pytania starczy za wszystko.
Wróćmy teraz do PiS-owskiej paranoi. Tego rodzaju argumentów co pan profesor używała hitlerowska propaganda wobec Żydów. Tylko nie chodziło wówczas o przedstawienie ich jako szaleńców dążących do zagłady kraju, ale jako ludzi którzy ten kraj niszczą podstępem, a do tego są brudni i śmierdzą. I w jednym i w drugim przypadku cel został wskazany i określony. Pozostała tylko realizacja, i dystyngowani Niemcy z milionami w kieszeniach powierzyli ją temu parweniuszowi w błękitnym garniturze, który przecież był nikim i którego łatwo mogli się pozbyć. Kiedy okazało się, że nie łatwo, było już za późno.
Czy Palikot to drugi Hitler? Nie, Palikot tylko stosuje jego metody. Nie może być drugim Hitlerem, bo jego narracja, tak samo jak narracja Krzemińskiego, nie trafiają na podatny grunt. Żeby zyskać na skuteczności, to znaczy rzeczywiście zdobyć władzę, trzeba mieć poparcie wewnątrz kraju. Takiego zaś Palikot nie ma, jedyne na jakie może liczyć to poparcie z zewnątrz. To jednak, póki co za mało. Będzie więc czynił ów pan dalej to, co czynił do tej pory, czyli w majestacie prawa lekceważył to prawo, rozbijając namiot na trakcie komunikacyjnym, żeby pokazać wszystkim obywatelom jak bardzo władza ma ich w dupie.

10 komentarzy:

  1. Wszystko się zgadza. Celem jest przemoc, więc pierwszą ofiarą musi być prawda.

    Co widać słychać i czuć jak narasta.

    Trzeba się przeciwstawić i stać przy prawdzie, żądać prawdy:

    PRAWDA PRZECIW PRZEMOCY!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Coryllus & Toyah

    Moment ulgi i radości, że z blogiem jest wszystko w porządku.
    To jest przecież moja poranna przekąska, a jak wiadomo, śniadanie jest najważniejszym posiłkiem.

    Coryllus rzucił na szersze tło dwóch, dla mnie odrażających, osobników: chorego na nienawiść profesora i głupio-cwanego Palikota. Ale nie znaczy to, biorąc pod uwagę marne parametry intelektualne obu, że nie są oni bardzo niebezpieczni.
    Właśnie paranoidalna nienawiść Krzemińskego, bo przecież jego zdrowym rozumem nie można tego wytłumaczyć, daje pewnym środowiskom podkładkę, że oto przecież mądry profesor mówi i myśli dokładnie tak jak my, siedząc w przedziale kolejowym, albo w modnym klubie nad kuflem piwa.
    On właśnie jątrzy w sposób prosty i dobitny. Podobnie jak paru innych wajdów, bartoszewskich czy kutzów.


    (no nadal się nie da skomentować jednym ciągiem
    więc...cdn.)

    OdpowiedzUsuń
  3. cd.

    Palikot to inna para kaloszy. I znacznie bardziej niebezpieczny.
    Machlojki we wcześniejszym biznesowym życiu pozwoliły mu na pewną niezależność finansową, a ta z kolei, przy całkowitym braku moralności, na igranie sobie z demokratycznym państwem.
    I najgorsze jest to, że właściwie za nic, co zrobił, a co było przestępstwem (kupowanie głosów, fałszowanie wyborów, kłamstwa i obelgi) nigdy nie został ukarany.
    System rozpiął nad nim potężny parasol ochronny.

    Świetnie te wszystkie korelacje i idące za tym zagrożenia przedstawia Coryllus.
    Tu jest praca dla niego i oczywiście dla Toyaha, by te zależności, możliwe niebezpieczeństwa, a nawet więcej - zagrożenia dla państwa i narodu, przedstawiać, wyciągać na światło dzienne i wołać gromkim głosem.

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  4. @jazgdyni

    W świetnym tekście Coryllusa jest jednak pewne niedopowiedzenie, może nawet niezręczna przesada. Przy całym bowiem bliźniactwie sytuacji i metod uruchomionych wtedy i teraz, jest zasadnicza niezgodność postaci.

    Co by nie powiedzieć, Hitler w porównaniu do Palikota, był całkowicie self-made-man'em, który tworzył warunki swojego działania pod z góry i publicznie określony program "jego walki".

    Ten drugi jest natomiast tylko kreaturą* okoliczności i sytuacji, na których tworzenie wpływu nie ma, a po których płynie niezdolny do syntetycznego określenia dokąd. Całkiem jak, nie przymierzając, Ernst Roehm, pomijając dalsze analogie.

    W zakresie charakterologicznym różnice są też ogromne. Późniejsze zło przesłania, że w czasie I wojny Hitler był niekłamanym bohaterem i całkowicie zasługiwał na szacunek za swoje czyny i cierpienia wojenne, w tym za poświęcenia dla towarzyszy broni. To również dlatego otrzymał potem aż tyle uwagi i kredytu zaufania.

    W żadnym przypadku nie był byle miernotą i - w przeciwieństwie - mógł imponować nie tylko ludziom złym, lub inaczej popapranym.

    W tych zakresach mamy epickie porównanie Saturna z Satyrem. Staranniej wykształceni powinni to porównanie rozumieć, lecz wykształciuchom Satyr zawsze będzie imponował.

    -----
    */ kreatura w starszym znaczeniu osoby usilnie wykreowanej.

    OdpowiedzUsuń
  5. @orjan

    oj, reprezentujesz nadmierną purystykę pojęciową.
    W takich metaforach pewna umowność jest dopuszczalna, bez potrzeby głębokiej analizy.
    Fakt, kudy Palikotowi do Hitlera!
    Ale terminować u niego z całą pewnością by mógł.
    Co do "profesora" - pełna zgoda. To kreatura obojga znaczeń

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    To mnie zawsze zadziwiało. Że pewien typ człowieka wykształconego jest tak bardzo bezradny wobec uroku Satyra właśnie. Kiedyś to był Urban, teraz Palikot, a w międzyczasie też by się paru innych znalazło. Kutz? Michnik?

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah

    Prawda?

    We wszelkiego rodzaju przypadkach Saturnów jest, mimo wszystko, jakiś dramat, jakieś napięcie, a tu ...

    tylko jakiś śluz ...

    Ja nie potrafię zrozumieć przyjemności w byciu oblepianym.

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah

    Zapomniałeś Pan o profesorze 'od wszelkiej maści robaków' ... ;)

    @orjan

    Być może na tym polega nasza normalność, drogi Watsonie...

    OdpowiedzUsuń
  10. PS

    Miałem napisać: 'insektów', ale ten pan (mała litera zamierzona) zdecydowanie kojarzy mi się tylko i wyłącznie z robactwem...

    OdpowiedzUsuń