środa, 6 stycznia 2021

Integrator: O Zakonie Igły i zabawie genetyką

Z niemałym zainteresowaniem, to z powodów poznawczych, ale i przerażniem przyglądam sie rozwojowi wypadków od chwili ogłoszenia Narodowego Programu Szczepień. Doprawdy jest coś niepokojącego w "szaleństwie", które zjednawszy sobie główne siły polityczne w kraju otrzymuje zarazem wyłączność na media. Nawet tragedia Smoleńska nie doprowadziła do tak ścisłego zjednoczenia ponad podziałami jak zrobiła to szczepionka na koronawirusa.

Nie mam czasu by na bieżaco śledzić programy informacyjne, ani też wertować zawartość portali internetowych toteż robię to sesjami, głównie przy okazji kolacji, ale już takie tylko pobieżne zgłębienie tematu pozowala mi stwierdzić, że owo "szaleństwo igły" zatacza coraz szersze kręgi. Oto tuż przed Nowym Rokiem, kiedy trwałem w postanowieniu absencji od pisania, ze zdumieniem obserwowałem jak w "Gościu Wiadomości" europosłanka PiS i poseł PO z zapałem a jeszcze jedno przez drugiego namawiali do wzięcia udziału w programie szczepień. Ten drugi zaczął od głębokiej mądrości, że gdy pęknie rura trzeba dzownić po hydraulika, a gdy dręczy człeka choroba to po medyka, skądinąd słuszne wskazując, że w kwestii szczepień powinien wypowiadać się jakby nie on a lekarz. Wszelako to było wszystko co miał mądrego do powiedzenia albowiem już w kolejnym zdaniu niewiele czyniąc sobie z tego wstępu zaczął robić za znawcę tematu. Jak sądzę głównie dlatego, że przeszedł tę chorobę o czym też nie omieszkał nas poinformować na tzw. dzień dobry. Swoją drogą to uzewnętrznianie się kto, kiedy i jak ciężko przeszedł covid to także przejaw rodzącego się na naszych oczach dziwactwa albo swoistego rytuału gdzie publiczne o tym rozprawianie wydaje się być dziś w dobrym guście. On więc był ozdrowieńcem, nie pamiętam jak ona, za to oboje już jak jeden mąż twierdzili, że szczepionka jest skuteczna i bezpieczna, i że wszyscy lekarze, i bez wątpienia, i każdy, i w ogóle to trzeba ratować życie swoje i najbliższych, a jeszcze Europejska Agencja Leków... dokładnie tak to się z nich wylewało. Ja się do tych sloganów "skuteczna" i "bezpieczna" już odniosłem w poprzednim tekście gdzie wspólnie czytaliśmy ulotkę Pfizera, który stawia tam sprawę akurat wybitnie jasno - szczepionka może ale nie musi działać a jeśli w ogóle to nie wiadomo na jak długo uodparnia, i że nie wykonano wymaganej ilości testów stąd one wciąż trwają w dodatku w takiej formule, że każdy kto ją przyjmie niejako z automatu przystępuje do programu badawczego przez co - wytrzymajcie, już kończę - proszony jest by o skutkach ubocznych, które nazywa się tam "poważnymi i nieprzewidzianymi", informować pod wskazane w ulotce kontakta. Jak więc widać o ile producent szczepionki niewiele jeszcze o niej wie, to oni wiedzą już dokładnie wszystko. Może byłoby inaczej gdy któreś z nich jednak przeczytało ulotkę i dowiedziało się tym samym na co z taką niecierpliwością czeka a jeszcze nagabuje innych. Zapewne nie było czasu i wyszło jak zawsze, że tamtemu powtórzył ten, a temu powiedział ktoś jeszcze inny i tym to sposobem tak oni jak i wielu z nas stali się bezwiednie członkami Zakonu Igły, który rośnie na fali przeświadczenia pomieszanego z euforią, że to już koniec epidemii, że jeszcze tylko jedno ukłucie, góra dwa, i wszystko odejdzie w niepamięć. Tyle tylko, że do tego szczęścia potrzebują wszystkich nas. To się kłóci z ideą szczepionki jako takiej, bo jeśli szczepienie jest skuteczne to niby jak osoba niezaszczepiona miałaby zagrażać zaszczepionej? Pada oczywiście zaraz argument, że duża liczba zaszczepionych koniecznya jest do wytworzenia odporności stadnej tj. płaszcza ochronnego dla tych wszystkich obywateli, którzy szczepić się z różnych powodów, głównie zdrowotnych, nie mogą. Zacznę od tego, to uwaga do tych co się i w tym temacie rozpędzili, że jakkolwiek podchodził do tej kwestii Darwin - wszelako człowiek to nie zwierzę. I choć w nomenklaturze przyjęło się używać określenia "odporność stadna" to o ile może być stado krów, saren, szczególnie baranów to jednak nigdy ludzi. Pozwólcie więc, że na użytek tej notki będę pisał o odporności zbiorowej, grupowej, społecznej jakkolwiek tylko nie o stadnej z nadzieją, że to się jakoś przyjmie, wszak napisałem w tej sprawie do paru mądrych ludzi. Problem z tą odpornością mam natomiast taki, że o ile wiem iż dla jej osiągnięcia w przypadku najbardziej zaraźliwej Odry wymaga się zaszczepienia 95%. społeczeństwa, to w przypadku super agresywnego wirusa, koronawirusa, najpierw mówiono o 60% a teraz o 70%. Skąd te liczby tak skaczą, ja tej tajemnicy rozgryźć nie umiem, jak i tej w jaki sposób my mamy osiągnąć tę zbiorową odporność skoro zgodnie z ulotką Pfizera wyłączamy spod szczepień dzieci poniżej 16 roku życia? To po to my od początku pandemii karciliśmy nieletnich, że choć chorują bezobjawowo to są żywymi przekaźnikami wirusa by nagle w obliczu zmasowanej akcji szczepień, celem której jest uzyskanie odporności grupowej, ten aspekt stał się jakby całkiem bez znaczenia? No więc proszę uprzejmie, gdyby ktoś mógł mi to jednak wyjaśnić - niby jak mamy przy takiej luce w wiekowym profilu szczepień osiągnąć tę odporność? [c.d. kliknij poniżej "Następna"]


Te wszystkie aspekty tak gdzieś nam bardzo umknęły, przykryte białym puchem sloganów, że posłowie Kopcińska i Urbaniak, bo o nich tu była mowa, przez dobry kwadrans mogli klepać regułki z modlitewnika Zakonu Igły zupełnie nie bacząc na fakt, że wszystkie te zaklęcia stoją w sprzeczności z tym co można znaleźć w oficjalnej a przede wszystkim dostępnej dokumentacji. Niestety to nie koniec wyjazdowych popisów. Zdaje się zaraz na drugi dzień, w tym samym programie zjawiają się redaktorzy Sakiewicz oraz Karnowski i mówi ten pierwszy, że szczepienie to jest obowiązek patriotyczny. Gdyby ktoś miał wątpliwości jaki ja mam stosunek do Pana Sakiewicza to powiem tylko tyle, że od lat jestem czytelnikiem Gazety Polskiej, kilkakrotnie brałem udział w marszach organizowanych przez to środowisko, zaś samego Tomasza Sakiewicza szanuję za to, że tuż za ojcem Rydzykiem stworzył swego czasu zaplecze społeczne, które pomogło Prawu i Sprawiedliwości odbić Polskę z lepkich łap Platformy Obywatelskiej. Więc jeśli polecą tu w jego kierunku niegrzeczne komentarze to ich autorów będę wyrzucał - i to tak od razu na zawsze - żeby nie było, że nie ostrzegałem. Mój radosny stosunek do redaktora naczelnego GP nie zaburza mi jednakże połączeń neuronowych na tyle bym nie zadał sobie pytania o co mu u licha chodzi? Jak można wpaść na pomysł, że szczepienie może mieć coś wspólnego z patriotyzmem? Znaczy się się, że co? Bo ja nie widzę połączeń. Rozumiem, że w zamierzchłych czasach powinność ta polegała na przelewaniu krwi, potem na pracy organicznej a dziś gdy od wielu lat mamy wolną i niepodległą wystarczy uczciwie pracować i płacić podatki ale z pokorą przyznaję, że nigdy bym nie wpadł na pomysł, żeby podciągnąć to pod szczepienia. Ja rozumiem, że to jest trochę jak z tym apelem o kupowanie produktów z logo "Teraz Polska" no ale wspólnym mianownikiem wszystkich tych form patriotyzmu musi być przekonanie, że to co się robi jest słuszne, etyczne, a jeszcze dobrze by istniała choć mglista nadzieja, że to nasze zaangażowanie coś jednak wniesie do wspólnej sprawy. Tymczasem w przypadku szczepień wszystko to jest co najmniej dyskusyjne. Szczególnie o tej etyczności chciałbym chociaż chwilkę z Wami pogadać, ale to na koniec, bo przed nami jeszcze parę oczek zakonnego łańcuszka. Otóż przed końcem roku dostałem również link do tekstu na Onecie w którym pan Witold Jurasz, zapoznawszy się z sondażem Kantar gdzie wyszło, że aż 47 % Polaków bardziej obawia się powikłań po szczepionce niż koronawirusa, skonstatował ten wynik tymi słowy: "ciemnota i zabobon mają się w Polsce doskonale". A nadto jeszcze, że taki stan naszej świadomości jest zwycięstwem Rosji w wojnie hybrydowej do prowadzenia której od lat wykorzystuje ona ruchy antyszczepionkowców. Szef Ośrodka Analiz Strategicznych nie wyjaśnił co prawda na czym miałby polegać ten rosyjski sukces - przypuszczam, że na braku chętnych do szczepienia się na covid - ma on za to gotowe od ręki panaceum na tę bolączkę: "Państwo jest swego rodzaju umową społeczną, której elementem jest m.in. to, że każdy obywatel ceduje część swoich praw na rzecz państwa, które jako jedyne ma prawo stosować siłę. Czas, by państwo tej siły użyło. Czas, by szczepionki były obowiązkowe, a nieprzyjmujący ich karani.". Ja się z tym całkowicie nie zgadzam, bo nie po to ceduję na państwo część swych praw by ono mnie knutem do czegokolwiek zmuszało, wszelako był kiedyś człowiek, który myślał jak pan Jurasza a nazywał się Wojciech Jaruzelski. Powoli więc robi się grubo, i nie jest to wcale odosobniony przypadek bo nie tak dawno jak tydzień temu obiegła internet wieść, że Ministerstwo Zdrowia wzorem innych państw Unii rozważa wprowadzenie ograniczeń w dostępie do usług publicznych dla tych, którzy odmawiają udziału w szczepieniach. W pierwszej kolejności mówi się o utrudnieniach w dostępie do usług medycznych ale spokojnie mogę sobie wyobrazić scenariusz, że jeśli Zakon Igły będzie roztaczał kręgi w tak szybkim tempie, niedługo bez zaświadczenia o szczepieniu nie będę mógł wejść do kina czy przemieszczać się transportem publicznym. O to chodzi? Taki jest cel tej podróży? Bo jeśli tak to trzeba nam wiedzieć moi Państwo, że na końcu tej drogi jest przepaść do której wpadniemy jako społeczeństwo, wszyscy bez wyjątku. Apeluję przeto o rozsądek w ściśle pojętym, wspólnym interesie, bo o ile ja tych autobusów jednak potrzebuję by jeździć do pracy, to w drodze do niej powstają także i dla Was te teksty. A już tak całkiem na serio gdyby raz jeszcze, ostatni zajrzeć do ulotki Pfizera to oni tam nie odmawiają żadnych praw ludziom, którzy się nie szczepią: „Decyzja o poddaniu się lub nie szczepieniu szczepionką Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19 należy do Ciebie. Jeżeli podejmiesz decyzję o niepoddawaniu się szczepieniu, nie wpłynie to na standardową opiekę medyczną, z której korzystasz.” [c.d. kliknij poniżej "Następna"]


Niestety nikt nie słucha głosów pobocznych, Zakon Igły ma się coraz lepiej, a jeszcze werbuje w dół tak skutecznie, że ci co to do niedawna cierpieli z powodu szyderstwa tylko dlatego, że trwali przy swoim a przez to zmuszeni byli prezentować swe poglądy w miejscach gdzie co drugi to łowca żydów i masonów, dziś sami rzucili się z brzytwą szyderstwa na ludzi którzy robią dokładnie to samo co i oni - stawiają pytania tam gdzie nikt ich nie stawia. Aktualnie przeto dyskurs publiczny w kwestii szczepienia wygląda tak, że tych co czytają choćby ulotki Pfizera - przemilcza się i nazywa ciemnotą, tych zaś co bezrefleksyjnie lezą pod igłę stawia się w świetle kamer jako oświeconych i wykształconych. Niech dobrym przykładem będzie tu "Apel naukowców i lekarzy ws szczepienia przeciwko koronawirusowi SARS-COV-2", który miał formę listu otwartego do Prezydenta i rządu RP, w którym niżej podpisani prosili aby szczepienia były dobrowolne no i aby podjęto z nimi publiczna debatę. I chociaż podpisało się pod nim ponad 60 naukowców i lekarzy, w tym 10 profesorów tytularnych został potwornie wyszydzony. Przy czym co już znamienne szyderstwo to nawet nie otarło się o meritum sprawy by od razu chwycić się tytułów i dorobku sygnatariuszy. W imieniu premiera i w jakże profesorskim stylu tak oto wypowiedział się o kolegach po fachu prof. Andrzej Horbana: "Kompletna ignorancja. Tutaj zabierają głos ludzie, którzy nie znają się na podstawach medycyny.". To jest dopiero poziom, prawda? Całe szczęście, przytomnie i zupełnie na miejscu zachował się Minister Zdrowia, który choć nie do końca na temat, ostatecznie to doktor ekonomii, to jednak odpowiedział na Apel z właściwą sobie klasą.


Nie jestem lekarzem ani nawet filozofem - co też prof. Horbana wytknąć musiał jednemu z głównych sygnatariuszy Apelu - aczkolwiek wypada mi się włączyć do tej dyskusji z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze jak żywo uważam, że my jednak stoimy tak gdzie wtedy Solidarność a ci drudzy tam gdzie stało ZOMO. Wciąż dobrze pamiętam jak z nas szydzono gdy szliśmy ulicami Warszawy domagając się prawa głosu, pluralizmu mediów, jak broniliśmy koncesji dla Radia Maryja. Nigdy nie zapomnę, przepraszam, gołej dupy wystawianej przez kupionych za puszkę piwa żulików gdy całkiem spontanicznie przyłączyłem się do modlących się pod belwederskim Krzyżem, ani ryczącego radioodbiornika przystawianego do ich głów, a wszystko na oczach policji. Nie zapomnę bo przecież tam właśnie pod tym Krzyżem i z tego poniżenia rodziło się to wszystko co dziś mamy. Nie zapomnę też sposobu w jak "rozstrzelano" profesorów komisji smoleńskiej Macierewicza z którymi, bez względu na ostateczny efekt pracy których, nikt nie podjął rzeczowej dyskusji i z których na okrągło szydzono, szydzono, szydzono... Jakim przeto prawem gdy w końcu stanęło na naszym, odmawiamy dziś ludziom prawa do pytań i odpowiedzi, szczególnie, że robią to nie poprzez "dym w kościołach" ale w zupełnie wyważonym stylu? Obowiązkiem każdego z nas, zwłaszcza tych co aktualnie tworzą system, jest słuchać i odpowiadać - cierpliwie i z szacunkiem. Nie tylko profesorom Apelu, spośród których niektórzy przeciwnie do pana Horbana specjalizują się w genetyce (o czym on już raczył zapomnieć) ale także każdemu szaremu obywatelowi, dokładnie każdemu. Mamy bowiem ten chrześcijański obowiązek podejść do nich z troską i nauką ale i pokorą bo nigdzie nie jest napisane, że to oni nas jednak czegoś nie nauczą. Są w naszym kraju ludzie, którzy nigdy rozmawiać nie chcieli, a którzy dla zachowania swych przywilejów nasz wspólny dom z chęcią by w gruz obrócili - jest toteż i na nich w art. 180 ust. 5 Konstytucji specjalna szczepionka. Niemniej każdy inny kto porusza się w obrębie prawa a jeszcze działa w trosce o dobro wspólne - musi być wysłuchany. To już nie ten czas a Polska to nie Afryka gdzie narzędziem egzekwowania praw kolonialnych był raz to strach raz to siła: "Ooo! patrzcie, zaćmienie Słońca! Róbcie co każemy albowiem bogowie się gniewają". Bo właśnie tak, tak się dziś z tymi ludzi rozmawia, wszelako groza jest trochę inaczej budowana - "Szczepmy się w imię odporności stadnej, inaczej wszyscy wymrzemy,". Naprawdę? Naprawdę na takim poziomie chcemy ten mecz z własnym narodem rozgrywać? 


Do tej "dyskusji" ja się jeszcze z innego powodu wepchnąłem i wierzcie mi, że te wszystkie szyderstwa to przy tym betka. Jak bowiem czytam w rzeczonym Apelu; w składzie szczepionek jest mRNA i takich szczepionek do tej pory nie wpuszczano na rynek. Może puszczano może nie, kto ich tam wie, na pewno nie w globalnej skali bo dzięki takim właśnie wyśmiewanym naukowcom i lekarzom od razu byśmy o tym słyszeli. Czytamy tam jeszcze o możliwej "zmianie ekspresji genów" a w odpowiedzi Ministra Zdrowia, że mRNA będzie się replikował w cytoplaźmie naszych komórek - i choć ja z tego zupełnie nic nie rozumiem to w swej przenikliwości stwierdzam, że oni jak nic mówią o szczepionce genetycznej, o konstrukcie genetycznym, o badaniach genetycznych po prostu, w dodatku prowadzonych na skalę globalną. Ciśnie mi się więc na usta pytanie czy szczepionka mRNA z tego tylko punktu widzenia nie jest przypadkiem etycznie wątpliwa? Bo gdy przed laty chrzciliśmy tym mianem produkt nazywany owcą Dolly nikt nie miał wątpliwości, że to było czyste zło, zabawa w Boga, nikt też nie mógł tego robić nawet w laboratorium. Czy dziś, po zaledwie roku epidemii coś się w tej kwestii jednak zmieniło? Czy oni nie prosząc o zgodę a my nie pytając co dokładnie robią osiągnęliśmy konsensus z półprawdą? Bo jeśli tak, jeśli wiemy, że te szczepionki to konstruktor genetyczny to miejmy chociaż teraz odwagę powiedzieć to głośno ludziom. Ale i to od razu, że efekt testów genetycznych prowadzonych za sprawą tych szczepionek może nam wyjść od zaraz niewinną wysypką lecz równie dobrze za parę miesięcy a nawet lat ale wtedy to już na pewno nie będzie wysypka. Nawet szczurom w laboratorium, jeśli od razu nie umrą, trzeba dać trochę czasu zanim urośnie im to ucho na grzbiecie.


Z ulotki Pfizera wynika, a jednak jeszcze raz o niej, że szczepionka może pomóc albo pomóc tylko jak cukier herbacie w najgorszym zaś przypadku „Mogą wystąpić poważne i nieprzewidziane działania uboczne”. Jeśli więc za parę lat zaczną się masowo zgłaszać do szpitali ludzie, dajmy na to z rozlicznymi nowotworowymi, to nikt, szczególnie Dobry Bóg, nie zdejmie odpowiedzialności z tych wszystkich co trąbią o "sprawdzonej" i "bezpiecznej". Także z tych co tłumaczą wszelkie działania równie nieetycznym rachunkiem zysków i strat, który głosił, że w imię dobra większości można poświęcić tych którym szczepionka nie wyjdzie na dobre. Albowiem gdy liczymy zapałki, owszem, 10 szt. to zawsze lepiej niż 1 szt., niemniej gdy mamy do czynienia z ludźmi wówczas 1 to zawsze tyle samo co 10. By być w zgodzie z tym dogmatem szczepienie nie może być jakkolwiek wymuszone. I z tą myślą połóżcie Wy się dzisiaj spać. Dobrych snów życzę.

- - - -


13 grudnia 2020 r pojawiła się praca naukowa pt. "SARS-CoV-2 RNA reverse-transcribed and integrated into the human genom", której autorzy twierdzą, że w pewnych warunkach, wbrew dotychczasowej wiedzy i wszelkim zapewnieniom naukowców, fragmenty genów koronawirusa mogą jednak wbudować się w DNA zarażonej nim ludzkiej komórki na zasadzie odwrotnej transkrypcji RNA. To jest praca jeszcze niezweryfikowana merytorycznie ani metodycznie ale dobitnie pokazuje, że bawimy się czymś o czym nie mamy do końca pojęcia. Co by z kolei potwierdzało moje przypuszczenia, że to są szczepienia już tylko z samej idei etycznie wątpliwe a jeszcze dlatego, że do tak niesprawdzonej i niebezpiecznej zabawy używamy całkowicie nieuświadomionych ludzi. Setek milionów ludzi.


Link do ww. pracy: https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://www.biorxiv.org/content/10.1101/2020.12.12.422516v1.full.pdf&ved=2ahUKEwjEzu-FrYnuAhVC5eAKHXQsB1oQFjAKegQIBBAB&usg=AOvVaw0gRApSLZTtTBdwxLthLNuJ


Ale co tam: "sprawdzone" i "bezpieczne", "bezpieczne" bo "sprawdzone", bo wszyscy lekarze, i każdy, a w ogóle to w trosce o życie rodziny... I tak bez reszty i do końca aż wszyscy wstąpią do Zakonu Igły. I ja także, choć ostatni i tylko dlatego, że naprawdę potrzebuję jeździć tym autobusem.

10 komentarzy:

  1. @Integrator
    Ja tylko zwrócę uwagę na jeden krótki fragment Twojego tekstu i nawet nie chodzi mi o te sensacyjną informację o pracy "metodycznie i merytorycznie niezweryfikowanej", bo to jest na tyle słabe, że mnie tu do tego nie potrzeba. Chodzi o to: “Jak więc widać o ile producent szczepionki niewiele jeszcze o niej wie, to oni wiedzą już dokładnie wszystko". Otóż nic nie widać Ani jednym bowiem zdaniem nie wykazałeś, że producent o szczepionce wie "niewiele". Pokazałeś jedynie, że on o niej nie wie wszystkiego. Wie niemal wszystko, choć nie wszystko. Choć muszę Cię poinformować, że 14 grudnia ukazało się opracowanie merytorycznie i metodycznie niezweryfikowane, że ta szczepionka jest w stu procentach bezpieczna i skuteczna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczepionka jest zbadana, na tyle, na ile jest zbadana i bezpieczna na ile wiadomo. I to jest właśnie clou - nikt nie twierdzi, że jest w 100% bezpieczna. Jest na tyle bezpieczna, że parę ważnych osób uznało za stosowne się pod tym podpisać. Nikt też de facto nie twierdzi, że za 5 lat nie będzie się z niej trzeba rakiem wycofywać. Na bazie obecnej wiedzy wydaje się to na tyle mało prawdopodobne, że parę ważnych osób zgodziło się pod tym podpisać. Reszta jest marketingiem vel propagandą. Z obu stron. Dopóki decyzja o szczepieniu jest dobrowolna nie ma o co rwać szat. Dorosły człowiek powinien umieć odróżniać informację od propagandy. I umieć wybierać ludzi, którym ufa. I tak przekonamy się dopiero za jakiś czas, kto miał rację. A ostatecznemu dowodowi z empirii poddamy wszystko, co nas otacza dopiero po śmierci. Tymczasem trzeba podejmować decyzje w oparciu o rachunek prawdopodobieństwa i nierzadko ufać ludziom, których nie znamy. Inaczej nie da się żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki to jest dobrowolne ja nie mam z tym najmniejszego problemu. A już w 7 niebie będę jeśli okaże się, że oni tej szczepionki nie przyjmą jako zgody na testy genetyczne na ludziach.

      Usuń
    2. @Integrator - jeśli masz jakiekolwiek złudzenia, że muszą Cię pytać o zgodę na cokolwiek, to przeczytaj dzisiejszy tekst Toyaha. Natomiast trzeba działać tak, żeby bożek demokracji był nadal święty. Bo to jest i w naszym interesie, mimo wszystko.

      Usuń
    3. Czy Ty naprawdę uważasz, że jak my bezwiednie pójdziemy pod igłę to uchronimy demokrację? Demokracja to także stan umysłów a Toyh pisze, że oficjalna wersja jest taka, że DNA jest bezpieczne. Bo tak mu powiedziały media. Podałem mu link do pracy która wzrusza to stwierdzenie ale pierwej będzie podważał autora pracy niż te media. Widzimy perfidię działania tych mediów w Stanach a w Polsce tylko tam gdzie nam pasuje a jeszcze drażni nas gdy ktoś twierdzi co innego. Takoż i tu zostałem poproszony by temat zamknąć.

      Usuń
    4. @Integrator
      Otóż nie dlatego że tak mi podpowiedziały media. Ja uważam, że DNA jest bezpieczne ponieważ o tym, że ono jest zagrożone podpowiedziała mi banda wariatów z tytułami profesorskimi.

      Usuń
  3. Ty znowu szydzisz a dobrze wiesz, że ponieważ to opracowanie jest poza zasięgiem naszych możliwości poznawczych to ja się na nie powołuję tylko dlatego, żeby pokazać, że grzebiemy w genach czyli na poziomie Stwórcy, a wciąż nie wszystko wiemy. Oni nie wszystko wiedzą. A my tu na dole dodatkowo jeszcze wiedzieć nie chcemy więc wszystko co robimy to próbujemy wyprzeć ze świadomości i ze sfery publicznej każdą informację, która burzy nam spokój. To dlatego też nie ma absolutnej żadnej dyskusji, są tylko te jakże mądre uśmieszki i szyderstwa. Tobie to jak widać nie przeszkadza ale mnie co najmniej smuci, bo robimy coś niespotykanego i na gigantyczną skalę a uznano, że dobrze jest szczepić się w bez słowa wyjaśnień. O przepraszam są dwa słowa - sprawdzona i bezpieczna. Informację o tej pracy znalazłem na vlogu współpracownika PAN, zaledwie magistra (to dopiero jest śmieszne acz chyba w trakcie doktoratu), który wszystko co robi to próbuje przełożyc na prosty język to co trudne - i choć jest zwolennikiem szczepień to uczciwie podnosi kwestie, które nie pasują do jego układanki. Śmiałeś się, że pod Apelem podpisał się jakiś król, bo to akurat wyskrobaleś z jego historii życia niepomny jego innych tytułów i całkiem jakby nie było tam jeszcze owych pozostałych 60 medyków. Idziesz twardo w szeregu, choć w sumie nie wiem czy Ty jesteś za czy przeciw, jakbyś nie wiedział, że w tym środowisku gdzie akurat dobrze wiedzą co to RNA, transkrypcja itp. sprawy tylko 30proc gotowa jest się szczepić - ale dalej nie stawiasz pytań. Nawet nie prezentujesz niczego co jest twoim zdaniem naukowe i przekonujące. Za to szydzisz jak ten Horbana od chorób zakaźnych z genetyków podpisanych pod Apelem. Jeśli taki Twój styl proszę bardzo. Ja jednakże zawsze oczekuję dyskusji a przy tym nie będę Cię atakował za to, że Ty niekoniecznie. Tu chyba jest ta różnica i rdzeń tego sporu.

    Jeśli natomiast chcesz rozstrzygać ile mieści się wiedzy w słowie "niewiele" to ja w tę dyskusję nie wchodzę. Dla mnie jeśli ktoś pisze w ulotce, że nie zrobił wszystkich testów, że nie wie na ile to uodporni i czy zadziała to wszystko inne co napisze z oczywistych powodów nie ma znaczenia i w sensie merytorycznym stanowi dla mnie owo niewiele. Ale przyjmijmy, jak to napisałeś, że producent "nie wie wszystkiego", bo jak rozumiem jeśli oni "nie wiedząc wszystkiego" jednak zaczęli się genami już poza laboratorium to Ty się czujesz bezpieczniej. Dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Drogi Integratorze! Przestań już z tym "szydzeniem". Ja jestem specjalistą od szyderstwa, nie widzę w nim nic złego i nie widzę powodu by z niego zrezygnować.
    Natomiast ja bym Cię zachęcał, żebyś przestał pleść na temat tych genów. Oficjalna informacja jest taka że ta szczepionka nie zmienia DNA. I tego że jest inaczej nie wyczytasz nawet w tej ulotce, która, jak twierdzisz, jest Twoim pierwszym źródłem wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tytuł pracy "SARS-CoV-2 reverse-transcribed and integrated into the human genom"
    https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://www.biorxiv.org/content/10.1101/2020.12.12.422516v1.full.pdf&ved=2ahUKEwjEzu-FrYnuAhVC5eAKHXQsB1oQFjAKegQIBBAB&usg=AOvVaw0gRApSLZTtTBdwxLthLNuJ

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.