piątek, 24 maja 2013

Tomasz Lis - korepetycje z desperacji

Po raz kolejny w ciągu minionego miesiąca, czy może już dwóch, biorę do ręki tygodnik „Newsweek”, i po raz kolejny przychodzi mi do głowy, że głównym powodem, dla którego dostaję jasnej cholery, ile razy trafiam na publicystyczne popisy Wildsteina, Gadowskiego, czy któregoś z owych strażników tego czegoś, co ostatnio chyba zostało nazwane Strefą Wolnego Słowa, nie jest wbrew pozorom to, że każdy z nich jest tak dramatycznie beznadziejny, i beznadziejnie żałosny, ale to, że nie mam na co dzień kontaktu z takimi asami dziennikarstwa, jak Tomasz Lis, czy Rafał Kalukin. No bo proszę spojrzeć. Biorę do ręki dołączony do filmu Quentina Tarantino „Django” numer „Newsweeka”, a tam artykuł wstępny wspomnianego Lisa, zatytułowany „Korepetycje z histerii”. O czym nam opowiada Lis? O tym mianowicie, że on majowy weekend spędzał za granicą i z tamtej perspektywy obserwując, co się w Polsce dzieje, stwierdził, że „na polskim jarmarku najbardziej chodliwym towarem jest histeria”, i że histeria owa objawia się w atakowaniu organizatorów hecy z czekoladowym orłem, ministra Nowaka z zegarkiem, minister Muchy z Madonną, oraz Ministerstwa Edukacji z sześciolatkami w szkole. Tyle, zdaniem Lisa, jest ważnych ze społecznego punktu widzenia wydarzeń, na które należałoby zwrócić uwagę, a tu Polak tylko widzi „zdradę, zaprzaństwo, Targowicę, kondominium, rozpad, chaos, klęskę, katastrofę”. No i ten pieprzony zegarek wielmożnego pana ministra na dodatek.
Prawicowa histeria infekuje całkiem szerokie rzesze społeczeństwa, ponieważ występuje w rzekomej synergii z rzekomo antypisowskimi mediami”, załamuje ręce nad naszą Polską Lis, a ja sobie myślę, że może dla dobra polskiej prawicy powinienem zacząć ponownie oglądać TVN24 i raz na tydzień czytać wstępniak Tomasza Lisa? No, nie wiem, zastanowię się, jednak jak na dzisiejszy wieczór wydaje mi się, że może ten jeden raz wystarczy mi na pewien czas.
Zaglądam jeszcze raz na okładkę „Newsweeka” i widzę zdjęcie smutnego dziecka i wielki napis „Śmierć Jasia” i ciut mniejszy „Stop bezkarności lekarzy”. I wykrzyknik. Oto propozycja Tomasza Lisa przebudowy naszego polskiego, medialnego przekazu: należy przestać się emocjonować tym, że rząd Donalda Tuska wykonał kolejny przekręt na parę miliardów, że kolejny polityk Platformy Obywatelskiej, czy PSL-u znów zagarnął pod siebie parę milionów, że Minister Edukacji niedługo pewnie dostanie specjalny order od rządu Niemiec za praktyczną realizację starego dobrego pomysłu, by Polak potrafił rachować i czytać komunikaty, bo to jest dowód jakiejś ciężkiej histerii, natomiast trzeba koniecznie coś zrobić z tym, żeby w polskich szpitalach i ośrodkach zdrowia lekarze nie mordowali małych pacjentów, a jeśli już chcą to robić, niech za to do cholery ciężkiej ponoszą odpowiedzialność!
Wszyscy zapewne wciąż pamiętamy słynną okładkę „Newsweeka” z dzieckiem gwałconym przez księdza. To jest temat! To jest dopiero popis zimnej krwi! Tak się „odwzorowuje rzeczywistość”. No, ale dobra. Rozumiem, że niszczenie polskiej religijności, to dla Lisa i jego niemieckiego pracodawcy ani tania sensacja, ani tym bardziej dowód braku opanowania, lecz sprawa o wymiarze państwowym, czy nawet ogólnoeuropejskim, natomiast, bardzo przepraszam, ale co to ma być z tymi lekarzami bezkarnie mordującymi małe dzieci??? Osobiście cały rząd Platformy Obywatelskiej chętnie widziałbym wyprowadzany w kajdankach, a samego Donalda Tuska dodatkowo w łańcuchach na nogach, ale w życiu by mi nie przyszło do głowy, by bić w dzwony, bo polska służba zdrowia bezkarnie morduje pacjentów. Raz na miesiąc zachodzę do swojej rejonowej przychodni odebrać receptę na leki i za każdym razem widzę ludzi, którzy wchodzą i wychodzą od lekarza, i daje słowo ani razu ani nie widziałem, by tam ktoś umarł, ani nawet o podobnym przypadku nie słyszałem. Wręcz przeciwnie, zawsze miałem wrażenie, że tam się uzyskuje przynajmniej podstawową pomoc. A ten kretyn dostaje histerii, bo ktoś gdzieś zamiast żyć, umarł. To ja już podejrzewam, że więcej osób dostało zawału serca ze zdenerwowania, czytając te idiotyzmy produkowane przez zatrudnianych przez Lisa dziennikarzy, niż wykończyli źli lekarze.
No ale i tu jestem gotów uznać, że za tą akcją stoją sprawy wagi państwowej, o których wie Lis i paru jego kumpli. Ja jestem nawet gotowy przyjąć, że wszystko co robi Lis to dokładnie przemyślana akcja, gdzie nie ma miejsca ani na emocje, ani tym bardziej na histerię. W tej sytuacji ja jednak proponuje wrócić do początku tej dzisiejszej refleksji, gdzie wyraziłem przekonanie, że moje pretensje do prawicowych dziennikarzy o zaniżanie poziomu są spowodowane tym, że ja nie wiem, co się wyprawia w świecie mafii prawdziwej, a nie dopiero aspirującej. Zapomnijmy więc na moment o poglądach, i popatrzmy tylko na ten fragment twórczości publicystycznej Tomasza Lisa:
Ojciec Rydzyk i profesor Legutko, bracia mniejsi Karnowscy i publicysta Warzecha – wszyscy oni w czekoladowym orle dostrzegli symbol: oto naród, a przynajmniej jego lemingowsko-komorowska część, skarłał. Zamiast patriotyzmu, łez, czynu i krwi – niepowazna błazenada. To że nasza prawica wciąż chce przelewać krew, jest dobrą informacją dla stacji krwiodawstwa. Ale głupie lemingi i słoiki zamiast przelewać krew, zechcą może zeżreć czekoladowego orła, a przecież wiadomo, że krwiodawca dostaje czekoladę po oddaniu krwi, a nie zamiast”.
O co mi chodzi? Otóż mnie się dotychczas wydawało, że w ten sposób – a więc zarówno jak idzie o dowcip, inteligencję i ów styl polegający na tworzeniu niekończącej się serii zdań podrzędnych – potrafi pisać tylko jeden człowiek, a mianowicie bloger Pantryjota. Wygląda dziś na to, że Lis jest gorszy. W jaki sposób? W taki mianowicie, że Pantryjota ten greps by pociągnął dalej do objętości porządnej blogerskiej notki , a Lis pękł intelektualnie po głupich pięciu zdaniach. Co tam Pantryjota. Nawet ja to potrafię. Proszę posłuchać. Oto dalszy ciąg tego cyrku, gdyby tylko Tomasz Lis miał więcej talentu:
„Zamiast, to on najwyżej może oddać mocz na mur. Musi tylko uważać, żeby to nie był mur jakiegoś kościoła, bo kto wie, co wewnątrz się dzieje. Może jakiś ksiądz tam szkoli kolejne roczniki przedkomunijnych dzieci. A dzieci, jak to dzieci, są zawsze chętne do ustępstw, założywszy, że ksiądz w kieszeni ma jakąś nagrodę. Co to za nagroda? Oczywiście to może być czekoladowy batonik, ale również bilet wstępu do Telewizji Republika, która ostatnio zaczęła dostarczać wsparcia taliibom od smoleńskiej mgły, co jak wiemy, szczególnie gdy sondaże chwilowo zwyżkują, jest sprawą wagi państwowej, oczywiście w rozumieniu Jarosława Kaczyńskiego i jego bratowej, o ile oczywiście nie zdecydowała się ona jeszcze na występy na festiwalu piosenki patriotycznej w Przeworsku, co by stanowiło dla niej pewną szansę, nawet jeśli smoleński lud…” i tak dalej, i tak dalej.
Lis nie potrafi odstawić nawet takiego gówna. O co tu chodzi? Skąd się bierze taka nędza? No i wreszcie, jak to się dzieje, że taka nędza odnosi takie sukcesy. Z tego co słyszę, Lis miesięcznie – i z tego nieszczęsnego „Newsweeka” i z TVP – wyciąga jakieś 300 tysięcy miesięcznie. W omawianym dziś numerze, jest artykuł o mecenasie Rogalskim i 250 tys. złotych, które on podobno dostał od PiS-u przez miniony rok. 250 tysięcy!!! To, panie, straszne!!!! No, naprawdę, chyba trzeba poprosić Tomasza Lisa, żeby kolejny numer swojego tygodnika poświęcił tej skandalicznej sprawie: ile to niektórzy zarabiają, podczas gdy małe dzieci są mordowane w szpitalach.

Jeśli ktoś chce jeszcze czytać te nieśmiałe prośby na końcu każdej z notek, pragnę zapewnić, że to co niektórzy z nas chcą przysyłać, jako wsparcie dla tego bloga, to podstawa naszego przeżycia. Jeszcze przez półtora roku. I ja wcale nie kłamię. Bardzo więc proszę, jeśli tylko komuś zbywa, nie zapominajcie o mnie. Dziękuję.

10 komentarzy:

  1. Ja myślę, że wszyscy jednak jadą na 100% możliwości, tyle ile im fabryka dała. To my jesteśmy tak w przodzie, że widzimy ten kicz który oni wciskają publice.
    A reszta świata robi swoje w pocie czoła:
    http://www.culture.pl/kalendarz-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/L6vx/content/rosjanie-w-warszawie-%E2%80%9E%D0%B4%D0%B0!%D0%B4%D0%B0!%D0%B4%D0%B0!%E2%80%9D

    http://wiadomosci.onet.pl/nauka/firma-kurierska-zgubila-paczke-z-robotem-polakow-n,1,5525503,wiadomosc.html

    OdpowiedzUsuń
  2. @toyah

    Gdy zastanawiam się nad tymi niewymawialnymi, co to czyhają za węgłem na każde odblokowanie tutejszej moderacji, to chyba pewnej okoliczności nie uwzględniasz.

    To są pewnego rodzaju sieroty, bez poczucia przynależności. Poczucie tej krzywdy elektryzuje ich gniewem. Ten zaś wymaga wyładowania. Tymczasem jak i gdzie to zrobić, skoro jedną okładką tego kondensatora gniewu jest osobista impotencja (proszę bez zawężających skojarzeń), a drugą impotencja w przestrzeni publicznej wymiany informacji?

    Naprawdę nie ma gdzie pójść i się wyiskrzyć. Popatrz, jaki marazm na s24. A gdzie indziej tak samo. Choćby te tuski i lisy nie wiem jak tam kitami machały i kły szczerzyły, to i tak nuda, ad nauseam. Z tym, że ugryźć mogą, a nie wiadomo jak jest z refundacją szczepionki.

    No to gdzie wyiskrzyć swoje poczucie krzywdy? Gdzie przylecieć rozpierduchę zrobić za wszelkie krzywdy, Zeusa odegrać Gromowładnego?

    A tu piorunochron i z energii zostaje kupa. No, żesz ty ...

    -------------

    Blogowa zasada zachowania energii – empiryczne prawo stwierdzające, że suma wszystkich rodzajów energii jest w blogu stała. Może jedynie zmienić się forma energii. Tak np. podczas spalania się trolla jego energia nagrzania zmienia się w energię fekalną.

    OdpowiedzUsuń
  3. @crimsonking
    Mam nadzieję, że ci wynalazcy się jakoś na to, że ktoś im może tę ich przesyłkę podpieprzyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan
    To moderowanie komentarzy w normalnej sytuacji działa bardzo dobrze, tyle że ostatnio dużo jestem za domem, a od czasu jak mi ukradziono komórkę, używam jakiegos gówna, które nie obsługuje Bloggera. Ostatnio juz miałem takie wyrzuty sumienia, że postanowiłem je wyłączyć. No i stało się tak, jak to pięknie opisałeś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy tzw. "słoiki", to są prowincjusze napływowi do Warszawy z nadzieją kariery?

    Np. z Zielonej Góry, tak jak sam Tomasz Lis?

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah
    Jak bym chciał żeby to naprawdę jakiś przygłup z firmy kurierskiej nawalił a nie że ktoś ich wystawił. Miałem ostatnio przygodę z kurierem to wiem że jest jakaś porażka. Bo jak ich ktoś zważył za parę srebrników już na starcie to ciemna noc.
    Nic nie zabezpieczysz, jak zginęło to oddadzą odszkodowanie, które można sobie w buty wsadzić.
    Nie mamy pańskiego płaszcza.

    http://pclab.pl/news53474.html

    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    No właśnie tego fragmentu nie zrozumiałem. Nie wiem, kto to taki te słoiki. Znając poczucie humoru Lisa, no i orientując się na temat numeru, uznałem, że może chodzić o starszych ludzi stojących w kolejce do lekarza, albo umierających w szpitalach.

    OdpowiedzUsuń
  8. @crimsonking
    Ja też bym tego sobie życzył, ale nie jest w ogóle możliwe, żeby to był przypadek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ponoć słoikami nazywa się w W-wie przybyszy z innych miast (że to przywożą wałówkę na cały tydzień w słoikach).
    Tak czytałem - sam z W-wy nie jestem więc nie wiem.
    Piszę W-wy, bo chyba tak to miasto trzeba nazywać. Prawdziwą Warszawę zburzyli Niemcy, a to co powstało to właśnie W-wa, którą rządzi gronkowiec.

    OdpowiedzUsuń
  10. @toyah

    Blog służy m.in. do wymiany i weryfikowania wiadomości. Zatem, o ile się dobrze orientuję, w zalisiu i w innych rejonach pogardy funkcjonuje nowa nomenklatura: "słoiki".

    Służy ona wyodrębnieniu nowych, napływowych mieszkańców zasysanych do Warszawy z nawet dość dalekich okolic. Zdaje się, iż są oni pogardliwie odrzucani w zakresie ich ewentualnej integracji, zwłaszcza ze "starymi rodami" o korzeniach nobliwych, jak lisie.

    Z drugiej strony możliwe, iż Warszawa obecnie nie ma już żadnej kulturowej oferty integracyjnej, a jest społeczną pustynią. Poszczególne studnie obsiedli wybrani, ale skoro mają te bogactwo (studnie!), to przecież nie uchodzi samemu pracować. Honorowym zajęciem jest zaś eksploatacja przybyszów, zwabionych widokiem szklanki wody.

    Istotną nowością jest, że dzisiejsi przybysze znaleźli rozwiązanie polegające na zachowaniu swojej integracji (społecznej i majątkowej) z okolicami pochodzenia. Stąd mają się brać m.in. te weekend'owe exodus'y na drogach z Warszawy.

    Rzekomo w bagażnikach powracających na ich poniedziałkowe szychty rozlega się brzęk słoików z wałówką na nadchodzący tydzień. Ot i geneza nazwy.

    Bezczelne chamstwo woli bowiem swoje weki od wielkomiejskiego suszi. Mniejsza o inne bezczelności, ale cierpi na tym wartość posiadania studni:

    Lis wnet spuścił pysk na dno, udając, że pije;
    Cmoka mocno, głośno chłepce
    I tak sam do siebie szepce:
    "Oto mi woda, takiej nie piłem, jak żyję!
    Smak lodu, a czysta cudnie.
    Chce mi się całemu spłukać,
    Ale mi ją szkoda zbrukać,
    Szkoda!
    Bo co też to za woda!"


    ----------
    Cytat z tego, co każdy Polak znać powinien.

    OdpowiedzUsuń