czwartek, 1 października 2020

Integrator: Telefon do wicepremiera Kaczyńskiego

Źle się stało, że doszło do tak silnego przesilenia w obozie Zjednoczonej Prawicy. Niedobrze. Nawet jeśli to był tylko zabieg medialny mający na celu zmiękczenie przeciwnika, nie powinno było dojść do sytuacji, w której rzecznik PiS ogłosza, że koalicji już nie ma. Zapewne Lider Solidarnej Polski poprawnie odebrał wysłany mu w ten sposób sygnał, niestety został on wysłany w formule komunikatu otwartego, przez co trafił także do wyborców nie mających pojęcia o niuansach politycznych przepychanek i stosowanych w ich trakcie technik. Większość więc odebrała to najprościej jak się da - jak bolesny policzek wymierzony im bez uprzedzenia - i bardzo wzięła to sobie do serca. Spadło to na zwykłych ludzi niczym grom z jasnego nieba, podcinając ich zaufanie do PiS, które w tej rozgrywce, w ich mniemaniu, wystąpiło w roli agresora. Ale rykoszetem dostał także obóz Zjednoczonej Prawicy jako taki, bo się nagle okazało, że on wcale nie gwarantuje nam spokoju, przeciwnie, w każdej chwili może dostarczyć przykrych wrażeń. Szkoda, że zanim padła decyzja o wypuszczenia rzecznika przed kamery, nikt nie pomyślał o tym, że każda bomba poza tym, że osiąga zamierzony cel, generuje także fale uderzeniową, która niszczy wszystko co napotka na drodze.

Poza wyborcami, którym naruszono fundamenty na których zbudowali oni swe poparcie dla PiS, do bezpośrednich ofiar tego zrzutu należy zaliczyć także dziennikarzy. Ale nie tych funkcjonujących blisko rządu, bo ci będą tam trwać do końca, ale tych wolnych strzelców obracających się w obszarze idei narodowo-patriotycznej (doprawdy nie wiem, kto wymyśla te nazwy), której ten rząd był dla nich w większym lub mniejszym stopniu nosicielem. Pomijając indywidua, które trwają w wietrznej opozycji, i które znajdują międzynarodowy spisek w każdym byle potknięciu, było jednak paru dziennikarzy, którzy przyciągali uwagę także wyborców "z innej bajki" a swą narracją dla bieżących zdarzeń budowali dla tego rządu swoistą otoczkę ochronną. Przy całym krytycyzmie dla obozu Dobrej Zmiany ze strony takiego Gadowskiego, Ziemkiewicza czy nawet Michalkiewicza zachowywali oni może nie tyle umiar w swych komentarzach, co jednak stosowny dystans - jednym słowem: nie pluli, nie szydzili, potrafili dostrzec dobre intencje rządzących. Fala uderzeniowa w zaledwie jedną chwilę zmiotła ten kruchy mezalians, no a dalej to już wiemy jak to się potoczyło. Wystarczy spojrzeć co się zaczęło za ich przyczyną wyprawiać w sieci. Ten pierwszy mówiąc o Kaczyńskim używa słowa "psychiatryk", a ten drugi palnął w sumie to samo tyle, że z użyciem słów bardziej dosadnych. Nie wiem jeszcze jak poradził sobie z tą sytuacją pan Michalkiewiczowi i wszyscy następni stojącym w kolejce, ale chyba nie chcę wiedzieć. Oczywiście, w pewnym stopniu wykazali słabość zbyt wcześnie wyskakując z samolotu (koalicja przetrwała a ustawy będą jeszcze mielone) a jednak dobrze było mieć ich na pokładzie, działających dla wspólnej sprawy gdzieś tam na drugim, trzecim planie.

Mówiąc o stratach nie można zapomnieć o zawieszonych posłach a nadto o Ministrze Rolnictwa. Pamiętam z czasów dzieciństwa scenę z filmu "W pustyni i w puszczy" (z filmu, bo książkę przeczytałem później a obrazy w nim widziane i tak towarzyszyły mi potem w trakcie lektury) gdy Staś Tarkowski stoi wyprostowany przed człowiekiem od którego zależy jego życie i odważnie mu odpowiada. Zbyt ładny to kawałek by go tu nie przytoczyć:

"Nastała chwila milczenia, więc Mahdi, sądząc, że chłopiec nie zrozumiał pytania, powtórzył je wyraźniej:

 — Czy chcesz przyjąć moją naukę?

 Na to Staś ręką, którą trzymał przy piersiach, zrobił nieznacznie znak krzyża świętego, jakby z tonącego okrętu miał skoczyć w odmęt wodny.

 — Proroku, — rzekł — twojej nauki nie znam, więc, gdybym ją przyjął, uczyniłbym to tylko ze strachu, jak tchórz i człowiek podły. A czyż zależy ci na tem, by wiarę twoją wyznawali tchórze i ludzie podli?" 

Właściwie, to jedno tylko pytanie chciałbym zadać Prezesowi gdyby podniósł słuchawkę - czy chce by otaczali go tylko tchórze? - wszak jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, osobiście podjął decyzję o zawieszeniu posłów, którzy głosowali przeciwko "piątce". Szczególnie symbolicznie wpisał się w tę pięknie wyeksponowaną przez naszego wieszcza postawę poseł Ardanowski, usunięty z Ministra Rolnictwa za swe głośne "nie". Przyglądam się temu politykowi już od jakiegoś czasu i wydaję mi się, że lepszego człowieka w tej funkcji nie było. Nie ujmując poprzednikom, którzy piastowali to stanowisko za rządów Dobrej Zmiany, widać było, że cieszył się  on poparciem rolników, twardo stawał w ich obronie, a gdy trzeba było twardo i po chłopsku także i z nimi rozmawiał. Nie wiem czy on jest rolnikiem z krwi i kości, czy jego korzenie sięgają chaty polskiego chłopa, acz swą postawą dawał wszelkie podstawy by takim go odbierać i by mu zaufać. Czyż w gruncie rzeczy nie o to chodziło? Czyż celem ciągłych zmian na tym stanowisku nie było znalezienie w końcu człowieka w którym Polska wieś odnajdzie swojaka i pójdzie za nim? Bo przecież nie pójdą za warszawskim intelektualistą Kaczyńskim, tak to nigdy nie zadziała, na pewno nie w skali o jakiej nam się marzy. A już szczególnie to duży błąd, że taki człowiek popadł w niełaskę akurat przez to, że umiał odważnie stanąć w obronie tego w co wierzy. Bardzo bym chciał by Jarosław Kaczyński, od popierania którego mimo wszystko nikt mnie już raczej nie odwiedzie, jednak się zreflektował i tak jak dał szansę Gowinowi i Ziobrze, dał ją także komuś za kim nie stoją posłowie dający siłę negocjacyjną w  dyspucie o kierunkach rozwoju Zjednoczonej Prawicy. Głos Ardanowskiego powinien zostać usłyszany a jego postawa doceniona. Zwłaszcza, że sposób w jaki wygłosił swoje zaniepokojenie daleki był od politycznego awanturnictwa - wady zdradzanej przez ludzi na zbyt wysokich stołkach, których jak najbardziej należy wówczas piętnować i zwalczać. Tu pieniactwa nigdy nie było. I niech mnie nikt nie próbuje drażnić sloganami, że mleko się już rozlało. Wiem, że jest nowy minister ale wszystko da się odkręcić, bo jak mawiała jedna z moich ciotek - nie da to się otworzyć parasola w dupie. Wiem, wiem są panie na sali, przepraszam, ale on wciąż jeszcze może zebrać wylewających się na ulicę rolników, zatrzymać niechęć, która właśnie rozpoczęła swój turnus po polskich wsiach. Panie Prezesie, nie stać nas na otwieranie kolejnego frontu, do cholery! 

Zdaję sobie sprawę, że do tej słuchawki mówi amator być może naiwnie postrzegający świat, niemniej wychowany na wsi i starający się widzieć sprawy możliwie prosto, czyli tak jak je Pan Bóg stworzył. I choć urodziłem się w mieście, mieszkam w mieście a przez wiele lat tułałem się po miastach zbierając kolejne fakultety, akurat tam na Podlaskiej wsi zrozumiałem, że wbrew pozorom wszystko zbudowane jest i działa w oparciu o te same, proste prawidła, a naszą główną powinnością jest stale odróżniać dobro od zła, i przeciwstawianiu się temu ostatniemu.

Gdyby więc okazało się, że z drugiej strony słuchawki znalazł się przypadkiem Jarosław Kaczyński to namawiał bym go by do walki ze złem (którą według mnie wciąż rozmyślnie prowadzi), zapraszał ludzi - nie takich co mu tylko kiwają, nieprzymierzając, jak te pieski z główką na druciku, wstawiane przez niektórych z zamiłowaniem za przednią szybę auta - ale takich właśnie jak Staś Tarkowski. Którzy pójdą za nim w ogień, ale gdy pobłądzi (a ludzka to rzecz) będą umieli mu to odważnie powiedzieć i nie spotka ich za to kara. Tylko tacy ludzie, o stalowych kręgosłupach, jasnych umysłach i czystych sercach, mogący działać w zgodzie z własnym sumieniem pójdą bić się za sprawę z każdym i do końca. Tak, mówię o odnawianiu kadr.  Tak, wiem jaki z tym jest problem. Wiem, że po wielu próbach otwarciach na nowych ludzi a zarazem po licznych zawodach jest pokusa by okopać się w małym gronie sprawdzonych wojaków. Ale czas i wypalenie robi swoje i nie da się stawiać państwa tylko na ludziach, którzy spali swego czasu na styropianach. Szczególnie, że sygnalizowane przez Kaczyńskiego plany wymagają zapału, zaparcia, siły - rycerstwa, które choć w mniejszości to z ryngrafami na piersi ruszało z powodzeniem na większych sobie. Nowej husarii nam do tego dzieła potrzeba.

Gdyby Jarosław Kaczyński zechciał dalej trzymać słuchawkę przy uchu, podziękował bym mu, że wziął tekę wicepremiera i poprosił by nie słuchał rechotu, który ta decyzja wzbudziła. Bo odkąd to niby, pytam rechoczących, łączenie funkcji rządowej z faktycznym władztwem partyjnym stało się w Polsce takim nowum? Za Tuska może? I skąd u licha takie salto w optyce postrzegania spraw, która pozwalała wam do wczoraj stawiać koronny zarzut Prezesowi, że sterując z tylnego siedzenia unika odpowiedzialności za decyzje realizowane cudzymi rękami? Przesiadł się więc do przodu i też źle? Skąd te kpiny, przeplatane nagłą troską o to czy stary czlowiek da radę? A niby jak on do tej pory pracował, jak nie całym sercem, całym życiem i ze wszystkich sił! Gdzie zgubiliście przyzwoitość, bez której tracicie czas na głupkowate wywody czy Kaczyński jest teraz pod Morawieckim czy może pod sobą samym, i kto ma kogo w drzwiach witać? Młodszy człowiek zawsze starszego, a młodszy polityk seniora polskiego parlamentu - przełkniecie? Wątpię, bo znam tę waszą chamską politykę - jakkolwiek stanie, dupa i tak zawsze z tyłu. Hura!

W końcu by nie przedłużać, skoro ma on już oficjalnie tyle ministerstw na głowie a i ja mam swoje, niemniej przecież ważne sprawy (żart), chciałbym mu poradzić, by korzystając z otrzymanych uprawnień przejrzał tych parę najbardziej drażliwych spraw, a dokumentów, do których dostał właśnie prawo wglądu. I by porównał co mu szeptano do ucha z tym co tam przeczyta. Szybko się wtedy zorientuje, kto z przybocznej warty to druh prawy a kto dostęp do szefa przekuł w łatwy pieniądz. Szybką się robi bowiem karierę z taką "kompetencyją" i w kilku spółkach naraz, gdy na prośbę kolegów odpowiednio się sprawy Prezesowi naświetla. Będzie wtedy Wicepremier wiedział kto tam jest gracz salonowy co pięknym słowem sypie, a kto pot z czoła ociera, mozolnie pchając swój wózek. Skończy się może "Ucho Prezesa" i to widoczne już gołym okiem rozprężenie, a wróci wytężona praca.

To tyle. Pozostaje się rozłączyć. Powodzenia Panu życzę. Z Panem Bogiem!  

Autor: Integrator

5 komentarzy:

  1. @Integrator
    Ładnie to napisałeś. Ja mam tylko trzy uwagi. Przede wszystkim w ogóle nie wiemy, w jaki sposób to całe zamieszanie wpłynie na poparcie dla PiS-u. Skoro, jak sam mówisz, zwykli ludzie nie rozumieją o co tu chodzi, to tym bardziej zwykli ludzie będą mieli w nosi, to czy Gadowski z Ziemkiewiczem będą dalej smrodzić, czy może na chwilę przestaną.
    Po drugie nie ma porównania między pozycją Ardanowskiego, a takiego Ziobry. Wyrzucenie Ardanowskiego w żaden sposób nie wpłynie na stabilność rządzenia, Ziobry, czy Gowina - owszem.
    Co do poparcia wsi, bądź spokojny. Twoja świętej pamięci babcia popierała PiS ze względu na intelektualistę Kaczyńskiego, a nie aktualnego ministra rolnictwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynając od końca, to opowiem Ci zatem o mojej babci jeszcze coś więcej, niż mówiłem. Bo ona faktycznie tak miała ale była "inna", rocznik przedwojenny, ja zaś piszę o współczesnych chłopach. To już nie to samo. Dlatego boję się o to jak zachowają się rolnicy, to się oczywiście okaże, niemniej czy był sens go wyrzucać gdy to tak ładnie sobie grało? W sumie za ustawę która była tylko przykrywaką dla tej "bezkarnosciowej".
    Myślę że twardy elektorat zostanie ale plankton odpłynie do alternatyw, no i smutno się głosuje, gdy nie ma tej radości w sercu.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Integrator
    Ja bym oczywiście o wiele bardziej wolał by zamiast niego poleciałam ta cała Maląg. Podobnie jednak jak jestem pewien że reputacji PiS-u znacznie bardziej od nieobecności Ardanowskiego szkodziła obecność Gadowskiego i Ziemkiewicza. Chodzi mi o to, że jeśli powodzenie PiS-u ma gwarantować jeden minister, to już dziś
    można na nich machnąć ręką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze chodzi o tego jednego przynajmniej póki nie mają większości. Te cegiełki tak są właśnie układane. Wypadnie minister Ziobro wypadnie rząd, to wada na poziomie elementów konstrukcyjnych koalicji. Z Ardanowskim jest zaś tak, że jego odwołanie może być od dziś pretekstem do każdych działań na poziomie rolników. Przecież my w dużej mierze działamy w oparciu o symbole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Integrator
      Biorąc pod uwagę fakt, że dwie trzecie posłów PiS-u to potencjalnie zdrajcy, to nigdy nie ma większości.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.