niedziela, 10 kwietnia 2011

O zabójcach bez serca i cnotliwych tchórzach

Kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się o słowach kardynała Nycza ogłaszających koniec żałoby po śmierci prezydenta Kaczyńskiego, Marii Kaczyńskiej, oraz 94 pozostałych osób, które zginęły w smoleńskiej rzezi 10 kwietnia ubiegłego roku, zrozumiałem je bardzo dobrze. Mógłbym nawet powiedzieć, ze zrozumiałem je zbyt dobrze. Że zrozumiałem je tak dobrze, że pewnie lepiej by dla mnie było ich nie zrozumieć w ogóle, czy ich wręcz nie zauważyć. Niestety, zrozumiałem je i niemal z każdym kolejnym dniem, rozumiem je coraz lepiej. Z prawdziwym bólem serca muszę też dziś przyznać, że równie dobrze rozumiem słowa, jakie do mnie skierowali inni biskupi, tym razem już nie w swoim imieniu, lecz jako tak zwana Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski. Zrozumiałem każde słowo z tego przesłania, z tej nauki i z tego, jak by nie było, świadectwa. Czytam te słowa i niemal słyszę ten głos. I, jak mówię, rozumiem wszystko od początku do końca.
Dlaczego tak bardzo potrzebuję tu deklarować swoje zrozumienie dla tego, co mi powiedzieli moi biskupi? Otóż poszło między innymi o to, że, jak czytam dziś w portalu wp.pl, poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Jarosław Kalinowski wyraził opinię, że wszyscy zrozumieli co chce im powiedzieć arcybiskup Nycz, z wyjątkiem Jarosława Kaczyńskiego. Jego słowa zrozumieli wszyscy, tylko nie Kaczyński. A mnie się zdaje, że poseł Kalinowski się fatalnie myli. Że on niesprawiedliwie ocenia umiejętności intelektualne Jarosława Kaczyńskiego. Że, wbrew temu co Kalinowski sądzi, Jarosław Kaczyński zrozumiał równie dobrze jak ja, zarówno apel biskupów, jak i wcześniejszą deklarację Kazimierza Nycza. I znacznie lepiej niż sam Kalinowski, tyle że on jeszcze o tym nie wie. Może oczywiście też być tak, że Kalinowski jednak wie, tyle że tak się przyzwyczaił do komfortu miejsca, jakie sobie wymościł, że nie dość że nie życzy sobie czuć tego bólu, to nawet nie chce o nim myśleć. Inna sprawa, że to już nie jest naszym problemem i naszym dylematem. Czy on zdechnie wiedząc, czy nie wiedząc – pozostaje już jego problemem i jego sumienia.
Słowa biskupów są proste, jak w niegdysiejszej piosence Wojciecha Młynarskiego: „Dla pani, proszę pani, wszystko jest proste. Myśli są trzeźwe, słowa są ostre, i ranią. Cholernie mnie ranią”. Tu nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby wiedzieć, co to za myśl, co to za moc. Wsłuchajmy się w słowa biskupów:
Zewnętrzne przejawy bólu z powodu trudnego doświadczenia są normalnymi, ludzkimi reakcjami. Ważne jednak, abyśmy się na nich nie zatrzymali i uczynili jeden krok dalej - krok wiary, tzn. powierzyli Panu Bogu bolesną rzeczywistość oraz siebie samych. Dopiero wtedy cierpienie nie tylko nie będzie nas niszczyć, ale uczyni nas bogatszymi wewnętrznie. […] Przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie zgromadziły się spontanicznie tłumy ludzi. Składano kwiaty i wieńce, palono znicze, odmawiano modlitwy. W wielu miastach były celebrowane msze święte w intencji ofiar katastrofy. Odbyły się marsze pamięci, wiążące się też z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. W pogrzebie Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii, który odbył się 18 kwietnia w Krakowie, uczestniczyły dziesiątki tysięcy osób; uroczystość oglądały w telewizji miliony. Kraj ogarnęła narodowa żałoba, także dlatego, że ta śmierć ujawniła nam prawdziwą wartość osób, które zginęły. [..] W naszej Ojczyźnie zawsze będzie po nich puste miejsce. Ile czasu potrzeba, aby dobrze przeżyć czas pożegnania bliskich nam osób? […] W sumie jednak nie tyle ważna jest długość czasu poświęconego na żałobę, ile sposób, w jaki zdołamy ten czas przeżyć. Właściwe granice żałobie wyznacza miłość. […] Cmentarz nie może stać się naszą świątynią, ani naszym domem. Nie pomożemy zmarłym zatrzymując się w nieskończoność przy grobie. Nie odnajdziemy tam naszych bliskich, ponieważ oni przeszli już do wieczności i odtąd miejscem spotkania z nimi jest wiara i ufna modlitwa, a także podjęcie ideałów ich życia. Natomiast samo doświadczenie żałoby może zaowocować naszą większą dojrzałością duchową. […] Wtedy to cześć dla naszych zmarłych nie będzie tylko i wyłącznie powierzchownym kultem w postaci pomników, tablic, lampek i kwiatów oraz łez żalu. […] Niech ta katastrofa umocni wzajemne więzi w naszej Ojczyźnie, Europie i świecie. Niech świadomość tej wspólnoty pozwoli nam zespolić serca, ideały i czyny, by nasz świat stawał się coraz bardziej ludzki. […] Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego. Kto oczernia brata swego lub sądzi go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś sądzisz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią. […] Dziękując Bogu za bohaterskie życie ofiar Katynia oraz dobro służących Ojczyźnie ofiar katastrofy smoleńskiej uszanujmy pamięć ich czynów. Niech one pobudzą nas do mądrej i bezinteresownej służby na rzecz dobra wspólnego. Módlmy się jednocześnie do miłosiernego Boga, aby wzbudził nowych synów i córki Ojczyzny, pragnących służyć ofiarnie i odważnie ludziom nowych czasów”.
Ponieważ, jak już to zdeklarowałem, rozumiem te słowa bardzo dobrze, ale – co może ważniejsze – jestem pewien, że rozumieją je przynajmniej wszyscy ci, którzy odwiedzają ten blog, ani już słowa więcej na ten temat. Niech one same wołają o boże miłosierdzie, czy o pomstę do nieba, czy o co tam sobie chcą. Ja już tu nie muszę mówić nic. Natomiast to co mogę zrobić, to przypomnieć możliwie najpełniej, jak wyglądała owa żałoba, do której zakończenia wzywają moi biskupi i jak w tym bolesnym czasie wyglądał ten kraj, który, jak to pięknie opisuje wystosowany przez nich list, „ogarnęła narodowa żałoba, także dlatego, że ta śmierć ujawniła nam prawdziwą wartość osób, które zginęły”.
Już kilka dni po tamtym nieszczęściu, na wieść o planach pochowania Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu, środowiska nieprzyjazne zmarłemu prezydentowi, we współpracy z ogólnopolskimi mediami zaczęły organizować demonstracje, podczas których jego pamięć została po raz pierwszy brutalnie podeptana. Dwóch popularnych dziennikarzy, Wojewódzki i Figurski, napisało, wykonało i wyemitowało w przestrzeń ogólnopolską piosenkę, wyszydzającą pomysł pochowania Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. W tym samym mniej więcej czasie, w jednym z wywiadów, Władysław Bartoszewski, też uznał za stosowne wyrazić zdziwienie, że „prezydent Warszawy” ma być pochowany właśnie tam, w Krakowie, na Wawelu. On to powiedział tuż po śmierci Lecha Kaczyńskiego, a jego słowa zostały publicznie ogłoszone. Myśl tę zresztą uzupełnił informacja, że on nie rozumie, skąd tyle szumu, skoro gdzieś zawsze jakieś samoloty się rozbijają.
Mniej więcej w tym samym czasie, z otwartym listem wystąpił Andrzej Wajda i zaprotestował przeciwko chowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, a po nim przyszedł Kazimierz Kutz i oświadczył, ze dość już tej żałoby – jak Eminencja widzi, on był znacznie wcześniej przed Eminencją, proszę Eminencji – bo młodzi „chcą się bawić i chodzić do kina”. Do odłożenia na bok kwestii pochówku wezwała katolicka – tak proszę Eminencji, katolicka, związana z katolickim Tygodnikiem Powszechnym – publicystka Halina Bortnowska, bo, jak powiedziała, na to czas przyjdzie po wyborach. To właśnie wtedy zaczęły krążyć pogłoski o możliwym usunięciu ciał Lecha i Marii Kaczyńskich z Krakowa. Jeszcze w kwietniu, kiedy na tym blogu, jeszcze w kwietniu i jeszcze w Salonie24, zamieściłem serię żałobnych zdjęć Prezydenta i jego rodziny, cały wpis na żądanie Agory został usunięty pod groźbą sądowego procesu. W przestrzeni publicznej żądania zakończenia żałoby nabrały już takiej intensywności, że swoim przeżyciom dałem wyraz, publikując na blogu tekst zatytułowany „Koniec żałoby, czyli panie do środeczka”. Było to 5 maja, niecały miesiąc po katastrofie. Zaledwie parę dni później, wciąż jeszcze w pierwszym miesiącu po katastrofie, w telewizji TVN24 wystąpił wówczas prominentny polityk Platformy Obywatelskiej Kazimierz Kutz i publicznie zrugał Elżbietę Jakubiak za to, że ona założyła czarną bluzkę, „bo przecież żałoba się już skończyła”.
W drugim miesiącu po Smoleńsku, Stefan Niesiołowski, w oficjalnej wypowiedzi, zbeształ Martę Kaczyńską za to, że ona pokazuje się na czarno, chcąc w ten sposób wymusić na Polakach współczucie. Dziś tan sam Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu, ogłasza, że PiS bezczelnie wymusił na Polsce dla „swojego prezydenta” miejsce na Wawelu, i niech już więcej na nic nie liczy, bo Lech Kaczyński był prezydentem fatalnym. Mam wrażenie, że to też właśnie wtedy, w maju mniej więcej, ruszyła energiczniej kampania piwna pod hasłem „Zimny Lech” i chyba też gdzieś wtedy właśnie w pobliżu Wawelu rozciągnięto wielki billboard z tym właśnie hasłem. W wywiadzie dla Rzeczpospolitej szefowa kampanii Bronisława Komorowskiego, Małgorzata Kidawa Błońska powiedziała, że jej zdaniem, normalna żałoba powinna trwać tydzień – kolejna osoba, która ubiegła Eminencję. Dzień przed drugą turą wyborów, do Krakowa przybyła Hillary Clinton, wzięła udział w spotkaniu przedwyborczym organizowanym przez środowiska nieprzyjazne Lechowi Kaczyńskiemu, i nie uznała za stosowne nawet przyjść na Wawel i złożyć kwiaty na grobie Lecha i Marii Kaczyńskich – widocznie poinformowano ją, że jest już po żałobie. Też jeszcze w lipcu, Magdalena Środa, osoba powszechnie znana, której opinie są wysłuchiwane i cytowane, publicznie oświadczyła, że to bardzo dobrze, że Kompania Piwowarska umieściła swój billboard z „zimnym Lechem” u stóp Wawelu, bo Lech Kaczyński sobie na to szyderstwo „zasłużył”. Dziś, jak się dowiaduję, ta sama Środa została laureatką nagrody Europejczyka Roku 2010, obok wielu innych, podobnie jak ona, zasłużonych Polaków.
Dosłownie od pierwszego dnia po katastrofie, główny nurt medialny, z większą lub mniejszą intensywnością głosił informację, że odpowiedzialność za śmierć Prezydenta, jego małżonki i innych poległych w Smoleńsku spoczywa albo na samym Lechu Kaczyńskim, albo na pilotach, albo na pijanym generale. Opinia ta była niemal codziennie, od rana do wieczora powtarzana we wszystkich możliwych mediach i w różnorakiej formie, od rana do wieczora. Niekiedy, do grupy osób winnych tragedii dorzucany był Jarosław Kaczyński. Apogeum tego ataku nastąpiło, kiedy w popularnym programie Moniki Olejnik została zaprezentowana opinia, że egzekucja Lecha Kaczyńskiego została zaplanowana i przeprowadzona przez Jarosława Kaczyńskiego. Do dziś, ta sugestia jest powtarzana zarówno przez Lecha Wałęsę, Janusza Palikota, Kazimierza Kutza, ale też przez część komentatorów, którzy żądają ujawnienia treści ostatniej telefonicznej rozmowy obu braci.
Słyszymy niemal codziennie, właściwie od pierwszego dnia po katastrofie, i słyszymy wciąż, historie o obłąkanych pilotach, pijanym samolocie, i jeszcze bardziej pijanym prezydencie. Opinie te wygłaszają powszechnie znani dziennikarze, zapraszani przez nich politycy i lotniczy eksperci. Dzień w dzień od rana do wieczora, od początku. A jednocześnie, codziennie, możemy obserwować nieszczęsny, porzucony wrak polskiego samolotu, tonący w smoleńskim błocie, okradany przez okolicznych złodziei, obszczywany przez okoliczne psy, niszczony przez okoliczne deszcze i wiatry. Jedyną znaną mi reakcją na tę profanację ze strony polskiego rządu, były przeprosiny zaadresowane w języku rosyjskim i skierowane przez rzecznika polskiego rządu pod adresem rosyjskich władz, za ocenione jako nieuprzejme słowa, wypowiedziane w związku ze wspomnianym traktowaniem. Ze strony polskiego Kościoła natomiast wciąż słyszałem jedynie wezwania do modlitwy, do usunięcia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego, i o niewykorzystywanie tragedii Smoleńskiej do polityki.
Jednocześnie, ludzie oddający cześć poległym w Smoleńsku, błagający o odpowiednie uszanowanie ich pamięci – czy to krzyżem, czy pomnikiem, czy choćby nie odbieraniem im możliwości palenia lampek i modlitwy – są notorycznie wyszydzani, wykpiwani, obrażani przez prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, przez ogólnopolskie media, przedstawicieli kultury popularnej, przez organizowane przez nich wszystkich bandy chuliganów, ale także niestety przez samych przedstawicieli Kościoła.
Polski Kościół niemal jednym słowem nie wstawił się za tymi ludźmi. Ale też ani jednym słowem nie wstawił się za pamięcią i prawdą o poległych w Smoleńsku. Ani jeden list pasterski nie wziął w opiekę tych wszystkich, których uczucia przez cały rok były obrażane i kaleczone, ale też ani jeden list pasterski nie znalazł w sobie odwagi, by zadać to jedno, proste pytanie: Co się naprawdę stało w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku? Jeśli gdzieś pojawiło się zdanie o potrzebie czczenia pamięci i modlitwy za zmarłych, natychmiast było równoważone dziesięcioma, wzywającymi do tego by ta modlitwa i ta pamięć broń Boże nie miała pretekstu politycznego, i żeby pod żadnym pozorem nie towarzyszył jej obraz rozerwanego na strzępy samolotu. Ani jeden list pasterski nie został skierowany pod adresem tych, którzy pamięć o Prezydencie i prawdę o katastrofie wielokrotnie i w tak straszny sposób obrażali. Nie znam jednego w miarę jednoznacznego stanowiska Kościoła upominającego tych wszystkich, którzy przez niemal już rok w najbardziej bezlitosny sposób dręczą ludzi z takim bólem przeżywających tamtą śmierć. Nie znam jednego prostego stanowiska Kościoła przedstawionego z zamiarem napomnienia tych wszystkich, którzy tak brutalnie zadręczają tonących w bólu bliskich ofiar tamtej tragedii. Każdy znany mi list pasterski skupiał się przede wszystkim na napominaniu ludzi wiernych, pobożnych i cierpiących. Od samego początku polscy biskupi w decydującej swojej części stanęli po stronie władzy. A więc po stronie dzisiejszych agresorów i zwycięzców. Zajęli stanowisko motywowane towarzysko i politycznie, i w ramach tej szczególnej filozofii, odwrócili się do Krzyża plecami. I dziś jest tak samo. Wciąż tylko wznoszą idealnie abstrakcyjne apele o modlitwę, o wzajemny szacunek i przede wszystkim o nieangażowanie Krzyża do polityki. A przy okazji, uznając z satysfakcją, że zrobili wszystko co do nich należało, apelują o koniec żałoby.
Jak mówię, wszystko świetnie zrozumiałem. Bóg zapłać. Z rady nie skorzystam. Nie umiem. Wchodzę w kolejny rok tej żałoby. I co ciekawsze, spowiadać się z tego nie będę.


Powyższy tekst, w wersji pierwotnej, można też czytać w Warszawskiej Gazecie.

44 komentarze:

  1. Dzień dobry wszystkim.

    To jest taki tekst, który musiał być napisany.

    W swojej pysze, tak, to musi chodzić o pychę, nie spodziewałem się, że cokolwiek odepchnie mnie od Kościoła. Wspomnienie świętego biskupa Atanazego z Aleksandrii, ale i wiele innych przykładów z historii, a nade wszystko słowa Zbawiciela na Krzyżu, mówią mi wszystko co mi potrzeba, że moce piekielne Go nie przemogą, Kościoła, Matki naszej. Więc ten problem mam, jak to się mówi, z głowy (choćbym niczego już nie rozumiał, to to wiem).

    Dlatego nie potrafię i nawet nie chce wiedzieć dlaczego akurat teraz nastał ten czas, w którym biskupi uparli się mnie od tego Kościoła odepchnąć. Jak mówię, nie mam pojęcia, korzystam ze spowiedzi, biorę Pana Jezusa w chlebie eucharystycznym, pamiętam o mich śp. rodzicach i dziadkach, pamiętam o ludziach, którzy zaginęli za Ojczyznę, i jeszcze kilka innych ważnych w życiu spraw pilnuję, i powiem tak: inni, lepsi od was, szanowne ekscelencje, próbowali, i im się nie udało, więc mam prawo, już bez pychy, wierzyć, że z Bożą pomocą i wam się nie uda odepchnąć mnie od Kościoła.



    No i dziękuję za ten tekst, szanowny toyahu, bo nie tylko potrzebny, ale i dobry, no dobra, niech Ci będzie, wybitny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Istniejąca w Narodzie potrzeba więzi z Kościołem ma pewien szczególny kontekst wzajemnej relacji. Otóż jest to relacja taka, jak między synem a ojcem, bez względu na wzajemne uczynki i okazjonalne sprzeniewierzania się. Z samego faktu, że to Kościół powołał, ukształtował, przechował i odnowił Naród polski.

    Są więc te dwa podmioty i ta relacja. To się aż tak kojarzy, że człowiek truchleje z obawy przed bluźnierstwem porównań. Jedno jest natomiast pewne, że któregokolwiek z tych składników zabraknie, runą pozostałe dwa.

    O ile przypadek syna marnotrawnego jest wystarczająco rozpoznany i zaaplikowany w świadomości niczym szczepionka, to przypadek ojca marnotrawnego jest w Polsce zupełnym novum. Pewnie to jakiś ekumeniczny import. Ex oriente?

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam!

    Cóż, Toyahu, właśnie taki tekst potrzebny był na tę dzisiejszą rocznicę. Dziękuję.

    Jeśli zapomnę o Nich, Ty, Boże na niebie
    zapomnij o mnie

    Niech te słowa z "Dziadów" będą odpowiedzią dla biskupa Nycza.

    A w TVN-ie już syczy Środa.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kozik

    Oj nie wiem czy był potrzebny. Ja po jego przeczytaniu czuję tylko gniew, złość, smutek i bezradność. Ehhh szlag by to...

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    Wielki Prymas i wielki Papież pozwolili nam zapomnieć o dawnych zdradach książąt Kościoła. W czasach zaborów naród nie mógł na nich liczyć. I jakoś sobie radził, Kościół przetrwał. To powinno być dla nas pociechą.
    Oni przeminą. A Twoje słowa powinni przeczytać ci, którzy przyjdą po nich.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    Żałoba to b. indywidualna i intymna sprawa. Każdy przeżywa ją na swój sposób i w swoim sercu. Natomiast przy założeniu, że to co napisał Szanowny Pan "Toyahu" używając słów cyt.: "Kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się o słowach kardynała Nycza ogłaszających koniec żałoby po śmierci prezydenta Kaczyńskiego, Marii Kaczyńskiej, oraz 94 pozostałych osób, które zginęły w smoleńskiej rzezi 10 kwietnia ubiegłego roku, zrozumiałem je bardzo dobrze". Nigdy bym nie użył słowa "Rzeź" bo to jest kontrskuteczne i nieuczciwe nawet z pkt. widzenia celu zamierzonego przez autora. Są jeszcze inne np. o obsikiwanym przez psy wraku samolotu.
    Zestawianie:Listu Biskupów" (którzy mają problemy ze sobą jako instytucją - wiemy o tym) z brakiem wyczucia i głupotą Kampanii Piwowarskiej zamieszczającą nieodpowiedzialną reklamę, i do tego że temu wszystkiemu jest winna PO i Rząd to tak samo jak twierdzić, że Jarosław Kaczyński niczego nie może zrozumieć. On wszystko rozumie moim zdaniem perfekcyjnie. Co z tym zrozumieniem zrobi to Jego sprawa. Zestawianie w taki sposób Naszej tragedii, żałoby i ludzkiego bólu ze zdarzeniami jest delikatnie mówiąc też nieuczciwością.
    Konkluzja:
    Mam wątpliwości czy taki tekst był potrzebny. Może dla autora tak, dla kilku innych osób. Ale chyba nie będzie służył nam jako społeczeństwu polskiemu. Może autor faktycznie coś zrozumie a nie będzie robił swego rodzaju farsy z takiego ważnego słowa jakim jest ZROZUMIENIE.


    Adamie ja sam nie jestem zwolennikiem Środy ani Niesiołowskiego. Słowa z Naszego romantycznego dzieła cyt.: " Jeśli zapomnę o Nich, Ty, Boże na niebie zapomnij o mnie" ni jak nie mają się do tej sytuacji. Nikt tu nie namawia nikogo, żeby "Zapomniał" Przeżywanie żałoby ma swoje etapy i nie chodzi o zapominanie o katastrofie i ofiarach nie taka jak mniemam była intencja "Listu Biskupów"

    Pozdrawiam,

    Jędrzej I.

    OdpowiedzUsuń
  7. @don esteban
    Ładnie to powiedziałeś. Ja mam podobnie. Choćbym już nic nie rozumiał, to to już będę wiedział zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. @orjan
    Ojciec marnotrawny, mówisz? Chodzi o tego, co by nawet rozum stracił? Mocne, kurcze.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Kozik
    Poprosili ją, żeby opowiedziała o tym, komu się co należy? Ciekawe. Myślałem, że poczekają z tym do wtorku.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Obliveon
    Czyżbyś jeszcze dziś nie był w kościele?

    OdpowiedzUsuń
  11. @Marylka
    No tak. Ci czytają już tylko swoje kazania.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Jędrzej
    Kontrskuteczne i nieuczciwe? O rzezi pisać, że to była rzeź jest nieuczciwe i kontrskuteczne?
    To ja już może na tym skończę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szanowny Panie Toyah.

    Zgadzam się z Panem całkowicie. To będzie dobre wyjście z tej sytuacji. I co ważne - honorowe.

    Z poważaniem,

    Jędrzej I.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Jędrzej

    Czy byłbyś uprzejmy rozwinąć swoje spostrzeżenia? Spisałeś je tak szybko, że ja nie nadążam.

    Jedyne, z czym mi się kojarzy ich schemat, to tekst zlecenia. Takiego przekazanego SMS-em.
    A przecież to nieprawdopodobne u osoby wyczulonej na cudzy honor.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Kozik

    To Ty masz na imię Adam, czy może Wielki Brat Jędrzejem zapukał?

    OdpowiedzUsuń
  16. @orjan
    On ma na imię Adam. Co nie wyklucza podejrzeń zawartych w drugiej części Twojego komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  17. @toyah

    Skoro Kozik, to Adam, to może nam opowie, czy ma kumpla Jędrzeja, czy też Jędrzej łączy nick z imieniem raczej na podstawie tzw. rozpracowania.

    Takie niuanse warto wiedzieć wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Orjan

    Jędrzej to, jak najbardziej mój kolega, choć w wielu kwestiach różnimy się biegunowo. Czasem polemizujemy a czasem nie - polemika, jak dobrze wiemy choćby z tego miejsca, bywa kontrskuteczna.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Kozik

    No to uspokoiłeś mnie i cofam, co brzydkiego zdążyłem sobie wyobrazić na temat Jędrzeja skutkiem tego qui pro quo z przywołaniem Twojego imienia.

    @Jędrzej

    Jak wyżej, plus wyjaśnienie, że . życie uczy ostrożności. Teraz znowu trzeba wiedzieć z kim się gada.

    Tutaj u toyaha różnice poglądów nie przeszkadzają, a polemiki są jak najbardziej wskazane. Ale poza tym, jak w życiu, kto zgłasza myśl nową, albo kto rzuca kamyk do głównego nurtu, przyjmuje na siebie obowiązek dokładniejszego wyjaśnienia o co mu chodzi. Potem możliwe jest rozumienie w pół słowa.

    A więc ponawiam prośbę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Cytuję:"Kościół powinien być obecny we wszystkich dziedzinach ludzkiej aktywności i nic, co ludzkie, nie powinno być mu obce. To przede wszystkim wy, drodzy świeccy, powinniście go wszędzie uobecniać. Gdyby przypadkiem obwiniano Kościół, że jest nieobecny w którejś z dziedzin albo że nie troszczy się o któryś z problemów ludzkich, byłoby to równoznaczne z ubolewaniem nad brakiem zaangażowania chrześcijan w określonej dziedzinie życia ludzkiego."- śp. Papież JPII
    Obecność, aktywność, zaangażowanie i troska owszem są, lecz u wielu ludzi dobrej woli, dotychczas wiernych i oddanych Bogu Trójjedynemu i wspólnocie Kościoła katolickiego - co najmniej rodzą się wątpliwości i retoryczne zapytania, czy są one zawsze właściwe, pożądane i konieczne.
    Podzielam w pełni przekonanie Toyaha i innych osób, że publiczne napomnienia i pouczenia osób duchownych mają być adresowane nie tylko z miłością, roztropnie i odważnie, lecz również niezwłocznie, wyraziście, sprawiedliwie, adekwatnie, jednoznacznie i dobitnie, do wszystkich ludzi złej woli, a przede wszystkim powszechnie znanych złoczyńców, także ludzi stanowiących najwyższe struktury władzy w państwie.

    OdpowiedzUsuń
  21. @ALL
    Byłam na manifestacji o 16 na Krakowskim Przedmieściu. I myślałam, jakie to szczęście, że wokół nie widzę ani jednego Jędrzeja snującego rozważania nad kontrskutecznością i honorem, a za to mnóstwo młodych ludzi, którym nic nie trzeba tłumaczyć. Było jak za czasów NZS-u i Ligi Republikańskiej.

    OdpowiedzUsuń
  22. @toyah
    A propos cnotliwych tchórzy:
    Tchórzem jest przede wszystkim ten, któremu brakuje cnoty męstwa. Owa cnota nie tyle zaś polega na odwadze (choć ta męstwu może towarzyszyć), co raczej na tym by trwać przy dobru i prawdzie także i wtedy, gdy jest z tym związany trud, wyrzeczenie czy niebezpieczeństwo.
    Zasadniczo męstwo powinno być w cenie, ponieważ jako jedna z cnót moralnych - jest zbawienna i społecznie użyteczna. Niestety, obecnie męstwo - podobnie jak mnóstwo innych cnót i wartości - jest przez wielu ludzi albo wyśmiewane, albo dlań niezrozumiałe. Dlaczego? Być może dlatego, że ludziom owym nie zależy na zbawieniu, a być może też dlatego, że ludzie mężni nie są obecnie w pewnych środowiskach cool, trendy czy jazzy. A może po prostu, istota problemu z męstwem polega na skarlałym duchu? Nie wiem...

    Tak czy inaczej, niektórym naszym biskupom - jak słusznie Pan napisał - brakuje męstwa. To bardzo bolesna konstatacja, wskazująca zresztą na to, że najwyżsi nasi Pasterze poddani są jakiejś wielkiej presji, a może nawet opresji (w teologii duchowości istnieje pojęcie "szatańskiej opresji" - tzn. szatańskiego nękania, wręcz ucisku). I wszystko wskazuje na to, że nie zawsze z owej opresji wychodzą zwycięsko. Czy owa klęska poniesiona w duchowej walce przez takiego czy innego biskupa, ma nas odepchnąć od Kościoła? W szatańskim zamyśle: oczywiście tak! (mój seminaryjny Ojciec Duchowny, nawiązując do scholastycznych dywagacji o ilości aniołów na główce szpilki mawiał, że największe zagęszczenie demonów na metr kwadratowy jest w seminarium duchownym, na każdym probostwie, oraz w pałacu arcybiskupim; dzieje się zaś tak dlatego, ponieważ z punktu widzenia złego ducha, nie ma większego sukcesu od doprowadzenia do duchowej choroby tego, który z takiejże choroby ma leczyć).

    Mam nadzieję, że ten trudny dla Kościoła i Polski czas minie.
    Bo to co dobre zawsze zwycięża, choć nie zawsze w każdym człowieku. Musimy liczyć się z tym, że niestety, niektórzy nasi biskupi wobec opresji współczesności trwale skapitulują. Ale trzeba mieć też nadzieję, że niektórzy - dzisiaj tchórzliwi - podniosą się i wykażą wielkim męstwem (nasza historia zna takie przypadki: exemplum kard. Ledóchowski).

    Nie chciałbym w szacownym gronie miłośników pańskiego bloga uchodzić za abstrakcjonistę, tym niemniej gorąco zachęcam do modlitwy w intencji naszych pasterzy.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Marylka
    Wiem. Dzieci mi relacjonowały. Myśmy zostali, ale one w trójkę są w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Don Paddington
    Chciałbym jakoś te Księdza słowa skomentować, ale boję się, że tylko coś spieprzę. Więc chyba tylko dołączę do apelu o modlitwę. To by była niespodzianka, gdyby mam się udało.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Toyah
    Cieszę się, że są i wciągają ten nowy wiatr.

    OdpowiedzUsuń
  26. @ toyah
    przepraszam, ze troche off topic, ale wczoraj pod Palacem sprzedawano ksiazke pt "Zamach w Smolensku". Znajduja sie w niej informacje nt. amerykanskich satelitarnych zdjec miejsca katastrofy. Wzmianke na ten temat zamiescila "Gazeta Warszawska". Jesli te informacje sa prawdziwe, to... chyba mamy jasnosc w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Przepraszam wszystkich, że tak długo nie odnosiłem się do Waszych słów, ale też słuchałem wystąpienia Pana Prezesa i innych osób, a wieczorem nie mogłem chyba z przyczyn technicznych dokonać wpisu.
    Chciałem zwrócić uwagę, że autor (m. in. w słowach tytułu artykułu) nie wykazał się nadmiarem wyczucia i wrażliwości w tych ważnych i trudnych dla Nas wszystkich dniach. Opisał w jaki sposób obrażano naszego poprzedniego Pana Prezydenta i jednocześnie sam to robi w innej części artykułu w odniesieni do innych ludzi. Ja osobiście nie czuję się urażony i z góry dziękuję (@Orjan), że mogę z Wami wymienić tutaj swoje myśli. Jeżeli to miejsce może służyć do wymiany poglądów to po prostu napisałem o moich spostrzeżeniach.
    Myślałem, że po tym jak bardzo selektywnie potraktował moją wypowiedź autor wyciągając z niej jedynie dwa słowa i stwierdzając, cyt.: „To ja już może na tym skończę” przyjąłem Jego deklarację w dobrej wierze i stąd moje słowa o honorowym wyjściu - brak moich dalszych wpisów. Skoro jednak nie skończył i dokonał następnych wpisów to ja też postarałem się odnieść do innych zawartych w tym artykule treści i wpisów innych uczestników dyskusji. Polecając równocześnie Szanownemu Gremium wysłuchanie wypowiedzi w przedmiotowej sprawie np. Pana Jacka Sasina.

    OdpowiedzUsuń
  28. c.d.

    O honorowym postępowaniu mogę napisać tyle jeszcze, że przede wszystkim trzeba posiadać tzw. „zdolność honorową” wg. Polskiego Kodeksu Honorowego Boziewicza. W tym kontekście przykładem jest mój przyjaciel Kozik, i Jego wpis o mojej osobie na tym forum – mógł przecież się nie przyznawać, że mnie zna (mam nadzieję, że nie narażam Go na ostracyzm z Waszej strony moimi wpisami w kontekście „dochodzenia” Kim jest ów imć tajemniczy jego mość Jędrzej ;-)) Nie odmawiam oczywiście zdolności honorowej innym osobom tutaj – nie chce być źle zrozumiany.
    W odniesieniu do całości artykułu też chciałbym przywołać słowa Św. pamięci Jana Pawła II. tak jak zrobił to inny z wpisujących cyt.: „Jeden drugiego brzemiona noście - to zwięzłe zdanie apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność - to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy "brzemię" dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej - rosną zbyt ciężkie brzemiona. I rozkład tych brzemion narasta w sposób nieproporcjonalny. Gorzej jeszcze: gdy mówi się: naprzód "walka" - choćby w znaczeniu walki klas - to bardzo łatwo drugi czy drudzy pozostają na "polu społecznym" przede wszystkim jako wrogowie. Jako ci, których trzeba zwalczyć, których trzeba zniszczyć. Nie jako ci, z którymi trzeba szukać porozumienia - z którymi wspólnie należy obmyślać, jak "dźwigać brzemiona". "Jeden drugiego brzemiona noście".
    Specjalnie dedykuję te słowa Panu Prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu.

    OdpowiedzUsuń
  29. Nadmieniam, że słowa o Solidarności są mi szczególnie bliskie ponieważ pochodzę
    z Trójmiasta a mój już nieżyjący Tato o mało co nie ucierpiał jako marynarz idąc do pracy na Gdyni Stoczni w latach 70-tych. Natomiast ja jako młody chłopak przeżyłem sprawdzanie przez ZOMO i MO w autobusach i tramwajach w Gdańsku kto ma brudne ręce od rzucania kamieni w czasie rozruchów.
    P.S. Koziku mój Przyjacielu ;-) napisz mi proszę jak polemika może być kontr skuteczna. Wymiana myśli naszych poglądów nie może i nie powinna być taka bo sama w sobie jest sporą wartością.
    Szanowna Pani Marylko,
    faktycznie nie było mnie w dniu dzisiejszym o 16:00 na Krakowskim Przedmieściu w Naszej Stolicy, jeżeli to Pani przydało szczęścia to ja cieszę się Pani szczęściem. Jednakże kiedy się poruszam to nie snuję się staram się raczej twardo stąpać po ziemi a to z kolei jest źródłem szczęścia dla mnie. Też mam się jeszcze za stosunkowo młodego człowieka a tacy są ciekawi innych poglądów. Jestem też zdania, że jak mówi tytuł znanego programu „Warto Rozmawiać” z braku konieczności tłumaczenia różnych aspektów naszego życia czy to młodym czy starszym osobom nie czynił bym cnoty.
    Pozdrawiam,

    Jędrzej I.
    / wpis musiałem umieścić w częściach z powodu ograniczonej liczby znaków/

    OdpowiedzUsuń
  30. @Jędrzej

    To wszystko bardzo ładne jest, ale ta papieska wizja solidarności zawiera aksjomat wzajemności.
    (On jest wypowiedziany w tym zwrocie: "Jeden drugiemu")

    Wzajemność to takie coś co przysługuje każdemu. Jarosławowi i najmarniejszemu nawet pisowcowi też.
    Wzajemność polega z grubsza na tym, że mojemu świadczeniu odpowiadać ma świadczenie dla mnie. Inaczej mówiąc, jeżeli ja kogoś wyrżnę w policzek, to mam prawo się spodziewać, że sam w pysk dostanę.

    Nie powinienem się zaś spodziewać a zwłaszcza wymagać, że ten wyrżnięty podstawi drugi policzek a ręce opuści.
    Owe ewangeliczne nadstawianie drugiego policzka wcale nie jest bowiem pomyślane dla komfortu nieprawego napastnika.

    Teraz wypadałoby do tego schematu podstawić faktyczne osoby rozgrywającego się w naszym kraju dramatu i zapytać:

    "Czyżbyś naprawdę uważał, że stroną napastującą jest ten Jarosław, albo jego stronnicy?

    Czyżby to szemrane peło już nawet spokojnie żryć nie mogło z powodu obicia mu nadstawianych drugich policzków? A może zła jest, bo już jom rence bolom?

    Zrób jakiś remanent i daj znać.

    PS: Rosja od Polaków też nic nie wymaga, oprócz siedzenia cicho i stulenia mordy.

    OdpowiedzUsuń
  31. Witam,
    1. Cieszę się, że zgadamy się iż słowa Naszego Papieża Jana Pawła II i Jego wizja solidarności jest wg. Pana bardzo ładna.
    2. Dla mnie słowo wzajemność jest jasne, ale dziękuję za jego egzegezę szczególnie w kontekście aksjomatu. Z definicji ma do niej prawo każdy (prezesi partii, ich członkowie i inni obywatele tacy jak moja skromna osoba).
    3. Proponuję, żeby Jego słów nie traktować wyrywkowo. Ze słów „Jeden drugiemu” wynika o wiele mniej niż kiedy spojrzymy odrobinę szerzej i zacytujemy „Jeden drugiemu brzemiona noście”. Pozwolę sobie poddać w wątpliwość, że kiedy były one wypowiadane autor myślał o tego rodzaju wzajemności cyt.: „Inaczej mówiąc, jeżeli ja kogoś wyrżnę w policzek, to mam prawo się spodziewać, że sam w pysk dostanę” raczej o wzajemnej pomocy i niewiele ma to wspólnego z ewangelicznymi prawdami o nadstawianiu drugiego policzka (jednocześnie przyznaję się, że moją edukację religijną ukończyłem tylko na poziomie świadectwa dojrzałości). Abstrahując jestem przeciwnikiem używania takiego języka między kulturalnymi ludźmi to samo tyczy się cyt.: „Czyżby to szemrane peło już nawet spokojnie żryć nie mogło z powodu obicia mu nadstawianych drugich policzków? A może zła jest, bo już jom rence bolom? ”, „stulenia mordy” i odpuszczę sobie odnoszenie się do tak sformułowanych myśli.
    4. Nasza żałoba nie powinna być czasem „nadstawiania policzków” a raczej właśnie „Jeden drugiemu brzemiona noście”.
    5. Jestem sceptycznie nastawiony do podstawiania jakichkolwiek osób do jakichkolwiek schematów.
    6. Jestem pod ogromnym wrażeniem próby wprowadzenia mnie na „grząskie pole” zapytaniem : "Czyżbyś naprawdę uważał, że stroną napastującą jest ten Jarosław, albo jego stronnicy?” każdy słyszał Jego wczorajsze słowa i potrafi sam wyciągać wnioski i ile miały one wspólnego ze słowami Jana Pawła II (na, które sam Pan Prezes powoływał się niejednokrotnie) o:
    Solidarności,
    nigdy jeden przeciwko drugiemu,
    o noszeniu brzemion,
    nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej - rosną zbyt ciężkie brzemiona.

    Warto na nowo je przemyśleć, przypomnieć sobie zwłaszcza w kontekście zbliżającej się beatyfikacji Naszego Papieża.

    Serdeczne pozdrowienia,

    Jędrzej I.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Jędrzej

    Ja językiem posługuję się świadomie. Jeśli ja rżnę kogoś w policzek to moja twarz staje się pyskiem, choć MOJA ci jest.

    I tak dalej. Język powinien bowiem oddawać wartość. Jeśli nie, to kłamliwy jest. A kulturalny jest tylko pozornie.

    Zwróć przy tym uwagę, że sam siebie użyłem jako punktu odniesienia.

    Zapraszałem Ciebie do remanentu. W tym celu prowokacyjnie użyłem tego "szemranego peło", itp. według wartościowania, które wyjaśniłem wyżej.
    Zgubiłeś jednak sens, który nawiązywał do pełowskiego trudu obijania policzków Jarosława. Jak zaś już wyjaśniłem, bijącemu chamowi wersal się nie należy.

    Co do wczorajszych słów Jarosława, to verba non sunt verbera. Po drugie statystyka jest na razie taka, że Jarosław (i m.in. ja u jego boku) przegrywamy ok. 100 do zera licząc tu tylko wielkie punkty.

    Wyraźnie uchyliłeś się od oceny, kto tu za co odpowiada. Lecz zdradza Ciebie użycie określenia "grząskie pole". A dlaczego grząskie? Dla sprawiedliwych nie ma grząskiego pola. Czyżbyś tej prawdy nie posiadł, czy może wręcz przeciwnie?

    Ja myślę, że już mam dosyć tej wymiany poglądów. Już wiem, co miał na myśli Kozik.
    Zdradzę Ci przy tym, że gdy słyszę np. Gowina, to zmieniam program. Fałszywy bełkot mnie nudzi. A co fałszywe, to jest bełkotem choćby w nie wiem jak ładne słowa ubrane.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Tadeusz1965
    A co z tymi zdjęciami?

    OdpowiedzUsuń
  34. Polecam tym, co zdecydowanie wolą korzystać z wielu źródeł, także oglądać i słuchać, zamiast czytać innych teksty, bądź wpisy nie zawsze rozważne, roztropne i całkiem obiektywne.
    http://www.youtube.com/watch?v=WOu6uLIc4do&feature=feedwll&list=WL

    OdpowiedzUsuń
  35. Witam ponownie ;-)
    - Cyt. : „Ja językiem posługuję się świadomie”.
    Odp. 1: Szanowny Panie ani przez chwilę nie miałem poczucia, ani wrażenie, że w najmniejszym stopniu posługuje się Pan językiem bez świadomości.
    - Cyt.: „Jeśli ja rżnę kogoś w policzek to moja twarz staje się pyskiem, choć MOJA ci jest.”
    Odp. 2: Mogę zgodzić się z w/w tezą z małym zastrzeżeniem. Dla mnie oczywistą oczywistością (żeby przywołać klasyka) jest to że każdy o swojej twarzy może myśleć jak chce to jego prywatna sprawa bo JEGO ona jest. Inaczej ma się sprawa z „rżnięciem kogoś w policzek” to już jest sprawa relacji dwóch osób. Tak czy inaczej używanie takich zwrotów w rozmowie czy we wpisach (wszyscy mają do nich dostęp i świadczą o autorze) nie uważam za retorykę najwyższych lotów a odbiorca może nie czuć się zbyt komfortowo. Jestem także zdania, że jeżeli ja rozmawiałem z Panem tutaj w sposób cywilizowany to myślę, że mogę liczyć na wzajemność, którego to pojęcia egzegezę sam Pan przeprowadził we wcześniejszych wpisach. Proponuję nie zapominać o maksymie „ Nie tylko czyny świadczą o człowieku, ale i słowa ponieważ mogą ranić dwójnasób” i przypomnieć sobie w jej kontekście poprzedniego Pana Prezydenta. „Inaczej - rosną zbyt ciężkie brzemiona”, rośnie spirala negatywnych emocji, słów, zachowań.
    - Cyt.: „I tak dalej. Język powinien bowiem oddawać wartość. Jeśli nie, to kłamliwy jest. A kulturalny jest tylko pozornie”.
    Odp. 3: Nie wiem co miał Pan na myśli pisząc „I tak dalej”. Zgadzam się, że język powinien oddawać wartości. Jednak różni ludzie mają różne wartości i np. ja do tej pory uczę się jak je szanować, poznawać, rozumieć i nie oceniać stosując uproszczenia. Nie przychodzi mi to łatwo. Używanie takich zwrotów jak omówione przeze mnie w odp. 2 nie wiem czy niosą ze sobą jakieś wartości. Może tak. Mam nadzieją, że nie traktuje Pan moich wypowiedzi jako pozornie kulturalnych.
    - Cyt.: „Zwróć przy tym uwagę, że sam siebie użyłem jako punktu odniesienia.”
    Odp. 4: Jak najbardziej zwróciłem uwagę na, że sam siebie Pan użył jako punktu odniesienia.
    - Cyt.: „Zapraszałem Ciebie do remanentu. W tym celu prowokacyjnie użyłem tego "szemranego peło", itp. według wartościowania, które wyjaśniłem wyżej.”
    Odp. 5: Przyjmuję zaproszenie. Zdaje sobie sprawę z prowokacyjnego tonu tej wypowiedzi, ale jakie wartości niesie ze sobą prowokacja? To pozostawiam do rozstrzygnięcia w Pana Sercu. I właśnie ten element prowokacji opisałem jako „grząskie pole”. Tę samą intencję dostrzegłem w pytaniu: „Czyżbyś tej prawdy nie posiadł, czy może wręcz przeciwnie?” ponieważ próbuje mnie postawić w jakimś podejrzeniu (świadczy o tym słowo: Czyżbyś ?), wstawić w jakiś schemat i spolaryzować moją osobę w oczach czytających ten blog - czego wolałbym uniknąć bo jestem zwykłym obywatelem.
    A pierwsza taka próba we wcześniejszych wpisach "Czyżbyś naprawdę uważał, że stroną napastującą jest ten Jarosław, albo jego stronnicy?” do tego odniosłem się powyżej w pkt. 6 wypowiedzi z dn. 11.04.2011 r.
    - Cyt.: „Zgubiłeś jednak sens, który nawiązywał do pełowskiego trudu obijania policzków Jarosława. Jak zaś już wyjaśniłem, bijącemu chamowi wersal się nie należy.”
    Odp. 6: Staram się uważnie czytać, to co Pan pisze. Być może mi coś umknęło za co przepraszam. Zrozumiałem, że jedną ze stron jest Pan Prezes Jarosław Kaczyński, ale nie wiem kto jest owym „bijącym chamem” któremu to Wersal (nazwa własna) się nie należy.

    OdpowiedzUsuń
  36. c.d.
    - Cyt.: „Co do wczorajszych słów Jarosława, to verba non sunt verbera. Po drugie statystyka jest na razie taka, że Jarosław (i m.in. ja u jego boku) przegrywamy ok. 100 do zera licząc tu tylko wielkie punkty.”
    Odp. 7: Zrozumiałem chociaż nie jestem zbyt biegły w łacinie. Będę wdzięczny za pokierowanie mnie gdzie znajdę ową statystykę, jej wyniki. Do tej pory nie wiedziałem, że mam do czynienia z tak bliskim współpracownikiem Pana Prezesa tym bardziej mi przyjemnie. Myślę, że poczucie przegranej jest związane z wewnętrznym przekonaniem danej osoby. Nie można się zniechęcać. Jeżeli ktoś jest przekonany do swoich poglądów ma prawo do ich głoszenia i zdobywania zwolenników dopóki robi to w cywilizowany sposób i nie są one krzywdzące dla innych.
    - Cyt.: „Wyraźnie uchyliłeś się od oceny, kto tu za co odpowiada. Lecz zdradza Ciebie użycie określenia "grząskie pole". A dlaczego grząskie? Dla sprawiedliwych nie ma grząskiego pola. Czyżbyś tej prawdy nie posiadł, czy może wręcz przeciwnie?”
    Odp. 8: Do orzekania kto za co odpowiada w każdym kraju są Sądy. Moje poglądy staram się prezentować wprost ciężko mi powiedzieć dlaczego odbiera je Pan w kategoriach zdrady. Odnośnie mojego stwierdzenia „grząskiego pola” odsyłam do wcześniejszej Odp. 5. Nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem sprawiedliwy pozostawiam to do czasu Sądu Ostatecznego. Mam sporo wad i słabości z którymi staram się walczyć o tym czy skutecznie to robiłem też dowiem się już nie na tej Ziemi.
    - Cyt.: „Ja myślę, że już mam dosyć tej wymiany poglądów. Już wiem, co miał na myśli Kozik.”
    Odp. 9: Jeżeli ma Pan dosyć to oczywiście szanuję Pana wolę i nie będę się naprzykrzał. Odnoszę się do tego wezwania z taką samą atencją jak do stwierdzenia „To ja już może skończę” autora powyższego artykułu. Chylę czoła przed umiejętnościami czytania w myślach mojego kolegi.
    - Cyt.: „Zdradzę Ci przy tym, że gdy słyszę np. Gowina, to zmieniam program. Fałszywy bełkot mnie nudzi. A co fałszywe, to jest bełkotem choćby w nie wiem jak ładne słowa ubrane.”
    Jestem wdzięczny za zdradzenie swojej tajemnicy dot. Pana Jarosława Gowina (mam nadzieję że myślimy o tej samej osobie i że użycie jego imienia nie rozsierdzi nikogo tutaj). Każdy ma prawo używać TV i pilota wedle upodobań. Co do słów „fałszywy bełkot” to widzę że bardzo trudno jest Panu wyjść z dotychczasowej konwencji. Bo co ze WZAJEMNOŚCIĄ? Jak by poczuł się Pan i członkowie PiS-u gdyby o słowach Pana Prezesa Jarosława Kaczyńskiego ktoś powiedział „fałszywy bełkot”- myślę, że źle, ja także - bo nie można mówić o Prezesie największej partii opozycyjnej w taki sposób (nawet gdyby hipotetycznie ktoś miał rację) tak się po prostu nie godzi i vice versa nie powinno się tak mówić w odniesieniu do Posła RP (i nie ważne z jakiej partii politycznej by był) tak się po prostu nie godzi. Sprowadzamy wtedy dyskusję na bardzo niski poziom a to nigdy nie służy porozumieniu nie wspominając o przeżywaniu wspólnie żałoby o czym omawiany artykuł traktował.
    Z poważaniem,

    Jędrzej I.

    OdpowiedzUsuń
  37. no i znalazł sobie rzeźnia nr 5 nowe miejsce.........

    OdpowiedzUsuń
  38. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  39. @Jędrzej

    Kochanieńki, idź trenuj z kim innym. Już Ci dałem do zrozumienia, że podobne wygibusy mnie nudzą.

    Po prostu nudzą.

    Pływasz w jakichś sofizmatach wyjaśniających jakieś urojenia, czy pływasz cholera wie w czym wyjaśniającym organy wiedzą co. Ok, Twoja sprawa.

    Gdy brak Ci argumentu, to chowasz się za udawanym brakiem swojej orientacji lub zrozumienia, liczysz słowa, dzielisz przez jakieś cretinum continuum...
    Mówię tu, że "udawanym", bo nie chcę Ciebie obrażać przypuszczeniem mniej korzystnym. Zważ jednak, że nawet najlepsze wykształcenie, to nie wiedza, a tym bardziej jeszcze nie mądrość.

    POkrywasz to nawoływaniem do jakiejś kultury, lecz udajesz, że nie rozumiesz, iż podstawą kultury jest prawda i szacunek dla niej. Ogólnie biorąc, nie dąży do prawdy, kto nie ma dla niej szacunku!

    Kultura należy do świata dżentelmenów. Poza nim jest tylko sublkutura. Wystarczy obejrzeć obecny, rządzący nurt polityki i dyskusji.

    I co tam widzimy? Samą tandetę, śmieci i strojąca się w nie rozwydrzoną hołotę. Bosch (Hieronim, a nie pralka).
    Tyle ja widzę, a co Ty widzisz?

    Przy okazji, nie pociąga Ciebie czasem jakaś oryginalność, żeby się osobiście wznieść ponad bełkot* rozpowszechniony dla głupców według zadanego z zewnątrz know-how ?

    O, przepraszam, miałem już nie pytać.

    Na koniec wyjaśniam Twoje śledcze wyobrażenia: Nie byłem i nie jestem aktywistą Jarosława, ani PiS. Nie jestem także jego osobistym wielbicielem. Ale zawsze stawałem i stanę po stronie Ojczyzny. A Ty?

    Obecnie oznacza to stanięcie po stronie Jarosława. Także po stronie prawdy i sprawiedliwości. Ja tak uważam.

    Natomiast co do zdawania się w ocenach na prawo, czy na sądy, to jest taki pogląd, że kto zasłania się samym prawem, ten na pewno jest łajdakiem.
    Możliwe, że jest to jedno z tzw. praw Murphy'ego, ale coś za często się sprawdza. Popatrz po szeregach rządzących.

    Naprawdę odpisuję tutaj z wysiłkiem jaki sprawia postawienie uprzejmości ponad nudą. Dlatego odpisuję ostatni raz. Mi wystarczy.

    -----
    */ definicja u Bocheńskiego.
    Natomiast definicja osoby przegranej jest u Piłsudskiego, ale Ciebie zmartwi.

    OdpowiedzUsuń
  40. Witam ;-)
    Kochanieńki, idź trenuj z kim innym. Już Ci dałem do zrozumienia, że podobne wygibusy mnie nudzą. Po prostu nudzą.
    - Ja pozostanę przy dotychczasowy poziomie spoufałości. Nie biorę do siebie Pana „protekcjonalnego” tonu odnoszącego się do mnie i zwracania się „per Ty”. To kolejny dobry przykład zrozumienia przez Pana słowa: wzajemność. (DW jestem orientacji hetero). Nie ma przymusu dokonywania wygibasów to Pana problem cokolwiek miał Pan na myśli.

    Pływasz w jakichś sofizmatach wyjaśniających jakieś urojenia, czy pływasz cholera wie w czym wyjaśniającym organy wiedzą co. Ok, Twoja sprawa.
    - Może powinien się Pan bardziej skoncentrować w trakcie czytania. Odnoszę się do Pana wywodów jeżeli to są urojenia – no cóż. Jestem zbudowany pozytywną zmianą języka dot. („wyjaśniającym organy wiedzą co”).

    Gdy brak Ci argumentu, to chowasz się za udawanym brakiem swojej orientacji lub zrozumienia, liczysz słowa, dzielisz przez jakieś cretinum continuum...
    - Każdy ma taki sposób argumentacji na jaki go stać. Spotkałem się już z taką sytuacją, że gdy komuś brakuje uzasadnienia dla swoich słów. Odcina się stwierdzeniem „Gdy brak Ci argumentów” tzw. podwójna negacja.

    Mówię tu, że "udawanym", bo nie chcę Ciebie obrażać przypuszczeniem mniej korzystnym. Zważ jednak, że nawet najlepsze wykształcenie, to nie wiedza, a tym bardziej jeszcze nie mądrość.
    - Jestem autentycznie wdzięczny i wzruszony za nie obrażanie mnie. Wiedza może wynikać z wykształcenia lub
    z doświadczenia. Natomiast mądrość to jak, kto wykorzystuje wykształcenie i wiedzę. Są pewnie jeszcze inne teorie.

    POkrywasz to nawoływaniem do jakiejś kultury, lecz udajesz, że nie rozumiesz, iż podstawą kultury jest prawda i szacunek dla niej. Ogólnie biorąc, nie dąży do prawdy, kto nie ma dla niej szacunku!
    - PiSałem o kulturze Pana języka i dziękuję, że się Pan zreflektował w słowach o „organach” mógł Pan napisać przecież o wiele dosadniej, ale zorientował się Pan, że nie świadczyło by to nienajlepiej o Pana osobie. Staram się pisać prawdę i odnosić się do Pana z szacunkiem.

    Kultura należy do świata dżentelmenów. Poza nim jest tylko sublkutura. Wystarczy obejrzeć obecny, rządzący nurt polityki i dyskusji. I co tam widzimy? Samą tandetę, śmieci i strojąca się w nie rozwydrzoną hołotę. Bosch (Hieronim, a nie pralka).
    Tyle ja widzę, a co Ty widzisz?
    - Odnośnie kultury całkowicie podzielam Pana pogląd. Chociaż subkultury zawsze będą i tez muszą mieć szanse wypowiedzenia się. Co do rządzącego nurtu polityki i dyskusji to oczywiście zawsze można wyobrazić sobie lepszy Rząd i lepszy poziom dyskusji mniej tandety (nie zgadzam się co do śmieci i hołoty). Fakty są takie (dżentelmeni o nich nie muszą dyskutować) jeżeli ma Pan z nimi problem to proszę: Były wybory, został wybrany Rząd no i rządzi. Gdyby nie miał większości to by nie rządził. Nie ma co się obrażać na rzeczywistość. Jak najbardziej mamy prawo go krytykować. Takie mamy społeczeństwo, którego emanacją jest Sejm a Jego Rząd. Niedługo będą wybory i będzie szansa na zmianę jeżeli tak zadecydują wyborcy. (Ależ Pan potrafi być sympatycznie uszczypliwy ;-) licząc na to, że zajrzę do pralki). Nie sądzę w odniesieniu do władzy, że kiedyś było o wiele lepiej lub o wiele gorzej. Mamy taką klasę polityczną jaką mamy. Można też startować samemu i próbować dokonywać zmian.

    Przy okazji, nie pociąga Ciebie czasem jakaś oryginalność, żeby się osobiście wznieść ponad bełkot* rozpowszechniony dla głupców według zadanego z zewnątrz know-how ?
    - Oczywiście zawsze jestem otwarty na nowe poglądy i informacje z wielu źródeł.
    O, przepraszam, miałem już nie pytać.
    - Odpowiedź: j.w.

    OdpowiedzUsuń
  41. c.d.

    Na koniec wyjaśniam Twoje śledcze wyobrażenia: Nie byłem i nie jestem aktywistą Jarosława, ani PiS. Nie jestem także jego osobistym wielbicielem. Ale zawsze stawałem i stanę po stronie Ojczyzny. A Ty?
    - Przeczytałem tylko to co Pan napisał („i m.in. ja u jego boku”) wątpię żeby to obrazowało moje „śledcze wyobrażenia” i to nie zmienia faktu że jest mi miło wymieniać poglądy. Jako harcerz składałem przyrzeczenie przed 89 r.
    „ Mam szczerą wolę
    całym życiem pełnić służę Bogu i Polsce
    nieść chętną pomoc bliźnim
    i byś posłusznym Prawu Harcerskiemu”.
    podczas gdy oficjalne słowa w drugim wersie ówczesnej Książeczki Harcerskiej brzmiały „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”
    i to jest moja odpowiedź na pytanie: „A Ty?”

    Obecnie oznacza to stanięcie po stronie Jarosława. Także po stronie prawdy i sprawiedliwości. Ja tak uważam.
    - Jak najbardziej szanuję takie podejście odwagę w bronieniu swoich poglądów.

    Natomiast co do zdawania się w ocenach na prawo, czy na sądy, to jest taki pogląd, że kto zasłania się samym prawem, ten na pewno jest łajdakiem.
    - Ja nie czuję się łajdakiem i jest to z Pana strony myślę zbyt daleko idące uproszczenie. Do rozstrzygnięcia sprawy o której rozmawialiśmy powołany jest Sąd. I trudno powiedzieć żeby to byli łajdacy.
    Możliwe, że jest to jedno z tzw. praw Murphy'ego, ale coś za często się sprawdza. Popatrz po szeregach rządzących.
    - Szanowsny Panie tutaj chyba nie ma mądrych. Jedna strona będzie mówiła o zbyt często sprawdzającym się prawie Murphy'ego a adwersarze o spiskowej teorii dziejów. Jak wspomniałem mamy odpowiednie instytucje to oceny różnych zdarzeń w naszym kraju. Do tego my jako wyborcy, w dalszej perspektywie historia i wiadomo Kto na końcu.

    Naprawdę odpisuję tutaj z wysiłkiem jaki sprawia postawienie uprzejmości ponad nudą. Dlatego odpisuję ostatni raz. Mi wystarczy.
    - Doceniam Pana wysiłek intelektualny. Jestem wdzięczny za Pana wewnętrzną walkę między nudą i uprzejmością może się to przyczynić do wewnętrznego rozwoju. Przyjmuję do wiadomości Pana deklarację „Mi wystarczy”.
    Z poważaniem,
    Jędrzej I.

    OdpowiedzUsuń
  42. Witam ;-)

    "Kiedy nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie. Stanisław Słonimski" (1853 - 1916). Nooo...także tego...fajnie było.

    Bez poważania, ;-)

    Jędrzej I.

    OdpowiedzUsuń
  43. Są rozmowy prowadzące do poczucia bezradności, jak np. ze Świadkami Jehowy. Przyjemności żadnej, pożytku intelektualnego zero, a tylko obcowanie z człowiekiem-magnetofonem.
    I ta upierdliwość. Mówisz: OK, dosyć! A jego to tylko nakręca. Nie rozumie, że kultura, to m.in. umiar. Gdy dwie osoby nie chcą na raz, to wcale nie ambaras, lecz po prostu molestowanie.

    Świadkowie próbują rozpowszechniać jakąś treść; przynajmniej takie przekonanie manifestują. Natomiast drażniące i ostatecznie odpychające jest u nich stwarzanie pozorów dyskusji. Proszą o rozmowę, ale zamiast niej włączają „ludzki magnetofon”. To wyraźne nadużycie uprzejmości i wtedy prawo powinno pozwalać postąpić według kulturowo akceptowanego patentu Skrzetuski-Czapliński.

    Teraz, w polityce i okolicach wytworzyła się jakaś wyższa (w stosunku do Świadków) forma rozwojowa. Egzemplarzowe osobniki każdy może rozpoznać w telewizji: martwa, krętko-blada, cyniczna twarz, w rysach wysiłek myślowy. I te dwa warianty wyrazu oczu: pustka, albo „chitrość”.
    W pierwszym wariancie przeważa koncentracja w głąb siebie: „oj, tylko nie odpaść od tekstu ostatniego SMS’a, czy od innej smyczy”. W drugim, przeważa koncentracja na filowaniu, skąd kamerują i kto obok przechodzi, bo może "frukta" niesie, albo zabiera (Dżizas!).

    Spod tych samolubnych masek żadna indywidualna treść nie wychodzi, tylko jakieś skoncentrowane na sobie „mymłony”. Poza tym, tylko ustne odgrywanie tych SMS’ow we własnych interpretacjach aktorskich. To zaś sprawia, że spikerzy platfusów są nudni jak ci Świadkowie. I są tak samo upierdliwi. Ratunek jest jeden: remote control pod ręką z wyraźnie oznaczonym klawiszem mute.

    Ale nawet pod dachówki MWzWM, rozprzestrzeniła się już wiedza, że natura abhorret vacuum (przyroda próżni nie znosi). Brak treści trzeba więc czymś wypełnić. W tej właśnie POtrzebie wynaleziono formę dyskusji formalnej, ograniczonej do POwoływania się na kulturę i/lub na prawo. Taką właśnie formą wypełnia się brak treści, m.in. w wariantach:

    - prymitywnym, inaczej zwanym „wagi Muszej”, poprzez wstawienie pseudo treści, np. p.t. „niezła laska”. Prymitywnym dlatego, bo przedmiot dodany nie może przecież przerastać kryteriów jego doboru.

    - "chamówy", przez np. wskazywanie standardów kultury przy obrzucaniu kogoś Gownem, gdzie stosuje się mniej więcej taki poziom kultury i ogłady, jak zawarty w nienagannej uprzejmości pozdrowienia słowami: „członek Panu w odbytnicę”.

    - „na wdowę” - ostatnio podaż jest większa. Póki jedne, podręczne wdowy zbierają siły po ogłuszeniu tablicą, pod ręką jest np. wdowa poety. Zupełnie, jakby On do niej był pisał, powierzył jej prawo egzegezy, albo troskę z pomocą michnikoidów o swoje dobre imię.
    I nagle okazuje się nieważne, czy „zostali zdradzeni w określonej porze doby” ®. Ważne by „poeta nie pamiętał” ®. Wymaganie takie zgadza się z „tryndem” na wynarodowienie poprzez ,m.in., eliminację tzw. kodów kulturowych i upierdliwe ich POdmienianie na subkulturowe.

    I tak dalej. Natomiast w naprawdę ostatecznej potrzebie zawsze można zastosować tzw. „chwyt Jędrzeja” ®. Polega na kierowaniu odbioru treści w stronę skojarzeń seksualnych i podobnych. Przykłady z szerszego obiegu są znane, więc szkoda je podtrzymywać. Dlatego pozostanę przy przykładzie z tutejszego blogu.

    Oto w miarę mojego odcinania się od coraz bardziej pozbawionej meritum dyskusji, mój dyskutant chyba coś naciągnął na głowę i zaczął manifestować określone skojarzenia. Intensywność sprawiła, że poczułem się nie dyskutowany, lecz molestowany. W trosce o człowieka, oględnie, aby nie powodować dalszych wskazałem mu kierunek na specjalistę (bez określania jakiego!).

    I co dostałem w odpowiedzi? Otóż mój molestant zarzucił mi nieprzyzwoitość. To już do tego tolerancja doszła? Trzeba się posłusznie schylać nawet przed byle blogowym molestantem?

    OdpowiedzUsuń