poniedziałek, 2 listopada 2020

Integrator: Nie mogę patrzeć jak cierpisz więc cię zabiję

Zdaje się, że to właśnie ta myśl jest główną przyczyną dla której nawet religijni ludzie są w stanie poprzeć lub zgodzić się na aborcję, a ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że takie coś mógł wymyśleć tylko szatan. Jemu akurat najbardziej zależy na tym byśmy cierpieli, i to cierpieli możliwie najbardziej okrutnie już tu na ziemi, zanim weźmie się tak na porządnie za najbardziej mu wiernych zaledwie sekundę po śmierci. Co wcale nie przeszkadza mu grać na czymś tak dobrym i bardzo ludzkim jak wrażliwość. W końcu nie bez kozery szatan zwany jest księciem kłamstwa, wszak z rzeczy dobrych potrafi wyprowadzić każde zło i tak też jest w przypadku "aborcji z powodu wrażliwości". Przyznacie, że ta diabelska konstrukcja ma w sobie coś niepokojącego a mimo to skrzętnie ukryta za przesłanką dobra jest wcale do przyjęcia. W odpowiedzi na podjętą przeze mnie wśród znajomych agitkę w obronie werdyktu Trybunału Konstytucyjnego, który uznał aborcję z powodu chorób genetycznych za niezgodną z konstytucyjnie gwarantowanym prawem do życia, jeden z moich znajomych napisał mi, że nie ma tak skrajnych poglądów jak ja. I gdyby wiedział, że dziecku brakuje czegoś co nie pozwoliłoby mu żyć po narodzeniu, albo nie miałoby nóżki czy rączki to on jest w tym przypadku "za". Abstrahując od faktu, że te moje skrajne poglądy to nauka Kościoła do którego i on należy, i to należy w sposób znacznie bardziej aktywny niż ja, mam jak na talerzu przykład, że w tej kwestii ludzie zostali porzuceni całkowicie sami sobie. 

Po pierwsze więc zdezerterował z tego pola sam Kościół. Ja naprawdę bardzo mocno grzebałem ostatnio w pamięci, a jeszcze podpytywałem dalszą rodzinę praktykującą codzienny udział we Mszy Świętej, i tak jak oni nie mogę sobie przypomnieć kiedy ostatni raz słyszałem w moim kościele i od moich kapłanów o grzechu aborcji? - inna sprawa, że w ogóle zaprzestano używania słowa grzech. No ale ta aborcja to jest jednak przykazanie "Nie zabijaj" więc w takiej czy innej formule powinna się co jakiś czas pojawić na kazaniu, a jednak nie. Podobnie jest na lekcjach religii, gdzie z pieczołowitością egzekwuje się znajomości definicji i modlitw, unikając jednocześnie jak ognia tematu, który wcześniej czy później stanie na drodze życia współczesnego młodego człowieka. Bo jeśli na lekcji biologii czy nauki o rodzinie może on dowiedzieć się jak wyglądają narządy płciowe, a w przerwie pomiędzy tymi lekcjami luknąć na komórce w filmik porno by sprawdzić jak te sprawy wyglądają od strony technicznej, to uważam że powinien mieć również prawo, może nie tyle obejrzenia zdjęć rozczłonkowanych dzieci, które po zabiegu trzeba poskładać do kupy celem upewnienia się czy nic nie zostało, ale przynajmniej powinien móc obejrzeć film "Nieplanowana" czy "Każde życie jest cudem", by wiedział jeden z drugim, a może bardziej jedna z drugą, jak to się może skończyć. Ale z tego co wiem, takich tematów unika się, a potem gdy zdarzy się "wypadek" zanim przejdzie się do usuwania ciąży, zaczyna się intensywna praca, której celem jest usunięcie wyrzutów sumienia. Tak tak, to jest pierwszy zabieg aborcji jaki przechodzi każda dziewczyna będąca "w kłopocie", bo na straży wzbudzonego życia Pan Bóg postawił naszą psychikę i rozum odczytujący podświadomie prawidła prawa naturalnego. A te mówią "nie zabijaj", mówią o cudzie i wyjątkowości życia. Wtedy też przychodzi z pomocą diabeł, ten sam, który oszukał w raju Adama i Ewę i znów zamiast mówić wprost zaczyna kombinować. Zamiast powiedzieć - zabij! - zaczyna kręcić ogonem, szeptać do ucha mamie dziecka ale i ludziom na których radach będzie się ona opierać, że aborcja to mniejsze zło, a gdy dziecko ma wadę genetyczną trzeba mu z dobroci serca skrócić męki. O tym bólu jeszcze sobie kiedyś pomówimy, bo to jest mistrzowskie zagranie złego, a póki co mamy dramatyczną sytuację przede wszystkim dlatego, że przez lata nie robiono w Kościele zbyt wiele by zabezpieczyć ludzką myśl przed pokusą rozwiązywania dylematów drogą zabijania. Kościół zresztą nie zagwarantował sobie nawet minimum jakim jest szacunek do murów świątyni, bo tak podążał za młodymi, że w miejsce staropolskich pieśni pojawiły się wesołe i banalne w swej treści piosnki a wraz z nimi modły na pograniczu medytacji, niebezpiecznie ocierające się o praktyki religii niewiele mających wspólnego z żywym i jedynym Bogiem. Dziś pierwszy raz od stu chyba lat zabrzmiała w moim kościele zapomniana pieśń "Nie rzucim, Chryste, świątyń Twych, Nie damy pogrześć wiary!". Nastał czas refleksji? Rychło w czas...

Najłatwiej jest stawiać zarzuty Kościołowi, bo to nic nie kosztuje, wszak ksiądz z pracy nie wyrzuci, w pysk też nie przyłoży, ale w tej kolejce winnych stoi także państwo czyli szkoła. Bez wchodzenia w szczegóły, od początku przemian tj. od 89r na czele ministerstwa odpowiedzialnego za edukację stawała z reguły, przepraszam, jakaś niemota - bo rozdzielając ministerstwa to akurat oddawano jako ochłap koalicjantowi, i tak też było traktowane przez obdarowanego. Nie inaczej było za Dobrej Zmiany, która na czele ministerstwa ds uczelni wyższych postawiła Gowina, który wręcz wzorcowo zmarnował ostatnie 5 lat, a to jest jeden, pełny rocznik studentów. Jest to o tyle ważne, że jak pokazują badania, ale i ostatnie wybory prezydenckie, młodzież do szkoły średniej ma wyraźnie poglądy tradycjonalistyczne by po przejściu przez ideologiczną maszynkę uczelni wyższych stać się klasycznym wyborcą Platformy Obywatelskiej. Jednym słowem i już tak wracając na tory, PiS nie tylko nie zadbał o wychowanie sobie nowego pokolenia wyborców to jeszcze podniósł im poprzeczkę, każąc zająć stanowisko w kwestii aborcji, plasującej się na poziomie rozważań teologiczno-etyczno-filozoficznych będących poza zasięgiem 99% wyborców jako takich. Tych ludzi nikt nie wychowywał w poszanowaniu dla tajemnicy życia, za to nagle postawiono ich wszystkich przed testem dziwiąc się niezmiernie, że go zbiorowo oblali.    [c.d. kliknij poniżej "Następna"]

Skończyło się więc tak jak musiało, większość zdębiała, część wyszła na ulicę, reszta siedzi w domu bo głosuje na PiS, ale też pomstuje. Radia słucham tylko w trasie gdy prowadzę auto, i poza Zetką jest to też Radio Maryja gdzie często słyszę wypowiadaną przez o. Rydzyka sentencję: "Kto myśli na rok do przodu – sieje zboże, na dziesięć lat – sadzi las, daleko w przyszłość – kształci dzieci i młodzież". Zdaje się tylko on po stronie Kościoła rozumie tę potrzebę a tworząc uczelnię wyższą dobitnie to potwierdził. Niestety patrząc na morze młodych podążających ulicami Warszawy trzeba stwierdzić, że to wciąż kropla w morzu potrzeb.

Tych ludzi nie ukształtowano w kierunku poszanowania życia, nie wyczulono także na indoktrynacyjne techniki liberalnych mediów, przez co nawet nie wiedzą kiedy wpadają w zakładane na nich sidła. Bo dla przykładu, gdy młodzi wyrażają gremialnie sprzeciw dla życia dzieci chorych, bez względu na pobudki dla jakich to robią, nie rozumieją, że argumentacja jaką używają "zabijanie dla skrócenia cierpienia" to także argumenty za eutanazją. Jeśli bowiem nie możemy zgodzić się na cierpienie dziecka zaraz po urodzeniu to dlaczego miałoby się też męczyć dziecko, które choć urodzone w zdrowiu rok później zaczyna chorować nieuleczalnie w wyniku późnego ujawnienia się choroby genetycznej? A co z chorymi dorosłymi, także cierpiących i bez szans na poprawę, skazanymi na wózek inwalidzki czy łóżko i odleżyny? Tak sobie też myślę, że z tej diabelskiej wrażliwości na cudze cierpienie można wynieść także żądanie zabicia staruszki, która trzęsąc się i ledwo sunąc chodnikiem może przecież wzbudzać negatywne emocje. Przesadzam? A niby dlaczego, skoro moja "wrażliwość" może się kończyć tam gdzie zaczyna się dopiero "wrażliwość" innego człowieka? 

Ta liberalna nowomowa to jest straszne cholerstwo, bo potrafi w niezauważalny dla nas sposób postawić nas po drugiej stronie barykady. Wymaga się od zwykłych ludzi by zrozumieli potrzebę ochrony życia i nie ulegali lewackim sloganom, gdy tymczasem wpadł przykładnie w te sidła sam Prezydent. Nie wiem kto pierwszy rzucił hasło "Nie można zmuszać nikogo do heroizmu", chyba Kożuchowska, ważne, że potem zaczęło to skakać od jednego celebryty do drugiego aż niestety podpisał się pod tym sam Andrzej Duda. Tym czasem heroizm to jest proszę Państwa cnota, zdolność do czynienia rzeczy wielkich, cecha bohaterów i użycie tego terminu w aspekcie walki ze słabszymi i niemogącymi się bronić tragicznie wypacza jego znaczenie (nawet odwraca), szczególnie, że to właśnie heroizm wiąże się często z obroną życia cudzego i często kosztem swojego. Abstrahując od stanowiska PAD ws. aborcji eugenicznej, które tak niespodziewanie zaprezentował swoim wyborcom, należy postawić pytanie jaki przykład daje tym hasłem dla młodego pokolenia Głównodowodzący - że nie warto być bohaterem? Chcąc trzymać się tego hasła, chcąc być konsekwentnym musielibyśmy rozpuścić zaraz wszystkich lekarzy do domów, bo ich praca w szpitalach to w czasie epidemii także czysty heroizmu. Doprawdy nie wiem na ile ten coming-out Prezydenta to efekt ukrywania poglądów a ile jest w tym roboty ludzi pokroju Marka Balickiego, ministra w rządzie SLD, zwolennika aborcji i marihuany na użytek własny, który zgodnie z tym co czytam na stronie Pałacu jest doradcą Prezydenta w dziedzinie medycyny - bo jakoś mnie to wszystko w jednej chwili przestało obchodzić. Zastanawiam się za to, czy jeśli to ukłon w kierunku potencjalnych wyborców przyszłej partii Pana Prezydenta to może byłoby uczciwej, a na pewno taniej i szybciej, przybić sztamę z Szymonem Hołownią? Wszak i ten katolik od pewnego czasu ciężko orze na tym poletku.

Koniec. Myślę, że nie ma w tych dniach w Polsce nikogo, kto nie zajął stanowiska w temacie prawa do życia dzieci poczętych. Ufam, że tym co wybrali śmierć przyjdzie się kiedyś gęsto tłumaczyć przed Stwórcą a już szczególnie osobom duchownym, które w oczywistej chwili próby wolą uchodzić za fajnych i wyrozumiałych, zapominając, że tu idzie nie o nich ale o to, że gdy oni plotą swoje farmazony gdzieś w Polsce wyrywa się dziecku kończyny. Tymczasem katolicy, czyli my jak i te gaduły wierzymy, że w akcie małżeńskim a zarazem w akcie poczęcia bierze udział sam Pan Bóg, i z tylko jemu znanych powodów jedne dzieci wracają do niego drogą poronienia naturalnego, inne zaraz po porodzie, innym dał zadanie życia pośród ludzi zdrowych. Wciąż wierzymy, prawda?

W sumie to nie wiem czy ludzie, którzy popierają aborcję będą przez to cierpieli po śmierci - tak tylko sobie straszę. To przecież prerogatywa Stwórcy a z Jego miłosierdziem podobno jest tak, że zaledwie jednym, szczerym westchnieniem w chwili śmierci można sobie zasłużyć na zbawienie - rzecz jasna jeśli się zdąży to w porę zrobić. Za to tak tylko z czysto ludzkiego punktu widzenia wiem, że będą się oni kiedyś zwyczajnie wstydzili tego co dziś robią. A tym wszystkim, którzy twierdzą, że taka chwila nigdy nie nastąpi dedykuję odcinek "Mam talent Wielka Brytania", który wysłała mi siostra zakonna jako komentarz do wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Być może zawstydzicie się chociaż troszkę już w trakcie oglądania.

https://youtu.be/Kfts7UUxWy4

2 komentarze:

  1. @Integrator
    Wiesz co jest najstraszniejsze? Że Wielka Brytania ma jednocześnie najbardziej okrutne prawo aborcyjne na świecie. W obliczu tego faktu, ten występ jawi się jak szyderstwo.
    Na szczęście my mamy swoje uczucie, swoją wrażliwość i swój rozum.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego nie pisałem o tym państwie tylko chciałem by wszyscy zobaczyli te dzieci z których nie chcą widzieć. Patrz cholera one czują?!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.