piątek, 17 lutego 2012

O duchach w świecie materii

Jechałem sobie rano autobusem do pracy i, jak co dzień, sprawdzałem, co słychać w Sieci. I oto nagle, kiedy wpisałem „toyah.pl” zostałem przekierowany na nazwa.pl, czyli stronę firmy od której kupiłem sobie ten adres, z zachętą, bym sprawdził, czy domena toyah.pl nie jest przypadkiem wystawiona na sprzedaż. Spróbowałem raz jeszcze, i jeszcze raz i kolejny raz, i za każdym razem, zamiast na blog, byłem kierowany do tej strony z ewentualną ofertą kupna mojej domeny. Pierwsze co sobie pomyślałem, to to, że pewnie coś im się tam poprzestawiało, i za chwilę wszystko się uporządkuje. Kiedy jednak sytuacja się przeciągała, i jakakolwiek próba wejścia na blog kończyła się w ten dziwny sposób, pomyślałem sobie, że właściwie a niby czemu nie miałoby się zdarzyć coś takiego, że toyah.pl przestałby działać, i to działać ostatecznie? Że oczywiście toyah1.blogspot.com, jako raczej pozostający poza wpływami Systemu, pozostałby nietknięty, natomiast podstawowy adres tego bloga, zostałby faktycznie wystawiony na sprzedaż, z tym zastrzeżeniem, że jak idzie o mnie, to ja już go kiedyś miałem i to mi powinno wystarczyć.
Oczywiście, ani nic takiego, jak widać, się nie stało, ani też – co muszę być może naiwnie przyznać – takiego rozwiązania na poważnie nie brałem pod uwagę, natomiast wciąż mi po głowie chodzi ta jedna myśl, że a niby czemu nie, no i jeszcze jedna – jakie ja bym mianowicie miał możliwości obrony wobec tego typu agresji? Oczywiście mógłbym napisać w tej sprawie specjalny tekst, który by się jak najbardziej na blogu ukazał, natomiast ci którzy by go przeczytali, to już by pewnie byli bardziej ci, którzy mnie w tej sytuacji postawili. Z całą pewnością naturalnie ten temat u siebie na blogach poruszyliby niektórzy z tych, dla których to co ja tu piszę, ma jakieś znaczenie. I być może nawet na Nowym Ekranie zrobiłaby się z tego drobna, parodniowa awantura. Ale na tym, z całą pewnością by się skończyło.
Na pewno też mógłbym sam spróbować zorganizować w tej sprawie jakąś akcję, albo wytaczając nazwie.pl sprawę, lub nawet interweniując u miejscowego posła Prawa i Sprawiedliwości. Mógłbym pisać do gazet, mógłbym nawet napisać do samego Premiera, lub – skoro już wpadamy w absurdy – wyjść na ulicę z tablicą na kiju i rozpocząć publiczny protest. Jestem pewien jednak, że każdy z nas świetnie wie, że jedynym tego wszystkiego efektem mogłoby się stać najwyżej to, że ktoś by mi zwrócił przekazem tych parę złotych za niewykorzystany czas korzystania z domeny. I tyle. Więcej nie stałoby się nic.
Ktoś mi powie, że Polacy dziś z całą pewnością mają znacznie więcej problemów, niż to, że komuś pomyłkowo – z całą pewnością pomyłkowo – odebrano domenę, i to problemów znacznie bardziej serio. Że mój żal o to, że istnienie, lub nieistnienie tego bloga, tak naprawdę mało kogo interesuje jest co najmniej bezczelny. No i że on z całą pewnością świadczy o tym, że mi się już mocno w głowie od tych paru komplementów poprzewracało. Proszę więc pozwolić mi wyjaśnić, skąd mi się to wszystko dziś wzięło. Otóż parę dni temu, nasz kolega Coryllus dostał kolejnej cholery, tym razem w związku z tym, że w którejś z najświeższych wypowiedzi, Andrzej Zybertowicz wezwał do tworzenia tak zwanych Archipelagów Polskości, które pod troskliwą opieką specjalnie sprowadzonych „coachów”, będą jednoczyły wszelkie bardziej i mniej drobne patriotyczne inicjatywy w Polsce, których, zdaniem Zybertowicza, są dziś „tysiące”. Ponieważ Coryllus nie tylko uznał, że tworzenie tego rodzaju coachingu jest kosmicznym skandalem, ale że w dodatku to gadanie o „tysiącach” inicjatyw, to kompletna bzdura, poprosił tych, którzy się z nim nie zgadzają, by mu zechcieli wskazać choć jedną z owych patriotycznych inicjatyw. Ponieważ strach na czytelników bloga Coryllusa padł tak blady, że nikt, w obawie że zostanie wyśmiany, nie spróbował wymienić choćby tylko Klubów Gazety Polskiej i Solidarnych2010, zgłosiłem się ja i napisałem Coryllusowi, że być może Andrzej Zybertowicz miał na myśli mój blog. W końcu, jak by nie patrzeć, to że ja go swego czasu stworzyłem, było jak najbardziej inicjatywą i nieskromnie twierdzę, że na jej początku stał mój patriotyzm. Wprawdzie ja do jej kontynuowania nie potrzebuję tego, by mi Zybertowicz wysyłał jakiegoś coacha, który mi powie, jak ja mam ten blog prowadzić, by Archipelag Polskości rozkwitał, zwłaszcza, że tym coachem mógłby zostać Łukasz Warzecha na przykład, a ja bym tego nie zniósł, jednak wciąż twierdzę, że ten blog zupełnie dobrze kwalifikuje się do tego, by został uznany za inicjatywę patriotyczną.
A więc, mając w pamięci ów mój komentarz na blogu Coryllusa, zacząłem sobie myśleć, że skoro Andrzej Zybertowicz planuje objąć swoim patronatem te „tysiące” patriotycznych inicjatyw, jakie pojawiły się w Polsce w ostatnich latach, to może, gdyby System z jakiegoś powodu uznał, że ten mój blog się nie nadaje do tego, by się szarogęsić w publicznej przestrzeni, i tę myśl wprowadził w życie, on by jakoś zechciał mnie wziąć w obronę? A skoro on, to może i jego znajomi, no i – konsekwentnie – wszyscy ci, których on by o zdarzeniu poinformował? W końcu ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że gdyby rząd Donalda Tuska przepchnął przez Parlament ustawę faktycznie delegalizującą działalność Klubów Gazety Polskiej, oni by jakoś zareagowali. Jednak dokładnie tak samo jak nie mam wątpliwości co do tego, nie mam też najmniejszych wątpliwości, że gdyby ten blog został urzędowo, lub quasi-urzędowo, skasowany, Andrzej Zybertowicz nawet by nie mrugnął okiem. Nie mrugnąłby okiem ani Zybertowicz, ani Sakiewicz, ani Pospieszalski, ani w ogóle nikt z tego patriotycznego towarzystwa. Nie mrugnąłby okiem nikt. Zero. Nikt. Z wyjątkiem tych kilku osób, które ten blog czytają i wspierają – nikt.
Skąd ja to wiem? Stąd mianowicie, skąd wiem różne inne rzeczy, a więc z życia i doświadczenia. A moje doświadczenie jest takie, że oni wszyscy mają w nosie wszystko, o ile nie dojdą do wniosku, że ich zaangażowanie może przynieść jakieś korzyści im samym. I odwrotnie. Jeśli tylko zobaczą, że owo zaangażowanie może im, już nawet nie zaszkodzić, ale sprawić kłopot, lub choćby zabrać cenny czas, angażować się nie będą. No dobra. Niech będzie, że oni też mogą trochę powalczyć, jeśli trzeba się będzie wstawić za kolegą. Kiedy niedawno w wywiadzie z Janem Dworakiem pewnym momencie któryś z Karnowskich szturchnął troszeczkę Piotra Lisiewicza, dziennikarza Gazety Polskiej, Tomasz Sakiewicz temu wydarzeniu poświęcił cały osobny tekst na niezależnej.pl.
Ale moje doświadczenie ma też wymiar bardzo konkretny i bardzo osobisty. Pamiętam jak już po Katastrofie Smoleńskiej – co tu akurat jest bardzo ważne, choćby ze względu na to że to był czas gwałtownego tworzenia się wspomnianych wyżej „Archipelagów Polskości” – zamieściłem w Salonie24 kilka zdjęć upamiętniających zamordowanego w Smoleńsku Prezydenta, ale też choćby tylko i jego wnuczki. Znalazłem te zdjęcia w Internecie, gdzie są dostępne do dziś, opublikowałem je na blogu, i wtedy spółka „Agora” zwróciła się do Igora Janke, by mój wpis wraz z tymi zdjęciami usunął, bo to są ich zdjęcia i oni sobie nie życzą, bym ja je u siebie wklejał. Wydawałoby się, że ktoś taki jak Igor Janke, a więc przedstawiciel mediów, pozornie przynajmniej, „Agorze” obcych, powinien tę sytuację wykorzystać do bardzo zdecydowanej obrony „swojego” blogera, ale przede wszystkim do bezkompromisowej kampanii przeciwko szczególnie perfidnej cenzurze. Nic takiego się nie stało. Janke natychmiast położył uszy po sobie, usunął cały mój wpis do czasu tych zdjęć tam już nie będzie, a kiedy już wszystko się uspokoiło, nawet się nie zająknął, że coś się tak naprawdę stało. Po kilku miesiącach wprawdzie odezwał się Janek Pospieszalski, ale też bardzo przypadkowo i mocno obok prawdziwego problemu.
Nic takiego. To proszę sobie przypomnieć coś innego. W roku 2010 otrzymałem nagrodę Onetu dla politycznego bloga roku. Najpierw myślałem sobie, że to mi w zupełności wystarczy, ale tak się jakoś stało, że kiedy w następnym roku dostałem informację o kolejnej edycji konkursu, postanowiłem zgłosić się ponownie. I nagle się okazało, że Onet postanowił mnie do konkursu nie dopuścić. Ponieważ nie mógł tego zrobić w sposób oficjalny – startuje każdy kto ma na to ochotę – oni zdecydowali udawać, że ja się nie zgłosiłem. Wysyłałem zgłoszenie, oni tego zgłoszenia nie przyjmowali, pytałem ich, dlaczego, a oni wyjaśniali, że nie dostali zgłoszenia, i żebym wysłał je raz jeszcze. Wysyłałem je ponownie… i wszystko odbywało się tak jak poprzednio. W końcu zrezygnowałem, opisałem sprawę na bogu… i nic. Jakby nie stało się nic.
I znów ktoś powie, że co ja sobie wyobrażam? Że mi się zdecydowanie za dużo wydaje. Że jeśli sądzę, że ten blog ma jakiekolwiek znaczenie, jestem w dużym błędzie. I okay. Niech tak będzie, choć nie sądzę, żeby on znaczył mniej od większości pozostałych. Ba! Od niemal wszystkich pozostałych. A poza tym, w końcu ja sobie tej nagrody nie wymyśliłem. Ja ją autentycznie dostałem. W roku 2010 Onet uznał oficjalnie, że w całym poprzednim roku, ten własnie blog był najlepszy wśród politycznych blogów w Polsce. A przy okazji kolejnej edycji stanął na głowie, by go do konkursu nie dopuścić. Dlaczego? Oczywiście mieć pewności nie mogę, ale sądzę, że dlatego, iż wiedział, że ja się zakwalifikuję do finału, i tam już oni nie będą mieli innego wyjścia, jak mi dać tę nagrodę znowu. A tego zrobić nie chcieli.
Ale zaryzykuje i powiem coś jeszcze. Ja uważam że za tym postępowaniem stały dokładnie te same powody, dla których dziś ani „Gazeta Polska”, ani „Uważam Rze”, ani Janke w Salonie ani razu, ani jednym słowem się nie zająknęli, że jest do kupienia bardzo w końcu patriotycznie motywowana książka o liściu. Pamiętam jak Piotr Lisicki kiedyś krótko wspomniał, że mój tekst o Annie Walentynowicz jest „najpiękniejszym” tekstem o Walentynowicz, jaki on w życiu czytał. No ale wtedy ja jeszcze byłem nikim i mu pewnie w żaden sposób nie przeszkadzałem. Dziś tamten tekst jest jednym z tekstów zamieszczonych w tej książce. Czemu on więc choć jednym zdaniem o niej nie wspomni? Ot tak, w ramach wspierania oddolnych inicjatyw patriotycznych. Dla dobra Ojczyzny. A Zybertowicz? Niech sobie ją kupi i da w prezencie jednemu ze swoich coachów, żeby ten ocenił, czy jeszcze co ze mnie będzie.
Jak jednak mówię, nie wiem. Może się mylę. Może przyczyny i tu i tam były inne. Natomiast to wiem na pewno – że numer z odrzuceniem mojego zgłoszenia był zrobiony celowo. To był przejaw bardzo ciężkiej agresji. Czy może szeroko pojęty obóz patriotyczny zainteresował się tym, że doszło do aż tak owego nadużycia w stosunku do jednej z owych patriotycznych inicjatyw, o którym on tak bardzo dużo lubi gadać. Czy może Igor Janke, jako przedstawiciel najpoważniejszego niezależnego rzekomo portalu blogerskiego w Polsce, zadał chociaż Onetowi pytanie, dlaczego oni wykluczyli z tego konkursu ubiegłorocznego laureata? Oczywiście że nie. I jest czymś kompletnie nieważnym, czy on tego nie zrobił dlatego, że go to mało obchodziło, czy dlatego, że on sprawy w ogóle nie znał. Bo efekt i tak jest ten sam. On to wszystko co się dzieje poza jego własnym interesem ma głęboko w nosie. Ale przecież nie tylko on. Całe to podobno dobrze Polsce życzące towarzystwo dobrze życzy wyłącznie sobie.
Jeśli ktoś się tu w tym momencie uśmiecha z zażenowaniem, że ja znów ględzę o tym Janke, tak jakby mi się coś stało z rozumem, opowiem coś bardzo ciekawego na temat tych bardziej „naszych” z jego kumpli dziennikarzy, a mianowicie o tzw. niepokornych z „Uważam Rze”. W najświeższym numerze znalazłem przedziwny tekst Eryka Mistewicza. Otóż Mistewicz szydzi z Wojciecha Maziarskiego, że ten zasugerował jakoby prasa stanowiła IV władzę, filar obywatelskiego społeczeństwa i gwaranta demokracji. Mistewicz tłumaczy temu dziwnemu człowiekowi, że jego ten typ refleksji może tylko kompromitować, skoro już od wielu, wielu lat powszechnie wiadomo, że prasa nie reprezentuje niczyich interesów poza interesami, powiedzmy, reklamodawców. Że oficjalny rynek prasowy stanowi część Systemu, który jeśli ma cokolwiek na względzie, to z pewnością nie wolność i rozwój demokracji. Że jest nawet wręcz odwrotnie, i tu cytat: „Dotychczasowe media, sytuując się jako jedyni obrońcy wolności i demokracji, tłamszą demokrację. Obsadzając siebie w roli strażników jej wartości, odmawiają jednocześnie tego prawa innym. Tak jak odmawiają użytkownikom sieci, zbiorowej mądrości”. Ktoś pewnie się zaciekawi, jak tego rodzaju informacja została przyjęta przez kolegów Mistewicza z „Uważam Rze”. Oczywiście oni mogli ten jego felieton zwyczajnie odrzucić, no ale, jak wiemy, z kolegami tak się nie robi. A więc co zrobili? Zwyczajnie. Umieścili tę myśl jeszcze raz wcześniej, w podtytule, tyle że zamiast mediów „dotychczasowych” dali media „tradycyjne”. Proste, czyż nie?
To bowiem jest, proszę miłych państwa, jedno towarzystwo. Powtarzam to po raz kolejny i będę to powtarzał do znudzenia. Że jest tak, że oni mają swoje interesy, a to co nas dotyczy, w ogóle nie stanowi ich sprawy. Niekiedy, owszem, nasze drogi się zejdą, ale jeśli nagle na siebie wpadniemy, to nawet nie będziemy mieli powodu, by się na chwilę choćby zatrzymać. No i najważniejsze. Oni nie są przyjaciółmi. To są wrogowie jak cała reszta. Gdybyśmy byli silniejsi, moglibyśmy oczywiście ich wykorzystać jako tak zwane mięso armatnie, ale ponieważ jesteśmy tylko tu i tylko w ten sposób, możemy o nich zwyczajnie zapomnieć. A jeśli ktoś nas spyta, jak to możliwie, że nie ma nikogo, zupełnie nikogo, możemy się pocieszyć, że nie jest aż tak źle. Wczoraj widziałem w telewizji naprawdę piękną scenę. Akurat było tak, że z posiedzenia komisji kultury wracał ojciec Tadeusz Rydzyk i został zaczepiony przez jakiegoś nieznanego mi bałwana z TVN24 – oni ostatnio chyba naprzyjmowali nową partię zezowatych z krzywą szczęką – który się do ojca Rydzyka zwrócił z prośbą by ten coś mu tam zechciał powiedzieć do mikrofonu. Wówczas. Rydzyk zatrzymał się, uśmiechnął się dobrodusznie i powiedział mniej więcej tak: „Ja pana naprawdę szanuje, ale rozumie pan, no nie. Naprawdę nie. Wszystkiego dobrego panu życzę”. Powiedział to i uścisnął dupkowi dłoń. Dupek nawet nie drgnął. Tyle tylko, że, chyba zupełnie odruchowo, zdążył zareagować i wyciągnąć tę swoją rękę. I to było piękne. Że mamy wciąż tych dwóch ludzi, którzy unoszą się z wręcz niebiańską godnością nad tą całą hałastrą. I nic już ich nie jest w stanie dotknąć. Nic.

O książce szczęśliwie już było wyżej. Teraz tylko pozwolę sobie powtórzyć stałą prośbę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

46 komentarzy:

  1. @Toyah
    Oglądałem tą scenę z Ojcem Tadeuszem Rydzykiem.
    To było po prostu piękne, z wielką godnością odniósł się do tego dziennikarza a jednocześnie dał jasny sygnał jego mocodawcom,że z oszustami i kłamcami się nie rozmawia.

    Tego właśnie brakuje większości dziennikarzom - nawiązuję do poprzedniej notki - umieć w pewnym momencie swoim dotychczasowym rozmówcom, znajomym, powiedzieć nie "per Ty" ale "per pan".

    Wczoraj w programie Pospieszalskiego Dworak skracał dystans mówiąc do swoich rozmówców po imieniu (nie odważył się tego do posłanki Kruk - zapewne nigdy nie był z nią na "ty".
    Ale w stosunku do pozostałych jak najbardziej.
    W ten sposób dał im wyraźny sygnał - no może się trochę różnimy ale przecież stanowimy jedno...

    Smutne to ale jakże prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Toyahu, troszkę taka filozofia Kalego u ciebie. Buntujesz się na brak wolności, przeraża cię myśl, że ktoś komu się twoje teksty nie podobają mógłby je usunąć a co ty robisz z komentarzami nieco odbiegającymi od twoich opinii? Czasami widać taki komentarz przez chwilę (przez twoją nieuwagę?) a po jakimś czasie - nie ma. Albo starasz się obrazić autora. Jasne, możesz powiedzieć: 'mój cyrk, moje małpy' ale jeśli zależy ci na wolności wyrażania opinii to daj przykład jak się to robi, jak godnie przyjąć odmienne zdanie

    OdpowiedzUsuń
  3. @raven59
    Na mnie zrobiło wrażenie, że on go - nawet dokładnie nie wiem, jak to zrobił - ustawił pozycji kogoś, kto się mógł poczuć zaszczycony, że sam ojciec Rydzyk zgodził się go zauważyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie dwóch rzeczy żałuję. Że nie widziałem opisywanej przez Was sceny z TVN24(chociaż zachowanie redemptorysty to nihil novi) i że widziałem Janka/-ów. Przy czym ten drugi żal jest bardziej dojmujący.
    Wczoraj słyszałem gdzieś, że u Berlusconiego miał jakoby pojawić się o.Rydzyk. Odetchnąłem z ulgą, że do tego nie doszło.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Gall
    Ja usuwam wyłącznie trolli. A i to, jak przypuszczam, nie wszystkich.
    Co do tego Kalego, czy mógłbyś mi wskazać fragment mojego tekstu - jakiegokolwiek mojego tekstu - gdzie ja się skarżę na to, "że ktoś komu się moje teksty nie podobają mógłby je usunąć". Jedną moją wypowiedź, kiedy ja narzekam na to, że ktoś gdzieś usunął mój tekst.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah
    Ja jestem przekonany, że jak ktoś od nich idzie na taką akcję, to rżnie w portki.Jak by go nie przekonywali w centrali, że może pozwolić sobie na wszystko. Niezależnie czy to jakaś obsrajnoga jak wczoraj czy to Kolenda-Zalewska.

    OdpowiedzUsuń
  7. @zawiślak
    No tak. To faktycznie było mocne. Ja nawet do końca nie umiem opisać, jak on to zrobił. Po prostu czuło się ten majestat. No i to że on mu podał rękę. Niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  8. @zawiślak
    No właśnie nie wiem. Może za pierwszym razem myślą, że ten Rydzyk to głupek. Ale za każdym kolejnym, muszą się czuć coraz gorzej. Bez dwóch zdań.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę że ci dziennikarze odpowiednie szkolenie-przygotowanie przechodzą, zazwyczaj na przeciętnego rozmówcę takie socjotechniki wystarczają.
    Nie są natomiast w ogóle przygotowani na kulturalną odmowę,
    pomijam O. Tadeusza Rydzyka, przeciętny człowiek czy polityk ma parcie na szkło.
    Odmowa - kulturalna - dziennikarzowi nie mieści się w głowie...

    OdpowiedzUsuń
  10. @raven59
    Też wczoraj oni pokazali taka scenę, jak któryś z tych dziennikarzy - możliwe że ten sam - wyprowadził z równowagi którąś z posłanek PiS-u, jakoś dziwacznie się do niej uśmiechając. Ona zupełnie straciła głowę i zaczęła na niego wrzeszczeć. Potem przylazła Szczypińska i wtedy już krzyczały obie. A on się z nich śmiał.
    Ani Rydzyk ani Kaczyński by sobie na to nie pozwolili.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah
    oglądałem prawie całość retransmitowaną wieczorem i w nocy przez TV Trwam.

    Niektórzy dają się podchodzić jak dzieci - no i w ten sposób jest okazja do stworzenia takiego materiału ...

    OdpowiedzUsuń
  12. @ALL
    To, co Toyah tak obrazowo i jednoznacznie opisuje, a my dostrzegamy u wielu dziennikarzy w TV, czy innych mediach jest zapewne efektem, owej profesjonalnej i troskliwej opieki coachów.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah:
    proszę bardzo:
    spółka „Agora” zwróciła się do Igora Janke, by mój wpis wraz z tymi zdjęciami usunął, bo to są ich zdjęcia i oni sobie nie życzą, bym ja je u siebie wklejał. Wydawałoby się, że ktoś taki jak Igor Janke, a więc przedstawiciel mediów, pozornie przynajmniej, „Agorze” obcych, powinien tę sytuację wykorzystać do bardzo zdecydowanej obrony „swojego” blogera, ale przede wszystkim do bezkompromisowej kampanii przeciwko szczególnie perfidnej cenzurze. Nic takiego się nie stało. Janke natychmiast położył uszy po sobie, usunął cały mój wpis do czasu tych zdjęć tam już nie będzie, a kiedy już wszystko się uspokoiło, nawet się nie zająknął, że coś się tak naprawdę stało.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Gall
    Ja nie prosiłem o to by mi pokazać, gdzie ja mam pretensje do Igora Janke, że nie broni swoich blogerów przed atakami agorowskiej cenzury, ale żeby mi pokazać, gdzie ja się skarżę na to, że ktoś komu się moje teksty nie podobają je usuwa.

    OdpowiedzUsuń
  15. Po nitce do kłębka - poczytałem diagnozę Coryllusa oraz częściowo bezpośrednio prof. Zybertowicza o jego inicjatywie. Mam mieszane odczucia. Krytyka inicjatywy Zybertowicza przeprowadzona z nieco odmiennych punktów przez Coryllusa i Toyaha jest prosta i celna. Ale też - sięgając wstecz - nie da się jednoznacznie stwierdzić jak byłoby dziś bez takich inicjatyw czy krytykowanych tu mediów Sakiewicza. Bez nich w pewnym momencie mogłoby w ogóle zabraknąć pojęć do rozmawiania o polityce. Mówię to na swoim przykładzie: swego czasu, korzystając z tych źródeł, uodporniłem się na agresywną propagandę rodem z GW i miałem jakieś argumenty, gdy jeszcze - jak się zdawało - rozmowa między zwolennikami PiS oraz różnych systemowych projektów politycznych była możliwa. Kolejne porażki "sprawy polskiej" mogą być oczywiście argumentem, że owo "nasze" medialne zaplecze było jednak - pomijając obiektywne słabości - po prostu nieprzekonujące. Ale czy wtedy dałoby się skutecznie walczyć w mediach inaczej - nie wiem.

    Wracając do dnia dzisiejszego. Przyjmuję, że inicjatywa prof. Zybertowicza jest w wielu punktach nieprzemyślana a jego zaangażowanie nie tak jednoznaczne jak to wynika z deklaracji. Nadal ma jednak ona - jak dla mnie - duży walor. Nadaje pewien kierunek własnym przemyśleniom, skłania do zadania sobie podstawowych pytań - co jest przyczyną naszej słabości, co my mogliśmy zrobić lepiej, co można robić dziś prócz beznadziejnego czekania od jednych przegranych wyborów do kolejnych. Kolejne podsumowania faktów na temat degeneracji politycznej Polski - choć potrzebne - nie wystarczają.

    A poza tym wszystkim - jeśli przez głupotę Polaków, nasz kraj ma zniknąć z mapy, a język stać się jedynie zanikającym folklorem, to wolałbym już zginąć w jakiejś ostatniej beznadziejnej walce (choć mienię się filozofem).

    OdpowiedzUsuń
  16. @filozof grecki
    Przede wszystkim, ja się zasadniczo nie zgadzam z opinią, że gdyby nie Sakiewicz, nie mielibyśmy środków, by rozmawiać o polityce. To mi bardzo przypomina koncepcję, że gdyby nie tzw. opozycja demokratyczna (Michnik, Frasyniuk, Romaszewski), nie doszłoby do roku 1989 i do upadku PRL-u. Podstawą tego co jeszcze nam zostało były zawsze - i dziś i wtedy - owe inicjatywy patriotyczne, o których ostatnio wspominał Zybertowicz. Mój problem jednak polega przede wszystkim na tym, że oni mają nas w dupie. Zwyczajnie. Mają nas w dupie. I o tym był mój tekst.

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja myślę, że przez Ciebie zazdrość przemawia.
    Oczywiście masz rację, że to zamknięte środowisko, ale Twoja zazdrość aż bije po oczach. Ten sam problem ma Twoj przyjaciel Coryllus.
    Rozsyłaliscie teksty po redakcjach. Olewano Was.
    Coryllus przecież pracował na Czerskiej. Nie? Powtarzam: Na Czerskiej, nie na Iwickiej. Na Iwickiej bym jeszcze zrozumial, ale na Czerskiej?
    Ciekawe jak byście pisali gdyby wam dano powiedzmy etat komentatora w wiadomych czasopismach. Tez byscie psy wieszali?
    Czyli tak:
    Wszyscy są be, tylko jeden Bachurski jest cacy. Czemu cacy? Bo jak kiedyś napisałeś: on mnie żywi.
    Nieważne kim jest ten szemrany facet. Ty kiedyś napisałeś: Nie powiem na niego złego słowa, on mnie żywi.

    Dobre :)

    I jeszcze na temat trolowania.
    Niedawno u RRK-i pytaleś o Sasina. Bodajze 3 razy zadawales to samo pytanie nie związane w ogole z notką. Czysty troling.
    Rudecka Ci spokojnie odpisywała.
    Pomyslalem sobie: Kurczę? przecież gdyby ktoś z komentatorów tak u Ciebie się zachowywał, to po drugim takim pytaniu byłby wziety za kołnierz i wyrzucony.
    Czyż nie tak Toyahu?

    Dawno takiego hipoktyty nie widziałem. Jedynie ten Twój kolega C. Ci dorównuje. Dobraliście się jak w korcu maku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. a i jeszcze coś. Przypomniał mi się tamten Twój komentarz o Bachurskim. Cos pisales o Magdzie Figurskiej, ze jej jakiś tam komentarz dotyczący Twoich apeli o finansowe wsparcie nazwany przez nią wykroczeniem.. itd. to takie "podpierdalanie"
    A przecież to Twoja redakcyjna koleżanka:)
    Nie wiem czy Ty widziałeś jakąś redakcję na oczy. No może ze szkołą zwiedzałeś "Trybunę Robotniczą"?
    Bachurski, jego laska, jego żona, i M. Pujszo na dokładkę. I to jest cała redakcja. Dwa zagracone pokoje w obskurnej kamienicy.

    Oj, Toyah. Jak Ty na siłe starasz się dowartościować.
    Ty i Twoja REDAKCYJNA koleżanka.
    No coś pięknego.

    OdpowiedzUsuń
  19. @dr3
    Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać pod drzwiami, ale sam rozumiesz. Spałem. O tej porze ja już nie klikam.
    a teraz od razu odpowiem Ci na oba komentarze.
    1. Przede wszystkim, o jakiej zazdrości Ty mówisz? Że niby ja bym chciał pisać dla "Uważam Rze". To że Ci w ogóle taka myśl przyszła do głowy - nawet w formie złośliwości - świadczy tylko o tym, że ten blog jest dla Ciebie zbyt, ze tak powiem, wyrafinowany.
    2. W języku polskim obskurny pokój, w którym pracują cztery osoby, z czego jedna to tzw. redaktor naczelny, nazywa się "redakcją". To słowo nie ma w sobie żadnego czynnika wartościującego. Tak jak "dyrektor", "doktor", czy "magister", czy "minister". Jeśli przyszło Ci do głowy, że ja użyłem zwrotu "redakcyjna koleżanka", żeby się dowartościować, ten fakt może świadczyć tylko o Tobie. W ogóle to, że Ty tak dużo mówisz o dowartościowywaniu się, świadczy bardziej o Tobie, niż o mnie
    3. Ponieważ sytuacja jest taka, że Ty znasz moje imię, nazwisko, wiek, sytuację rodzinną i zawodową, a nawet prawdopodobnie wiesz jak wyglądam, a ja o Tobie nie wiem zupełnie nic, forma jaką wybrałeś dla tej rozmowy uniemożliwia mój w niej udział. W związku z tym, Twoje ewentualne kolejne komentarze pozostawię bez odpowiedzi, lub - jeśli nie będą dotyczyły treści notki - będę usuwał.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Toyah
    Bardzo proszę, usuń trolla.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem co tu taki mały ruch? Jak dr3 ma zdominować to miejsce, będzie to bardzo smutne.
    Wracając do tekstu, tez tak myślę, że my mamy być sprowadzeni do konsumentów, co najwyżej świadomych konsumentów, ale tylko konsumentów. Karnowscy, Sakiewicz czy Pacewicz, Miecugow z drugiej strony, już mogą robić za kapłanów. Ci pierwsi jednak mnie przejmują. Bo co by nie mówić, jakąś nadzieję oni pozostawiają. I to chyba jest najgorsze. Bo jak pomyślę np., że takie znakomite pióro jak Twoje toyah, tak cenne smoleńskie śledztwo blogerskie pod przewodnictwem FYM, czy nieszablonowe analizy Ściosa oni po prostu mają w dupie. To jak to można inaczej ocenić? Janku przez Dworaka do Pospieszalskiego, bardzo mnie zasmuciło... z drugiej strony wiem, że on w bezpośrednich kontaktach jest ujmujący.

    OdpowiedzUsuń
  22. Z ostatnich miesięcy a także z tych znakomitych tekstów oraz wielu komentarzy wyłania się przygnębiający obraz Polski. Myślę, że trzeba czasem wspomnieć o faktach i trendach dających nadzieję. Moim zdaniem sondaże i wybory od 2007 roku są systematycznie fałszowane. Wybory może nie całkowicie o 180 stopni, ale mocno dostrajane do potrzeb systemu; natomiast sondaże fałszowane są bezwstydnie. Myślę, że fałszowanie sondaży w połączeniu z pseudoaferami typu "obrażenie pani Merkel" nie raz już zapobiegło efektowi "śniegowej kuli" na korzyść PiS. Główny cel, który jest realizowany to bezpieczna koalicja prosystemowa taka jak PO-PSL. W ostatnich wyborach dodatkowo moim zdaniem zostały poprawione wyniki Palikota.

    Druga sprawa to nastroje społeczne, które od 2006-2008 bardzo się zmieniły. W miejsce bezmyślnej nienawiści do PiS pojawia się często dezorientacja i wyczekiwanie. Ale też nieporównanie więcej ludzi niż wtedy zrozumiało, co się dzieje w Polsce. Te trendy społeczne będą przez systemowe media skrywane i przykrywane sterowanymi "wstrząsami" politycznymi jak najdłużej, nie bacząc na logikę i jakąkolwiek przyzwoitość. Nie będzie słabnąć "walka o internet", który jest w tej chwili chyba główną dziurą w medialnym systemie kłamstwa. Walka nie tylko przez przepisy ograniczające swobody, ale i przez sterowanie informacją i komentarzami.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Filozof grecki
    W kwestii owej walki, a raczej podejmowanych wysiłków zatykania "dziur w systemie kłamstwa". Proszę zauważyć, co dzieje się z nie udostępnianiem TV Trwam miejsca na multipleksie. Internet jest ważnym narzędziem np: w komunikacji, czy dezinformacji lub edukacji współczesnego społeczeństwa. Jednak chyba trudno przecenić w/w oddziaływaniach i procesach, także w kształtowaniu opinii publicznej, czy kreowaniu obrazu rzeczywistości - rolę i znaczenie TV(obrazu i fonii).

    OdpowiedzUsuń
  24. @Marylka
    Tego dr3? Jakoś go znoszę. Ale myślę, że i tak zbliżamy się do mety.

    OdpowiedzUsuń
  25. @JSW
    Ruch jest dość duży. Gorzej z komentarzami. No ale niestety, tak to czasem tu się dzieje. Prawie nikomu poza trollami komentować się nie chce, a później się dziwimy, że trolle przejmują inicjatywę. Już widzę, że się pojawił następny. Dziwne, ale tak to czasem wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  26. @JSW
    Ujmujący? Dworak? Możliwe. Podobno Urban tez jest ujmujący.

    OdpowiedzUsuń
  27. @filozof grecki
    Ja natomiast bardzo chciałbym wiedzieć, czemu oni się tak ostatnio wzięli za Tuska i jego Platformę? To jest bardzo dziwne. Wczoraj Staniszkis sugerowała, że Służby już go mają dość. Tylko co w zamian?

    OdpowiedzUsuń
  28. @toyah
    Nie zrozumieliśmy się, miałem na myśli oczywiście Pospieszalskiego, on na spotkaniach z ludzmi robi b. dobre wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  29. @JSW
    Pospieszalski też jest sympatyczny.

    OdpowiedzUsuń
  30. @toyah
    A jaki nacisk był na Tuska przed wyborami 2007, by sprzymierzył się z LiD? Tusk odmówił, co wyglądało zresztą na jedyne odważne posunięcie w jego całej karierze. Na krótko wygrał na tym, bo System był w sytuacji awaryjnej - wszystkie środki przerzucono na wygraną Tuska, nawet Kwach musiał pokazowo się sponiewierać. Ale ci, którzy pociągają za sznurki, mają czas... Dziś opinia publiczna jest zmanipulowana, a scena polityczna podzielona, co zawsze daje większe możliwości manewru służbom. Uznali, że jest dla nich na tyle bezpiecznie, że mogą sobie pozwolić na pewne kontrolowane wstrząsy. Jednego możemy być pewni - System przeprowadzi to tak, by skorzystać na tym jak najwięcej i jeszcze bardziej oddalić szanse naprawy Polski.

    OdpowiedzUsuń
  31. @filozof grecki
    Na moje oko, jeśli nie Platforma, to tylko Prawo i Sprawiedliwość.

    OdpowiedzUsuń
  32. @toyah
    No, System ma jeszcze trochę czasu. Myślę, że oni kombinują tak, by zlikwidować podział na tzw. 'zabetonowaną' scenę polityczną PO/PiS, bo w takim układzie nie byłoby już żadnego sposobu, kolejny raz zapewnić wygraną PO, nawet z pomocą fałszerstw. Do tego dalsze wspieranie tego projektu w mediach zbyt daleko przekroczyłoby granice absurdu. Postanowili więc rozproszyć scenę polityczną na wiele partii i przy pomocy mediów i sfałszowanych sondaży wypozycjonować PiS jako średnią partię bez szans na koalicję z kimkolwiek. Do tego będą robić wszystko, by kompletnie zohydzić ludziom politykę - eksponowanie afer, zgnilizny moralnej itp. Chodzi o doprowadzenie do bardzo małej frekwencji, co jeszcze ułatwi fałszerstwa.

    Nie powinniśmy popełnić błędu z 2007 i łudzić się, że wystarczy wygrana względna, a wśród innych posłów znajdzie się te kilkanaście procent przyzwoitych, którzy przejdą do PiS. Może w 2007 była na to nikła szansa, ale dziś trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie wystarczy przegrana PO. Konieczne jest mocne bezwzględne zwycięstwo PiS.

    OdpowiedzUsuń
  33. @filozof grecki
    A czy Ty wiesz, że dziś w Rzepie Janke rozmawia z blogerką Kataryną?

    OdpowiedzUsuń
  34. @toyah
    Hmm... Wywiadu nie znam, ale wygląda na to, że blogerka Kataryna jest już jakąś celebrytą :)

    OdpowiedzUsuń
  35. @filozof grecki
    Ani słowa więcej, bo znów jakiś cymbał powie mi, że jestem zazdrosny.

    OdpowiedzUsuń
  36. @toyah

    Nie masz powodów do kompleksów, w końcu nie do każdego przylatuje na kołczing Redaktor Warzecha. Prywatnym Jumbo Jetem.

    OdpowiedzUsuń
  37. Towarzystwo Kołczan powinniśmy powołać. Że jakby co, to już mamy.

    Wiesz, ja to się najbardziej boję, kiedy ktoś wpada na pomysł zatrudnienia, tym razem u NAS, takiego Mistewicza, czy innego magika od czasów z publicznością. I żeby kandydatów na posłów stylizował Jacyków. Zawsze są takie pomysły i są wcielane w życie. Z tego jest największa beka i obciach.

    OdpowiedzUsuń
  38. @redpill
    No tak. Dla mnie to jest wystarczający zaszczyt. Natomiast niektórzy sądzą, że dopóki moim kumplem nie zostanie redaktor Fausette, to się nie liczy.

    OdpowiedzUsuń
  39. @redpill
    To wcale nie jest śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  40. Kompletny offtop:

    Po Czubaszek wyciągnęli jakąś Tokarską-Cośtam. Polecam, wszystkim sie spodoba:

    http://wyborcza.pl/1,75475,11172689,Zyd_z_pieniazkiem_podbija_Polske.html

    OdpowiedzUsuń
  41. @baramaran rabasandramaran
    Antropolożka? No tak. Wszystko na swoim miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  42. @Toyah
    Wczoraj oglądałam rozmowę o Tusku z jeszcze jednym "naszym" - Michałem Szułdrzyńskim i jakimś nieznanym mi osobnikiem. Zgodnie z najnowszym trendem prowadząca sugerowała, że Tusk już się nie nadaje do rządzenia, że nawalił na całej linii, i nieustannie domagała się potwierdzenia. O Kaczyńskim ani słowa. A Szułdrzyński na to za każdym razem mówił o zaniechaniach wszystkich polityków "łącznie z Kaczyńskim", i w ogóle co ona o Tusku, to jemu zaraz wyskakiwał tekst z Kaczyńskim. Właściwie oni rozmawiali obok, bo jej nie interesował Kaczyński, a Szułdrzyńskiego nie interesował Tusk. On bardzo chciał nam przekazać tylko jedno: że Kaczyński też tylko gadał, a jak został premierem, to wszelkie reformy przestały go interesować.
    Zastanawiam się, czy ten chłopak jest mniej subtelny niż jego koledzy, czy po prostu zaprezentował nową oficjalną linię swojej gazety.

    OdpowiedzUsuń
  43. @Marylka
    A dla mnie jego zachowanie jest jak najbardziej typowe. Oni są tak wytresowani, że w momencie jak przed nimi otwiera się szansa powiedzenia kilka słów prawdy, bez żadnych ograniczeń, wpadają w gwałtowną panikę i za wszelką cenę chcą pokazać, jacy oni są otwarci i bezstronni.

    OdpowiedzUsuń
  44. "Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać pod drzwiami, ale sam rozumiesz. Spałem. O tej porze ja już nie klikam."

    Ależ co Ci po tej Twojej głowie chodzi. Czekałem pod drzwiami, czekając na Twoją łaskawą odpowiedź? Wiedziałem,że masz wielkie mniemanie o sobie, ale że aż tak...:) Za kogo Ty się uważasz. Sam widzisz, dopiero dziś daję odpowiedź. Nie siedzę cały czas w necie tak jak Ty na s24. Po prostu nie mam na to czasu. To tylko net i nic więcej.
    Czekałem pod drzwiami:) Dobre:)


    "a teraz od razu odpowiem Ci na oba komentarze.
    1. Przede wszystkim, o jakiej zazdrości Ty mówisz? Że niby ja bym chciał pisać dla "Uważam Rze". To że Ci w ogóle taka myśl przyszła do głowy - nawet w formie złośliwości - świadczy tylko o tym, że ten blog jest dla Ciebie zbyt, ze tak powiem, wyrafinowany."

    Moj drogi. Ten blog nie jest wyrafinowany. Ten blog jest całym Twoim życiem. Tylko to Ci zostało.

    "2. W języku polskim obskurny pokój, w którym pracują cztery osoby, z czego jedna to tzw. redaktor naczelny, nazywa się "redakcją". To słowo nie ma w sobie żadnego czynnika wartościującego. Tak jak "dyrektor", "doktor", czy "magister", czy "minister". Jeśli przyszło Ci do głowy, że ja użyłem zwrotu "redakcyjna koleżanka", żeby się dowartościować, ten fakt może świadczyć tylko o Tobie. W ogóle to, że Ty tak dużo mówisz o dowartościowywaniu się, świadczy bardziej o Tobie, niż o mnie"

    Dzięki, że słowo REDAKCJA dałeś w cudzysłowie. Tak własnie jest u Bachurskiego.
    Nadal nie powiesz na niego złego słowa relatywisto?
    Niestety "obskurny pokój" nie kojarzy mi się z redakcją.
    I nie naoglądałem się filmów, wierz mi. A może ja nie znam języka polskiego.

    "3. Ponieważ sytuacja jest taka, że Ty znasz moje imię, nazwisko, wiek, sytuację rodzinną i zawodową, a nawet prawdopodobnie wiesz jak wyglądam, a ja o Tobie nie wiem zupełnie nic, forma jaką wybrałeś dla tej rozmowy uniemożliwia mój w niej udział. W związku z tym, Twoje ewentualne kolejne komentarze pozostawię bez odpowiedzi, lub - jeśli nie będą dotyczyły treści notki - będę usuwał."

    Wiesz co? Moj dom jest moim zamkiem i to jest wartość nadrzędna. A ty? Nikt Cię nie prosił abyś dawał na siebie namiary, abyś tu opowiadał o żonie, córkach, synu. To Twój wybór, wiele o Tobie mówiący.

    Dziś na coryllusowym blogu, na tym znienawidzonym s24 odpowiedziałeś pewnej pani.
    Ta Twoja odpowiedź mówi o Tobie wszystko.
    Przeczytajcie drodzy Komentatorzy:
    Pani, która głosowała na toyaha pisze tak:

    Pytanie kierowałam do Toyaha, ale odpowiem na Pana(i) koment skoro go nie ma. Wiedziałam co robię, wiedziałam, że mój głos przeleci na mamuśkę wiceprzewodniczącego RAŚ. Wiedziałam, ale za leniwa byłam żeby jechać do Bielska, Sosnowca, czy Warszawy aby nie uczestniczyć w tym śląskim cyrku.
    Toyahowi jednak nie odpuszczę i zadam konkretne pytania: Nie dało się wydrukować zadnych plakatów, pomyśleć nad dotarciem do wyborców? To po cholerę brał Pan udział w tej operetce?

    Pan Osiejuk podle odpowiedział:
    Myślę, że Pani na mnie nie głosowała, ale pal sześć. Niech będzie i tak. Natomiast jeśli Pani faktycznie oddała na mnie swój głos dlatego, że liczyła Pani na to, że w ten sposób będzie Pani miała posła, który zrobił karierę w polityce, to przepraszam. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że tego akurat ani jednym słowem nie obiecywałem. Podobnie jak nigdy nie mówiłem, że kandyduję, bo mam taki kaprys.

    Pani Maria Hanna odpowiedziała:
    "Myli się Pan, głosowałam na Pana, namówiłam też do tego rodzinę i znajomych. Głosowałam nie dlatego, że "chciałam mieć posła, który zrobił karierę w polityce"(!) ale dlatego, że chciałam aby reprezentował mnie porządny człowiek o niezłym ilorazie inteligencji.
    Pomyliłam się."

    Pomyślcie Drodzy komentatorzy. To symptomatyczny komentarz waszego idola.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  45. @dr3

    Ostatnio mam mniej czasu i zadowalam się samym czytaniem tego bloga. Chcę Cię uprzejmie poinformować, że swoimi komentarzami odbierasz mi przyjemność lektury.

    Niezależnie od skali osobistego wychowania i rozgarnięcia, prawie każdy słyszał o zasadzie: de biustibus non est disputandum, by podać to w formule jeszcze łatwiejszej do przyswojenia.

    Odnoszę jednak niemiłe wrażenie, że bywasz tutaj nie po to, aby coś wnieść, czy wynieść. Bywasz tutaj, aby innych odwodzić od ich upodobań, czy nawet przekonań, dla których tu przychodzą.

    Włazisz zatem wcale nie na toyaha, ale butami na jego czytelników. A jeszcze się do nich przymilasz, oczkiem mrugasz, ogonkiem merdasz, kumpli szukasz.

    Czy Ci się zdaje, że tego nie widać? W dodatku, to takie prymitywne.

    Obejrzyj się, zostawiasz za sobą źdźbła słomy.

    OdpowiedzUsuń