piątek, 13 lipca 2012

Zapraszamy do Tajlandii

A więc kilkakrotnie już zamykana sprawa tzw. „Małej Madzi z Sosnowca” – lub inaczej „Mamy Madzi” – wróciła z na tyle dużym hukiem, że telewizja TVN24 z charakterystyczną tylko dla siebie bezczelnością uznała za stosowne się nad nią raz jeszcze pochylić. I jestem pewien, że wszyscy ci, którzy czytają ten tekst – a nie zamierzam wyłączać z tego grona osób nawet najbardziej patologicznie naiwnych – doskonale wiedzą co mam na myśli pisząc zarzucając tu ludziom z TVN24 skrajną bezczelność. Jestem pewien, że nie ma nikogo kto choćby raz w ciągu całego wczorajszego dnia rzucił okiem na ów pokaz hipokryzji, który nie schodził z ekranów telewizorów od momentu, jak po raz pierwszy pojawiła się wiadomość – swoją drogą, co to za wiadomość? – że tamtego zimowego dnia prawdopodobnie doszło do zwykłego dzieciobójstwa, aż do ostatniej, zanim poszliśmy wszyscy spać, zapowiedzi, że sąd w Katowicach już lada chwila podejmie decyzję o aresztowaniu tej nieszczęsnej kobiety, i kto jednocześnie nie pomyślał, że za chwilę pojawi się Kazimierz Marcinkiewicz by i on mógł nam opowiedzieć, jak wygląda ów problem okiem Londyńczyka.
Marcinkiewicza – o ile dobrze zauważyłem – jednak nie było, podobnie jak, jakimś cudem, nie pojawił się też, aktualnie, podobnie jak Marcinkiewicz, bawiący w Londynie, ojciec zamordowanej dziewczynki, natomiast TVN24 jak najbardziej poprosił o wypowiedź detektywa Rutkowskiego, doktora Moczydłowskiego, ministra Kwiatkowskiego, sędzię Piwnik, adwokata Kruszyńskiego, całą bandę psychologów, no i – jakże by inaczej – posła Kalisza, z których każdy oczywiście miał strasznie wiele do powiedzenia, byleby nie odnośnie tego jak i kto w tych pięknych czasach handluje Bogu ducha winną śmiercią i ludzką nędzą.
Szczerze powiem, że z tych wszystkich osób, których nazwiska wyżej wymieniłem najchętniej bym się zajął Pawłem Moczydłowskim, bo to i mam w stosunku do niego pewne bardzo poważne zaszłości, ale też przez jeden jedyny moment, jedno jedyne nawet nie do końca wypowiedziane słowo, które on już niemal ze swoich czarnych ust wypluł, ale jakimś cudem w ostatnim momencie się zreflektował, i tym samym – inna sprawa, że w bardzo wątpliwy sposób – wyratował. No ale ileż można napisać o Moczydłowskim? Jedno zdanie? Dwa? No, niech będą trzy? Cóż o nim można poza ta krótką informacją, że kiedy go zapytano, co się stało w Polsce, że tak dużo jest dziś zabijanych dzieci, on najpierw wyjaśnił, że dzieciobójstwo, a zabijanie dzieci to nie to samo, a później nawiązał do obowiązującej ustawy o ochronie życia poczętego, która tak bardzo niefortunnie chroni też dzieci „niepotrz… niechciane”? A więc, cóż więcej, poza tym jednym nieskończonym słowem?
A zatem, o Moczydłowskim już ani jednego oddechu. Natomiast, zanim jednak uda mi się znaleźć coś, co choćby symbolicznie odda całość tego strasznego problemu, chciałbym opowiedzieć o tym, jak to oglądałem wczoraj tę niemal półgodziną rozmowę w telewizji TVN24, na temat tego co się stało, a co się nie stało z „małą Madzią i jej mamą”, i kiedy już byłem przygnębiony do granic rozpaczy, weszła moja młodsza córka. Otóż najpierw na mnie spojrzała, potem zaczęła się przysłuchiwać tej rozmowie, potem spojrzała na mnie po raz drugi i zapytała: „Kogo wolisz? Ich, czy mamę Madzi?” No i ja, najuczciwiej jak tylko potrafiłem, odpowiedziałem, że oczywiście bezwzględnie mamę Madzi. A ona na to powiedziała: „Tak myślałam”.
I myślę, że tu się muszę jakoś usprawiedliwić, a do tego niech mi posłuży Ryszard Kalisz, który też tam wtedy był. Spróbuję wyjaśnić, czemu wolę – niech będzie, że symboliczną – ją od – równie symbolicznego – niego. Jak pamiętamy, swego czasu Stefan Niesiołowski nazwał go „pronogrubasem” i powiem szczerze, że mimo iż przezwisko zarówno bardzo mi się podoba, jak i uważam je za wyjątkowo adekwatne, gdyby ktoś mnie poprosił o konkretne uzasadnienie, chyba bym sobie nie poradził. To znaczy, rozumiem grubasa. Wprawdzie Kalisz nie jest tak gruby jak dajmy na to Piotr Semka, czy Henryka Krzywonos, niemniej gruby jest z całą pewnością, i to gruby w sposób raczej obrzydliwy, a więc tu mamy pełną jasność. Kalisz to grubas. I to w dodatku grubas ohydny. Natomiast nie bardzo już umiem do niego dopasować tę pornografię. Czy Niesiołowskiemu chodziło o to, że otyłość Kalisza jest tak bezwstydna, że aż w tej swojej bezwstydności pornograficzna? Czy może on akurat coś o Kaliszu wie, czego my nie wiemy, i kiedy sugerował, że Kalisz to pornogrubas, to nie myślał akurat o typie tej opasłości, lecz o czymś zupełnie od jego wyglądu niezależnym. Może jemu chodziło o to, że Kalisz to taka sama męska dziwka, jak wielu innych jego kolegów, tyle że od nich grubsza? A więc, przyznaje, że nie wiem. Natomiast faktem jest, że, jak już wspomniałem, z jakiegoś powodu, ile razy patrzę na Kalisza, i przypominam sobie ów dawny epitet, to moja dusza krzyczy „Bingo!”.
O co więc chodzi? Ja myślę, że za tą moją przedziwną reakcją stoi pewne dawne już bardzo wspomnienie. Otóż kiedyś, kiedy jeszcze informacja o tym, co słychać u Ryszarda Kalisza, w jakimś tam stopniu elektryzowała opinię publiczną, pojawiła się w mediach informacja, że Kalisz zniknął i nie wiadomo, gdzie się podział. Po jakimś czasie Kalisz wrócił i okazało się, że on był na wakacjach w Tajlandii. Wtedy, powiem zupełnie uczciwie, po raz pierwszy pomyślałem sobie o nim z pewnym nieokreślonym jeszcze do końca niepokojem. Po jakimś czasie światowe agencje podały informację, że na Tajlandii doszło do jakiegoś strasznego trzęsienia ziemi, w którym zginęły setki tysięcy ludzi, a na peryferiach tej wiadomości ktoś wspomniał o tym, że wśród tych ofiar jest bardzo dużo turystów i że ów żywioł ze swoimi strasznymi skutkami, to kara za grzech nieczystości.
Otóż ja się na karach nie znam. Zwłaszcza, że jakoś staram się wierzyć, że jeśli już Pan Bóg potrzebuje nam coś powiedzieć, to nie w formie kary, lecz zaledwie nauki, którą kto chce może wziąć do siebie, a kto nie – może zlekceważyć. A więc nie wiem, jak to było z tym strasznym nieszczęściem. Tym bardziej nie wiem, jak to jest z Ryszardem Kaliszem. No ale, jak mówię, ów pornogrubas bardzo mi się podobał. Również zresztą w odniesieniu do Aleksandra Kwaśniewskiego. Z tych samych niemal, niejasnych powodów.
No i wciąż jest jeszcze jedna niewyjaśniona rzecz: Jeśli Stefan Niesiołowski jest tak fantastycznie zorientowany w różnych tajemnych kwestiach – to skąd? Może trzeba go zaprosić do TVN24 i poprosić by nam powiedział, co on sądzi o zabijaniu małych dzieci. I – to już może za Moczydłowskiego – jaka jest różnica między dzieciobójstwem, a zabijaniem dzieci. On może wiedzieć. W końcu jest profesorem.

Nie wiem, czy zakomunikowałem to już wystarczająco jednoznacznie, więc z wdzięcznością powtarzam: akcja finansowania praktyki starszej Toyahówny zakończyła się pełnym sukcesem. Nie wiem, co więcej mogę powiedzieć, poza tym co zawsze. Kupujcie Elementarz, a przy okazji i Liść, no i wspierajcie ten blog tak jak zawsze. Dziękuję.

25 komentarzy:

  1. @toyah

    Moje zaufanie do organów prawa i porządku jest tej wysokości, iż oczekuję na zarzuty w stosunku do tych osób, które spowolniły uchwycenie tej Madzi twardą renką prawa i porządku, aby lewom renkom wcześniej jom wylansować, coby było o czem i na czem uwagie publiczne jeszcze bardziej kierować odwrotnie, czyli od tyłu potrzeb jakie som.

    Wreszcie celebrytka związana!

    Jutro reportaż zza kraty.

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    A celebryta? A celebryci? A kierownik sceny? A dyrektor teatru? No i, last but not least - autor, autor, autor!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Mam problemy techniczno-organizacyjne, mniejsza o szczegóły, ale od tego miejsca jestem tak uzależniony, że jestem tu cały czas. Przez pewien czas czytałem nawet na telefonie... Męczące są projekty S24, Uważam Rze itp. - bezpłciowe wałkowanie spraw oczywistych. Nie wiem, czy to dobre porównanie, ale dla mnie jesteś, Toyahu, niczym kronikarz z "Raportu z oblężonego miasta", który to wiersz znam przede wszystkim ze wspaniałej interpretacji Przemka Gintrowskiego (w dawnych czasach, gdy jeszcze piractwo było legalne, zakupiłem oryginalną kasetę w firmowym sklepie Pomatonu!)

    To że "Madzia" to projekt znacznie wykraczający poza jednorazową sensację stało się jasne, gdy do akcji wkroczył Rutkowski. Czyn tej mamy jest oczywiście okropny, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że bardziej mroczna jest otaczająca ją rodzina z jej mężem na czele. Rutkowski zręcznie wypełnia swoją rolę, ale naturalnie najważniejszy jest autor tego socjotechnicznego spektaklu, autor, którego nie poznamy. Reasumując, także wolę mamę Madzi od różnych hien, pornogrubasów itp.

    Bardzo interesująca uwaga o Tajlandii. Też mam wrażenie, że określenie Niesiołowskiego jest nieprzypadkowe, a uszło mu to płazem jako nadwornemu błaznowi-psycholowi. W rzeczy samej porno-klimaty są prawdopodobnie nieobce większości rządzącej kliki. Dba o to moim zdaniem sam system zapewniając sobie w ten sposób 100-procentową lojalność całej kliki, którą trudno byłoby zapewnić w inny sposób. Ze spraw medialnych mamy choćby senatora Piesiewicza. Tak jak za komuny, kto nie brał udziału w pijackich balangach partyjnych bonzów, nie mógł wejść do tego środowiska, tak dziś - można przypuszczać - wraz z postępem konieczne są mocniejsze wrażenia, jak heroina czy Tajlandia.

    Filozof Grecki

    OdpowiedzUsuń
  4. PS. Wracając do mamy Madzi - gdy serial będzie miał się ku końcowi, a może to już teraz, może ona zacząć się bać seryjnego samobójcy. Chyba że jej jest już wszystko jedno. W każdym razie autor na pewno zadba o to, by pozostał w cieniu.

    Filozof Grecki

    OdpowiedzUsuń
  5. @fi.g
    Dziękuję za dobre słowo. A co się stało ze starym nickiem?

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah

    Nick fi.g jest tymczasowy. Stary nick pozostał wraz z hasłem na komputerze, który uległ awarii. Padła płyta główna, dyski chyba są ok, więc jest szansa na odzyskanie. Na nowej płycie stary system nie ruszył, więc będzie tylko trochę zabawy z odzyskaniem haseł. Nim to zrobię, chciałem zameldować się, że tu jestem, no i zabrać głos. Przyznam się też, że chodzi mi po głowie zmiana nicka (jawna) na jakiś "poważniejszy", choć wobec szybkości i wagi zdarzeń politycznych takie drobiazgi schodzą na dalszy plan.

    Filozof Grecki

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah
    Jakiś miesiąc czy dwa temu oglądałam dokument o polowaniu na europejskich i amerykańskich pornogrubasów polujących na dzieci w Tajlandii czy podobnych okolicach. Pornogrubasów śledzili tygodniami i miesiącami i starali się doprowadzić przed sąd wolontariusze z organizacji ratującej dzieci. Film był przerażający. Jeden z tych zboczeńców był zgrzybiałym, potwornie otyłym starcem, ledwo chodził, a jednak miał na koncie całą masę małych dzieci. I oni wszyscy, grubi czy chudsi, starsi czy młodsi, byli jakoś niezwykle do siebie podobni. Tacy milusi i przyjaźni. Nie wątpię, że jest u nas już wielu wielbicieli Tajlandii, tyle że nie są takimi idiotami jak Kydryński, który wylał swoje marzenia na papier.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    Na pytanie Twojej córki odpowiedziałabym, że wolę być łysa. Czy można wybierać wśród fantomów?

    OdpowiedzUsuń
  9. @Marylka
    Swoją drogą, jak myślisz, za jakie pieniądze jej ten niby mąż mieszka dziś i żyje w Londynie?

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah
    Samo się nasuwa, że słynny dobroczyńca detektyw i jego stacja.
    Przy okazji: zobaczyłam dziś w tvn Pogoda tego gościa od aniołów. To prawdziwy satanizm.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Marylka
    Którego gościa od aniołów, bo nie pamiętam?

    OdpowiedzUsuń
  12. Pornogrubas wziął się stąd że była ustawa o zwalczaniu pornografii którą za namową Kalisza Kwaśniewski zawetował.
    I wtedy Niesiołowski ich tak nazwał "dwa pornograficzne grubasy" (z głowy piszę więc forma mogła być inna)

    A "sprawa małej Madzi" jest arcyboleśnie prosta.
    Matka tej dziewczynki upuściła swoje dziecko które w wyniku upadku zeszło.
    A nie zadzwoniła nigdzie ponieważ była pod wpływem alkoholu - narąbana była, prościej ujmując.
    Bała się odpowiedzialności zatem wymyśliła to co wymyśliła.

    Taka jest moja amatorska teoryjka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Pisałeś o tych czarownikach z różdżkami w tvn. Myślałam, że o nim też. On mówi, że aniołowie dali mu władzę nad chorobami, każe dzwoniącej kobiecie powtórzyć imię anioła - jakieś w rodzaju Azael czy Azachiel, kręci różdżką mamrocząc niby modlitwy, pyta co czuła gdy wymawiała to imię, ona mówi że czuła mrowienie, on wyznacza jej datę ozdrowienia za dwa lata i won, następny proszę. Walterowie chyba polują na takie stwory w jakichś zakamarkach dworców, z grubsza otrzepują i pakują przed kamerę.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Marylka
    No tak. Zapomniałem.To nie dobrze. Powinienem pamiętać każdego z nich.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Toyah
    Może to nie ten sam. Mam wrażenie, że oni się mnożą z dnia na dzień.

    OdpowiedzUsuń
  16. @toyah

    A reminder to remember (Telecaster Fender):


    http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&v=pxZ77w9bnm8&NR=1

    OdpowiedzUsuń
  17. @orjan
    Nic z tego. Ja go zwyczajnie nie znoszę. To jest zwykły oszust. Nawet to co on gada na początku o tej gitarze ma na celu tylko podnieść jego pozycję jako eksperta.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. @toyah

    Aleś się najeżył. Przecież ten reminder, to cały Townshend w pigułce.

    Od pierwszego aktu z tym jego motywem oglądania gitary: prać, czy grać?.

    przez przebój (Magic Bus), który właściwie wydali i nie wydali,

    aż do tej sprawności estradowej (nie wirtuozeria, lecz właśnie sprawność estradowa!), którą chyba można podsumować jako antypody Beatlesów, u których własna, genialna twórczość przerosła ich własną zdolność estradową.

    U Townshenda + kolesie istotna jest estrada, a nie studio nagrań, czy twórczość. Dlatego sprawiedliwie akurat ich płyta Live at Leeds uchodzi za czołowy wytrysk koncertowy, ever! Niekoniecznie muzyczny, ale koncertowy!

    Prawdopodobnie także w tym właśnie tkwi jego uporczywe zestawianie się z Hendrixem i Richardsem, bo pierwszy był, a drugim stale jest 100% zwierzęciem estradowym w najlepszym tego znaczeniu. Ciągnie więc swój do swego, choć od strony twórczej Pete raczej się podpina; przynajmniej do Keith'a.

    Moim zdaniem, to wszystko sprowadza się do tego, że Townshend i The Who wymykają się porównaniom. Czy ktoś lubi, to inna sprawa. Ja osobiście też nie przepadam, nigdy za nimi nie przepadałem. Ale, gdyby było mi wówczas dane osobiście zaliczyć np. to Leeds ...

    Jednak epitet "oszust", to trochę za wiele. Ja bym się zgodził na określenie:

    prestidigitator

    (z francuskiego prestidigitateur, preste - szybki, doigt - palec) - artysta estradowy, który dzięki zręczności rąk i umiejętnościom aktorskim wywołuje efekty iluzjonistyczne sprzeczne pozornie z prawami fizyki. Poprzez zastosowanie zręcznych manipulacji zakłóca logikę w myśleniu widzów, w konsekwencji czego czują się oni zaskoczeni efektem pracy artysty. (hasło przekopiowane z Wikipedii).

    OdpowiedzUsuń
  20. @orjan
    Oszust.
    Gdyby ktoś nie wiedział, o czym rozmawiamy:
    http://osiejuk.salon24.pl/433723,who-the-fuck-are-the-who

    OdpowiedzUsuń
  21. @toyah

    Znowu się pięknie różnimy. Ciekawe, dokąd nas to zaprowadzi :o


    PS. Ja cierpliwie odczekałem, bo tam na S24 w komentarzach pod Twoim tekstem odezwał się jeden taki matoł, a gdzie on bywa, tam ja nie bywam.

    OdpowiedzUsuń
  22. @toyah

    Ach, byłbym zapomniał pozdrowienia z Leeds :)

    http://www.youtube.com/watch?v=p3Y64dpZGnE

    Odpisz, czy poruszyło Twoją pietę? W sumie takie nic, prawda? W sumie mulenie, czyż nie?

    I o to moim zdaniem chodzi. To też sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  23. @toyah

    No i to słynne wiosełko:

    http://www.fender.com/en-PL/products/search.php?partno=0116112768

    Wiosełko rozbrzmiało nawet w dwuznacznej literaturze obyczajowej, por.: Sinfielda-skojarzenia-ze-słyszenia (sam nie grał):

    http://www.youtube.com/watch?v=NVv48X569GA


    Fender ... jak różnie to ludzie nazywają!

    PS: Ja z tym Telecasterem, bo on jest jeszcze "kultowy-przedbajerowy". Trzeba było nieźle rzeźbić.

    OdpowiedzUsuń
  24. @orjan
    Teraz jestem poza domem. Jak wrócę, to posłucham.

    OdpowiedzUsuń
  25. @orjan
    Myślę ze wiem, o co Ci chodzi z tym Leeds, no ale na mnie to nie robi wrażenia. Dla mnie Townshend to w ogolę nie jest znaczący muzyk. Fripp tak - on nie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.