sobota, 2 stycznia 2021

Integrator: Czy szczepionka na covid-19 to placebo? Czytamy ulotkę Pfizera.

Jedna z książek prof. Andrzeja Zybertowicza traktująca o służbach wywiadowczych rozpoczyna się od sentencji nieznanego autora - "Nie wszystkim jest dana łaska niewiedzy". Prawda ta znajduje swe potwierdzenie niemal każdego dnia bo niewątpliwym jest przecież fakt, że ten kto ma wiedzę podchodzi do wszystkiego co robi z odpowiednim dystansem, a nierzadko i obawą, wszak informacje upakowane w głowie pozwalają mu widzieć zakończenia wszystkich możliwych wariantów projektowanych zdarzeń. Natomiast człowiek idący przez życie bezrefleksyjnie i tylko ślizgający się po dotykających go tematach dużo częściej i z większą śmiałością podejmuje działania, wszelako, których skutków nie jest w stanie przewidzieć. Podczas gdy ci pierwsi przestępują z nogi na nogę próbując zabezpieczyć się przed wszystkimi konsekwencjami planowanych działań, ci drudzy wchodzą w temat z dnia na dzień wiedzeni li tylko staropolskim "jakoś to będzie", a jeszcze póki coś nie strzeli śpią spokojnie snem sprawiedliwego. Oto i dlaczego ja wciąż nie prowadzę dzielności gospodarczej podczas gdy moi znajomi, ku memu zdziwieniu akurat ci którzy mieli najgorsze wyniki w szkole, zakładają firmy jeden po drugim. Tak przynajmniej ja sobie tłumaczę ten fenomen, nie chcąc być może dopuścić myśli, że może ja jestem zwyczajnie oferma. Albo wręcz przeciwnie wciąż przede mną zadanie ważne, wyjątkowe, stąd dobry Bóg trzyma mnie z dala od dużych pieniędzy, które nie raz mi proponowano w zamian za "lekkie" się upaćkanie.  Kto to wie?

Proces autoanalizy wciąż trwa i być może coś się w tej kwestii niedługo zmieni, tymczasem korzystając z zamiłowania do stawiania pytań a jeszcze bardziej do poszukiwania odpowiedzi postanowiłem zmierzyć się z zadaniem jak stoi w tytule - czy może być tak, że szczepionka na covid to jest jednak placebo, ot, globalne oszustwo czynione w dobrej wierze? Powstała w końcu w ekspresowym tempie a to wszystko co o niej wiemy, co funkcjonuje w publicznym przekazie to  przecież totalna rozpacz bo albo to jest bełkot, którego człowiek rozumny przyjąć nie może albo opowieści zupełnie nie na temat czego najlepszym przykładem jest rządowa strona #szczepimysię. Kto regularnie czyta moje teksty ten wie, że jestem zwolennikiem Dobrej Zmiany i pomimo kardynalnych błędów jakie oni wciąż popełniają uważam, że to monstrum, które dybie tuż za rogiem by przejąć od nich władzę - najpierw nas pożre, doszczętnie przetrawi, by w końcu pozbawionych sił witalnych i środków do życia, wydali niczym wielkie papu w wychodku narodów jakim jest na dzień obecny Unia Europejska. Co jednakże nie znaczy, że ja widząc błędy będę siedział cicho. Rodzice nauczyli mnie pomagać potrzebującym, robię to często bezinteresownie, a katecheta nadto jeszcze uczył upominać bliźnich gdy błądzą, więc i w tym przypadku nie inaczej będzie.

W czym więc rzecz? Otóż nie mogąc już dłużej słuchać przekazów pozbawionych jakiejkolwiek treści, zwyczajnie paplaniny sprowadzającej się do bezmyślnego powtarza wyrazów "bezpieczna" i "sprawdzona", postanowiłem zaczerpnąć informacji u źródła - sięgnąłem po ulotkę informacyjną szczepionki na Covid-19 firmy Pfizer; którą wręcza się pacjentowi przed szczepieniem, którą kupił nasz rząd, i na którą szuka teraz chętnych a znaleźć nie może nawet wśród medyków tj. grupy 0, stąd grupa 0+ czyli także rodziny medyków. Mają w końcu i szczepionki datę ważności, głupio więc będzie jeśli miliony złotych - a jeszcze w czasie kryzysu - pójdą do kosza. Na końcu notki podam link do tej ulotki tzw. arkusza informacyjnego (aktualizacja na miesiąc grudzień 2020) coby każdy mógł sobie sam a to poczytać a to sprawdzić czy nie komfabuluję, my tymczasem ruszamy dalej.

Na wstępie firma Pfizer podaje, że "Szczepionka Pfizer-BioNTech przeciwko COVID-19 może zapobiec zachorowaniu na COVID-19. Nie ma zatwierdzonej przez Amerykańską Agencję Żywności i Leków (U.S. Food and Drug Administration, FDA) szczepionki zapobiegającej COVID-19.". To jest bardzo subtelnie wskazanie, że szczepionka "może zapobiec" ale nie musi, no i że takiej co zapobiega na 100% jeszcze nie wymyślono, a przynajmniej nie zatwierdzono. Żeby nikt nie miał wątpliwości kilka linijek dalej wybrzmiewa to już jednoznacznie bo prodecent pisze tak: "Szczepionka Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19 może nie zapewnić ochrony każdej osobie." Jest to o tyle ważne dla Pfizera, że taką informację przeczytacie tam jeszcze 3 czy 4 razy. 

Dlalej znajdujemy zapis, że "FDA zatwierdziło awaryjne użycie szczepionki Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19 do zapobiegania zachorowaniu na COVID-19 u osób w wieku 16 lat i starszych w ramach tzw. zgody na użycie w sytuacji wyjątkowej (Emergency Use Authorization, EUA)". W dalszej części ulotki tłumaczy się, że EUA to jest innymi słowy ścieżka na skróty, procedura inna niż droga jąką przechodzą standardowo inne szczepionki i leki. Ujmuje się to tam tymi słowy:  "Szczepionka Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19 nie została poddana takiej samej procedurze przeglądu, jak zatwierdzony lub dopuszczony do obrotu przez FDA produkt.". Procedurę tę jednakże stosuje się gdy "nie istnieją żadne inne odpowiednie, zatwierdzone i dostępne alternatywne produkty" oraz gdy całość dostępnego materiału dowodowego wskazuje, że "produkt może być skuteczny w zapobieganiu COVID-19 podczas pandemii oraz że znane i potencjalne korzyści z jego użycia przeważają nad związanymi z nim znanymi i potencjalnymi zagrożeniami.". Wszyscy chyba rozumiemy, że ten warunek jest spełniony nawet dla nie do końca sprawdzonego produktu - bo co do zasady każdy produkt „może być skuteczny” co znaczy zarazem, że nie musi, a jednocześnie możemy się domyślić, że "potencjalne korzyści" zawsze będą przeważać nad potencjalnymi zagrożeniami zwłaszcza wtedy gdy panuje pandemia a producent nie wie jakie mogą być skutki uboczne bo zwyczajnie nie wykonał wszystkich testów.  A najwyraźniej Pfizer ich nie wykonał. I pomimo, że na stronie rządowej #szczepmysie, ale także innych tego typu podobnych, widnieje informacja, że szczepionkę wymyślono tak szybko między innymi dlatego, że było bardzo dużo chętnych do jej testowania to producent pisze tak: "W badaniach klinicznych około 20 000 osób w wieku 16 lat i starszych otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19.". Okazuje się więc, że albo tych chętnych nie było aż tylu żeby walili oknami i drzwiami, albo nie było czasu ich testować bo trzeba było puszczać szczepionkę i koniec pieśni. To jest o tyle ważny zapis iż potwierdza, że nie tylko nie wykonano testów na odpowiedniej ilości osób, to jeszcze te które wykonano, wykonanie sposób nie pełny. Z tego co czytam na stronie Ministerstwa Zdrowia powinno być owych "testerów" od 40 do 60 tysięcy a tu mamy zaledwie 20 a jeszcze zamiast dwóch szczepień ochotnicy otrzymali "co najmniej jedną dawkę szczepionki". To nie wszystko. Pada bowiem w tym miejscu jeszcze takie oto zdanie, po lekturze którego - by użyć młodzieżowego języka - dostałem dreszcza: "W trwającym badaniu klinicznym wykazano, że szczepionka Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19, podana w 2 dawkach w odstępie 3 tygodni zapobiega COVID-19". I wcale nie chodzi mi tu o te 2 dawki, które każdy kto chce się szczepić musi przyjąć a których jak to wyżej już wskazałem nie otrzymali wszyscy biorący udział w testach. Dreszcza mam przez to niepozorne "w trwającym badaniu klinicznym". Wiecie co to oznacza? Ni mniej ni więcej tyle, że ponieważ nie wykonano testów na wymaganej ilości ochotników ani nawet w wymaganej ilości dawek, to... badania wciąż trwają. Co już całkiem bez ogródek oznajmia nam się parę akapitów poniżej, proszę bardzo: "Badania kliniczne nad szczepionką Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19 nadal trwają.". Jeśli jeszcze ktoś nie rozumie co tu się dzieje, to ja wyjaśniam, że ten zapis oznacza mniej więcej tyle, że każdy kto przyjmuje tę szczepionkę z automatu przystępuje do programu testów - staje się królikiem doświadczalnym. Czy to wybrzmiało w jakichkolwiek mediach? Nie zauważyłem. Za to wciąż brzmi mi w uszach paplanina, że ona jest "sprawdzona" i przez to jest "bezpieczna". Jak widzimy przebadana to ona dopiero będzie a jeszcze wszystko jest tak napisane, że gdy pokazałem to dwóm znajomym one tego nie wyłapały, zatem pisał to ktoś kto się zna na takich sztuczkach. A zasada jest prosta. Czytasz ową ulotkę, tym samym zapoznajesz się z informacją, że szczepionka nie została do końca przebadana i że testy trwają, a ty jesteś częścią tej procedury. I nawet jeśli to przeczytałeś a nie zrozumiałeś, jeśli w ogóle ktoś to czyta przed zaszczepieniem, to nie będzie w razie problemów tłumaczenia, że nie wiedziałeś, że nie wyraziłeś zgody by być traktowanym jak szczur laboratoryjny. Rozumiecie już? Teraz widzicie? A jeszcze żeby wszystko poszło jak należy, żeby nic z twojego doświadczenia ze szczepionką nie uleciało, zostajesz poproszony w ulotce o jej zachowanie a wraz z nią podanych tam kanałów kontaktowych - na które możesz na bieżąco zgłaszać podejrzane objawy i skutki uboczne, inne niż te których listę także zawiera nasza ulotka. I żeby nie było wątpliwości, bo w mediach jeden przez drugiego zapewnia o braku takowych skutków, Pfizer pisze, że "Mogą wystąpić poważne i nieprzewidziane działania uboczne."  - co mam nadzieję raz a dobrze, zamknie tym wszystkim ludziom usta a może jeszcze stanie się przyczynkiem do okazania odrobiny pokory wobec sytuacji w jakiej wszyscy jesteśmy. Na koniec jeszcze jedna kwestia. Otóż jeden taki poseł z PO gadał ostatnio w Gościu Wiadomości, że choć jest po covidzie to i tak się zaszczepi, bo to go zabezpieczy na dłużej niż to na chwilę obecną zrobił jego organizm. Lekarzem nie jestem, ani tym bardziej chodzącym wariografem ale głupotę tudzież kłamstwo rozpoznać umiem, a jeszcze łatwiej mi to idzie gdy w ulotce producenta szczepionki odnajduję informację, że "Obecnie długość okresu ochrony przed COVID-19 jest nieznana.". [c.d. kliknij poniżej "Następna"]

Zobaczmy więc raz jeszcze z czym my tu mamy do czynienia. Oto najważniejsi politycy w państwie, wybitni profesorzy, najprzedniejsi redaktorzy a na końcu krajowe mega gwiazdy, słowem całe to towarzystwo, które w mniejszym lub większym stopniu stanowi tzw. system - wyszło do mediów, nagle równo im wszystkim przychylnych, by ponad podziałami dać (jak im się wydaje) świadectwo rozsądku i klasy, a de facto odstawić nam tegoroczną szopkę noworoczną; o super szczepionce co to była "przebadana", jest "bezpieczna" i "skuteczna". A wszystko to wobec faktu, gdzie producent, firma Pfizer, sama nie wie na ile ta szczepionka jest skuteczna, a jeśli w ogóle to jak długo. Nadto ogłasza, że wszystko poszło trybem awaryjnym (po polskiemu znaczy, że na skróty), a w związku z czym albo może w wyniku czego, nie przebadano ani wymaganej ilości zaszczepionych ochotników ani nawet nie dostali oni wymaganej ilości szczepień. Zatem jednym słowem - afera!

Afera jak cholera bo to jest tak mocna rzecz, że od teraz wszystkie stacje będą tylko o tym trąbić, i długo to nie będzie schodziło z pierwszych stron gazet - bo podobny numer elity zapewne zrobiły, jak świat długi i szeroki, w każdym państwie.

To jest taki covidgate. Właśnie tak! No właśnie. No, także tak. I tego... i wróciwszy na ziemię, z pokorą powiem, że chyba jednak będzie cisza. Zupełna cisza. I tylko całe to towarzystwo zacznie się jakby szybciej lub bardziej nerwowo poruszać, a głośniej jeszcze reklamować to #szczepmysie, wszak termin ważności preparatu ucieka. Dlatego #szczepmysie! Ostatecznie, w najlepszym wypadku to jest placebo co to nie zaszkodzi a może pomoże, w najgorszym zaś przypadku "Mogą wystąpić poważne i nieprzewidziane działania uboczne" - dzięki czemu będziecie mieli swój wkład w wyniki wciąż trwających testów, a to nie byle jaka rzecz! No więc #szczepmysie a raczej #szczepciesie ile wlezie a jak pozwolą to weźcie jeszcze dla wujka Edka i cioci Halinki - by się nic nie zmarnowało a jeszcze by Was nie nazwano ciemnotą i zabobonem. Bo światły i nowoczesny człek to teraz ten kto nie zadając pytań lezie pod igłę.  Ale o tym to już w kolejnym odcinku. 

----

Link do arkusza informacyjnego szczepionki Pfizer-BioNTech przeciw COVID-19 (aktualizacja z grudnia 2020, https://www.fda.gov/media/144622/download)

Jak mówię lekarzem nie jestem. Mam więc żywą nadzieję, że ja to sobie jednak wszystko źle poukładałem i przyjdzie tu ktoś, kto mi to wszystko raz jeszcze na głos przeczyta i wyjaśni. Bardziej jednak oczekiwałbym szczerego - "Nie wiemy co to jest, nie wiemy jak z tym walczyć, próbujemy robić co w naszych siłach, jest więc oto taka szczepionka - nie wiemy czy działa a jeśli nawet to nie wiemy przez ile, nie wiemy nawet czy jest bezpieczna. Chcecie to bierzcie. Ale musicie wiedzieć, że bierzcie wtedy udział w programie testów, na własną odpowiedzialność.". I ja się wówczas zamykam.

19 komentarzy:

  1. @Integrator
    Trzy uwagi. Po pierwsze, o tym że szczepionka nie zawsze będzie skuteczna, wiadomo co najmniej od czasu jak oni informowali, że ona jest skuteczna w 95 procentach przypadków, a tak naprawdę od zawsze. Nie ma leku skutecznego w 100 procentach. Podobnie jak nie ma leku w 100 procentach bezpiecznego. Nawet zwykły Ibuprom może spowodować śmierć. Po trzecie wreszcie odpowiedz mi szczerze, czy gdybyśmy mieli do czynienia ze szczepionką na raka też byś napisał ten tekst?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Tu nie chodzi o to, że ona będzie nieskuteczna bo wtedy tylko stracimy czas no i kilkaset milionów jakie za nią zapłaciliśmy. Tu już chodzi o to czy ona jest bezpieczna skoro pakuje się tam mRNA, którego wcześniej nie testowano na człowieku, a o którym Minister Zdrowia w odpowiedź udzielonej na Apel naukowców i lekarzy ws szczepień pisze, że "podawana w szczepionce replikuje się w cytoplaźmie". Bo w takim razie poza tym, że będzie pobudzała układ immunologiczny do tworzenia przeciwciał dla koronawirusa będzie się także replikować w naszym organiźmie.

      2. Ja ten argument o ibupromie już w sieci parę razy czytałem. Na prawdę nie widzisz różnicy między ibupromem, którego w związku z informacjami w ulotce nie przyjmują wrzodowcy, a szczepionką o której skuteczności ani skutkach nie umie napisać wiele sam producent a mimo to pompuje się ją milionom ludzi? Oni tam w tej ulotce Pfizera nie napisali ani o krwotoku, ani niczym innym jak tylko o tej żałośnie brzmiącej gorączce czy wysypce. Różnica jest taka, że oni nie wiedzą absolutnie nic. I jeszcze jedno. Czy Ty wiesz, że ibuprom zanim wyszedł na rynek był przez 7 lat testowany klinicznie? Taki zwykły Ibuprom 7 lat a tu taka super szczepionka 10 miesięcy. No proszę, kto by się spodziewał prawda?

      3. Na 100% tak bo mi od początku nie chodzi o chorobę a o podejście do sprawy. Nie zgadzam się być traktowany jak plemiona podbijane przez kolonizatorów których zmuszano do posłuszeństwa siłą lub strachem - o! patrzcie zaćmienie słońca! Bo tak to wygląda z tą różnicą, że nam się mówi, że jak się nie będziemy szczepić to nie będzie odporności stadnej i umrzemy. Będzie o tym w kolejnej notce. Wiesz, to już nie te czasy. Oczekuję pokory i szczerego - nie wiemy co to jest, nie wiemy jak z tym walczyć, próbujemy robić co w naszych siłach, jest więc oto taka szczepionka - nie wiemy czy działa a jeśli nawet to nie wiemy przez ile, nie wiemy nawet czy jest bezpieczna. Chcecie to bieżcie. I ja się wtedy zamykam.

      Usuń
    2. Skoro nie wiadomo, jak działa, to skąd podejrzenie, że działa jak placebo?

      Gdyby miała być placebo, to co komu zależy zaszczepić się?

      Gdy słyszę o obawach: "placebo" w jednej paczce z obawami: "wytrują", lub: "nic nie da", to nie pojmuję skąd ten merytoryczny sojusz ponad obawami?

      Brakuje mi danych, czy podobne sojusze nastąpiły w innych krajach, czy też jest to tutejsza osobliwość antypisowska z polityczną modlitwą do TegoKtóry..., "aby się chociaż to spełniło".

      Usuń
    3. @Integrator
      Daj mi najpierw link do tej wypowiedzi Ministra Zdrowia, a potem pogadamy.

      Usuń
    4. https://www.gov.pl/attachment/bce68537-4655-4f85-82b3-c107daf73854

      Usuń
    5. @Integrator
      A to akurat znam. On tam bardzo chwali tę szczepionkę. Mnie chodzi o ten fragment o replikowaniu w cytoplazmie.

      Usuń
    6. Tam jest właśnie ten fragment o cytoplyaźmie. Góra 5tej strony.

      Usuń
    7. @Integrator
      A Ty przeczytałeś tylko te pół zdania, czy większą część tego akapitu? A jeśli większą część, to czy wziąłeś sobie to co tam stoi, do serca, czy tylko trzy razy splunąłeś przez lewe ramię?

      Usuń
  2. Zauważ jeszcze jak będziesz to czytał jak odpowiada minister ludziom z branży. Tak jak cała reszta towarzystwa która się nie zna a ciągle gada - sprawdzone, pewne, bezpieczne bo... wszyscy sprawdzili, badali, wszyscy się podpisali. Ja się ich zaczyna bać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Integrator
      Jeśli mówiąc o "ludziach z branży“ masz nap myśli profesorów o intelektualnym poziomie Grzegorza Brauna, to uważam ton tej wypowiedzi za właściwy. Poza tym myślałem, że z własnego doświadczenia wiesz, czym potrafią być tak zwani "ludzie z branży".

      Usuń
    2. No tak to my akurat możemy każdego zdyskredytować tym porównaniem do Brauna. Ja nie wiem czy to są wariaci, choć sygnatariuszy listy wpisałem do Google to nie wydaje się.

      Usuń
    3. @Integrator
      Oczywiście. Każdego, kto głosi poglądy, które zainteresowały Grzegorza Brauna. Co do sygnatariuszy, ja sprawdziłem tego ich lidera. I mi wystarczyło.

      Usuń
    4. @Integrator
      Sprawdziłem adresata odpowiedzi Ministra Zdrowia, tego jakiegoś Koraba. Proszę uprzejmie. Okazuje się, że on jest królem. W tej sytuacji ja się poddaję.
      https://www.orgro.eu/l/korab-karpowicz/

      Usuń
  3. Do orjan
    Nie pisałem, że to jest placebo. Czytam ulotkę i tam jest napisane, a ja za nimi powtarzam, że w najlepszym razie będzie to placebo, w najgorszym zaś "Mogą wystąpić poważne i nieprzewidziane działania uboczne.", które Pfizer prosi przekazywać na podany numer telefonu bo każdy szczepiony bierze udział we wciąż trwającym programie badań. Jeśli to ostatnie będą podkreślać każdemu co idzie pod igłę, bo póki co działają na domysł, to ja przestanę sobie tym zawracać głowę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Integrator
      Tam nie jest napisane że to w najlepszym razie będzie placebo.

      Usuń
    2. "Szczepionka Pfizer-BioNTech przeciwko COVID-19 może zapobiec zachorowaniu na COVID-19. Nie ma zatwierdzonej przez Amerykańską Agencję Żywności i Leków (U.S. Food and Drug Administration, FDA) szczepionki zapobiegającej COVID-19." - ja to właśnie tak czytam, jak info o placebo.

      Usuń
    3. @Integrator
      Tak też podejrzewałem, że Ty to czytasz tak, żeby Ci się wszystko elegancko zgadzało.

      Usuń
    4. @Integrator

      Zauważ, że tego "o placebo" ja nie adresowałem konkretnie do Ciebie, a ogólnie.

      Ja, wydaje mi się, rozumiem prawa publicystyki, a nawet dialektyki, lecz proszę zauważ, że te ulotki bez wątpienia redagowali wyłącznie prawnicy. A to jest banda krętaczy, którzy - jak u tego Barei - w życiu słowa prawdy nie powiedzieli. Ich zadaniem jest sporządzić piramidę wykrętów na każdą okazję.

      Jednak, zwłaszcza w systemie amerykańskim, mimo staranności wykrętów producent i tak może ładnie beknąć za to, że stworzył NADZIEJĘ na coś a ona kogoś zawiodła. Dlatego im więcej takich disklaimerów, tym - mimo wszystko - amerykańskie zapewnienie wiarygodniejsze.

      Z unijnymi disklaimerami takiego efektu nie wyczuwam. Unijni podejmą - niczym ów VW - ryzyko zawiedzionych nadziei, aby tylko promocyjnie na rynku postawić swój produkt przed amerykańskim.

      Ponadto, jeśli masz jakiegoś amerykańskiego a prywatnie szczerego kumpla lekarza, to on Ci potwierdzi (z antyrasistowskim wstydem jako disclaimer), że stosuje inne procedury, gdy przyjdzie Indus, afro, Innuit, biały kaukaski, Chińczyk i tak dalej. Zresztą coś takiego jest między wierszami także w ulotce tej szczepionki. Ona zaś jest kierowana do każdej kombinacji człowieczej. Niby na jakiej podstawie logicznej miałaby więc każdemu obiecywać to samo i tak samo skoro każdy jest inny? A poza tym, jak durny pacjent po szczepieniu zaraz się nawali, albo naćpa? I tak dalej?





      Usuń
    5. @Orjan

      Dokładnie tak. To pisali prawnicy i trzeba umieć taki zapis czytać. Tak samo, jak wyniki badań klinicznych trzeba umieć czytać. A z nich prosto wynika, że w grupie zaszczepionej ryzyko zachorowania na ciężką postać COVID-19 było przynajmniej kilkanaście razy niższe, niż w grupie niezaszczepionej (placebo). Za to ryzyko ciężkich zdarzeń niepożądanych było wprawdzie u zaszczepionych około dwukrotnie wyższe, jednak generalnie bardzo niskie w obu grupach (promil/ułamki promila). Ostateczny bilans i tak będziemy mieli za kilka lat, po zaszczepieniu dużych populacji i kilkuletnim okresie obserwacji. Póki co, rzecz wygląda dosyć optymistycznie. A sama technologia nie jest taka znowu nowa - stosowana u ludzi przynajmniej od 10 lat.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.