poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Zrób to sam, czyli jak zostać kurwą

Kiedy doszła do mnie pierwsza, jakże sensacyjna i budująca jednocześnie, wiadomość, że władze rosyjskie udzieliły swej łaskawej zgody, by rodziny poległych w Smoleńsku mogły jednak podejść do strzępów polskiego samolotu, oczywiście byłem dumny i szczęśliwy. Jednocześnie jednak wiedziałem, że jakąś cenę za tę uprzejmość trzeba nam będzie zapłacić. W końcu, coś za coś, czyż nie? Dziś już wiem zarówno ja, jak i cała Polska, że ceną tą okazało się usunięcie oryginalnej tablicy ze słowem ‘Katyń’ i z krzyżem ze smoleńskiego obelisku i wstawienie tam innej. Lepszej, ładniejszej i bardziej adekwatnej. A więc, chyba nie jest najgorzej. A może nawet jest lepiej. Bo skoro ładniejszej, to na cóż tu narzekać? Kiedy nasz prezydent Komorowski w dziś, już za chwilę, spotka się na tym miejscu kaźni ze swoim serdecznym kolegą Miedwiediewem i się uścisną, pamiątkowa fota, którą ktoś im z pewnością strzeli, będzie z pewnością bardziej w stylu.
Ktoś powie, że owszem – panowie prezydenci będą mieli sytuację znacznie bardziej komfortową, natomiast należy też pomyśleć o wrażliwości samych rodzin, które mogą się tu, w tej nowej sytuacji, poczuć nie do końca na miejscu. No ale musimy też pamiętać, że to właśnie ich interes został tu, że tak powiem, utargowany. To one w końcu – te rodziny – chciały dotknąć wraku. No i dotknęły. Niech się więc cieszą. Jest jednak jeszcze coś, o czym nie wolno zapominać. Jak czytałem we wcześniejszych zapowiedziach, w planie zwiedzania wraku było też ustawienie zniczy w kształcie krzyża. To ja tym razem już bardzo przepraszam. A niby z jakiej okazji ten kolejny krzyż? Co to za dziwne pomysły? To niby miały być już dwa krzyże? Jeden na ziemi, a drugi na tablicy. A to szanowni państwo nie wiedzą, że miejsce krzyża jest w kościele? Naprawdę, apelujmy o opamiętanie.
Myślę wciąż o tej zamianie, i jak bym nie liczył, to wciąż mi wychodzi, ze jesteśmy dalej na plusie. No bo zastanówmy się, jaką korzyść mają Rosjanie z tego, że się z nami muszą wciąż zadawać. Przecież nawet ta zmieniona już tablica, to dla nich wyłącznie kłopot, zwłaszcza że nie należy zapominać, że ta zamiana z ich punktu widzenia, jest taka sobie. W końcu wzięli jedną, a dali dwie. Czyż nie? W dodatku, nie należy zapominać, że sam proces zamiany to też nie była dla nich taka wielka przyjemność. Trzeba było w nocy wstać, leźć tam na to lotnisko po śniegu, w mrozie, jedną odkręcać, dwie nowe przykręcać, a kto wie, czy w ogóle były jeszcze za to jakieś pieniądze. A my? Przecież sam zaszczyt i przyjemność spotkania się z prezydentem Rosji starczy za wszystko. Samo to jest czymś tak pięknym i ważnym, że nawet gdyby się nie dało pomacać wraku, i tak nie można by narzekać. Przecież prezydent Miedwiediew to nie byle kto. I sławny, i zapracowany, i przecież w tym czasie, zamiast ściskać się z naszym Bronisławem Komorowskim, mógłby robić sto innych, ciekawszych i bardziej inspirujących rzeczy.
No i wreszcie, sama przyjaźń. Dwadzieścia lat czekaliśmy na to, żeby Rosja znów zechciała uznać Polskę za prawdziwego druha. I skoro wreszcie ten czas nadszedł, naprawdę nie powinniśmy marudzić. Zwłaszcza że nie ma o co. Jakaś tablica? A cóż nam tablica? Raz jest, raz jej nie ma. Raz ta, raz inna. Doprawdy…
Prezydent Komorowski jest już w Rosji. Matko jedyna! Jaka to piękna wiadomość! Przyleciał samolotem do Moskwy, został tam powitany jak prawdziwy przywódca, a kto wie, czy nie dostał coś do jedzenia. Teraz jedzie piękną czarną limuzyną prosto do Katynia. Ileż w tej wyprawie wspanialej symboliki! A tam już czekają na niego wypróbowani przyjaciele, a wśród nich i on. Prezydent Miedwiediew. Jestem pewien, że to będzie dobre spotkanie. Dobre, pożyteczne i pełne ważnych znaczeń. Porozmawiają sobie nasi prezydenci, uradzą co jest do uradzenia, i w ten sposób wkroczymy w kolejny etap dobrych stosunków. A jak Bronisław Komorowski ładnie i po rosyjsku przeprosi za numer z tablicami, to może i dostanie buziaka.
Ja wiem, że to co się stało niemal już rok temu, dla wielu rodzin mogło stanowić bolesne doświadczenie i wielką tragedię. I zdaję sobie też sprawę, że dla wielu z tych osób ów niespodziewany brak oryginalnej tablicy może stanowić jakiś tam – głównie psychiczny – kłopot. Jestem jednak przekonany, że wszyscy sobie z tym wszyscy jakoś poradzą. To są silni ludzie. Zwłaszcza ci, którzy tam dziś postanowili się zjawić. Ale w końcu przecież widok tulących się prezydentów też musi na nich podziałać kojąco. No ale załóżmy nawet, że ktoś tam się źle poczuje. Tu też nie ma obaw. Jak się dowiaduję, rodzinom towarzyszą psychologowie i księża. W tym potencjalnie trudnym momencie i jeden i drugi będzie jak znalazł. Ludzie z ekipy Santorskiego wszystko ładnie im wytłumaczą, a jeśli któremuś z nich wciąż będą po głowie chodzić jakieś złe myśli, to pójdzie do spowiedzi i będzie git.
I tyle. Jeszcze na koniec pozwolę sobie wyjaśnić, skąd dziś ten brzydki tytuł. Doniesiono mi mianowicie niedawno, że ten blog jest bardzo uważnie czytany przez dziennikarza Gazety Wyborczej Orlińskiego, a więc gazety, która w tych dniach naprawdę bardzo się stara, żeby nam wszystkim było lepiej. Panie Orliński, jak się Panu podoba ten tekst? To chyba jest Pański kierunek. Może być? Czy mógłby mi Pan załatwić jego publikację w Wyborczej? Ja mogę takich pisać po parę dziennie. Za ten wezmę powiedzmy pięć stów. I jak trzeba będzie, to mogę od razu napisać jeszcze jeden. Pan wie, że potrafię. Niech będzie za cztery.

28 komentarzy:

  1. @Toyah
    Też chcę coś od siebie dać tej gazecie, zwanej przez niektórych GW-nem. Kiedy bywałam w Bieszczadach,zawsze mnie wprawiały w nabożną zadumę liczne pomniki z lat 40. z sierpem i młotem czy gwiazdą i tablicami pisanymi cyrylicą. Żadne tam dwujęzyczne. Stoją sobie w parkach i na skwerkach miasteczek pewnie do dziś. I nie rozumiem, co komu przeszkadza zmiana tablicy w Smoleńsku. Przecież mogła być tylko po rusku, a została zrobiona w dwóch językach. Premier Tusk i prezydent Komorowski mogą być dumni, bo to ich mądra polityka sprawiła, że wielka Rosja zrobiła takie ustępstwo na rzecz ich dumy narodowej. I to jest moja podpowiedź dla GW.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro przewidziane było spotkanie Gajowego z Miedwiediewem, to z pewnością ta wizyta Gajowego nie była przewidziana jako prywatna.

    To oznaczałoby, że wizyta była dwustronnie przygotowywana. Niewątpliwie powstał więc protokół wizyty zawierający wszystkie szczegóły (np. o godz. 11.23:32 kierowca zdejmuje nogę z gazu, a z tłumu spontanicznie wypada dziecko z naręczem kwiatów).

    Pod takim założeniem, że ruski bardak Miedwiediewowi nie przystoi, można śmiało przyjąć, że polscy organizatorzy wizyty Gajowego uprzedzająco zgodzili się na wymianę tablicy.

    No bo niby jak? Umówiliby Gajowego pod jakąś dowolną tablicą?

    Ruskie są jakie są. Ale one protokołów nie łamią. One łamią protokołami.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, jeszcze jest alternatywa bazująca na pytaniu, czy jeszcze pracują ci dowcipnisie, którzy Lechowi Kaczyńskiemu flagę do góry nogami odwracali.

    Ostatnio zrobiło się nudno, więc mogli z tablicą namieszać.

    OdpowiedzUsuń
  4. @toyah
    Daj im spokoj, oni tam w Wyborczej mieli ciezki weekend.
    Ja sobie zagladam na ich dzial "komentarze". Widac tam ludzi o calkowicie zszarganych nerwach. Oni to ledwie przetrzymali, te rocznice. Caly czas w napieciu, caly czas pod gazem.
    Kiedy wyszla ta symboliczna sprawa z tablica, na wyborcza.pl pojawilo sie w ciagu 12 godzin PIEC roznych komentarzy na ten temat, autorstwa roznych prominentnych czlonkow redakcji. I we wszystkich bylo napisane to samo, czyli ze to byla wstretna samowolka Gosiewskiej i Kurtykowej, i ze po prostu Ruscy nie mieli innego wyjscia jak to barachlo zdjac. Skadinad pamietam (tego tam juz nie napisano, oczywiscie) ze te wstretna prowizorke panie zrobily, bo nikt sie nie spieszyl zrobic cos innego.
    A wiec PIEC jednakowych komentarzy. Pierwszy byl Kuczynski, chyba w pol godziny po. Ja to sobie zauwazylem, bo juz tak bylo po zabojstwie w Lodzi, mniej wiecej godzine po fakcie Kuczynski wisial na Wyborczej z komentarzem na pare tysiecy znakow, i pod haslem, ze zbrodnicza polityka nienawisci Kaczynskich wydala wlasnie kolejne owoce. Naprawde, nic nie przesadzam. Wiec mysle o tym Kuczynskim: to musi byc gosc, oczywiscie, ktory juz nic nie robi. Siedzi w domu, patrzy w TVN24. Kiedy widzi Kaczynskiego - macha wsciekle rekami, tak jak to opisal Zaremba. A kiedy cos sie dzieje, siada i pisze komentarz do Wyborczej.pl.
    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  5. @Marylka
    Oczywiście. Mogła być po rusku. Albo na przykład mogli nam kazać zapłacić za nowe. Wszystko mogli. Dosłownie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  6. @orjan
    Protokołem w polski ryj? Czy nie sądzisz, ze oni to już nawet polubili?

    OdpowiedzUsuń
  7. @LEMMING
    Dobra. Już nie będę. Zwłaszcza że tam się kręci sam Kuczyński. Jemu bym włosa z brody nie zerwał.

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah

    Od czasu protokołu R-M na pewno polubili.

    Ja jednak chciałbym przede wszystkim podziękować Gajowemu za nowy polski prazdnik katinskij.

    OdpowiedzUsuń
  9. Och Toyahu, od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem napisania tekstu pt. "Jak zostać dziennikarską dziwką. Poradnik nie tylko dla dziewcząt". I teraz będę musiał szukać nowego tytułu... Ale i tak dziękuję za ten tekst.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah

    W normalnych okolicznościach za taki tekst byłoby znacznie więcej niż pięć stów. Do tego jeszcze byłyby etaty, propozycje współpracy, wywiady, kwiaty, autografy. No i spotkania z czytelnikami. Ale to musi poczekać.
    Przynajmniej jutro będzie spotkanie z czytelnikiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah
    dzisiaj w ramach relaksu obejrzałem "czarno na białym" na TVN24. Była tam m.in. relacja ze wczorajszych obchodów roczniacy 10.04. Zestawienie tego co wyprawiało się pod Pałacem Prezydenckim z podniosłą atmosferą jaka miała miejsce na Powązkach. Były też pełne agresji wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i wyważone, dostojne słowa Bronisława "Bul"-Komorowskiego.
    Zaprawdę powiadam Ci mnóstwo Orlińskich jest w jedynie słusznych mediach.

    Z resztą Ty o tym dobrze wiesz - chciałem się przypomnieć, że żyję.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Kozik
    No popatrz. Nawet o tym nie pomyślałem. Ale tak to jest. Z czytelnikiem i z autorem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj Toyahu!
    Bardzo mi się podobał styl w jakim napisałeś o tym podmienianiu tablic, ale ja na to patrzę trochę inaczej...w 2007 "Putinowcy" podmienili nam Rząd, w 2010 podmienili (czyt: zamordowali) nam Prezydenta.... to taka podmiana tablicy to mały pikuś, aczkolwiek bardzo ważna dla historii.

    Pozdrawiam Wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  14. @Sagittarius
    Oczywiście że to pikuś. Bo czymże jest zwykle plucie. Tyle że bez tych wcześniejszych podmian byśmy go nie mieli.

    OdpowiedzUsuń
  15. Rano w radiu usłyszałem, że prezydent Miedwiediew zdążył odwiedzić smoleńską fabrykę skarpet, jeszcze zanim przybył na miejsce katastrofy. Zuch. Ja na jego miejscu, po wizycie w fabryce przemysłu dziewiarskiego z dominującą (jak domniemywam) żeńską załogą miałbym w głowie jedno - niech mi teraz dadzą święty spokój!
    A on (tak wyobrażam sobie prawdziwego przywódcę) rzucił pewnie:
    -co tam jeszcze macie?
    -polską delegację, tylu a tylu, wszyscy obecni
    -dawać!
    No i pojechał. I chociaż wcześniej przed jego oczyma przewinęło się tyle dobra rozpoznał Bronisława Komorowskiego. I innych też. Ech, łza się w oku kręci.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hm, Orlińskiego kojarzę w zasadzie tylko z wpisu u kolegi Rybitzkiego, tego o wojnach lemingów. I z tego że klajstrowanie szpary między MWZDM i BKŚ wykonał perfekt, wraz z pomagierami swymi.
    Ale to i dobra wiadomość, bo mogę mu przekazać - panie Orliński, jeszcze wam zaśpiewamy: We shall overcome someday

    pozdrawiam, Caine

    OdpowiedzUsuń
  17. @LEMMING

    Przepraszam, muszę się nie zgodzić.
    W dwóch miejscach nawet.

    Raz: taki dzień jak niedziela nie jest żadną męczarnią dla dziennikarzy z aborczej. To dla nich najlepsze dni - siadają i piszą, nie dumają nad tematem, nie muszą wymyślac jak znowu dopieprzyć Kaczyńskiemu - mają aż nadto pomysłów do wykorzystania i tematów do obrobienia. Czysta ichnia przyjemność i łatwizna w pisaniu. Łatwy zarobek, wena sama pcha się na klawiaturę. To nie był dla nich żaden ciężki weekend - wręcz przeciwnie. Mają o czym pisać przez następne dni. A oni tę swoją robotę naprawdę lubią.

    Dwa: pięć natychmiastowych i jednomyślnych komentarzy w Wyborczej o podmianie tablicy, na czele z gierojem Kuczyńskim, który już pół godziny po fakcie wiedział co napisać. Odpowiadam - oni te komentarze mieli wcześniej przygotowane.
    Dzień przed usunięciem tablicy w wieczornym programie TVP „Forum” poseł Platformy Rafał Grupński wyraził opinię, ze ofiary mordu w Katyniu nie życzyłyby sobie, aby nazywać tę zbrodnię ludobójstwem. Wg posła określenie "zbrodnia wojenna" byłoby bardziej adekwatne, bo ofiary były żołnierzami. Wypowiedź posła Grupińskiego była ostatnią w tym programie i redaktor nie zdązył juz wyjasnić skąd poseł Grupiński czerpie wiedzę na temat poglądów ofiar. Nie dopytał też Grupińskiego, dlaczego wystrzelił nagle z tą tablicą.

    W chwili, gdy poseł PO wypowiadał swoje słowa, w Smoleńsku pod osłoną nocy albo szykowano się do odczepienia tablicy, albo trwała już cała praca. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że gabinet ciemniaków został przez Moskwę poinformowany, że tablica jest nieodpowiednia i coś z nią trzeba zrobić. Toczyły się zapewne jakies rozmowy. Podniecony swoją wiedzą poseł PO Grupiński nie utrzymał języka za zębami i chlapnął o tym, co mu siedziało w głowie. Wiedział, że ruscy szykują podmianę tablicy.

    Następnego dnia media doniosły, że Rosjanie zgłaszali polskim władzom problem z tablicą „zawieszoną bez pozwolenia”. RMF podał, że były nawet jakieś polsko-rosyjskie uzgodnienia dotyczące tablicy.
    Kuczyński i reszta ferajny z Czerskiej oczywiście musieli wiedzieć o „problemach”, może nawet znali zamierzenia Rosjan. Czy znali termin zdjęcia tablicy? Kto wie.

    Czy mieli gotowe teksty na tę okazję? Może mieli, może nie. Na pewno wystarczyło usiąść i napisać. Temat był już przecież znany i zakulisowo obgadany. Wymyślenie paru poręcznych motywów tłumaczących podmianę tablicy nie stanowi dla doświadczonego funkcjonariusza z GazWybu specjalnego kłopotu. Nawet dla tego mniej rozgarniętego. Zwłaszcza, że kremlowscy towarzysze podali argumenta na tacy.

    OdpowiedzUsuń
  18. @2,718

    No a później po tych skarpetach odznaczył Gagarina, pardon- Hermaszewskiego ! Tak,że jeszcze jeden zaszczyt dla nas. Czy to nie za dużo szczęścia na raz ?

    OdpowiedzUsuń
  19. @ Topyah

    Ja wróciłam wczoraj późnym wieczorem z Warszawy i jestem bardzo podbudowana ! Melduję się więc. Moim zdaniem Toyahu naród budzi się. Powoli, ale budzi się.

    OdpowiedzUsuń
  20. @2,718
    Skarpetki to jednak podstawa. Musisz to sam przyznać. A Polska? Cóż Polska?

    OdpowiedzUsuń
  21. @Rain
    Przepraszam, ale ani nie wiem co słychać u Rybitzky'ego, ani się nie rozumiem na tych skrótach. A zatem nie potrafię się odnieść do Twojego komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Kazef
    Może i masz rację. Jak idzie o Gazetę, jestem w stanie przyjąć nawet najgorszą dla nich opcję.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Agnieszka Moitrot
    Oczywiście że za dużo. Za ten nadmiar szczęścia powinniśmy przeprosić. Najlepiej Rosjan. I oczywiście po rusku.

    OdpowiedzUsuń
  24. @toyah @2,718

    Miało być puszczanie w skarpetkach?

    No, to jest.

    OdpowiedzUsuń
  25. @kazef @LEMMING

    Jest pewne, że ktoś złamał prawo na szkodę interesów RP: władze ruskie i/lub polskie ministerstwo spraw zagranicznych.

    Nie wyobrażam sobie, aby zorganizowanie tego spotkania odbyło się bez uprzedniego uzgodnienia protokołu. Protokół jest umową. Zatem:

    1) jeżeli w protokole było składanie wieńców pod tablicą na danym kamieniu bez bliższych szczegółów opisujących samą tablicę, to protokół akceptował faktycznie istniejącą tablicę. Urzędnicy polskiego (?) MSZ w takim razie łgaliby jak rude psy twierdząc, że tablica nie miała podstawy prawnej w czasie wizyty.

    2) Możliwe, że protokół uzgodnił wymianę tablicy, a wizyta Gajowej była pomyślana jako test odporności publicznej w Polsce. W razie czego, brzózka została przewidziana jako miejsce rezerwowe. W takim razie byłby to jawny akt zdrady.

    3) Jeżeli skutkiem umyślnego lub matołeckiego niechlujstwa protokół zostawiał Rosjanom swobodę określenia lub przygotowania miejsca składania wieńców, to znaczy, że MSZ jest do dymisji za brak należytego przygotowania wizyty Gajowego w Smoleńsku.
    Takie okoliczności zarazem tłumaczyłyby wiadome sukcesy MSZ w przygotowaniu wizyty śp. Prezydenta.

    Po prostu nie chce wychodzić inaczej. Co najmniej jedna z powyższych hipotez jest prawdziwa.

    OdpowiedzUsuń
  26. Jestem przekonany, że to co obserwujemy to agonalny jęk obecnego układu. Tam już mają tylko ordynarne obelgi (hołdys i żakowski). O czym nam to mówi? - ano o intelektualnej zapaści przy ścianie i wściekłości. Pamiętamy z dzieciństwa jak adwersarz przyparty i bezradny wdawał z siebie bezradne "ty chuju", a i nam się to w bezsilności zdarzyło. Dojrzały człowiek wzruszy ramionami i co najwyżej powie "żal mi ciebie". Bo co ma pisać gazeta która połowę nakładu upycha za darmo po wszelki możliwych miejscach, od publicznych szalet po macdonaldy, a i tak 20 procet wraca na przemiał. No i miesiąc w miesiąc nakład leci o 8%.
    Bo co ma mówić telewizja która bierze kredyt na 12% w Euro!??? by refinansować swoje długi?
    Wóz albo przewóz nie ma już odwrotu. Często się zastanawiam właśnie nad tym irracjonalnym działaniem, po co zrażać 30% społeczeństwa zwłaszcza, że to główni odbiorcy reklam, tak zwana grupa docelowa. Mówię tu o telewizji prywatnej, bo wiadoma gazeta to świątyna antypisu, tam nie ma już zwykłych ludzi, tam są tylko mnisi z kukiełką woodu Jarka Kaczyńskiego, zamiast kapliczki z buddą. Oto mamy rok 2011 bo data graniczna - a tego jestem pewien to 10.04.2010. - Albo My ich albo oni nas - Z tym że oni potrzebują do pomocy siły zewnętrznej.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń