Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysokie Obcasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wysokie Obcasy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

17 mgnień wiosny, czyli o funkcji dupy i pieniądza w życiu człowieka pobożnego


      Jak słusznie zauważył we wczorajszej notce Coryllus, zajmowanie się małżeństwem Terlikowskich to zajęcie na tyle kłopotliwe, że pomijając sytuacje zupełnie wyjątkowe, lepiej już jest pisać o bieżącej polityce Ministerstwa Kultury. Wygląda jednak na to, że do wspomnianych wyjątkowych sytuacji należy poczyniona przez Tomasz Terlikowskiego uwaga na temat  cudu jakiego na aktorce Figurskiej rzekomo uczynił Sługa Boży Wenanty Katarzyniec, zsyłając na nią deszcz pieniędzy, za który ona i jej mąż mogli sobie kupić większy samochód. Najpierw więc sprawą zająłem się ja, dalej pociągnął ją Coryllus, no a teraz ja czuję, że są jeszcze kwestie, które przed ostatecznym zamknięciem tematu, należy poruszyć.
      Oto pisze Coryllus, że z tekstów Terlikowskiego płynie prosty komunikat: „Jeśli sami udacie się do błogosławionego Wenantego, albo innego jakiegoś świętego i nie dostaniecie pieniędzy od razu, to znaczy, że musicie jeszcze długo nad sobą pracować. Ja nie muszę, bo zbliżam się do doskonałości”. I to, moim zdaniem, jest komunikat, który płynie nie tylko z tekstów Terlikowskiego, ale w ogóle z całej „duszpasterskiej” działalności owego dziwnego małżeństwa. Tomasz Terlikowski, jak się domyślam, dzięki życzliwości zaprzyjaźnionych proboszczów, wydaje po pięć książek rocznie, głównie o sobie i swojej nadzwyczajniej pobożności, podczas gdy Małgorzata Terlikowska opanowała rynek elektronicznych i papierowych mediów, od „Gościa Niedzielnego”, przez TVN, po ‘Wysokie Obcasy”, gdzie od lat już opowiada o tym, jak wygląda życie prawdziwie katolickiej rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem problemu masturbacji, seksualnego podniecenia, orgazmu, konsystencji kobiecego śluzu, oraz oralnego seksu. Rozmawialiśmy tu już kiedyś o owym śluzie, odwołując się do wywiadu, jakiego Terlikowska udzieliła wspomnianym „Wysokim Obcasom”, a ja, zainspirowany uwagą Coryllusa na temat owej rzekomej wyjątkowości katolicyzmu u ludzi takich jak Terlikowscy, zajrzałem raz jeszcze do tej rozmowy, przeczytałem ją od deski do deski i proszę popatrzeć, jakie informacje do nas z niej docierają. Kolejno:
1.      Kiedy Małgorzata ma płodny okres, a Tomasz pragnie seksu, to oni siadają na kanapie i się przytulają. Czasem to przytulanie sprawia, że Tomasz dostaje jeszcze większego wzwodu, no ale wtedy oboje tłumaczą sobie, że nie są zwierzętami i jakoś dają radę;
2.      Małgorzata nie chce mieć piątego dziecka, bo i tak już jest zarobiona po łokcie prasowaniem koszul Tomasza, a poza tym nie chce znów się narażać na zaczepki na ulicy, że się nie potrafi zabezpieczać, oraz pytania ze strony nieznajomych: „Czy te wszystkie dzieci były planowane?”
3.      Małgorzata przez lata nie mogła zajść w ciążę, przez co wciąż była molestowana przez znajomych, czy to jest świadoma decyzja, czy wynik bezpłodności (Polacy są tacy niedelikatni), jednak lekarze ustalili, że ma za mało prolatyny, przepisali jej tabletki, ona w ciążę zaszła, tyle że w jej wypadku to nie przez tabletki, ale za sprawą cudu, jakiego dla Terlikowskich uczynił święty ksiądz Escriva;
4.      Choć dla katolika przedmałżeńska czystość to sprawa nadzwyczaj ważna, Terlikowskim nie udało się jej dotrzymać, ale, jak wiemy, człowiek jest człowiekiem, a nie zwierzęciem i kiedy upada, to zawsze powstaje;
5.       Kiedy Małgorzata ma bolesny okres, Tomek jest bardzo opiekuńczy i zawsze pyta, czy ona nie chce odpocząć a czasem nawet zrobi jej kanapkę;
6.      Katolickie małżeństwo różni się od niekatolickiego tym, że wie, iż jest na siebie skazane do śmierci;
7.      Terlikowscy są sobie wierni, bo bardzo się pilnują, by nie skoczyć w bok, i kiedy któreś z nich zauważy, że ma ochotę na kogoś innego, zrywa znajomosć;
8.      Tomasz książkę o Harrym Potterze postawił na najwyższej półce, żeby jego dzieci po nią nie sięgnęły i nie dały się zwieść Złemu;
9.      Terlikowscy wysłali dzieci do szkoły katolickiej, bo do szkół katolickich chodzą wyłącznie dzieci takie jak dzieci Terlikowskich i tam nie ma zagrożeń pedalstwem i satanizmem;
10.  Małgorzata ma ogromny problem z wytłumaczeniem dzieciom, że homoseksualizm jest zły, bo choć on jest faktycznie zły, to jednak wiadomo, że szacunek należy się nawet pedałom i lesbijkom;
11.  Jeśli Marysia zostanie lesbijką, Małgorzata jej powie: „Marysiu, kocham cię jak dotąd, ale nie zgadzam się, byś przychodziła na Wigilię z partnerką”;
12.  Jeśli Marysia zobaczy prezerwatywę i zapyta, co to jest, Małgorzata jej powie, że „chłopak zakłada to na siusiaka, żeby nie mieć dzieci, ale my tego nie akceptujemy”;
13.  Kiedy czteroletni syn Terlikowskich bawił się siusiakiem, Terlikowscy odwracali jego uwagę książeczką;
14.  „Dupa, czyli seksualność, jest integralną sferą życia. Niesamowicie ważną. To nie są głupie szczegóły. To są fundamenty”;
15.  Życie jest ciężkie i pełne wyczerpujących zajęć, jednak mimo to, nie było jeszcze takiego miesiąca, żeby Terlikowscy musieli zrezygnowac z seksu;
16.  Terlikowski jest o Małgorzatę chorobliwie zazdrosny, ale kiedy go za bardzo poniesie, kupuje jej kwiaty i mówi „przepraszam”;
17.  Terlikowski jest chorobliwie zazdrosny, bo jest osobą bardzo znaną i dla niego to byłby wielki kłopot, gdyby się okazało, że w jego małżeństwie nastąpił kryzys.

      W swoim wczorajszym tekście Coryllus napisał coś takiego: „Wyobraźmy sobie, że człowiek, który przez całe życie karmił się treściami z GW i TVN, nagle stwierdził, iż są one niekompatybilne z jego codziennym, praktycznym doświadczeniem, a także obserwacjami czynionymi na bardzo podstawowych poziomach. Zrezygnował więc z pochłaniania tych treści i rozpoczął poszukiwanie nowych. Zamyślił się i powiedział sam do siebie – a może w tym całym Kościele mają coś interesującego? No i sięgnął po pierwszą rzecz z zakresu publicystyki katolickiej jaka mu się w sieci nawinęła. Była to recenzja książki Terlikowskiego o Wenantym Katarzyńcu umieszczona na stronach portalu prowadzonego przez Targalskiego, kolejnego tuza myśli prawicowej. Koniec. Nasz hipotetyczny poszukujący prawdy czytelnik, dokończył lekturę, po czym ze spokojem powrócił do GW i TVN, bo uznał, że to jest jednak jakiś poziom, nawet jeśli go oszukują, to czynią to w sposób nie ubliżający zarówno inteligencji, jak i emocjom. No może czasem, ale to jest doprawdy nic, w porównaniu z tym co robi Terlikowski”.
      Moim zdaniem Zarząd Agory ma pełną świadomość słuszności tego, co pisze Coryllus i dlatego właśnie zlecili red. Sroczyńskiemu przeprowadzenie rozmowy z Małgorzatą Terlikowską. Nie oszukujmy się. Oni doskonale wiedzą, że przeciętne polskie katolickie małżeństwo, starannie praktykujące swoją wiarę, modlące się wspólnie z dziećmi przed zaśnięciem, chroniące dzieci przed tym co złe i wychowujące je na ludzi uczciwych i porządnych, tą są dokładnie tacy sami ludzie jak oni, tylko znacznie, znacznie lepsi, a przede wszystkim szczęśliwsi i w najmniejszym stopniu nie przypominające tej parki freaków. I oni zrobią wszystko, by świat się tej prawdy nie poznał. I dlatego do skutecznej realizacji tego swojego poplątanego planu potrzebują kogoś, kto ten styl życia skutecznie światu obrzydzi, a do tego potrzebują ludzi takich jak Terlikowscy, którzy dostarczą mu zaledwie dwóch informacji. Pierwszej takiej, że typowy polski katolik modli się głównie o to, by Bóg im zesłał pieniądze na nowy samochód, ewentulanie większy telewizor, a kiedy już się to uda załatwić, żeby pozwolił mu na czysto rozwiązać dylematy związane z integralną i jakże fundamentalną sferą życia, jaką jest dupa. Wystarczy.

Przypominam, że już w najbliższą środę, czyli 11 kwietnia, będę w Kielcach opowiadał o nauce języka angielskiego i nie tylko. Wzgórze Zamkowe godzina 17.30. Zapraszam każdego, kto ma te Kielce bardziej pod ręką. Będę ja, będą książki, a jeśli ktoś nie da rady, to może już 14 i 15 uda nam się spotkać w Warszawie na Targach Wydawców Katolickich.

środa, 3 kwietnia 2013

Państwo Terlikowscy obserwują śluz

Przypuszczam, że większość z nas wciąż jeszcze pamięta, jak to swego czasu, dzisiejszy redaktor naczelny tygodnika „Uważam Rze”, Jan Piński, został wydelegowany do przeprowadzenia próby umieszczenia na rynku prawicowych mediów czegoś co wówczas nosiło roboczą nazwę „Wręcz Przeciwnie”, a co zakończyło swoją karierę na jednym, pierwszym numerze. Czemu owo pismo zakończyło swoją karierę jeszcze zanim zdążyło na dobre wystartować? Powód był jeden i bardzo prosty. Otóż poszło o okładkę, na której zostali przedstawieni przebrani za księży Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Okazało się, że autorzy nowego projektu, próbując przejąć część prawicowej opinii publicznej, nie wzięli pod uwagę tego, że nawet ta jej część, do której nowy magazyn miał być adresowany, to durnie zaledwie potencjalnie, i że nad nimi dopiero trzeba popracować. No i szlag cały ów projekt, wraz wydanymi na niego pieniędzmi, w jednej chwili trafił.
Tygodnik „Wręcz przeciwnie” już na starcie zebrał całą śmietankę tak zwanej „prawicowej” publicystyki, zaczynając od Korwina-Mikke, a kończąc na Robercie Gwiazdowskim, jednak autorem, który stał się prawdopodobnie głównym sprawcą owego jednodniowego tryumfu i jednocześnie upadku pisma był nie kto inny, jak Tomasz Terlikowski. Otóż, jak się okazało, autorem okładkowego tekstu, który – jak się możemy domyślać – miał otwierać główną bramę do podstawowego profilu pisma, a który miał się sprowadzać do hasła „Dość już cynicznego wykorzystywania Kościoła przez polityków wszystkich opcji!” był ów właśnie publicysta. To on właśnie miał zaproponować prawicowemu czytelnikowi nowe spojrzenie na polską politykę, gdzie podejrzanym już nie tylko jest Donald Tusk, ale również Jarosław Kaczyński, i że jeśli my, polska prawica, mamy prowadzić moralną rewolucję, to powinniśmy ją skierować przeciwko wszystkim wrogom naszej wiary i naszego Kościoła.
Jak już jednak przypomniałem, plan się nie powiódł z tej prostej przyczyny, że jego autorzy zabrali się za jego wdrażanie od tyłu, i skierowali go do ludzi na ten przekręt całkowicie nieprzygotowanych. Dziś, kiedy mamy zarówno odnowione „Uważam Rze”, czy odpowiednio opracowane „Do Rzeczy”, kiedy swoje pierwsze sukcesy odnotowuje obywatelski ruch Pawła Kukiza, widać wyraźnie, że z dawnych błędów zostały wyciągnięte wnioski i że wszystko jest prowadzone z odpowiednią czujnością i rozwagą.
Przyznaję, że nie mam żadnych informacji co do tego, jaką rolę tym razem przewidziano dla Tomasza Terlikowskiego, niemniej, wnioskując z rozmowy, jakiej niedawno magazynowi „Wysokie Obcasy” udzieliła jego żona, muszę uznać, że on akurat przeskoczył od razu trzy kolejne szczeble, i zamiast piąć się po drabince kariery, poszedł na skróty i od razu wylądował na samym szczycie, a więc w okolicach tak zwanej „Gazowni”. A robiąc to, wykazał się taka gorliwością, że zdębieliśmy nie tylko my, ale chyba nawet sami organizatorzy tego szczególnego przedsięwzięcia i ich pierwszoszeregowi pracownicy.
Rozmowa „Wysokich Obcasów” z Terlikowską stanowi ewenement na skalę dotychczas nieznaną. Kiedy już się przez to wszystko przebrnie, a daję słowo, że jest przez co, jedyne co normalny człowiek jest w stanie uczynić, to wziąć zimną kąpiel, zrobić rundkę po śniegu wokół domu, a następnie zadać to jedno, jedyne narzucające się pytanie: „Dlaczego?” Dlaczego Terlikowska – rozumiem, że jednak po wcześniejszych konsultacjach ze swoim mężem – postanowiła pójść do Agory i opowiedzieć tym ludziom o tym, jak to my katolicy regularnie spędzamy czas w naszych łazienkach i obserwujemy rozciągliwość i barwę śluzu z pochw własnych, lub naszych żon.
Ja świetnie sobie zdaję sprawę z tego, że w tym momencie, zdecydowana większość osób, które nie miały okazji czytać wynurzeń Terlikowskiej dochodzą wniosku, że ja fantazjuję. Że ja oto mam jakiś dziwny, bardzo pokrętny plan, do realizacji którego jest mi potrzebne przesadne wykpienie Terlikowskiej, a tym samym lekkie naciągnięcie jej wypowiedzi w takim kierunku, by ją można było skompromitować, a ten tekst odpowiednio uwznioślić. Otóż nie. Ja nie wiem, jak dokładnie długi jest wspomniany wywiad, bo znam go wyłącznie z Sieci, ale to jest rozmowa bardzo długa i faktem jest to, że ona niemal w całości jest skoncentrowana na tym śluzie. Terlikowska opowiada o tym, jak to ona współżyje ze swoim mężem Terlikowskim, jak to owo współżycie się fantastycznie realizuje, jaką rolę w owym współżyciu pełni wspomniany śluz, a jeśli temat na moment schodzi na liczne Terlikowskich potomstwo, to czytamy o synku tych państwa i o jego zabawach „siusiakiem”, by już za chwilę skoncentrować się na tym, jak to red. Terlikowski, aby, dla jakiejś nieistotnej akurat dla nas przyczyny, oddać swoją spermę do analizy, nie uprawiał grzesznego samogwałtu, ale zwyczajnie seks z panią Terlikowską przy użyciu prezerwatywy.
Ktoś mnie spyta, o co ja mam pretensję? Że Terlikowska szczerze opowiada o swoim życiu małżeńskim i erotycznym? No tak, zgadza się, ja mam do niej o to bardzo poważne pretensje. Uważam bowiem, że, jak idzie o tego typu tematykę, najlepiej byłoby ją zostawić na przykład Danielowi Olbrychskiemu i ewentualnie jednej z jego licznych żon. Że wówczas nie pojawiłby się problem konsystencji śluzu z pochwy pani Olbrychskiej? A jakiż to jest dla nas kłopot? Jestem pewien, że nasze życie na tym szczególnie by nie ucierpiało, a ewidentna korzyść z tego byłaby taka, że czytelnicy „Wysokich Obcasów” nie mieliby tak zwanej „beki”. I to nie byle jakiej „beki”, bo skierowanej wobec pobożnych katolików.
Bo na tym to właśnie od początku do samego końca polegało. Taki był oryginalny cel projektu pod tytułem „Życie katolickich talibów w relacji Małgorzaty Terlikowskiej”. Agora, za pomocą swoich emisariuszy, zwróciła się do Terlikowskiej o tę rozmowę, mając na celu tylko jedno: swoim może bardziej wymagającym czytelniczkom pokazać, co to za banda pajaców ci katolicy, a tym, którzy oczekują wyłącznie wspomnianej „beki” jej skutecznie dostarczyć. Na tym to właśnie polega, a jeśli Terlikowski i jego żona tego nie rozumieją – w co szczerze wątpię – to znaczy, że oni zatracili podstawową orientację w realnym świecie.
Inna sprawa, że jeśli ja mam rację i oni wiedzą, co czynią, nie mamy innego wyjścia, jak uznać, że ten ich cały katolicyzm to gówno warty biznes, dla powodzenia którego oni już są gotowi na wszystko, a bez którego i on i ona równie dobrze mogą się zapisać do Towarzystwa Świetlistych Kręgów, gdzie nie będzie miał znaczenia ani śluz, ani woda święcona, dzięki której on jest zawsze taki jak trzeba.

Tradycyjnie, wszystkich tych, którym się ten tekst spodobał, proszę o wsparcie dla tego bloga. Co komu zbywa proszę kierować na podany obok numer konta. Dziękuję.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...