niedziela, 27 listopada 2011

Bardzo długi film o zabijaniu

Jak się domyślam, dla większości z nas, niszczenie Jarosława Kaczyńskiego – a może bardziej precyzyjnie, nawet już samego tego nazwiska – wypełniło okres dwudziestolecia czegoś co popularnie nazywamy „neopeerelem” bardzo ściśle, i gdyby ktoś nas spytał, czy przez cały ten czas dało się zaobserwować okres, kiedy ta agresja choćby minimalnie opadła, niemal każdy odpowiedziałby, że nie. Że przez ten czas wiele się zmieniało, natomiast jak idzie o stosunek Systemu do Jarosława i Lecha Kaczyńskich, ten pozostawał niemal idealnie ustabilizowany. Otóż jest to nieprawda. Mieliśmy bowiem w tej naszej najnowszej historii paroletni okres, kiedy to z powodów, które są wciąż jeszcze nie do końca zbadane, opisane i wyjaśnione, agresja Systemu została niemal w całości, i z jak najbardziej pełnym sukcesem, skierowana pod adresem lewicy post-komunistycznej i osobiście Leszka Millera, co doprowadziło do ostatecznego zmarginalizowania – a w niedalekiej dziś przyszłości, prawdopodobnie, anihilacji – całej tej części politycznej sceny.
Był to też przy tym okres, kiedy System próbował jakoś, choćby i pozornie, autoryzować obecność Jarosława i Lecha Kaczyńskich w polskim zarówno politycznym, jak i społecznym krajobrazie, co natychmiast zresztą doprowadziło do znacznego wzrostu społecznej sympatii dla obu polityków. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że ponieważ sposób, w jaki wielu z nas obserwuje to co się dookoła nas dzieje, jest dramatycznie pobieżny i skupiony głównie na karmieniu doraźnych emocji, to i też powyższe słowa spowodują tu i ówdzie wyłącznie pobłażliwe wzruszenie ramionami, no bo przecież wszyscy wiemy, że wszystko zawsze wyglądało tak samo, a nasze ich ścieżki zostały już ostatecznie opisane i zapisane. Ja jednak świetnie pamiętam, jak to stopniowo od początku lat 2000, społeczne poparcie przede wszystkim dla Lecha, ale i również Jarosława Kaczyńskiego, stopniowo rosło, i w końcu obaj ci politycy znaleźli się wśród najbardziej popularnych polskich polityków. Więcej – w pewnym momencie, wedle niektórych sondaży, Lech Kaczyński wyprzedził nawet, wówczas absolutnie niepokonanego, Kwaśniewskiego. Jeśli ktoś w to nie wierzy, zawsze może to sprawdzić. Nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby te informacje zostały skutecznie wykasowane.
O czym to świadczy? Moim zdaniem, przede wszystkim o tym, że na początku i końcu każdej operacji propagandowej stoi tylko i wyłącznie System, ale też i o tym, że wszelkie próby tworzenia obrazu Jarosława Kaczyńskiego, podobnie jak jego zamordowanego Smoleńsku brata, jako niereformowalnych nieudaczników, skazanych na wieczne przewodzenie stawce najbardziej znienawidzonych osób w kraju, nawet jeśli odnoszą tak duży społeczny sukces, są niczym innym jak właśnie jeszcze jedną propagandową operacją Systemu. Oczywiście, dziś, w istocie rzeczy, Jarosław Kaczyński ma w sposób jednoznaczny najwyższy w Polsce tak zwany negatywny elektorat, ale też nie mam najmniejszych wątpliwości, że wystarczy zaledwie parę miesięcy, by ten rozkład społecznych emocji ułożył się tak, że najbardziej powszechnie nielubianą osobą w Polsce stanie się nagle… ja wiem? Powiedzmy, Bronisław Komorowski. Jest z całą pewnością kwestią zaledwie paru miesięcy, by 70% społeczeństwa uważało prezydenta Komorowskiego za durnia i szkodnika. Ale jest też kwestią zaledwie paru miesięcy, by większość mainstreamowych dziennikarzy i ekspertów zaczęła nam objaśniać, dlaczego prezydentura Bronisława Komorowskiego była od początku zaledwie przykrym nieporozumieniem.
Skąd ja to wiem? Przede wszystkim stąd, że jak już wspomniałem, świetnie pamiętam, jak Lech Kaczyński był najpopularniejszym polskim politykiem i jak bez najmniejszego wysiłku wygrywał wybory na Prezydenta Warszawy, ale też równie świetnie pamiętam, jak najbardziej znienawidzoną przez media, a wraz z mediami, przez szerokie masy społeczeństwa, osobą w kraju, był nie kto inny, jak Lech Wałęsa. Powiem więcej. Ja świetnie pamiętam kiedy to – i to przez wcale nie tak krótki okres – w dobrym tonie było rechotanie na widok samego Jerzego Buzka, a wybitny szansonista o artystycznym pseudonimie Skiba – wciąż ikona naszej kultury popularnej – w publicznym proteście przeciwko jego osobie, wypiął w jego kierunku swoją równie wybitną dupę. I wszyscy się bardzo z tego gestu cieszyli.
Ale to nie jest jedyny dowód, jaki ja mam na to, że niemal wszystko, co większość popularnej opinii publicznej sobie myśli na dowolny temat, jest wynikiem przede wszystkim mniej lub bardziej zaangażowanej manipulacji. Ostatnio wszyscy mamy okazję obserwować dość niezwykłe zjawisko. Otóż po sześciu latach bezprzykładnej, zorganizowanej przez System, akcji promocyjnej na rzecz Platformy Obywatelskiej i osobiście Donalda Tuska, a jednocześnie, równie bezprzykładnej akcji zohydzania społeczeństwu nazwiska Kaczyński i wszystkiego co ono reprezentuje, rzeczywisty efekt jest taki, że, jeśli poprosić kogokolwiek – może być to zarówno bardzo wykształcony specjalista od spraw politycznych, lub przeciętny bywalec galerii handlowych – o to, by powiedział, dlaczego uważa Donalda Tuska lub Jarosława Kaczyńskiego za, czy to rozczarowanie, czy po prostu oszustwo, każdy z nich pod adresem Donalda Tuska potrafi skierować wręcz dziesiątki bardzo konkretnych zarzutów, natomiast, jak idzie o Jarosława Kaczyńskiego – pomijając normalne w tych sytuacjach żarty na temat śmierci jego kota, choroby jego mamy, lub braku prawa jazdy – dominować będzie ten jeden, jedyny – że on jest po prostu straszny! Straszny i groźny.
Oczywiście, zarzuty były zawsze nieco inne. Przez wiele lat, jak idzie o ocenę Jarosława Kaczyńskiego, pojawiały się coraz to nowsze konkrety, które następnie znikały tylko po to, by zostać zastąpionymi jeszcze nowszymi. A więc mieliśmy na przykład pretensje, że Jarosław Kaczyński jako premier wykorzystywał służby do tego, by niszczyć tych, którzy zagrażali jego władzy. Ale to skończyło się w momencie, gdy zaczęły pojawiać się podejrzenia o to, że to raczej Donald Tusk używa służb, by zwalczać swoich przeciwników. Pojawiało się oskarżenie, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości, podlegli Jarosławowi Kaczyńskiemu urzędnicy wysyłali o 6 nad ranem funkcjonariuszy odpowiednich służb, by aresztowali Bogu ducha winnych ludzi, ale i ono powoli się zdezaktualizowało, kiedy okazało się, że te praktyki nasiliły się dopiero właśnie za rządów Platformy Obywatelskiej. Było tak, że Jarosław Kaczyński niszczył najlepszych polskich lekarzy, ale dziś o tym też jakby ciszej, przynajmniej od czasu gdy nowe CBA, prawdopodobnie z braku odpowiedniej liczby jeszcze nie do końca systemowo chronionych profesji, bierze się właśnie za lekarzy.
Mam nadzieję, że wciąż wielu z nas pamięta, jak to parę lat temu, w przestrzeni publicznej pojawiły się spekulacje, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest legalną, działającą zgodnie z przepisami prawa i podstawowym obyczajem, partią polityczną, ale sektą, która winna być zdelegalizowana, i że należałoby jak najszybciej zastanowić się nad procedurą, zgodnie z którą ową delegalizację możnaby było skutecznie przeprowadzić. O co poszło? O to mianowicie, że Jaroslaw Kaczyński usuwał z partii osoby, które, jego zdaniem, na to, by współtworzyć jego partię, nie zasługiwały. Bo na tym, zdaniem krytyków, polegał ów sekciarski wymiar PiS-u. Że nie każdy kto chce, może być tego PiS-u członkiem. Że stamtąd, wyłącznie na życzenie Prezesa, można w każdej chwili wylecieć. Bo to tak właśnie podobno działa sekta. Że z niej się zostaje usuniętym. Dziś mamy do czynienia z sytuacją, kiedy właściwie wszyscy komentujący to, co się dzieje w polskiej polityce, z wyjątkiem może paru dziennikarzy lub przedstawicieli tzw. świata kultury, stwierdzają jednoznacznie, że Platforma Obywatelska jest o tyle szczególnym politycznym ugrupowaniem, że wyjście stamtąd oznacza anihilację już na poziomie indywidualnym. Że sposób w jaki Donald Tusk zorganizował swój projekt, oparty jest na takim uwiązaniu jego członków, działaczy i funkcjonariuszy, że nawet jeśli oni stracą swoją dotychczasowa pozycję w strukturach partii, lub zostaną przez jej przewodniczącego w sposób najbardziej drastyczny upokorzeni, nie są w stanie nie dość, że odejść, to nie mogą nawet zaprotestować, z tego prostego powodu, że każdy nieprzyjazny gest wobec Partii zostanie ukarany decyzjami dotyczącymi już wyłącznie zycia osobistego i rodzinnego. Tworzy to więc sytuację, kiedy to Donald Tusk, czy ktokolwiek funkcjonujący w partyjnych strukturach władzy, może właściwie z podległym sobie człowiekiem zrobić wszystko, a ten jedyne co może zrobić, to popełnić samobójstwo. Wiemy o czym i o kim mowa, prawda? Nie? To poczytajmy sobie najświeższą informacje o tym, że ministrowie rządu Donalda Tuska są zadłużeni w sumie na ponad 10 mln. złotych.
No i oczywiście, w tej sytuacji dłużej już nie wypadało wspominać o PiS-ie jako o sekcie, i rozważać jego delegalizację. W ogóle nastał czas, by na temat sekt i na temat delegalizacji owych sekt w ogóle przestać cokolwiek wspominać. Nie oznacza to jednak, że o PiS-ie w ogóle przestano mówić. Owszem, każdy kolejny dzień przynosi kolejne informacje. Ostatnio na przykład taką, że to Jarosław Kaczyński wysłał bandytów, by podczas uroczystości Święta Niepodległości bili się z policją. A ja jestem całkowicie przekonany, że już za parę tygodni ten przekaz zostanie z publicznej świadomości skutecznie usunięty, a to w związku z tym, że pojawią się niezbite dowody na to, że to akurat nie Jarosław Kaczyński, ale właśnie Donald Tusk zorganizował te bandy chuliganów, by atakowały policję. No i albo się wymyśli coś nowego, albo się odświeży stare oskarżenie o to, że Prawo i Sprawiedliwość to parta zorganizowana na wzór NSDAP.
I to oczywiście, tak jak dotychczas, będzie działało wyłącznie na poziomie haseł i niekiedy, jeśli tylko będzie taka możliwość, dużych wyraźnych zdjęć. Żadnych szczegółów oczywiście nie będzie i być nie może. Przede wszystkim dlatego, że one zwyczajnie nie istnieją, ale też przez to, że szczegóły nikogo nie interesują. Jestem pewien, że gdyby na temat podobieństw między Jarosławem Kaczyńskim a Hitlerem dałoby się powiedzieć coś więcej, niż tylko stwierdzić fakt, też nikt by sobie nie zawracał głowy tego typu poszerzona analizą, bo ci, do których ona byłaby ewentualnie adresowana, nie mieliby siły, ani by ją czytać, ani by ją zrozumieć. Dokładnie z tego samego powodu, możemy dziś właściwie w każdym z dostępnych publicznie miejsc zapoznać się z najdrobniejszymi i bardzo bogatymi informacjami na temat tego, że Platforma Obywatelska wykazuje wszystkie najbardziej standardowe cechy sekty właśnie, a Donald Tusk w tej chwili jest już klasycznym tyranem. Pamiętam – pisałem tu o tym zresztą przed laty – jak Jacek Żakowski przedstawił analizę charakteru Jarosława Kaczyńskiego, przyrównując go do Kaliguli. A więc człowieka okrutnego i kapryśnego jednocześnie. Od tego czasu, dokładnie tego samego określenia pod adresem Donalda Tuska parokrotnie użyła Zyta Gilowska, a, gdyby ktoś sądził, że jej słowa są bez znaczenia, tę samą prawdę na wiele różnych sposobów, powtórzyli inni dawni znajomi Premiera, w najmniejszym stopniu nie związani z tzw. kultem Kaczyńskiego. Że Donald Tusk jest bezwzględnym i kapryśnym tyranem.
Wspominałem tu niedawno o wywiadzie, jakiego w „Rzeczpospolitej” Robertowi Mazurkowi udzielił Paweł Piskorski. Ktoś mi powie, że czytanie rozmów, jakie między sobą prowadzą Mazurek i Piskorski jest całkowicie bezproduktywne. Otóż nawet jeśli założymy, że jest w tym stwierdzeniu pewna słuszność, to jednak faktem jest, że ta bezproduktywność nie jest tu całkowita. To co bowiem w tej rozmowie uważam za warte uwagi, to to, że ona dokładnie, zdanie po zdaniu, dowodzi słuszności powyższych tez. Paweł Piskorski, praktycznie unikając powtarzania jakichś tanich plotek – co, jak wiemy, w przypadku akurat Donalda Tuska stało się ostatnio wręcz modne – i ujawniania osobistych tajemnic, przedstawia obraz swojego byłego kumpla, na tyle szokujący, że w pewnym momencie Robert Mazurek nie widzi innego wyjścia, jak tylko zawołać: „Przecież to jest zwykły psychopata!” I w tym momencie – uwaga, uwaga! – Piskorski odpowiada, że ależ skąd, Tusk nie jest psychopatą, bo on doskonale panuje nad swoimi emocjami, tyle że używa ich w złej sprawie. A więc, mówiąc to, przedstawia klasyczną definicję klasycznego psychopaty. Człowieka, który doskonale panuje nad swoimi emocjami, tylko po to, by je wykorzystywać w złych celach. I w tym momencie ani Piskorskiemu, ani Mazurkowi nawet nie drgnie powieka, kiedy pokazują, że tak naprawdę – jak już idzie o hasła, a nie o konkrety – im jest znacznie wygodniej powiedzieć coś na temat Jarosława Kaczyńskiego. I to powiedzieć tak, by nikt nie miał wątpliwości, że on, Kaczyński, akurat jest najgorszy. Pod jakim względem? A jakie to ma znaczenie? Jest i już. Niech będzie, że wygląda jak kartofel.
No właśnie. Kartofel. W tę samą sobotę, kiedy to zapoznawałem się ze wspomnianą rozmową, zdarzyło mi się uczestniczyć w pewnej uroczystości, gdzie miałem okazję zobaczyć z bliska i na żywo Kazimierza Kutza, osobnika, który tu gdzie mieszkam, od wielu już lat jest absolutnie najpopularniejszym politykiem i mężem zaufania każdego tak zwanego „porządnego Ślązaka”. Proszę sobie wyobrazić, że – o ile go dobrze zapamiętałem – Kazimierz Kutz jest człowiekiem, który mierzy jakieś 1,40 wzrostu, a jak idzie o szerokość, wykazuje mniej więcej tyle samo. A zatem stanowi niemal idealny kwadrat. Trudno. Bywa i tak. Co ciekawsze jednak, jak idzie o całą resztę, on się prezentuje od głowy do butów mniej więcej tak, jakby ktoś go właśnie wyciągnął ze śmietnika. A więc w tym wypadku mamy do czynienia z tak zwana zmenelowaciałą pokraką.
I pomyśleć, że zanim Go Pan Bóg zabrał do Siebie, przedmiotem kpin był Przemysław Gosiewski. Tak zwany Edgar. Typowe. Powinniśmy się wstydzić.

Wspominałem już o tym niedawno, ale nic nie zaszkodzi przypomnieć. Otóż zbliżają się Święta i każdy porządny człowiek powinien komuś bliskiemu sprawić jakiś ładny prezent pod choinkę. Gdyby mi tylko wypadało, i byłoby mnie na to stać, to ja osobiście każdemu kogo lubię, podarowałbym swoją książkę o siedmiokilogramowym liściu. Proszę spróbować. Jestem pewien, że warto. Wystarczy tylko kliknąć w tę piękną okładkę obok i dalej już wszystko pójdzie jak – nomen omen – z płatka. A jak idzie już tylko o mnie, to jeszcze można ewentualnie wspierać ten blog finansowo. I to już niezależnie od Świąt. Dziękuję wszystkim serdecznie.

30 komentarzy:

  1. @ Toyah - napisałeś "Jest z całą pewnością kwestią zaledwie paru miesięcy, by 70% społeczeństwa uważało prezydenta Komorowskiego za durnia i szkodnika. Ale jest też kwestią zaledwie paru miesięcy, by większość mainstreamowych dziennikarzy i ekspertów zaczęła nam objaśniać, dlaczego prezydentura Bronisława Komorowskiego była od początku zaledwie przykrym nieporozumieniem."

    Jak z Twoimi przepowiedziami, jest to łatwe do zweryfikowania. Powróćmy latem to tego tematu, to tego wpisu. Zakładam, że tak nie będzie. Nasz Prezydent jest nudny, owszę, lecz nie nudziarzem.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Michał Dembiński
    Nie zrozumiałeś mnie. Ja nie napisałem, że za rok Bronisław Komorowski zostanie przez dziennikarzy i opinię publiczną uznany za kompletnego bałwana. Bo nie zostanie. Ja tylko wyraziłem przekonanie, że jeśli tylko System - lub jak wolisz, Bracia - wydadzą na niego wyrok, wystarczy parę miesięcy, by on był przez większość społeczeństwa, w tym też - co stwierdzam z bólem - przez Ciebie, był traktowany, jak, nie przymierzając, śp. Lech Kaczyński. Albo jeszcze gorzej.
    O tym zresztą jest cały mój tekst. O sile propagandy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Michale proszę nie przeceniać predyspozycji Toyaha. Owszem jest On m.in. uważnym obserwatorem, znawcą i demaskatorem mechanizmów, czy wielu tajników systemu, także świetnym analitykiem ludzi i rzeczywistości, lecz na pewno nie jest prorokiem, wyrocznią, ani "przepowiadaczem" przyszłości, czy zaklinaczem, czarodziejem itp.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację, Toyahu, tak to działa! Ja również pamiętam jaki to był straszny obciach, gdy się przyznało do sympatii z Wałęsą. Później pamiętam swoje spory z bardzo bliską mi osobą o Buzka, którego ona- pani doktor- po prostu "nie trawiła",a ja bardzo go broniłam, bo za ekipą AWS czyhało już oblicze Millera i spółki.
    Dzisiaj ta sama, ciągle bardzo mi bliska osoba, zgoła inaczej ocenia pana Buzka, a o Wałęsie ,na którego patrzeć nie mogła, bardzo "głośno" milczy. Tak, tak to właśnie działa. Szkoda, że pan Michał i Zibik tego nie dostrzegają i nie rozumieją. A może rżną głupa? Nie wiem. Wydaje się, że to takie oczywiste.
    Za Twoją analizę wielki dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    żeby nie było, że gdzieś zniknąłem...

    Czytam i się zgadzam - cóż dodać?

    Kogo postanowią wywyższyć - to wywyższą, kogo poniżyć - poniżą.

    A lemingi wszystko kupią, ponieważ są lemingami.
    W sumie smutne, że Pan Bóg stworzył człowieka, dał mu oczy by widziały, uszy by słyszały i rozum aby się nim posługiwać.
    Tylko nie wszyscy potrafią korzystać z dobrodziejstw.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Eliza
    Michał zdecydowanie nie zrozumiał. No ale dla niego polski to drugi język- więc szczegóły mu umykają. W dodatku, on, jak wyznaje na swoim blogu, walczy z biologią, więc nie na czasu na refleksje.
    Jak idzie o tego drugiego - sprawa jest znacznie poważniejsza. Niestety, ja nie mam ani siły, ani ochoty się tu za bardzo napinać.

    OdpowiedzUsuń
  7. @raven59
    Rozum też dał. Ale również dał wolną wolę. A w tej sytuacji, nikogo do niczego nie zmusisz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Siła przekonywania Systemu osłabnie, gdy jego przekaz będzie drastycznie odstawał od codziennego i na dodatek dotkliwego doświadczenia Polaków. Kiedy to się stanie? Myślę, że już niedługo. To znaczy za kilka lat, gdy gospodarka znajdzie się na samym dnie.
    Jacy my wszyscy z tego wszystkiego wyjdziemy - nie wiadomo. W każdym razie czasy czekają nas ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Eliza
    Uprzejmie informuję, że jest zupełnie inaczej, niż Sz.Pani usiłuje wszem i wobec oświadczać, bądź sugerować. Ponieważ to, co zwykle artykułuje Toyah jest dostatecznie dostrzegalne i zrozumiałe, czy w wielu przypadkach oczywiste, nawet dla osób przeciętnych, lecz uważnych, prawych i życzliwie usposobionych. Natomiast wg. mnie wyrazem dobrej woli, czy zwykłej ludzkiej życzliwości nie zawsze jest przyznawanie, komuś "racji", ani tym bardziej usilne i nazbyt czytelne dowartościowywanie siebie kosztem innych.
    Ponadto mam wrażenie, że Pani zamiast również uważnie i ze zrozumieniem czytać, co inni piszą na forum u Toyaha jedynie stara się zabiegać o szczególne względy Toyaha.
    Z poważaniem całuje Sz.Pani rączki, "ten drugi" - Zbigniew

    OdpowiedzUsuń
  10. @Jan
    Proszę w swoich kalkulacjach uwzględnić i ewentualnie rozważyć to, że: ludzie w różny sposób zaangażowani na rzecz Systemu - nie tylko stanowią struktury władzy, czy lokalne układy tzn. zajmują najbardziej lukratywne stanowiska - posady w państwie, a nawet w EU, ale również większość z nich zadłużona tj. zniewolona finansowo, a nawet mentalnie już nie potrzebuje, aby ich agitować, czy "przekonywać". Choćby z jednego powodu, bo mają zagwarantowane, że nie będą doświadczać, ani odczuwać tego, co coraz bardziej rozbita i osłabiana opozycja na czele z J. Kaczyńskim i partią PiS.
    A zatem wyczekiwanie na jeszcze bardziej drastyczne skutki tzw. kryzysu, czy likwidacji nie tylko kultury i gospodarki narodowej jest wg. mnie wyrazem m.in. bezradności i bezsilności ludzi prawych, sprawiedliwych i dobrej woli, czyli opozycji w RP.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Jan
    Oczywiście że tak. Ja to nieustannie powtarzam. Nie można wiecznie oszukiwać wszystkich. I żeby to wiedzieć, nie trzeba być nawet szczególnym mądralą.Już Abraham Lincoln to ładnie wyjaśnił.

    OdpowiedzUsuń
  12. @toyah

    Ja też pamiętam takie czasy, kiedy Lech Kaczyński miał bardzo dobry wizerunek w mediach. Był wówczas ministrem sprawiedliwości, przedstawiano go jako dobrego szeryfa, który robi porządek w tej stajni Augiasza. Kiedy Buzek go wyrzucił z rządu, to odbiło się to niekorzystnie na popularności Buzka, a nie L.K. Na fali tej popularności został przecież prezydentem Warszawy, o ile dobrze pamiętam już w pierwszej turze.
    Zastanawiam się czasem, dlaczego System uderzył z taką furią na Lecha Kaczyńskiego, kiedy został prezydentem RP?
    Największą wściekłość wywołało chyba to, że PiS w tym samym czasie utworzył rząd. System nie mógł darować tego, że dwóch Kaczyńskich sprawuje najwyższe urzędy w państwie i na dodatek próbują naruszyć fundamenty III RP.
    Te historyczne już dywagacje pokazują, że media są w stanie zniszczyć każdego i jeżeli tylko dostaną taki rozkaz, to zmiotą Tuska i jego groteskowy rząd w ciągu miesiąca.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Marion i inni
    Zgoda dysponenci i użytkownicy mediów, takich jak TV, czy kinematografia, także największe portale internetowe są w stanie wiele uczynić złego, bądź dobrego. Natomiast ich stali klienci, czy odbiorcy oferty programowej, w tym propagandy, dezinformacji, czy indoktrynacji, manipulacji itp. wcale nie muszą to wszystko bezrefleksyjnie poznawać, ani tym bardziej aprobować. Zwykle wystarczy skorzystać z pilota, a nieraz trzeba wyzbyć się nawyku bezmyślnego włączania odbiornika TV - chyba największego złodzieja wolnego czasu i najbardziej skutecznego urządzenia w domu, do zamierzonej i celowej przemiany mentalności telewidzów za pomocą reżyserowanego obrazu i fonii.
    Osobną i niezwykle istotną kwestią jest okresowe korzystne prezentowanie danej osoby w mediach. To jeden z elementów ich strategii, aby przede wszystkim uwiarygodnić źródło informacji, a nawet pozyskać lojalność i spolegliwość faworyta.
    W przypadku braci Kaczyńskich wg. mnie nigdy nie uzyskano owej spodziewanej lojalności, ani spolegliwości. A zatem obaj stali się w ich rozumieniu potencjalnym zagrożeniem szczególnie z chwilą przejęcia władzy w RP.
    Mam nadal w pamięci obraz, taki być może już wykasowany i zapomniany epizod, kiedy W. Putin w obecności D. Tuska usiłował bez powodzenia skłonić J. Kaczyńskiego, aby skorzystał w Smoleńsku z jego gościnności i zaproszenia, do namiotu. Przecież to była wyjątkowo perfidna próba wykorzystania traumatycznej i dramatycznej chwili, dla ukazania światu uległości J. Kaczyńskiego wobec władcy W. Putina, a jednocześnie W. Putina m.in. nie szczerego współczucia, lecz szczególnej kultury osobistej, ogłady, taktowności i gościnności.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Zibi
    Przepraszam, że dopiero teraz. Nie było mnie wcześniej. Doprawdy nie wiem dlaczego miałabym "szczególnie zabiegać o względy Toyaha". Naprawdę nie zabiegam ani o Toyaha, ani o Pana , ani o niczyje względy. Odpowiada mi to CO i JAK pisze Toyah. I tyle. Nie zdarzyło się Panu zgadzać z kimś w kwestii jego patrzenia na świat, ludzi i politykę? Jedni lubią sobie pobuszować po jakichś tam onetach, gazetach itp., ja kocham zaglądać do Toyaha.
    W żadnej mierze nie usiłuję nieczego(jak Pan pisze)wszem i wobec oświadczać, bądź sugerować. Czy ja coś komuś sugerowałam? Rozmawiałam z Toyahem.Czy nie mogą się z nim zgodzić?
    A Pana pozdrawiam.Rączek nie całuję.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Eliza
    Sz.Pani to chyba nie jest istotne, ani znaczące kiedy, lecz jak i co na forum interlokutorowi, bądź adwersarzowi odpowiadamy?..... Wyznaję szczerze, że ja również nie wiem, dlaczego Pani miałaby akurat w taki "szczególny" sposób zabiegać o względy Toyaha?...
    Mnie również w pełni "odpowiada" i satysfakcjonuje to, co i jak pisze Pan Krzysztof. Jedynie mam czasami podobnie, jak inni zastrzeżenia, do Jego belferskich nawyków. Ale On tutaj jest gospodarzem i pedagogiem, czy mistrzem, a czytelniczki(-y) i Pani lub inne osoby uczestniczące w dyskusji jego gośćmi, a nawet przyjaciółmi albo mniej lub bardziej pojętnymi uczniami i wychowankami.
    Przepraszam jeśli czytając ów pełen troski i żalu, także podejrzliwości akapit: "Szkoda, że pan Michał i Zibik tego nie dostrzegają i nie rozumieją. A może rżną głupa? Nie wiem. Wydaje się, że to takie oczywiste." - błędnie odczytałem Pani, jak teraz rozumiem szlachetne intencje.
    Ps. Pani nawet ze mną może się porozumieć i "zgodzić", o ile tylko zechce w dyskusji przyznawać się, do ewentualnego błędu i uznawać, także szanować moje przemyślenia, czy racjonalne argumenty.
    Dziękuję Pani za pozdrowienia - Zbigniew

    OdpowiedzUsuń
  16. @Marion
    Nie w pierwszej turze, ale prawie. Był bardzo popularny.

    OdpowiedzUsuń
  17. już raz wysyłałem, ale czegoś się nie ukazało.

    Jak idzie o psychopatę, ta na poniższym linku jest to przystępnie wyłożone.

    http://quantumfuture.net/pl/psychopath_2.html

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. @Toyah

    Tak, System może wyrabiać z propagandą wszystko, co chce.

    Ale należy uwzględnić pewien zasadniczy aspekt - siłę zakodowania propagandowego hasła w mózgu typowego przeciwnika JK.

    Otóż moja chwilowa nieobecność spowodowana degustacją interesujących win w towarzystwie m.in. mojego przyjaciela/przeciwnika politycznego dowiodła mocy propagandy Systemu.
    Otóż przyjaciel ów ze 100% pewnością twierdzi nadal, że Katastrofę Smoleńską spowodował Lech Kaczyński wymuszając na pilotach lądowanie,
    To jest pogląd wypalony ogniem w jego neuronach. Owszem, twierdzi, że Komorowski i Tusk są do dupy, lecz Kaczyński jest jeszcze gorszy.

    Proszę więc pamiętać o mocy propagandy Systemu i trwałości zakodowanych uprzedzeń.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Jacek Wiktor
    Głupia sprawa, nie?
    I jak tu pozostać humanistą?

    OdpowiedzUsuń
  20. @jazgdyni
    Nie nam najmniejszych wątpliwości, że Twojemu koledze również wystarczy parę miesięcy, żeby te zainfekowane neurony odzyskały dawny kształt. Parę miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Toyah

    Chciałbym bardzo, żebyś miał rację.
    Bo przyjaciel, to przyjaciel. Mimo, że chwilowo ogłupiały.

    OdpowiedzUsuń
  22. @jazgdyni
    Z mojego punktu widzenia, to czy on uważa Smoleńsk za wypadek, czy zbrodnię, a jeśli zbrodnię, to czy zbrodnię popełnioną na Kaczyńskim, czy przez Kaczyńskiego, jest bez znaczenia. A to tak długo, jak jego pogląd jest wynikiem propagandy.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Toyah

    Widzisz, ja się obawiam, że długotrwała propaganda, tak jak długotrwały trening, powoduje coś, co w psychologii nazywa się inprintem.
    W tym wypadku, może być to pogląd już tak utrwalony, że niepodobna go zmienić.
    I zauważ, że z wiekiem jest coraz gorzej. Stąd takie kretyńskie zaperzenie Kuczyńskiego, Bratkowskiego czy wspomnianego Kutza.

    OdpowiedzUsuń
  24. @jazgdyni
    Wiek to zupełnie inna kwestia. To jest wręcz karykatura samodzielnego myślenia. Swoją drogą, to ciekawe, że wymieniłeś tych trzech. Wyobrażasz sobie, jak oni by zabawnie wyglądali, jako jakieś cyrkowe trio? Właściwie nic by nie musieli robić. Tylko stać i gadać. O czymkolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Jazgdyni
    Trwałe uprzedzenia i wrogie usposobienie, do wskazanej, bądź wybranej osoby chyba nie tylko jest pochodną rozpowszechnianej propagandy. Wcale nie mniej znaczącym czynnikiem może być świadomość, a nawet strach, lęk, obawa ewentualnych konsekwencji publicznego ujawniania wszystkich zaistniałych faktów, czy wyznania całej prawdy, a nawet zwierzenia się komuś ze swoich nie całkiem poprawnych politycznie poglądów lub przekonań. Dlatego wg. mnie stwierdzenie, że: "Komorowski i Tusk są do dupy, lecz Kaczyński jeszcze gorszy" jest wyrazem poszukiwania, przez Pana przyjaciela trzeciej opcji i być może opowiedzenia się za PS, także obecnie dopuszczalnej politycznej poprawności.
    Pozdrawia "ten drugi" - Zbigniew

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah

    Tak, to są takie cyrkowe błazny.
    Jestem przekonany, że ich mózgi uległy trwałej deformacji, całkowitemu skostnieniu i nie potrafią się uwolnić ze swojego zaklętego kręgu frazesów i niedobrych emocji.
    Dla mnie, wychowanego wprost w chińskim szacunku do osób starszych jest to bardzo przykre, nie mniej odpychające.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Zibik

    Ten mój nieszczęsny przyjaciel nienawidzi całej klasy politycznej.
    Ale PISu i Jarosława Kaczyńskiego nienawidzi wprost okropnie.
    Zdarzyło się, jeszcze za czasów PC, że w jego ośrodku wypoczynkowym na Kaszubach, bracia Kaczyńscy mieli szkolenie z młodymi działaczami.
    I tam on usłyszał, zamiast spodziewanego ideowego kazania, twardą szkołę pragmatycznej polityki, pełnej gry i walki.
    I wtedy, ten nieszczęsny, nie mający nigdy w ręku "Księcia" uznał Kaczyńskich za arcy-łotrów.
    I tak mu pozostało.

    OdpowiedzUsuń
  28. @jazgdyni
    Nie zrozumiałeś. Ja mówiłem o tym, jak oni w trojkę wyglądają.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Jazgdyni
    Dziękuję za wpis i wskazanie kolejnych czynników determinujących ludzkie myślenie, także postawy i zachowania. Rzeczywiście osobie dorosłej, która nigdy w ręku nie miała "Księcia", czy innej godnej polecenia lektury, bardzo trudno jest być człowiekiem wolnym, od uprzedzeń, a tym bardziej roztropnym i obiektywnym, czy przyjaźnie, życzliwie usposobionym, oraz serdecznym, prawym, sprawiedliwym i dobrej woli wobec innych.
    Pozdrawiam - Zbigniew

    OdpowiedzUsuń
  30. @toyah - wpadłem na tą wypowiedź i pomyślałem, że muszę się nią podzielić - więc podrzucam ją tu. Myślę że ją znasz skoro dokładnie opisuje stan obecny świata zachodu i prl bis

    "Political correctness is communist propaganda writ small. In my study of communist societies, I came to the conclusion that the purpose of communist propaganda was not to persuade or convince, nor to inform, but to humiliate; and therefore, the less it corresponded to reality the better. When people are forced to remain silent when they are being told the most obvious lies, or even worse when they are forced to repeat the lies themselves, they lose once and for all their sense of probity. To assent to obvious lies is to co-operate with evil, and in some small way to become evil oneself. One’s standing to resist anything is thus eroded, and even destroyed. A society of emasculated liars is easy to control. I think if you examine political correctness, it has the same effect and is intended to." - Theodore Dalrymple

    OdpowiedzUsuń