czwartek, 19 listopada 2020

Integrator: O tym jak Armia Krajowa została zbrojnym ramieniem LGBT

Przypomniałem sobie jak parę lat temu zrobiono badanie pośród młodych użytkowników środków komunikacji miejskiej w Warszawie gdzie wyszło, że mają oni w głębokim poważaniu zasadę ustępowania siedzącego miejsca starszym. Podobno większość stwierdziła, że skoro zapłacili za bilet to mają prawo podróżować w pozycji siedzącej jak te przysłowiowe babcie. Tak po prostu. To jest za przeproszeniem, gówno prawda a raczej prawda dziennika, który tę wieść swego czasu ogłosił, bo ja akurat codziennie jeżdżę autobusami i dobrze wiem, że ustępowanie starszym miejsca to wciąż norma. 

No ale mamy przecież rewolucję, która zakłada wywrócenie wszystkiego do góry nogami, a skoro tak to zapewne i w tym względzie coś się niechybne zmieni. Czas pokaże co to będzie, choć ja widząc starszą kobietę, która siedzi przede mną i ciężko dycha, mam cichą nadzieję, że któraś z tych wariatek skandujących "wypier...lać" wpadnie na pomysł by jednak wprowadzić eutanazję. Skoro mamy zabijać chore dzieci dla ulżenia im bólu, to z racji tej samej wrażliwości i z tej samej ustawy byłbym za tym by "ciachnąć" i tę staruszkę. Tak byłoby uczciwiej a na pewno logicznie. Po prawdzie to i jej towarzysza podróży też możnaby spokojnie "ciachnąć", bo i to ludzkie nieszczęście podejrzenie źle wygląda, a najlepiej gdyby tak "wypier...olić" na tamten świat wszystkich staruchów co zapychają autobusy to byłoby już naprawdę znośne. Pomyślcie tylko - zaledwie parę humanitarnych przecież zastrzyków a problem z głowy. I co najważniejsze nie będę musiał cierpieć patrząc co rano jak oni się męczą. Ich ból nie może być przecież lepszy niż mój ból psychiczny. I estetyczny.

Póki Lempart nie powie jakie ma w tej kwestii plany muszę się jeszcze troszkę pomęczyć ale też intensywnie główkuję na temat starości i wymyśliłem ostatnio, że nie jest ona już taka jak kiedyś. Też przeszła swoją rewolucję. Ja sobie przez wiele lat spędzałem wakacje na wsi, w enklawie tradycjonalistów, gdy tymczasem wszystko zmieniało się powoli i do tego stopnia, że któregoś dnia zdałem sobie nagle sprawę, że zdarza mi się minąć na ulicy w mieście starszą panią z tatuażem czy kolorowym pasemkiem na włosach. Wtedy też doszło do mie, do czego nie przywiązywałem wcześniej uwagi, że co jakiś czas przy okazji spotkań towarzyskich ten czy tamta znajoma utyskiwali, że ich wiekowa już sąsiadka chwali się wnuczką mieszkającą z chłopakiem, inna z kolei popiera związki homo tłumacząc z przejęciem, że świat idzie do przodu a jeśli ludzi łączy miłość to co komu do tego. Inny przykład, mój dziadek. Był człowiekiem kulturalnym, chodził wiecznie w garniturze, gdy mijał znajomych lub krzyż to z lekka unosił kaszkiet, i nie pamiętam by kiedykolwiek zaklął, nie daj Boże świntuszył. Po jego śmierci zaczął nas odwiedzać sąsiad w wieku wówczas trochę po 70tce, który potrafił przy okazji wspólnego oglądania seriali palnąć komentarz, że tak to kulinarnie ujmę a'la pierś, udko, kuper. Babcia go upominała a nam potem krótko tłumaczyła, że to jest cham zaś dziadek "miał szkoły i kulturę".

Zbieram różne wspomnienia i wychodzi na to, że z tymi starszymi ludźmi to z jednej strony było jak z wymienionym sąsiadem - nie wszyscy odebrali odpowiednie wychowanie a czym skórka nasiąknie za młodu tym na starość trąci. Z drugiej strony, nie wszyscy którym wpojono kanony oparli się dynamicznym zmianom w sferze kukturowo-obyczajowej. Nie ma się co łudzić, znikają powoli z naszej rzeczywistości babcie jak z bajki o Czerwonym kapturku, czy te przesiadujące całymi godzinami w kościele. Osoba starsza to dziś niekoniecznie osobnik mądry. To równie dobrze może być ktoś kto całkiem bezrefleksyjnie szedł przez życie aż zwyczajnie się zestarzał. I wtedy przyjdzie ze smutkiem stwierdzić, że oto mamy przed sobą starego głupola. No na ten przykład, jaka będzie kiedyś babcia z Jachiry albo dziadek z Borysa Budki? Niby jakie on mądrości życiowe może przekazać temu dziecku co z nim chodzi na parady aborcyjne, a potem jeszcze wnukom? Przecież to się skończyć nie inaczej jak u Leszka Millera. Dla tych co nie są w temacie, jego wnuczka szuka właśnie w sieci sponsora dla wytatuowania sobie intymnego miejsca, zresztą chyba jedynego wolnego jakie jej zostało. Budka oczywiście uważam, że z nim będzie inaczej, ale zapewne tak samo przed laty uważał dziadek Miller.

Kto szlaja się i podąża za dziwnymi trendami musi na starość skończyć marnie, taka prawda. Przykra reguła, bo rodząca konsekwencje w odbiorze społeczny nowego pokolenia starców, wszak trudno wymagać od ludzi młodych by okazywali im szacunek z automatu. Bo i niby z jakiej racji skoro on się jednak z definicji należy tylko za mądrość i pokorę w zgłębianiu tajemnicy życia. Tak oczywista konkluzja przyszła na mnie gdy oglądałem w Faktach jak Straż Narodowa znosi za cztery kończyny po schodach kościoła św Krzyża, dosłownie, jakąś starą babę o czerwonych włosach i z piorunem na masce. Komentarz był taki, że nie uszanowano starszej kobiety, a ja pytam raz jeszcze - za co niby oni mieliby ją uszanować? Na szacunek trzeba sobie najpierw zapracować, w przeciwnym razie trzeba by zacząć stawiać pomniki wszystkim zatwardziałym łajdakom, którzy odbywają wyroki a którym w międzyczasie pomarszczyły się ich zewnętrzne powłoki.

No dobrze, skoro mamy już wszystko ustalone, to szczęśliwie i powoli możemy zmierzać do finału. Piszę więc ja Wam to wszystko bynajmniej nie dla zabicia czasu a z racji spotu, który chodzi za mną od chwili gdy go pierwszy raz zobaczyłem. To jest produkcja Komitetu Wyborczego Rafała Trzaskowskiego, który za sprawą niejakiej Wandy Traczyk-Stawskiej, pseudonim "Pączek" lub "Atma", żołnierza AK, uczestniczki Powstania Warszawskiego - miał odciągnąć wyborców o patriotycznym usposobieniu od głosowania na Andrzeja Dudę. Mógłbym puścić jej ten wybryk płazem, wszelako okazało się, że to nie wyjątek, że nagrań z jej udziałem jest w sieci nadzwyczaj dużo, za dużo, toteż zamierza się z tym zjawiskiem raz na zawsze, tu i teraz rozprawić. Lojalnie uprzedzę, że ona plecie takie farmazony, że mózg boli; żeby nie było więc, że nie ostrzegałem.

Każdy człowiek, szczególnie chrześcijanin znający modlitwę "Ojcze nasz" powinien znać także i tę życiową prawdę, że: "jeśli nie umiesz wybaczać, nie będziesz szczęśliwy ty, przede wszystkim, bo będzie w tobie stale gniew i złość, i potrzeba zemsty." Byłaby to ładna lekcja, którą daje nam na wstępie babcia Wanda gdyby nie fakt, że dwa zdania dalej, jak gdyby nigdy nic, wypina się na tę uniwersalną prawdę i przez zaciśnięte zęby wypala, że nigdy już nie wybaczy Prezydentowi Dudzie. Taki ma też tytuł ten klip "Nigdy nie wybaczę Dudzie". A skąd to tak, i dlaczego tak? Ano stąd - Stawska w spocie wszystko tłumaczy - że gdy była w sejmie, a właściwie to nie była bo jej nie wpuścili, niemniej widziała, że tam wykręcano ręce matkom niepełnosprawnych dzieci. Doprawdy nie widziałbym jak to skomentować, gdyby nie czysty fart. Bo przechodząc dziś obok placu zabaw, usłyszałem jak malec, który tam dopiero przybył pytał z wyrzutem drugiego "Co tu się k...wa dzieje?" Słowo daję, nie zmyślam, tak powiedział a ja zwróciwszy mu uwagę, to samo pomyślałem o bełkocie uprawianym przez tą starą kobietę. Przecież Duda nie miał z tym nic wspólnego, a do tych mam przychodził co chwila któryś z ministrów z nową propozycją i tylko po to by babsko z nazwiska Hartwich, niezmiennie ich wszystkich goniła. Koniec końców dzieci dostały dodatkowe 500+ a Hartwich z synem, którzy zostali tam by się lansować, wyrzucono kulturalnie przez okno co im ostatecznie wyszło na dobre, bo ona została posłanką PO, on radnym w Toruniu. Tak to mniej więcej było, tymczasem pani z AK siada przed kamery i bredzi jakoby Andrzej Duda "bił, kopał i poniewierał" uciśnionych. Spokojnie, zaraz to sobie sami obejrzycie: jak ona była chociaż nie była ale widziała, jak wzywa do pojednania ale nie wybacza, i jeszcze ten krzyżyk w klapie. Obłęd w najczystszej postaci.

Do tego amuletu w kształcie krzyża, nie inaczej trzeba na to patrzeć, jeszcze wrócę a póki co przed nami wciąż niezgorsze atrakcje. Bo grzebiąc w sieci znalazłem jeszcze film, gdzie Stawska, w kontekście tego co mamy na ulicach, mówi, że jej pokolenie walczyło o wolność dla wszystkich, rozumiem, że także dla tych co skandują "wolność dla mojej pi....y". Mogę się zgodzić, że ona akurat walczyła za tę hołotę, za homozwiązki, prawo do aborcji i demolowania świątyń ale twierdzenie, że o tę wersję Polski walczyło Podziemne Państwo Polskie to już jest grube nadużycie. Siedziałem dawniej w tej tematyce i nie pamiętam by w jakiejkolwiek odezwie do narodu, rozkazie czy innych utrwalonych przekazach ktoś pisał o walce za prawo do życia w "tęczowym świecie". To się zwyczajnie nie godzi. Owszem, pani Stawska ma już swoje lata a za pierdzielenie farmazonów dostała jeszcze "Koronę równości" w kategorii "zaangażowanie w walkę o równe prawa dla społeczności LGBT" ale to nie może być powód dla którego wszyscy chodzą wokół niej na palcach. Przecież to co ona wyprawia nie tylko godzi w obraz AK-owca utrwalony w podręcznikach szkolnych, to także wypacza jedną z piękniejszych kart naszej historii. Wanda Stawska przy pomocy współczesnych hochsztaplerów historii zawłaszcza to czego częścią od strony ideowej nigdy nie była a Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej siedzi cicho. Szczerze? Aż boję się zapytać jak oni się zapatrują na to co mamy na ulicach.

Czytam sobie o niej jeszcze, że w 47. wróciła z niewoli niemieckiej (przeszła 4 stalagi) by rozpocząć studia na Uniwersytecie Warszawskim. No proszę jak to się ludziom różnie losy układają? Jednym Powstańcom na Rakowieckiej paznokcie zdejmowano, innych zakopano na poziomie fundamentów a jeszcze innym jak gdyby nigdy nic psychologię pozwolono studiować. A przecież ktoś kto pracował w Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej musiał być dla nowych władz nielada "Pączkiem", prawda? Ciekawa historia. I jeszcze taka perełka - pani Wanda pracowała na Pradze przez wiele lat w dwóch szkołach specjalnych z upośledzonymi dziećmi. O panie, o człowieku, o jasna cholera, o zgrozo... zabrakło mi wyrazów... chodzi o to, że jak tak to my tu mamy do czynienia z autentyczną czarownicą, taką co to królewnę Śnieżkę truła, a tak na serio to z najprawdziwszym opętaniem, którego byle egzorcysta nie weźmie.

Bo wytłumaczcie mi proszę, jak można w jednym tak kruchym ciele łączyć miłość do Boga z dozgonną nienawiścią, opiekować się niepełnosprawnymi dziećmi a teraz życzyć im śmierci, nosić w klapie krzyż a wspierać tych co ten krzyż przyszli sprofanować? No jak?! Jeszcze raz powtarzam; każde szaleństwo musi mieć granice a szczególnie takie, które podaje zatrute jabłko młodemu pokoleniu... w opakowaniu poczciwej staruszki i bliskiego naszym sercom żołnierza AK, Powstańcy Warszawy zarazem. Jak nic czarownica.

Teraz wrócę do krzyża w klapie, bo mam pewne podejrzenie skąd u tej kobiety takie poplątanie. Otóż ona jest "Atma". Taki wybrała pseudonim w AK, co według Milczącego Mistrza Om Gurudeva Janglidasa Maharaja oznacza formę Najwyższej Jeźni, Uniwersalną duszę z którą jedność osiąga się poprzez medytację. Mistrz uczy, że "Jezus, Budda, Mahomet, Kriszna, Zaratustra, i wielu Świętych w historii świata osiągnęło samorealizację dzięki nieustannej medytacji, stając się jednym z Atmą (Vishwa)". No i mam cię! Tylko niech mi teraz Stawskiej nikt głupio nie broni, że pseudonim wybiera się przypadkiem. Proszę jak się od razu wszystko skleja do kupy. Ten krzyż w klapie to w takim razie nie Jezus Chrystus syn Boga Żywego a tylko człowiek imieniem Jezus, asceta, który osiągnął Atmę. A skoro tak to można pierdzielić dowolne głupoty bo Vishwa wszystko przyjmie, szczególnie gdy się medytacje wesprze farmakologicznie, a ona w tym wieku na pewno już coś bierze. Można wtedy ględzić o wybaczeniu i o tym, że się nie wybaczy, o tym, że się gdzieś było a jednocześnie nie było, można troszczyć się o niepełnosprawne dzieci w sejmie jednocześnie mając w dupie inne chore a nienarodzone, i jeszcze twierdzić, że AK to było zbrojne ramię LGBT. Zatem Atma. 

Dzięki medytacji można niepostrzeżenie przejść drogę przemiany od Czerwonego Kapturka do czarownicy. I można tak medytować całe życie a u kresu drugi wciąż niczego nie rozumieć, szczególnie gdy skórka za młodu nasiąkła. A babcia Wanda to najwyraźniej taka właśnie przedwojenna Hartwich, Nowicka czy inna cholera, której kto wie, może tylko ból w krzyżu nie pozwala dziś rzucać kamieniami w ludzi spieszących do kościoła. To przez takich ludzi jak Wanda Traczyk-Stawska szacunek dla starszych ludzi nie idzie już z automatu a Lempart może z powodzeniem na wiosnę ruszać z eutanazją. Wtedy się okaże, że Polska Podziemna wyjątkowo o to prawo nie walczyła.

Mnie póki co to wszystko ryba, bo wciąż jestem nad kreską. Jakiś tylko mętlik czuję w głowie po tej przygodzie z hinduizmem. Trzeba mi przewietrzyć głowę, by na powrót zjednoczyć się z Atmą. Zakładam więc psu maskę i w drogę. Bo za oknem covid szaleje i drzewa powala z korzeniami. 


Autor: Integrator

5 komentarzy:

  1. Słysząc "Korona równości" spodziewałbym się branżowej nagrody, przyznawanej wewnątrz stowarzyszenia ortodontów. A tu proszę - zupełnie inny sens. A jakby tak "Budionowka równości"?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oni zawsze funkcjonują tak, że nadają nowe znaczenie istniejącym pojęciom lub podszywają się pod takie ładnie brzmiące.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby młodzi znali łacinę to może rozumieliby sens tego łacińskiego epitafium, które jest chociażby na grobie Jaremy Wiśniowieckiego na Świętym Krzyżu
    Quod tu es, fui, quod sum, tu eris.

    Z Cata Mackiewicza zaś pamiętam jak pisał, że pomieszania zmysłow dostał Generał Żeligowski. Zachował sprawność fizyczną, ale zaczął nagle mówić do rzeczy o Attyli i konieczności zlania się w jedno słowiańskie morze z Rosją (tak mówił w 1940 roku) i dla Cata... jako Wilniuka to było podwójnie boleśne, bo tak właściwie Żeligowski przekreślał całe dzieło swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Starość to bardzo delikatny moment życia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyjaśniłeś mi mimochodem, czemu pewna dość dziwna powieść Marii Rodziewiczównej ma tytuł "Atma"

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.