sobota, 20 listopada 2010

Ścieżki

Jutro wybory lokalne, a ja w żaden sposób nie jestem w stanie w sobie znaleźć odpowiedniego poziomu emocji. Oczywiście kibicuję Prawu i Sprawiedliwości, co więcej mam bardzo poważne podejrzenia, że tym razem osiągniemy lepszy wynik niż nam się marzyło, a jednocześnie choćby codziennie patrząc na te wszystkie plakaty, które ozdabiają ulice mojego miasta, myślę sobie, że nie ma się absolutnie z czego cieszyć.
W poprzednim tekście wspomniałem o polityku SLD, niejakim… niech no sprawdzę… Kalicie, pisząc o nim, że wygląda jak każdy z tych tysięcy kandydatów do lokalnych władz, jacy zostali wystawieni przez nasze partie. A przecież tak naprawdę nie chodzi o wygląd, ale o to, co za tym wygładem stoi, a co ta twarz wyłącznie symbolizuje. Mam tu na myśli kompletną, bezlitosną miernotę. Bo prawda jest właśnie taka, że Polska jest całkowicie i w sposób dramatycznie rozpaczliwy pozbawiona czegoś, co się nazywa elitami politycznymi. Prawda jest taka, że jeśli ktoś się nadawał choćby w minimalnym stopniu, to już dawno albo poszedł do polityki na szczeblu centralnym, albo zmęczony czekaniem znalazł sobie miejsce gdzieindziej. I dziś albo zarabia jakieś lepsze pieniądze w jakiejś lepszej lub gorszej w firmie, albo jest jednym z tych kilkuset parlamentarzystów, o którym i tak pewnie nikt, poza jego znajomymi i rodziną, kiedykolwiek słyszał.
Jutro będę glosował w wyborach lokalnych i nawet nie bardzo wiem, kto tam w ogóle może liczyć na mój głos. PiS miał z początku wystawić swojego kandydata na stanowisko prezydenta Katowic, ale – jak najbardziej słusznie – uznał, że nie ma co wydziwiać i lepiej poprzeć Uszoka, z którym jest jak jest, ale z pewnością mogłoby być znacznie gorzej, zwłaszcza gdyby miał wygrać ten dupek, którego nazwiska nawet nie jestem w stanie zapamiętać, a który świetnie wie, ze jeśli ktokolwiek – podkreślam KTOKOLWIEK – poza jego żoną i dziećmi na niego zagłosuje, to tylko dlatego, że nienawidzi tego PiS-u. Poza tym, na pierwszym miejscu listy na radnych jest mój osobisty znajomy i człowiek w tak oczywisty sposób najlepszy, ze w ogóle nie ma o czym gadać. W wyborach do Sejmiku jest kobieta, o której wcześniej nie miałem bladego pojęcia, ale ponieważ była ministrem u Lecha Kaczyńskiego – muszę na nią głosować. I to jest wszystko. Reszta, to kompletne fantomy, jacyś pierwsi z brzegu panowie i panie, którzy równie dobrze mogliby obsługiwać mnie na poczcie, lub wozić busem dwa razy w tygodniu do Mysłowic.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie mówię, że wszyscy z nich są głupi i niekompetentni. Absolutnie! Znam na przykład dwie osoby – akurat z list Platformy – które szanuję, cenię i uważam za bardzo dobrych kompanów. Ale oni nie mają szans w politycznej konkurencji nawet z kimś takim jak poseł Nitras, by już nie mówić o pośle Kłopotku. To jest jak Niebo i Ziemia. Chcę tylko powiedzieć, że o ile mi wiadomo, nikt z nich nie stanowi dobrego przykładu na coś, co się nazywa polityczna elitą przyszłej Polski. Będę głosował na Uszoka, Piotra Pietrasza i tę panią od prezydenta Kaczyńskiego, której nazwiska nawet nie pamiętam, bo głosuję nieprzerwanie od roku 1989, a poza tym nie darowałbym sobie, gdybym nie przyłożył palca do tego, co mi dziś wygląda na dobry wynik PiS-u. Mojej partii. Partii, która daje nadzieje na to, że zanim umrę, spotka mnie coś jeszcze w tym zewnętrznym życiu przyjemnego.
Ale fakty są bardzo smutne. Nie mamy elit. Od czasów, jak Polska jakoś podniosła się po II Wojnie Światowej i zaczęła żyć nadzieją na to, że przyjdzie ten dzień, kiedy wszystko będzie tak jak być powinno, nie mamy elit. Paradoksalnie, mam wrażenie że w taki bardzo przewrotny sposób zauważyła to Platforma Obywatelska – tak na marginesie zbieranina ludzi absolutnie najbardziej przypadkowego sortu, wymyślając dla tej kampanii hasło, które w dość dowolnej, ale jednak bardzo uczciwej trawestacji brzmiałoby: „Nie trzeba nam ludzi, trzeba fachowców”. Nie mamy elit. Wydawało się na przełomie lat 80 i 90, że coś się tworzy, ale wystarczyło tylko łypnąć okiem na tych nieudaczników, żeby wiedzieć, że nawet nie ma co marzyć. Przez te dwadzieścia lat udało się mimo to zebrać maleńką grupę ludzi zdolnych i – mimo różnych poglądów i życiowego że tak powiem podejścia – wybitnych. 96 z nich, a więc niewykluczone, że znaczna większość, zginęło 10 kwietnia w zamachu. Zostało paru wojowników po wszystkich stronach sporu. Jutro wybieramy resztę. Po co? Bo taki jest porządek rzeczy. Trzeba obsadzić to co jest do obsadzenia. W końcu żyjemy w nowoczesnej, demokratycznej Europie.
A ja się tylko boję, że co będzie, jeśli dojdzie do tego, że zgodnie z zapowiedziami Systemu, ostatecznie cała władza zostanie stopniowo przesunięta na poziom lokalny? Że co się stanie, gdy ostatecznie za nas się wezmą jacyś miejscowi aspiranci? Ci dla których nie starczyło miejsca tam gdzie się coś dzieje, a że z pracą też nie jest łatwo, więc próbują tu na dole. Co będzie, jak o naszym życiu zaczną decydować jacyś figuranci sterowani przez lokalny biznes i miejscowe koterie, natomiast państwo będzie się zajmowało już tylko występami w telewizji i ściąganiem podatków? Dlatego też idę jutro głosować. Bo mam nadzieję, że w ten sposób przyłożę rękę do przyszłego sukcesu Prawa i Sprawiedliwości – jedynej siły politycznej, dla której słowo Polska ma jeszcze jakąś wartość, a pojęcie silnego państwa cokolwiek znaczy.
Byłem, jak wiadomo, niedawno w Londynie. Tak jak pisałem, Wielka Brytania – z całą swoją urodą, czarem i wyjątkowością – zmierza ku upadkowi. A mimo to trafiłem na coś, co daje nadzieje bardzo nierealną, wręcz ulotną, wręcz nierzeczywistą. Otóż pewien nasz znajomy zwrócił nam uwagę na coś, co się nazywa ‘footpaths’, a więc po prostu ścieżki dla pieszych. Opowiadał nam ten nasz znajomy, ze kiedyś, przed wielu laty, ktoś w Anglii wymyślił, żeby cały teren kraju pokryć tymi ścieżkami, które będą stanowiły wyznaczone miejsca, gdzie każdy człowiek będzie miał święte prawo dowolnie się poruszać. I do dziś na każdym kroku można spotkać tabliczki, na których jest napisane „footpaths”, a strzałka pokazuje albo typową ścieżkę, albo wyłącznie wydeptany kawałek trawy, gdzie tylko baczne oko może wypatrzeć jakikolwiek kierunek, ale każdy wie, że tam własnie jest ta ścieżka. I każdy wie, że może sobie tam pójść i to jest jego miejsce. I nikt go stamtąd nie może przegonić. I opowiadał nam ten nasz znajomy, ze parę lat temu piosenkarka Madonna postanowiła wybudować sobie w Anglii posiadłość. Wybudowała więc tę posiadłość, ale nagle okazało się, że tuż za płotem jest jedna z tych ścieżek i tam łażą ludzie. Więc zażyczyła sobie artystka Madonna, ze ona wykupi tę ścieżkę, żeby jej nikt się pod domem nie kręcił. I Anglia ją poinformowała, ze – przepraszam za język – ona może się walić. Ścieżka jest nie do ruszenia nawet za wszystkie skarby tego świata.
Ktoś się spyta: Cóż to za nadzieja? A ja odpowiem: Każdy ma nadzieję taka na jaką sobie zasłużył. Ta jest moja.

15 komentarzy:

  1. @toyah

    Bardzo mi się ten brytyjski pomysł ze ścieżkami podoba. Bardzo. I jeszcze ta fotka, na której widać jedną z takich ścieżynek... Że nic tylko przejść przez płot i pójść.
    Jako znak nadziei pasują te ścieżki bez wątpienia.

    Nawet powiem więcej. W Polsce też są takie ściezki. Nie oznakowane. Moje własne.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. I Anglia ją poinformowała, ze – przepraszam za język – ona może się walić. Ścieżka jest nie do ruszenia.
    --------------------------------
    Słusznie napisałeś Anglia, a nie jakiś przedstawiciel jakiejś partii czy lokalnego urzędu. Dlatego też uważam, że pomimo rozmaitych złych praktyk jakich doświadcza ten dumny naród, ANGLIA nie upadnie. Anglicy są, być może powolni, wręcz flegmatyczni, ale jak dostrzegą, że miarka się przebrała, to nie chciałbym być w skórze tamtych decydentów. Poprawność polityczna (co to za dziwoląg słowny) też ma swoje granice.

    OdpowiedzUsuń
  3. chodzę po tym blogu często, coraz częściej;jakbym znalazła miejsce, skąd jeszcze można czerpać czystą wodę..
    było wczesniej o Karpiniuku więc ad rem:
    płakałam po nich wszystkich, po 96 ludziach, tych mądrych i tych mniej mądrych też. Ale chyba najbardziej żal mi było właśnie tego młodego człowieka, bo on już nie miał szans aby zrozumieć w jakim pomieszaniu żył, jak głupio żył. I nie mógł się już nawrócić..
    Też zamierzam tu przeczekać. W dobrym towarzystwie łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. @kazef
    Na to bardzo liczyłem. Że one dobrze robią jako znak nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Tadeusz
    To jest coś czego nie jestem u nich w stanie igranąć. Z jednej strony ta potęga tradycji - wszędzie, na kazdym kroku - a z drugiej poczucie, jakby ona się już w ogóle nie liczyła.
    ALe zgadzam się z Tobą. Ona wygra i tak.

    OdpowiedzUsuń
  6. @melania
    On już wszystko wie. Choćby dlatego warto go dziś kochać.
    A za dobre słowa - dziękuję. Proszę o możliwe wspieranie tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Poniekąd nie na temat: byliśmy z żoną w piątek na "Wszystko dla niej" (oryg. "The Next Three Days", grają m.in. Russell Crowe, Elizabeth Banks, Liam Neeson). Ogólnie rzecz biorąc historia o tym, jak on uwalnia ją z więzienia. Ogólnie.

    Bardzo dobry film. Ani grama tłuszczu. Gdyby ktoś zechciał obejrzeć gorąco polecam. Tym bardziej, że na naszym seansie były pustki (może z powodu Harry'ego Pottera?); szkoda byłoby gdyby przemknął niezauważony.

    OdpowiedzUsuń
  8. @2,718
    Dziękuję. Pójdziemy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anglia kawałka ścieżki nie sprzedała. "Nasi" by się posrali ze szczęścia, że taka gwiazda... Za darmo by dali i jeszcze "zwykłym ludziom" by się dostało, że coś protestują. Ot i mentalność.

    Jeszcze:
    http://www.youtube.com/watch?v=xl2Uwf1hYTI&feature=related

    I polecam inne wystąpienia pana Nigel'a Farage'a na youtube. U nas takich ludzi oskarżałoby się o wojowanie szabelką itp. ehhhh

    OdpowiedzUsuń
  10. @Obliveon

    Dzięki za link. Bardzo interesująca postać. Ciekawa sprawa z tą katastrofą Wilgi, którą on i pilot lecieli 6 maja 2010. Oglądałem zdjęcia i doszedłem do wniosku, że to był absolutnie cud, że obaj z tego wyszli cało. Natomiast zaintrygowała mnie polska wersja wiki na temat tego wypadku. Bezczelnie przekłamują fakty na ten temat - ciekawe po co?

    OdpowiedzUsuń
  11. @All

    Cisza wyborcza się zakończyła więc mogę napisać, że mam nadzieję, że "bufetowa" wróci za bufet!

    OdpowiedzUsuń
  12. @Sagittarius
    Co jest z tą Wilgą? Czy on coś gdzieś wspominał o jakiejś katastrofie? Nic nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Sagittarius
    No i ta Gronkiewicz. Mówią że wygrała, a z drugiej strony to są jakieś dziwne dane OBOP-u, który w dodatku jakby nagle się zadławił. Pełna blokada. Podali Warszawę, Łódź i Kraków... i stop. Czyżby sie boją, że to wszystko bajki?

    OdpowiedzUsuń
  14. @Toyah
    Te ścieżki,z przykrością powiem, to znak wyższości cywilizacyjnej. U nas ludzie drepcą i pedałują po pięknie wyasfaltowanych za unijne pieniądze wiejskich drogach, rozjeżdżani przez samochody. Wzdłuż tych pięknych szos pełno krzyży ku pamięci miejscowych ofiar. Ale chodniki i ścieżki jeszcze nikomu do głowy nie przychodzą.
    A wybory - nie jest źle. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  15. Szanowny Toyahu!

    Ponieważ nigdy nie słyszałem o tym gościu to wszedłem na Wiki aby coś się dowiedziec i ...

    w angielskiej wersji Wiki:

    Shortly after the polls opened on 6 May 2010, Nigel Farage was injured in a plane crash in Northamptonshire. The two-seated PZL-104 Wilga 35A had been towing a pro-UKIP banner when it flipped over and crashed shortly after takeoff. Both Farage and the pilot were hospitalised with minor injuries.

    Natomiast w polskiej:

    7 maja tego samego roku, dzień po głosowaniu w wyborach do parlamentu brytyjskiego, Nigel Farage uczestniczył w wypadku lotniczym awionetki w Northamptonshire, doznając niegroźnych obrażeń.

    Myślę, że wiem skąd ta zła data w polskiej wersji. Otóż autor tego wpisu nie grzeszy nadmiarem intelektu i znajomością angielskiego.Po jaką cholerę ktoś miałby ciągać banner wyborczy za samolotem dzień po wyborach?

    Więcej w "Daily Telegraph" na ten temat i wrzucam również link do zdjęć (niektóre bardzo drastyczne) z tego wypadku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń